Do środy 3 kwietnia organizatorzy strajku muszą powiadomić pracodawców, jeśli 8 kwietnia mają strajkować. Rząd deklaruje, że chce rozmawiać, ale nie podejmuje poważnych negocjacji z ZNP i FZZ, które żądają 30 proc. podwyżki. Lider oświatowej "S" idzie dalej niż rząd: "nie ma już możliwości podniesienia wynagrodzeń". I chce podpisywać 9,6 proc. podwyżki

Na sześć dni przed zapowiadanym na 8 kwietnia 2019 strajkiem w oświacie o ogromnej skali, po drugiej turze wtorkowych rozmów, Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych poprosiły o przerwę w negocjacjach do środy (3 kwietnia) godz. 13:00. Oficjalnie po to, żeby rząd miał czas na przeliczenie skromniejszej niż wyjściowe 1000 zł netto propozycji podwyżek  dla nauczycieli, a związki – jak mówiła premier Beata Szydło – „miały szansę na rozważenie możliwości zawieszenia strajku na czas egzaminów”. Premier Szydło mówiła, że „prosiła o to związki”. Nieoficjalnie FZZ i ZNP mówią, że to nie były prośby, ale naciski. Nie wygląda na to, by którakolwiek ze stron liczyła na to, że druga strona ustąpi.

„Nie możemy zgodzić się na zawieszenie protestu tylko w zamian za obietnicę dalszych rozmów” – odpowiadał wicepremier Szydło prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Związki proponują, strajk coraz bliżej

Związki zawodowe 2 kwietnia przedstawiły rządowi nową ofertę. Zamiast 1000 zł domagają się teraz 30 proc. wzrostu wynagrodzenia zasadniczego od stycznia 2019 roku. W tabeli, jaką przedstawili rządowi związkowcy wyliczyli, że oznacza to podwyżkę o: 

  • 725 zł dla nauczyciela stażysty;
  • 746 zł dla nauczyciela kontraktowego;
  • 847 zł dla nauczyciela mianowanego;
  • 995 zł dla nauczyciela dyplomowanego.

„Ta propozycja to około 2 mld mniej dla budżetu państwa niż poprzednia” – mówił Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Forum Związków Zawodowych. Jeśli zakładać – za rządem – że pierwsza propozycja kosztowałaby 14 mld, oznacza to, że obecna kosztowałaby 12 mld zł, czyli trzy i pół raza mniej niż szacunkowy koszt „piątki Kaczyńskiego”.

Ale – jak wiele razy się przekonaliśmy – wyliczenia rządu zmieniają się z tygodnia na tydzień. Anna Zalewska jeszcze w styczniu 2019 twierdziła, że 1000 zł podwyżki netto będzie kosztować budżet 17 mld zł, a przyspieszenie 5 proc. we wrześniu – ponad 1 mld zł. Potem MEN wyliczył te kwoty niżej: na odpowiednio 14 mld zł i 667 mln zł. Warto przy tym zauważyć, że dysproporcja między nimi jest zastanawiająca: pierwsza kwota jest 21 razy większa (co zapewne oznacza, że coś tu się nie zgadza).

Po południu rząd trzymał się wciąż – zgodnie z porannymi propozycjami – propozycji:

  • 9,6 proc. podwyżki kwoty bazowej od września 2019 roku, czyli ok. 300 zł brutto dla nauczyciela dyplomowanego;
  • a to w części kosztem dodatku za ocenę pracy, który pierwszy raz miał być przyznany w styczniu 2020 roku.

„Rozbieżności między propozycją rządową, a oczekiwaniami środowiska nauczycielskiego są ogromne” – mówił wiceprzewodniczący Business Center Clubu Wojciech Warski. To pierwszy raz, gdy reprezentant mediującej strony pracodawców zabrał tak stanowczo głos przed kamerami. „Pracodawcy rozumieją protest nauczycieli. Ich prestiż zawodowy ucierpiał przez cały okres transformacji. Nie wystarczą zmiany kosmetyczne, potrzebna jest skokowa zmiana wynagrodzeń. (…).

A do tego potrzebna jest decyzja polityczna. Być może trzeba inaczej rozłożyć akcenty w polityce społecznej, tak by zaspokoić oczekiwania nauczycieli” – mówił Warski.

Pewne jest, że na dziś – jak określił to prezes ZNP Sławomir Broniarz – „bliżej jest do strajku niż do porozumienia”.

Szydło gra na zwłokę: chcemy podpisać porozumienie z trzema centralami

W drugiej turze wtorkowych negocjacji “Solidarność” nie uczestniczyła aktywnie w negocjacjach, już tylko przysłuchiwała się rozmowom ostentacyjnie wyczekując już tylko na podpisanie porozumienia z rządem na warunkach, jakie ostatecznie – dwukrotnie ograniczając żądania – postawiła. Przewodniczący „S” Piotra Duda nie  brał już udziału we wtorkowych rozmowach.

A jednak zdumienie wywołała wypowiedź przewodniczącego oświatowej „Solidarności” Ryszarda Proksy po rozmowach z rządem. Powiedział:

„nie ma już możliwości podniesienia wynagrodzeń”.

„Solidarność” już rano była gotowa podpisać porozumienie. „Można powiedzieć, że nasze minimum negocjacyjne jest zrealizowane” – tłumaczył Proksa.

Premier Szydło podkreśliła, że rząd chce zawrzeć porozumienie ze wszystkimi – trzema – centralami związkowymi.

Rządowy plan „b” na strajk

Nie czekając na wyniki negocjacji, Minister Edukacji Narodowej 2 kwietnia podpisała nowe rozporządzenie ws. składu komisji egzaminacyjnych. “Każda osoba posiadająca kwalifikacje pedagogiczne może być członkiem zespołu egzaminacyjnego i nadzorującego podczas tegorocznych egzaminów” – poinformował MEN.

Oznacza to, że egzaminatorem będzie mogła być każda osoba z uprawnieniami pedagogicznymi – np. po kursie, która nie przepracowała żadnego dnia w szkole.

Środa 3 kwietnia to ostatni dzień, w którym związki zawodowe muszą poinformować pracodawców o planowanym na 8 kwietnia strajku.

PAD: nauczyciele jak twórcy. MF: trudno powiedzieć

Mimo wcześniejszych zapowiedzi propozycja prezydenta – 50 proc. koszty uzyskania przychodów jak dla twórców – nie była przedmiotem negocjacji płacowych. „Nic konkretnego z niej nie wynika. Do wprowadzenia takiego rozwiązania potrzebny jest długi proces legislacyjny i wyliczeniowy. A dodatkowo zmniejszenie przychodów będzie odbywało się kosztem samorządów. Najwcześniej możemy o tym rozmawiać jako o rozwiązaniu na przyszły rok budżetowy” – mówił Wittkowicz.

W rozmowie z OKO.press przedstawiciel Związku Miast Polskich Marek Wójcik zwracał uwagę, że zmniejszenie wpływów z PIT uderzyłoby w budżety samorządów, do których trafia połowa przychodów z tego podatku. Twierdził, że rząd chce obciążyć samorządy podwyżkami dla nauczycieli.

 

Uczestnik negocjacji anonimowo powiedział OKO.press, że pozytywnie przyjęta przez związkowców propozycja PAD miałaby dotyczyć tylko część nauczycieli: dyplomowanych i mianowanych. Zysk z tytułu 50 proc. kosztów przychodu to według prezydenckiego ministra to niecałe 300 zł brutto miesięcznie. “Szacunkowych wyliczeń nie jesteśmy w stanie zrobić. Ministerstwo Finansów może” – miał mówić Andrzej Dera. Tomasz Robaczyński wiceminister finansów odparł, że trudno stwierdzić czy jest to możliwe do wprowadzenia.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press