0:00
0:00

0:00

Informację o tej grupie mniejszości religijnej z Bliskiego Wschodu otrzymaliśmy z końcem września. Wówczas byli na granicy na wysokości wioski Stare Leśne Bohatery, w Puszczy Augustowskiej. „Z dwóch stron byli zamknięci. Utknęli na granicy. Warunki są żałosne – śpią pod gołym niebem” pisał nam Hassan, ich krewny, obecnie przebywający w Niemczech (od niego dostaliśmy film i zdjęcia grupy - red.)

Polska Straż wypychała grupę, białoruska też nie wpuszczała. Wśród 32 osób 7-8 to były dzieci, a 6-7 kobiety, reszta mężczyźni.

[video width="640" height="352" mp4="https://oko.press/images/2021/10/VID-20210930-WA0000.mp4"][/video]

Po tygodniu na granicy Hassan alarmował: „Teraz już grozi im śmierć. Nie mają żadnego jedzenia. Z głodu zjadają liście ale od tego bolą ich brzuchy. 5-6 osób jest w fatalnym stanie.” Od pograniczników, którzy ich blokowali, nie dostawali żadnej pomocy – ani wody, ani jedzenia, ani tym bardziej pomocy medycznej.

Wtedy z apelem o wpuszczenie grupy z humanitarnych powodów wystąpił do polskiego rządu oraz Parlamentu Europejskiego Murad Ismael, prezes Sinjar Academy - organizacji, która wspiera mieszkańców regionu Niniwy w Iraku – tam głównie mieszkają jazydzi. Ismael jest też współzałożycielem Inicjatywy Nadii Murad – jazydki więzionej przez ISIS, działaczki na rzecz uchodźców i laureatki Pokojowej Nagrody Nobla. Apel pozostał bez odzewu polskich władz i parlamentu.

View post on Twitter

Na początku października zapytałem o tę grupę ludzi Straż Graniczną. Stwierdziła, że nic o nich nie wie. Jednak kiedy dopytywałem, czy nadal są na granicy na wysokości Augustowa, w ciągu godziny dostałem od rzeczniczki SG odpowiedź: „Komendant był teraz na granicy i nie ma takiej sytuacji, o której pan mówi”. Nie potrafiła mi wyjaśnić jak to możliwe, że straż tak błyskawicznie sprawdziła informację, choć nie podałem dokładnej lokalizacji grupy. „Mamy rozpoznanie na granicy” odpowiada rzeczniczka.

jazydzi w leśnym obozowisku

Aktywiści pomagający uchodźcom potwierdzają, że grupa była gdzieś w pobliżu granicy jeszcze 4 października, ale wtedy już miała liczyć aż 100 osób. Choć niektóre fakty się pokrywają, to nie ma pewności, że to ta sama grupa.

Wg Ismaela jazydzi tkwili na granicy przez 9 dni. Wspomina, że inna z grup jazydów w tej okolicy została pobita tuż obok, na granicy z Litwą – dostał zdjęcia to dokumentujące. Wśród tych osób była kobieta, która przeżyła niewolnictwo w ISIS (więcej o tym dalej w tekście).

Ismael jest w kontakcie z krewnymi dwóch rodzin z tej grupy. Po 9 dniach walki o przeżycie na granicy przemytnik wrócił po nich i wywiózł na Białoruś. Tam obecnie są.

„Umrą próbując uzyskać bezpieczeństwo”

Grupa pochodzi głównie z regionu Sindżar, na północy Iraku, niektórzy z wybrzeża. Od 7 lat wegetują w obozach dla uchodźców w Iraku. Ta mniejszość religijna, głównie złożona z Kurdów, wyznaje religię synkretyczną wywodzącą się z islamu, od dawna jest prześladowana na Bliskim Wschodzie.

jazydzi w leśnym obozowisku

Od sierpnia 2014 roku ISIS dokonywało masakr na jazydach. Mężczyzn i starsze kobiety zabijano m.in. za odmowę przejścia na islam. Młodsze kobiety stawały się seksualnymi niewolnicami bojowników. Dzieci także zniewalano. Szacuje się, że ISIS zabiło 4-5 tys. Jezydów. Niektóre źródła uznają to za ludobójstwo - społeczność Jezydów jest niewielka.

Ok. 50 tys. schroniło się na górze Sindżar, w pobliżu miasta Niniwa w północnym Iraku. Obecnie w 15 obozach dla uchodźców w Iraku, żyje aż 210 tys. Jezydów. Od 7 lat. Ich zrujnowanych w wojnie domów nie odbudowano. W tym roku mieli wracać do swojej ojczyzny, ale nadal grozi im tam niebezpieczeństwo ze strony innych grup religijnych – ekstremizm powraca.

Wegetują więc w fatalnych warunkach, w namiotach przeludnionych obozów. "Życie tam jest przerażające" – mówi Ismael. Brak perspektyw wywołał falę samobójstw.

jazydzi w leśnym obozowisku

Do tego doszły potężne pożary, które trawią ich skromny dobytek i brezentowy dach nad głową. Ostatni, potężny, w czerwcu 2021 zniszczył od 350 do 400 namiotów.

„Co ci ludzie mają zrobić? Nie mają innego wyjścia. Umrą próbując uzyskać bezpieczeństwo w innych krajach, bo to lepsze niż życie w swoim kraju" - komentowała na TT sytuację grupy Shaima Khudaida, młoda Jezydka.

Hassan, krewny osób z grupy, twierdzi, że oni albo dotrą do Polski lub Niemiec, albo zostaną na Białorusi. „Dopóki nie umrą”.

Apel o humanitarną pomoc. Przynajmniej na zimę

Murad Ismael prosi, by Europa przyjęła Jezydów przynajmniej na czas zimy. By ci migranci ją przeżyli. A potem albo im udzielą azylu, albo ich zawrócą do kraju. „Rozumiem, że państwo strzeże swojej granicy. Ale ofiarom ludobójstwa Europa nie powinna pozwolić umierać na granicy z chłodu i głodu. To jest niehumanitarne. I na pewno nie jest elementem europejskich czy polskich wartości”.

W rozmowie z rzeczniczką podlaskiego oddziału SG wspominam o tym, co – jak wiadomo – Białorusini robią migrantom: szczują ich psami, biją, strzelają im pod nogi, grożą zawracając do Polski. Uchodźcy nie mają jak wrócić. A z głodu ta grupa jadła liście.

"Tak po ludzku, pani major, co ci ludzie mają w tej sytuacji zrobić?" - pytam Katarzynę Zdanowicz.

Milczy przez chwilę. Nie odpowiada. Lekko łamiącym się głosem obiecuje, że spróbuje ustalić, czy SG wypychała tę grupę z Polski.

I już nie oddzwania.

jazydzi w leśnym obozie

Dzieci z Michałowa utkwiły na granicy wraz z jazydami

Inna grupa, głównie jazydów z Iraku koczuje na granicy polsko-białoruskiej już dziesiąty dzień. Kurdowie z tej grupy, pochodzący głównie z Syrii, są tu już miesiąc. W filmie opublikowanym przez Murada Ismaela mówią że nie mają jedzenia, wody, dzieci z głodu płaczą. Na filmie widać też dzieci z Michałowa - aktywiści rozpoznali trójkę dziewczynek, które przedtem były z rodzinami na posterunku Straży Granicznej w Michałowie, a potem zostały wywiezione z powrotem na granicę.

„Policja wypycha nas z Polski i Białorusi od 10 dni. Jesteśmy tutaj jak zakładnicy. Proszę pomóżcie nam" - błaga matka siedząca między dziećmi przy ognisku. Twierdzi, że dziś jedna osoba z ich grupy zmarła. Nie udaje nam się ustalić szczegółów.

View post on Twitter
;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze