Stowarzyszenia Tama i Obywatele Solidarni w Akcji znów wykorzystały lukę w prawie, pozwalającą obejść zakaz manifestowania przeciwko miesięcznicom smoleńskich. Sądy nie uchyliły jednak zakazu zgromadzenia Obywatelom RP. Obywatele będą więc manifestować nielegalnie

Dzisiaj wieczorem (10 czerwca) w pobliżu Pałacu Prezydenckiego odbędą się trzy legalne manifestacje. Pierwsza to marsz smoleński, zgłoszony jako zgromadzenie cykliczne. Zgodnie z przepisami uchwalonymi przez PiS, w miejscu i czasie takiego zgromadzenia nie mogą odbywać się żadne inne zgromadzenia, a jeśli ktoś je zgłosi, urząd gminy lub w ostateczności wojewoda mają obowiązek ich zakazać.

W maju okazało się, że od tej reguły jest wyjątek. Stowarzyszenie na rzecz Demokracji “Tama” oraz Obywatele Solidarni w Akcji zgłosili swoje kontrmiesięcznice w tzw. trybie uproszczonym, w którym ani urząd gminy, ani wojewoda nie mają prawa do wydania zakazu. Posłowie PiS odgrażali się, że lukę w prawie załatają, ale nie zrobili tego, więc w czerwcu Tama i OSA powtórzyły ten sam manewr. Tama zgłosiła zgromadzenie na skwerze Hoovera, a OSA przed Kordegardą. Wojewoda mazowiecki zakazał ich, ale w obu przypadkach sądy zakaz uchyliły, uzasadniając, że nie miał podstawy prawnej.



Obywatele RP przegrywają

Nie udało się za to zarejestrować zgromadzenia Obywatelom RP. Zgłosili je naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego, w miejscu, w którym manifestują od ponad roku. Postanowili nie korzystać z luki prawnej, użytej przez OSĘ i Tamę. Liczyli na to, że sąd wbrew wyrokowi Trybunału stwierdzi, że przepisy faworyzujące zgromadzenia cykliczne są niezgodne z gwarantowaną przez Konstytucję wolnością zgromadzeń.

“Odbierając nam prawo do swobodnego zgromadzania się, ustawodawca zaprzeczył nie tylko przepisom polskiej Konstytucji, lecz i aktów międzynarodowych, których Polska jest stroną” – mówił w trakcie rozprawy Wojciech Kinasiewicz z Obywateli RP.

Apelował do sędziego, by bronił Konstytucji “w sytuacji, w której fundamenty prawa są zagrożone, a jedyny bezpiecznik – Trybunał Konstytucyjny – całkowicie ubezwłasnowolniony”. Powołał się przy tym na wypowiedzi Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf i byłego sędziego TK Marka Safjana, którzy zachęcali sędziów do bezpośredniego stosowania przepisów Konstytucji, na co pozwala jej artykuł ósmy. Ich zdaniem oznacza to, że na sędziach spoczywa obowiązek prokonstytucyjnej wykładni przepisów prawa, a także możliwość niezastosowania przepisu ustawy w konkretnej sprawie, gdy jest rażąco niezgodny z Konstytucją lub prawem międzynarodowym.

Sędzia Andrzej Kuryłek odpowiedział na to (ale tylko w ustnym uzasadnieniu), że: „ostatecznie kwestia została w dużym uproszczeniu tak rozstrzygnięta, że orzecznictwo SN, sądów powszechnych uznało, że jedynym podmiotem kompetentnym do oceny konstytucyjności ustaw jest TK. (…) Wydaje się, że ten pogląd chyba nadal jest obowiązujący”. A potwierdzać jego przekonanie miał wyrok Sądu Najwyższego w sprawie dyscyplinarnej z 2015 r., w której „SN m.in. uznał za zasadny zarzut sformułowany przeciwko sędziemu, iż odmówił zastosowania ustawy z powołaniem się na zasady konstytucji”.

Rzeczywiście, wspomniany sędzia został ukarany za bezpośrednie stosowanie Konstytucji, a Sąd Najwyższy wypowiedział się w tamtym orzeczeniu stanowczo: „podstawą odmowy stosowania przez sąd przepisów ustawowych nie może być zasada bezpośredniego stosowania Konstytucji. Bezpośredniość stosowania Konstytucji nie oznacza bowiem kompetencji sądu powszechnego (ani innego organu powołanego do stosowania prawa) do kontroli konstytucyjności obowiązującego ustawodawstwa”.



Dobra zmiana w prawie o zgromadzeniach

Sędzia Kuryłek nie ma jednak racji, twierdząc, że kwestia rozproszonej kontroli konstytucyjności została ostatecznie rozstrzygnięta. Obsadzenie Trybunału sędziami nieprawidłowo wybranymi i jawnie posłusznymi wobec aktualnej władzy na nowo wywołały dyskusję o możliwości stosowania przez sądy tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjności. Poświęcona była temu konferencja w marcu 2017 r., podczas której przeważały głosy (m.in. prof. Gersdorf, prof. Safjana, prof. Ewy Łętowskiej) przemawiające za bezpośrednim stosowaniem Konstytucji, szczególnie w sytuacji naruszenia wiarygodności Trybunału. Zainteresowanych problemem odsyłamy też do artykułu profesorów Macieja Gutowskiego i Piotra Kardasa, którzy także podzielają to zdanie.

W trakcie rozprawy okazało się, że nawet gdyby sędzia Kuryłek miał inny pogląd na kwestię rozproszonej konstytucyjności, i tak zakazu by nie uchylił. W ustnym uzasadnieniu wyroku wychwalał przepisy faworyzujące zgromadzenia cykliczne: “To zmiana w dobrym kierunku. Wynika z logicznego odczytywania art. 57 Konstytucji [dot. wolności zgromadzeń – red.]”. W uzasadnieniu pisemnym rozwinął myśl: „Kwestionowana regulacja nie narusza istoty wolności zgromadzeń, lecz harmonizuje wzajemne wykonywanie wolności zgromadzeń z innymi wolnościami i prawami człowieka, mając przy tym na celu zabezpieczenie porządku publicznego i urzeczywistnianie dobra wspólnego”.

Obywatele RP odwołali się do sądu apelacyjnego, ale ten podtrzymał wyrok. W przypadku odwołań od zakazu zgromadzeń to ostatnia instancja.

Zaprotestują nielegalnie

Teoretycznie Wojciech Kinasiewicz mógłby teraz złożyć skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i dowodzić w niej, że Polska naruszyła jego wolność zgromadzeń (art. 11 Konwencji). “Trybunał mógłby jednak uznać, że Obywatele RP mogli użyć luki prawnej wykorzystanej już wcześniej przez innych zgłaszających, więc miał praktyczną możliwość zgromadzania się” – mówi OKO.press Ireneusz Kamiński, prof. PAN specjalizujący się w prawie międzynarodowym, były sędzia ad hoc Trybunału w Strasburgu.

Wyrok sądu apelacyjnego w sprawie Obywateli RP zapadł 8 czerwca. Dzisiaj na Pl. Zamkowym po raz drugi zgromadzą się nielegalnie. Tym razem wspólnie ze Strajkiem Kobiet.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym