Już po raz drugi Rzecznik Praw Dziecka apeluje, by minister Anna Zalewska wsłuchała się w głosy niezadowolonych rodziców i przeciążonych obowiązkami siódmoklasistów. Do tej pory minister winą za problemy obciążała samorządowców, a od interwencji uchylała się prosząc o konkrety

O “nieprzyjaznych dzieciom” szkołach po reformie edukacji Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak pisał do minister Anny Zalewskiej już 30 października 2017 roku. Najwięcej skarg dotyczy przeładowanych szkół i planów, dwuzmianowego trybu zajęć oraz nadmiernego obciążenia zadaniami domowymi.

Z relacji rodziców proszących Rzecznika Praw Dziecka o interwencję  wynika, że na „deformie” najbardziej ucierpieli siódmoklasiści. Uczniowie klas siódmych od września uczą się bowiem według nowych podstaw programowych. W praktyce oznacza to, że kurs historii czy fizyki poznają „od środka”, a nauczyciele materiał „do nadrobienia” przemycają w pracach domowych. 



„Problem nadal pozostaje aktualny i w dalszym ciągu Rzecznik Praw Dziecka otrzymuje w tej sprawie wiele zgłoszeń” – pisze 30 listopada 2017 roku. Marek Michalak w kolejnym wystąpieniu do minister Anny Zalewskiej. Tym razem do listu – zgodnie z prośbą minister z 6 listopada 2017 wyrażoną na spotkaniu z Rzecznikiem – załącza też listę placówek, z których płyną skargi. Lista nie jest jawna, bo jak podaje biuro RPD, Rzecznik chce „uniknąć stygmatyzowania, nie pogłębiać i tak już skomplikowanej sytuacji uczniów oraz nie chce wzmacniać zainteresowania tymi szkołami”.

Jako ilustrację sytuacji w polskich szkołach Rzecznik przedstawił list rodziców jednego z siódmoklasistów z października 2017 roku. „My pragniemy tylko odzyskać popołudniami i w weekendy nasze dziecko, chcemy nie mieć w domu uczącego się robota, ale człowieka z krwi i kości, który zje z nami obiad, porozmawia niekoniecznie o szkole i raz na jakiś czas się uśmiechnie, bo w tej chwili, syn od momentu wejścia do domu staje się nieobecny. Nie ma już w nim radości i ciekawości nauki, a jest tylko przymus, praca, nauka” – pisali rodzice.

Cały list OKO.press opublikowało 28 października 2017 tutaj.



Tym razem Rzecznik domaga się  nie tylko stanowiska, ale interwencji MEN. Proponuje, by minister objęła nadzór nad wskazanymi placówkami, a także systemowo zajęła się kwestią przeciążenia obowiązkami. Według Rzecznika potrzebne jest też merytoryczne wsparcie dyrektorów szkół i nauczycieli tak, by

„wprowadzanie reformy edukacji było możliwie jak najmniej uciążliwe dla uczniów i gwarantowało im realizację prawa nauki w warunkach przyjaznych, bezpiecznych i higienicznych, a także chroniło ich prawo do wypoczynku, zabawy i posiadania czasu wolnego”.

Spychologia MEN

Do tej pory Ministerstwo Edukacji Narodowej uchylało się od wzięcia odpowiedzialności za sytuację w szkołach. 5 września 2017 roku minister Anna Zalewska w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM mówiła, że problemy organizacyjne co prawda dostrzega, ale to nie wynik przekształceń, lecz nieodpowiedzialnej polityki samorządów.

13 października 2017 pytana o dwuzmianowość i przeładowane plany (ponownie w RMF FM) winą obarczyła samorządowców, którzy w jej opinii źle zarządzają pieniędzmi obywateli. Mówiła:

„Panie redaktorze, ma Pan to nieszczęście, że mieszka w Warszawie, gdzie o edukację się kompletnie nie dba.

(…) Nie może być tak w XXI wieku, że po to, żeby zaoszczędzić na edukacji, kumuluje się roczniki, powoduje, że jesteśmy jedynym właściwie już krajem w Europie, który ma jakąkolwiek zmianowość. Za rok będzie się to pomału kończyło, dlatego że inaczej będzie płacone za to, że są dwie zmiany a inaczej, gdzie jest jedna”.

„Nauczyciele dadzą sobie radę”

29 listopada TOK FM zapytał Zalewską, jak siódmoklasiści mają sobie poradzić z samodzielnym nadrabianiem materiału. Minister wzięła w obronę podstawy programowe dla szkół podstawowych (pospiesznie tworzone przez MEN) i uspokajała.

„Luki były we wcześniejszej podstawie programowej. Po to są podstawy programowe i nauczyciele. Oni naprawdę sobie poradzą”.

Minister ubolewała też, że rodzice nie zgłaszają uwag bezpośrednio do kuratoriów czy MEN, a zgłaszają się „do różnych redakcji”, co „uniemożliwia przeanalizowanie sytuacji”. Złożyła jednak w dość urzędowym języku deklarację: „Kiedy pojawią się konkretne informacje, będziemy mogli razem z wizytatorami przeanalizować konkretne zdarzenia, bo na to może składać się wiele czynników, łącznie z kwestią umiejętności wykorzystywania jednostki lekcyjnej czy realizowania podstaw programowych.

Przypomnę, że wszyscy nauczyciele zostali przeszkoleni. Ale mają prawo powiedzieć, że potrzebują pomocy i takiej pomocy im dostarczymy”.

Teraz, gdy MEN otrzymał od Rzecznika Praw Dziecka listę szkół, z których płyną skargi, uchylanie się od odpowiedzialności nie będzie takie łatwe.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym