24 stycznia 2020

Pokazał „strefy wolne od LGBT” i wywołał wstrząs

„Oburzenie jest słuszne, ale powinno być skierowane w stronę polityków” – mówi OKO.press Bart Staszewski, który umieścił tablice „strefa wolna od LGBT” przy wjeździe do miejscowości, których władze przyjęły homofobiczne uchwały. „Ja tylko pozwoliłem sobie zwizualizować dosłowność i sens, który niosą za sobą krzywdzące dokumenty”

Puławy, Świdnik, Końskowola, Niedrzwica Duża. Podróżnych na wjeździe do tych czterech miejscowości na Lubelszczyźnie witają żółte tabliczki ostrzegawcze, podobne do znaków używanych przez armię. A na nich napis: "Strefa wolna od LGBT", tłumaczony na cztery języki: rosyjski, angielski, francuski i polski.

Znaki wyglądają realistycznie - w końcu każda z miejscowości w przeciągu ostatnich dziesięciu miesięcy przyjęła samorządową "uchwałę anty-LGBT". Podobne dokumenty, których celem jest ochrona przed "groźną ideologią" i "rewolucją kulturową" uchwaliło już prawie 90 jednostek samorządu terytorialnego w całym kraju.

Ale zdjęcia z województwa lubelskiego to nie dokument, a projekt fotograficzny. Jego autorem jest aktywista i filmowiec Bart Staszewski, jeden z twórców głośnego filmu dokumentalnego opowiadającego historię walki o równość małżeńską w Polsce "Artykuł 18".

"Samorządowcy, podejmując uchwały o strefach wolnych od LGBT, nie są subtelni. Ja tylko pozwoliłem sobie zwizualizować dosłowność i sens, który niosą za sobą krzywdzące dokumenty. Chciałem też pokazać ludzi, którzy żyją w tych gminach i na co dzień spotykają się z systemową homofobią"

- mówi OKO.press twórca projektu.

Post ze zdjęciami wrzucony przez Staszewskiego 23 stycznia 2020 o 08:00 rano na media społecznościowe, po dobie miał już tysiące udostępnień. Część odbiorców uznała, że prowokacja, którą uprawia aktywista, nie jest fikcją. Wśród nich m.in. europarlamentarzysta Guy Verhofstadt, który wezwał Komisję Europejską do natychmiastowej reakcji wymierzonej "w polskie władze, które umieściły znaki anty-LGBT+".

View post on Twitter

"Zanim zmodyfikowałem wpis, dokładnie tłumacząc założenia projektu, przez kilka godzin obserwowałem reakcje w sieci.

Byłem wstrząśnięty, tym jak wiele osób uwierzyło, że kolejny krokiem po wydawaniu jawnie homofobicznych uchwał, może być wystawienie przez gminy znaków ostrzegawczych, informujących o ustanowieniu stref wolnych od LGBT"

- mówi OKO.press Bart Staszewski.

"Byłem przekonany, że nikogo nie poruszę"

Pomysł powstał już w sierpniu 2019. "Wtedy zamówiłem tabliczki. Byłem przekonany, że dziś już nikogo tym nie poruszę. W końcu opinia publiczna bez większego echa przyjęła do wiadomości, że samorządowcy w Polsce wydzielają strefy wolne od części obywateli" - tłumaczy twórca projektu.

Staszewski nie bez powodu zaczął projekt na Lubelszczyźnie. To nie tylko miejsce jego urodzenia, ale też kolebka uchwał wymierzonych w społeczność LGBT. Pierwszy dokument 26 marca 2019 roku przyjęli radni Świdnika.

"Chciałem pokazać absurd sytuacji. W XXI wieku, na ziemi naznaczonej krzywdą i nienawiścią, w miejscu, które pamięta eksterminację Żydów, powstają strefy, które wykluczają. Z taką historią powinniśmy być prekursorem szacunku i akceptacji. Tymczasem nasi radni prześcigają się pomysłach na dyskryminację" — tłumaczy Staszewski.

Pełną historię procedowania uchwał na stronie atlasnienawiści.pl odtwarzają aktywiści: Kuba Gawron, Paulina Pająk i Paweł Preneta.

"Przyzwyczailiśmy się, że można komuś odebrać prawa"

Dlaczego opinia publiczna potrzebowała wstrząsu, żeby przejąć się polityką części samorządowców? Według Staszewskiego przez lata polskie społeczeństwo nie przejmowało się przestrzeganiem praw człowieka.

"Nikogo nie bulwersowało, gdy ujawniono, że w Polsce działały tajne więzienia CIA, w których torturowano więźniów. Prawami osób zamkniętych w ośrodku w Gostyninie nie przejmujemy się do dziś. Ograniczenia praw obywatelskich i praw człowieka to polska codzienność. W pewnym sensie

przyzwyczailiśmy się, że można komuś - byle nie nam - z jakiś »ważnych« powodów odebrać prawa obywatelskie, a nawet niezbywalną i przyrodzoną godność"

- mówi Staszewski.

Pod postem pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. Jedni skarżyli się, że projekt wprowadza w błąd i niepotrzebnie sieje zamęt. Inni narzekali, że to działania niezgodne z prawem, bo nie można samowolnie ustawiać znaków drogowych.

"Ważne, że projekt skłania do dyskusji. Od wczoraj dostałem setki wiadomości z Polski i całej Europy od osób, które nie miały pojęcia, że coś takiego dzieje się w Polsce" - tłumaczy Staszewski i dodaje, że projekt ma otworzyć oczy społeczeństwu i oficjelom.

"Oburzenie jest słuszne, ale powinno być skierowane w stronę polityków, którym brakuje wiedzy i wrażliwości.

Samorządowcy, którzy jawnie wykluczają swoich mieszkańców powinni złożyć mandat, a nie chełpić się pomysłowością".

Aktywista chce kontynuować projekt. Uda się do 36 z prawie 90 samorządów, które przyjęły uchwały. Wybrał te, które wzorem Świdnika, używają hasła "strefa wolna od LGBT". Będzie fotografował ludzi, którzy tam żyją.

"Po publikacji pierwszy zdjęć, zgłaszają się sami" - mówi Staszewski.

"Dziś samo bycie osobą LGBT w Polsce jest aktem odwagi, a co dopiero wzięcie udziału w głośnym projekcie".

PE wezwał do uchylenia uchwał

18 grudnia 2019 Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której potępił dyskryminację osób LGBT i wezwał do uchylenia uchwał zgodnie z krajowym prawem, czyli tak jak pisało OKO.press – za pośrednictwem wojewodów lub sądów administracyjnych.

Polecił też Komisji Europejskiej zbadanie, czy samorządy, które przyjęły uchwały, wykorzystują unijne środki do celów antydyskryminacyjnych i łamiących prawa człowieka. W opinii Parlamentu do kompetencjach KE należy bowiem weryfikacja przestrzegania zapisów antydyskryminacyjnych przez samorządy pobierające dotacje z UE.

Z uchwałami walczy także Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. 11 grudnia 2019 RPO zaskarżył pięć pierwszych dokumentów, uznając je za niezgodne z Konstytucją. W ocenie Rzecznika uchwały:

  • są sprzeczne z zasadą legalizmu, zgodnie z którą organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa;
  • stanowią władczą dyspozycję dla organów wykonawczych gminy i innych organów podległych, do której formułowania rady gmin nie miały prawa;
  • dyskryminują osoby nieheteronormatywne i transpłciowe, wykluczając je ze wspólnoty samorządowej;
  • ograniczają prawa i wolności mieszkańców gminy – ich prawo do życia prywatnego i rodzinnego, wolność wypowiedzi, prawo do nauki, prawo do nauczania oraz prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami – w sposób bezprawny, gdyż ograniczenia tych praw i wolności mogą nastąpić tylko w ustawie.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne