Mam wrażenie, że demokratyczność alkoholizmu nauczyła go o prawach człowieka nie mniej niż wszystkie jego książki, wykłady, międzynarodowe projekty, konstytucje, nad którymi pracował. Żegnamy Cię, bracie Wiktorze, choć nie znikasz z naszego trwającego jeszcze życia i wspierasz w walce o trzeźwość

Zmarł Wiktor Osiatyński. Wikipedia żegna go takim swoim pierwszym zdaniem: „polski prawnik, pisarz, publicysta, nauczyciel akademicki, działacz społeczny. Specjalizował się w zakresie prawa konstytucyjnego, historii doktryn politycznych i prawnych oraz praw człowieka.” Wszystko to prawda, ale ja i tysiące innych osób, zgadzając się z owymi osiągnięciami, zajęciami, zawodami i umiejętnościami, ujęlibyśmy to inaczej.

Może tak: Wiktor Osiatyński, mężczyzna-feminista, niepijący alkoholik, przyjaciel, również dla tych, którzy nigdy go osobiście nie spotkali, starszy brat w trzeźwieniu. Był tą właśnie osobą, która dzięki własnej odwadze wychodzenia z uzależnienia, determinacji i pracy, jaką w to włożył przez kilka dekad swojego życia, tysiącom innym pomógł wypowiedzieć niewypowiadalną (bo nieakceptowaną, naznaczoną stygmatem wykluczenia i społecznego potępienia) autoprezentację: jestem alkoholikiem. Ile lat bym nie trzeźwiał – jestem alkoholikiem.

Dzięki Wiktorowi Osiatyńskiemu, który z niezachwianą konsekwencją mówił tak o sobie, to słowo wybrzmiewa dziś inaczej. Ta identyfikacja, tożsamość pozwalała wielu z nas wygrać bitwę o własne życie i dalej żyć. Pozwala i będzie pozwalać – w ogromnej mierze dzięki Wiktorowi, który wiedząc, że widzimy „polskiego prawnika, pisarza, publicystę, nauczyciela akademickiego, działacza społecznego, współautora polskiej Konstytucji” deklarował: jestem alkoholikiem. Który nie pije, który trzeźwieje, który, będąc wybitną postacią życia publicznego, pozwalał sobie być człowiekiem niedoskonałym i żywić ciepłe uczucia do swoich rozpoznawanych wad. Rzadkość na rzadkościami.

A jeszcze w ostatnich latach dokonał innego radykalnego zwrotu w widzeniu i rozumieniu świata (czemu wszakże wcześniej poświęcił kilka świetnych książek): w świecie męskim, w świecie męskiej wszechobecnej władzy, w królestwie patriarchatu miał odwagę wyznać: jestem feministą, bo tak jest uczciwie i sprawiedliwie, i my mężczyźni nie możemy tego dalej nie zauważać i ignorować.

Miał w swoim życiu odwagę podważyć fundamenty naszej patriarchalnej kultury: przyznać sobie, jako mężczyźnie, prawo do uczuć, słabości i porażek oraz oddać rację postulatom feministycznej zmiany paradygmatu. Jestem najgłębiej przekonany, że gdyby najpierw nie powiedział: jestem alkoholikiem i zmieniam moje życie trzeźwiejąc, nie zdobyłby się też na wyznanie feministyczne.

Jest i pozostanie dla nas, tysięcy niepijących alkoholików/czek, starszym bratem w trzeźwieniu, zmianie życiowej, pragnieniu świata bardziej sprawiedliwego, równościowego, demokratycznego. Mam wrażenie, że demokratyczność alkoholizmu nauczyła go o Konstytucji nie mniej niż wszystkie napisane książki, wygłoszone wykłady, zrealizowane projekty, napisane konstytucje. Żegnamy Cię, bracie Wiktorze, choć nie znikasz z naszego trwającego życia i wspierasz w walce.



Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!