"Jak ktoś zajmuje się polityką, to dla niego strajk będzie polityczny. Ale dla nas, zwykłych zjadaczy chleba, liczy się to, jak pracujemy, jak żyjemy, jak jesteśmy traktowani, czy nas szanują, jaki sens ma nasza praca i nasze życie. To strajk o godność zawodu. I o lepszą edukację" - mówi OKO.press dyrektorka słynnej, eksperymentalnej szkoły w Radowie Małym

Co się wydarzy jutro rano w pani Szkole Podstawowej im. Kornela Makuszyńskiego w Radowie Małym, powiat łobeski, woj. zachodniopomorskie?

Ewa Radanowicz, dyrektor szkoły: Większość nauczycieli strajkuje i będzie strajkowała. Ja jako pracodawca oczywiście nie mogę. W trzy czy cztery osoby, które są ze mną w kadrze kierowniczej, będziemy starali się zapewnić opiekę dzieciom, które mogą się zjawić w szkole.

I oczywiście przeprowadzimy egzamin gimnazjalny od środy [10 kwietnia], bo mamy jeszcze ostatni rok gimnazjum, dwie klasy, około 40 osób. Plus pięćdziesiątka dzieci, które będą zdawać egzamin ósmoklasisty.

  • Ewa Radanowicz o sobie

    Jestem dyrektorem Szkoły Podstawowej w Radowie Małym, zarządzanej wg autorskiego programu, która w 2016 r. została członkiem międzynarodowej sieci Ashoka Changemaker Schools i otrzymała tytuł Szkoły z mocą. Jako ekspert ds. przestrzeni edukacyjnej, zmiany i innowacji wspieram szkoły w ich projektach rozwojowych. Nieustannie poszukuję najlepszych rozwiązań organizacyjnych i kierowniczych, które można zastosować w sferze edukacji. NieDaSię zamieniam w DaSię. Jestem członkinią grupy Superbelfrzy RP. Opracowany przeze mnie model szkoły, opierający się na tworzeniu nowoczesnego warsztatu pracy nauczyciela tzw. pracowniach tematycznych stał się dobrą praktyką i jest wdrażany przez kolejnych nauczycieli, szkoły. 

Egzamin ośmioklasisty jest dopiero od 15 kwietnia.

Tak, ale nie wiadomo, jak długo potrwa strajk. Zależy nam na tym, żeby dzieci nie płaciły tego kosztu. Egzaminy w niczym protestowi nie przeszkodzą. Szkoła strajkuje, nauczyciele strajkują, rozumiemy to, wspieramy. Nauczyciele rozumieją, że trzeba egzamin zrobić. Mam też zapewnienie, że nauczyciele z sąsiednich szkół przyjadą, by dołączyć do komisji egzaminacyjnej, czego wymaga prawo.

W Radowie Małym mieszka 1200 osób.

Mamy 400 uczniów. Gmina liczy niecałe 4 tys., typowo rolnicza, kiedyś tu były PGR-y w 93 proc., teraz ziemię wykupili zagraniczni inwestorzy.

Jeżeli was będzie czwórka, to zgodnie z przepisami możecie opiekować się setką dzieci. A jeśli przyjdzie więcej?

Prawo jest absurdalne. Mówi, że jako dyrektor szkoły mam zapewnić bezpieczeństwo wszystkim dzieciom, a jednocześnie, że nie mogę mieć więcej niż 25 dzieci na nauczyciela… Po prostu będę się kierowała rozumem. Zrobię wszystko, by dzieci zostały odpowiednio zaopiekowane, te które przyjdą oczywiście.

Dlaczego pani nauczyciele chcą strajkować?

Żeby zachować godność naszego zawodu. To, co zostało powiedziane o nauczycielach podczas przygotowań do strajku i podczas negocjacji, te wszystkie nieuczciwe, niesprawiedliwe słowa, że pracujemy mało, że źle się wywiązujemy z obowiązków… To jest nie do wytrzymania! Uważamy też, że zmiana w edukacji jest konieczna. No i płace, oczywiście. Płace podstawowe, bez nadgodzin, to po prostu żenująco niskie pieniądze, nie da się za nie żyć.

Jak jest w pani szkole z wykorzystaniem nadgodzin?

Od wielu lat prowadzę przemyślaną politykę kadrową, przewiduję, jakich nauczycieli będę potrzebowała, ile będzie dzieci, ilu nauczycieli może odejść na emeryturę.

Dbam o to, by prawie wszyscy nauczyciele mieli po półtora etatu, czyli maksymalną zgodnie z prawem liczbę nadgodzin

27 godzin tablicowych zamiast 18?

Nie wszyscy aż tyle. Jeśli ktoś nie zdobył dodatkowych kwalifikacji, to ma 3-4 nadgodziny. Zadaniem dyrektora jest zadbanie nie tylko o to, by  nauczyciele mieli poczucie, że ich praca ma sens, ale też, by zarabiali tak dobrze, jak tylko można. Jeśli szkoła jest na wsi, to dochodzą dojazdy, mam nauczycieli, którzy mieszkają 25 km od szkoły. Musi im się opłacać, żeby przyjechać do mnie z miasta.

Jest dodatek dla szkół wiejskich, 10 proc.

Dobrze, że jest. Na moich 40 nauczycieli, dwie trzecie dojeżdża spoza Radowa Małego.

Jaki był wynik referendum? 40:0?

Nie 40 lecz 50, bo także pracownicy niepedagogiczni głosowali. Trzy czy cztery osoby powiedziały, że nie chcą.  Ale z tego co wiem, dwie zmieniły zdanie.

Okaże się jutro.

Bo nie przyjdą?

Nie, przyjdą i podpiszą listę strajkujących.

I pójdą do domu?

No nie! Zostaną w szkole. Będą w szkole zgodnie ze swoim planem zajęć. Ale nie będą prowadzić zajęć.

ZNP zapowiada, ze szkoły będą zamknięte.

Nie wiem, jak inni. Ale znam swoich nauczycieli, będą strajkować tak, jak taki strajk powinien wyglądać. Słyszałam też pana Broniarza, że niektórzy nauczyciele strajkujący zadeklarowali, że w razie konieczności będą sprawować opiekę nad dziećmi. U nas takiej potrzeby nie będzie. Myślę zresztą, że rodzice nie puszczą dzieci do szkoły.

Taki strajk to mogłaby być okazja do rozmów z dziećmi o szkole, o życiu, o pieniądzach na życie…

Oczywiście, to nie jest temat tabu, dzieci mają prawo uzyskać wyjaśnienia.

Czy wydała pani zalecenie, żeby o tym rozmawiać?

Ja nie wydaję zaleceń, o czym ma się w szkole rozmawiać albo nie rozmawiać. Ale wiem od nauczycieli, że wielu uczniów pytało, czy będziemy strajkować, czy odbędą się egzaminy. I właściwie, dlaczego chcemy strajkować.

A rodzice nie naciskali na was?

Nie miałam żadnych zapytań. Jak tylko zaczął się spór zbiorowy napisałam list do rodziców, że może dojść do strajku, ale egzaminy się na pewno odbędą. W piątek [5 kwietnia] poinformowałam ich znowu, że strajk wydaje się nieunikniony. I że autobusy będą dowoziły dzieci, ale liczę na zrozumienie, bo trudno nam będzie zapewnić bezpieczeństwo dzieciom. Wszyscy przyjęli to do wiadomości.

Myślę, że jutro rodzice nie wyślą dzieci do szkoły.

Mam poczucie, że jest duże zrozumienie społeczne, ludzie rozumieją, że chcemy więcej zarabiać, że chcemy lepszej edukacji.

Wiem, że rodzice będą mieli problem, ale wiem też, że się organizują, nie było potrzeby, by gmina interweniowała.

Propaganda antynauczycielska opiera się na stereotypie lenia, którzy pracuje mało i ma masę wakacji.

Takie prawo stworzył ustawodawca i takie są warunki pracy. Mamy pensum 18 godzin i 40 godzin pracy tygodniowo, ale bez obowiązku przebywania na terenie zakładu pracy.

Czy to przywilej? W pewnym sensie odwrotnie.

Kiedy urzędnik kończy pracę o 16, to do 8 rano następnego dnia ma wolne i przychodzi do zakładu wypoczęty. Nauczycielka kończąc pracę nawet o 13, pędzi do domu, robi po drodze zakupy, coś szybko ugotuje i siada do pracy – sprawdza klasówki, szykuje się do następnych zajęć. Czasem musi wrócić na zebranie. Do późnych godzin wieczornych pracuje, robi to, czego nie mogła zrobić w szkole. Nauczyciele często mi mówią, że chętnie by zostali w szkole i wszystko to, co muszą, zrobili w spokoju, ale nie mamy na to warunków.

Politycy obozu rządowego powtarzają, że ten strajk jest polityczny?

Jeśli ktoś zajmuje się polityką, to strajk tak wielkiej grupy zawodowej będzie zawsze polityczny. Ale dla nas, zwykłych zjadaczy chleba, liczy się to, jak pracujemy, jak żyjemy, jak jesteśmy traktowani, czy nas szanują, jaki sens ma nasza praca i nasze życie. Były już różne władze, ten brak szacunku dla nauczyciela zaczął się wcześniej, może wtedy, gdy wprowadzono egzaminy zewnętrzne, które miały być tylko informacją zwrotną dla ucznia i szkoły, ale stały się podstawą oceny i rywalizacji. Zaczęło się obwinianie nauczyciela za niepowodzenie ucznia. A jak szkoła wypada źle w rankingach, to wszyscy rzucają się na nauczyciela.

Dla ogromnej większości nauczycieli to jest po prostu strajk o godność, żeby mogli w godniejszych warunkach pracować. Tylko tyle i aż tyle.

Wicepremier Gowin mówił, że nie można dać podwyżek, bo cała sfera budżetowa zacznie strajkować.

Już się o tym dyskutuje, już różne grupy – jak policjanci – protestują. Cała sfera budżetowa ma niskie zarobki. A jednocześnie widzimy, że w budżecie są pieniądze na znaczne wypłaty dla różnych grup, dodatki, świadczenia. Nauczyciele to widzą i myślą, że oni też chcą dostać solidne podwyżki, bo od wielu lat są tylko groszowe. Może będą kolejne protesty, ale my na to nie mamy wpływu.

Prowadziła pani zespół szkół, teraz zlikwidowano pani gimnazjum. Nie żal pani? I edukacja ogólna skróciła się z dziewięciu do ośmiu lat, co w środowisku wiejskim oznacza krótszy czas na wyrównywanie szans.

W naszym Radowie tak bardzo nie zastanawiamy się, czy lepsze osiem czy dziewięć lat. Ważne jest to, czym wypełniamy dzieciom czas, jak im pomagamy. Pyta pan o los naszych absolwentów?

Stawiamy na kształtowanie kompetencji – od prostych rzeczy jak umiejętność słuchania, czy mówienia tak, żeby inni rozumieli i wszystkie umiejętności związane z pracą w grupie, aż po wrażliwość, empatię, umiejętność i chęć uczenia się. Staramy się dbać o dobrostan  dziecka, równowagę emocjonalną, o wyrównywanie szans, bo trafiają do nas dzieci o różnym poziomie startowym, dbamy o niwelowanie deficytów rozwojowych.

Zmieniliśmy priorytety. Najpierw zajmujemy się dzieckiem, przyglądamy mu się, pomagamy uruchomić rozwój, potem kształtujemy podstawowe kompetencje. Na zdobywanie wiedzy i umiejętności typowo szkolnych jest czas dopiero potem.

I od wielu lat widzimy, że to działa, że dziecko osiąga lepsze wyniki. Kiedyś myśleliśmy, że trzeba się skupiać na wiedzy i umiejętnościach typowo szkolnych i wyniki szkoły były bardzo słabe. Zmiana podejścia spowodowała, że mamy lepsze wyniki.

Także w egzaminach?

To też. W 2002 roku byliśmy najgorszą szkołą podstawową w Polsce, gorszej chyba nie było. Zeszłoroczny sprawdzian napisaliśmy na poziomie średniej krajowej.

Niesamowity skok.

Dla mnie egzaminy nie są najważniejsze. Na pewno nasze dzieci doskonale radzą sobie w następnych szkołach, dostajemy informacje, że potrafią zarządzać swoim czasem, zorganizować pracę grupy, mają inicjatywę. Jak osoba z tego środowiska…

Urodziła się pani w Radowie?

W sąsiednim powiecie, ale całe dorosłe życie spędziłam w gminie Radowo Małe. Jestem przekonana, że szkoła powinna myśleć o tym, jak wyposażyć ludzi w umiejętności, które poprawią ich życie, dadzą lepszy start, a dopiero potem uczyć geografii czy fizyki.

Co pani najbardziej kocha w tej pracy?

Chyba to, że mam wpływ na to swoje otoczenie. widzę, jak dużo mogę uczynić dobrego. Albo złego (śmiech), ale akurat robimy same dobre rzeczy.

Kiedy człowiek widzi, jak te dzieci rozkwitają, nabierają umiejętności… I jak sobie potem radzą w dorosłym życiu. Wracają, opowiadają o tym, cieszą się, potrafią docenić, co od nas dostali i czego im czasem brakuje w kolejnej szkole lub dorosłym życiu.

Pani szkoła jest stawiana często za wzór, zdobywa pani nagrody i granty europejskie, doradza innym szkołom. To szkoła w najlepszym tego słowa znaczeniu eksperymentalna. Co by pani zmieniła w systemie edukacji?

Pozostajemy w paradygmacie,  że wszyscy w tym samym czasie będą umieli to samo, co wywołuje stresy i wyścig szczurów, w którym niektórzy ma mniejsze szanse i bezsensownie cierpią i który blokuje rozwój wielu uczniów. To trzeba odrzucić. Druga rzecz, zmniejszyłabym rangę egzaminów zewnętrznych. Z założenia miały być tylko informacją zwrotną dla dziecka i szkoły, ale stały się stresującym progiem selekcji, trzeba je odczarować. Osobiście chciałabym, żeby ich nie było wcale. Trzecie, to przeorganizowanie czasu pracy. Wzorem, do którego dążymy w Radowie jest organizowanie pracy dziecka w podziale na trzy.

Jedna trzecia to praca w grupach mieszanych wiekowo w pracy warsztatowej kierowanej na kształtowanie kompetencji kluczowych twórczego i krytycznego myślenia, twórczości i innych, o których mówiła,

Druga jedna trzecia to praca indywidualna, w której dzieci biorą odpowiedzialność za swoją naukę, za to, jak chcą się uczyć, planują pracę. Nauczyciel jest tu tylko tutorem, opiekunem. Robimy to na razie z polskim i matematyką. Dziecko realizuje zadania przygotowane przez naszych nauczycieli, które oparte są na podstawie programowej, ale odnoszą się do realiów naszego życia tu w Radowie.

I trzecia część to zwykłe lekcje. Prawie zwykłe… Gdyby tak myśleć o eduakcji,

Zamiast upierać się, że trzeba dzieciom do głowy powkładać masę szczegółowej wiedzy…

…to pozwoliłoby to uczniom na lepszy rozwój.

Jesteście też słynni z kilkunastu pracowni.

To w ramach prac warsztatowych. Nauczyciele zamówili sobie 12 pracowni zgodnych ze swymi pasjami, pracują w parach lub trójkach. Pracownia kuchenna, teatralna, laboratorium doświadczania, podróży… Napisali autorskie programy, uczniowie w grupach mieszanych wiekowo dostają zadania, uczą się też od siebie nawzajem. Na przykład w pracowni kuchennej stawiamy na rozwój współpracy, planowania….

Czytałem, że także umiejętności matematycznych.

Tak, bo gotowanie wymaga liczenia…

Musimy przerwać licząc na dalszy ciąg – kiedyś – opowieści o pani szkole. Właśnie nadeszła wiadomość, że rząd nie zareagował na żądania podwyżek i przedstawił jedynie szczegóły piątkowej koncepcji, by do 2023 roku stopniowo podnosić pensum i zarobki.

To chyba było do przewidzenia. To się skończy strajkiem.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!