Bicie, strzelanie gumowymi kulami z bliska, bez powodu, ograniczanie możliwości snu. Ponad 100 członków Sumud Flotilla trafiło do szpitali, w tym kilkadziesiąt osób ze złamaniami. 15 było molestowanych seksualnie, w tym gwałconych. Polscy uczestnicy flotylli opowiadają.
W Global Sumud Flotilla 2026 (GSF) — próbie przerwania blokady morskiej Palestyny — brało udział ponad 70 łodzi i ponad 1000 osób z ponad 70 krajów świata. Jachty wiozły pomoc humanitarną dla Palestyńczyków.
Izrael porywał łodzie i załogi w II etapach: 29 kwietnia i 17 maja. W drugim z nich ok. 50 łodzi i 428 członków załóg. Zatrzymał też czwórkę Polaków.
Łukasz Kozak, Agata Wisłocka i Magdalena Górska opowiadają OKO.press o dramacie, jaki przeżyli na statku więziennym i potem w Izraelu.
Czwarta osoba, Karim Awad, sanitariusz posiadający obywatelstwo polskie i brytyjskie – opowiedział GSF, jak żołnierz Izraela dusił go podartą flagą palestyńską, a potem sześciu deptało go po głowie. Bo miał na ciele napis „Wolna Palestyna”. „Poddawano go wielokrotnym rewizjom osobistym, dotkliwym pobiciom ręcznym wykrywaczem metalu i wyrwano mu włosy” – czytamy w raporcie GSF.
Krzysztof Boczek: Nie płynęliście jedną łodzią. Pierwsza została porwana ze statku Magda — na przełomie kwietnia i maja, a wasza dwójka kilkanaście dni później, zgadza się?
Agata: Tak. Byliśmy na różnych łódkach.
Jak wyglądało to zatrzymanie przez wojsko izraelskie?
Magda: To było wieczorem. W ogóle nie spodziewaliśmy się, byliśmy jeszcze na greckich wodach. Ja przez radio starałam się nadać SOS, ale Izrael je już zablokował. To jest nielegalne, bo VHF musi być zawsze dostępne, by nadać sygnał SOS. Zablokowali też wszystkie inne formy naszej łączności.
Internet także?
W pewnym momencie tak.
To przynajmniej mieliście zapowiedź, że się zbliżają.
Ja tam porwania nie oczekiwałam — podpłynął do nas ponton z żołnierzami, ale ja nie wiedziałam, czy to Grecja, NATO, czy może Izrael. Nie przedstawili się, popatrzyli i odpłynęli. Chcieli pewno tylko sprawdzić, ilu nas jest, a my myśleliśmy, że może chcieli nas postraszyć.
Gdy podpłynęli drugi raz, już mierzyli do nas z karabinów z laserami – widziałam punkty laserów na ludziach. Powiedzieli, że jak nie wyłączymy silnika, to nas zastrzelą.
Łukasz: Byliśmy przygotowani na to porwanie – trenowano nas, by nie eskalować agresji, nie dawać żadnego powodu, aby myśleli, że jesteśmy groźni. Maksymalna pasywność.
My zostaliśmy porwani 17 maja, w drugiej turze. Dzień wcześniej mieliśmy sygnały, że coś się dzieje. Całą noc spędziliśmy czuwając – zarejestrowaliśmy dużą aktywność dronów. Następnego dnia zostaliśmy porwani. Mnie zmusili bronią do odprowadzenia jachtu pod statek-więzienie, na który trafiliśmy.
Agata: Moja łódka płynęła na końcu i nam przez radio już zapowiedzieli, że to siły izraelskie.
Na YouTube są z tego nagrania.
Jak traktowali was podczas zatrzymania?
Magda: Na naszej łodzie jedną osobę związali z rękami z tyłu. Rzucili go na bok, by leżał w niewygodnej pozycji.
Dlaczego jego?
Uznali, że jest kapitanem. Chcieli, żeby się ruszył, a on po prostu siedział, nic nie robił, był pasywny. To ich zdenerwowało.
Agata: U nas podczas zatrzymania szczególnie znęcali się nad jedną osobą z norweskim paszportem. Skrępowali mu ręce trytytkami. Bardzo, bardzo mocno – tak, że nie dopływała mu krew do dłoni. Zawiązali mu też oczy.
Też był kapitanem?
Nie. Żołnierze rozpoznali, że brał udział w poprzedniej misji Sumud Flotilla.
Co się stało waszymi z łodziami?
Magda: Wszystko poniszczyli. Wyrzucili nasze rzeczy i pocięli żagle, a łódkę zostawili. Do dziś stanowi niebezpieczeństwo na morzu.
Nie szukasz jej?
Nie. Następnego dnia była burza. Organizacja Open Arms szukała łódek, ale mojej nie znaleźli. Wczoraj pojawiła się informacja, że jedna z łódek została znaleziona na wybrzeżu Egiptu.
Agata: Moją łódką żołnierze odpłynęli. Nie wiem, co się z nią stało.
Łukasz: Na mojej łodzi najpierw też zniszczyli sprzęt i kamery. Strzelali do jednej z nich na maszcie. Jak idioci, bo odłamki spadały na nich. Pocięli żagle, zniszczyli trochę innych rzeczy. A mnie pod bronią zmusili do podprowadzenia łodzi pod statek więzienie.
Holowali ją potem?
Nie wiem. Podobno moja łódź miała się odnaleźć na jakieś plaży.
Czyje to były łódki? Prywatne?
Łukasz: Flotylla kupuje stare łodzie, które są w stanie pokonać ten dystans.
Agata: Wszystkie łodzie, na których byliśmy, płynęły pod polską banderą.
Co działo się na statku więziennym?
Magda: Pierwszej doby, gdy nie miałam związanych rąk, ale miałam je na głowie, żołnierz powiedział, byśmy stawali powoli. Stanęłam. Przyszedł, złapał mnie za bluzkę i spodnie i rzucił mną na inną osobę. Upadłam na kark. Coś w nim gruchnęło i od tego momentu miałam porażenie karku. Bolało mnie to cały czas, a przez półtora dnia, zanim dostałam się do szpitala w Grecji, to nie dostałam od nich żadnej pomocy medycznej.
Trafiłaś od razu do Grecji?
Tak. Grecja współpracowała z Izraelem.
Agata: Podczas drugiej intercepcji (przechwycenia – red.) były dwa statki więzienne. Wszyscy z polskiej delegacji, czyli ja, Łukasz i Karim, byliśmy na tym samym. Potem dowiedzieliśmy się, że na tym było mniej przemocy. Gorzej było na drugim statku, który też brał udział w porwaniach na przełomie kwietnia i maja. Nazywaliśmy go „statkiem tortur”.
A miały one jakieś oficjalne nazwy?
Magda: Nie udało nam się tego ustalić.
Agata: Teraz wiemy, że na tamtej łodzi było większe skupienie na biciu, zaś u nas na strzelaniu.
Strzelali do was?
Gumowymi kulami. Wypełniały je metalowe kuleczki. Nie miały penetrować ciała, tylko zadawać ból. Nazywają to riot guns.
Łukasz: To były plastikowe pociski. Jeden z nich roztrzaskał kostkę mężczyźnie.
Dlaczego do was strzelali?
Dlaczego? (rozmówcy wybuchają śmiechem). A dlaczego ktoś w ogóle ktoś wysyła korwety i marynarkę wojenną przeciwko żaglówkom, na których jest jedzenie i zabawki?
Szukam powodu, dla którego to robili. Na nagraniach i zdjęciach jeden z uczestników Sumud Flotilla pokazywał swoje plecy – miał kilkanaście, jeśli nie więcej, okrągłych sińców. To od tych gumowych kul?
Łukasz: Tak.
Agata: Nie można tej broni używać na krótkim dystansie, a oni do nas strzelali z bardzo bliska.
Jak bliska?
Nawet kilku, kilkunastu centymetrów. Maksymalnie strzelali z 4 metrów – oni stali nad nami na mostkach na kontenerach, a my byliśmy na dole, na pokładzie. Mieliśmy spacerniak i 5 kontenerów transportowych do dyspozycji. Dodatkowy był śluzą, którą nas wpuszczali i wypuszczali – były w nim drzwi. Kontenery to była nasza klatka.
Łukasz: Mostki żołnierzy na kontenerach oddzielały od nas zwoje drutu kolczastego. Oni stali cały czas nad nami i stamtąd strzelali do nas na dole.
Magda: U mnie strzelali, będąc na naszym poziomie.
Łukasz: Byliśmy bezbronni, nie mogliśmy uciec, a mimo tego prowokowało ich, że ktoś na nich krzywo popatrzył, zaśmiał się, coś powiedział, lub krzyknął, albo głośniej się zachował. Mieliśmy tak mało miejsca, że nie wszyscy byli w stanie spać wewnątrz tych kontenerów, więc część z nas chodziła w te i we wte.
To ilu was było?
Agata: 195 osób. Dziedziniec czy spacerniak miał 118 mkw, a na spanie mieliśmy ok. 117 mkw – zmierzyliśmy to. Spacerniak na zewnątrz zalewali w nocy wodą, żeby ludzie nie mogli tam spać.
Agata: Nocą w środku kontenerów było tłoczno – nie starczało miejsca dla wszystkich. Widziałam, jak ludzie spali na stojąco, siedząco, jeżeli w ogóle dało się spać. Ja nie miałam okazji spać tam w ogóle.
A im dalej było od wejścia, tym gorsza była wentylacja.
Agata: Nie mieliśmy żadnych materaców, spaliśmy na podłodze. Nie było na niej żadnej izolacji. Jeden kontener miał podłogę metalową – a to wyciąga ciepło z człowieka, który się na tym położy. Kto mógł, to spał na kawałkach kartonów, w których przynosili nam chleb – tylko to dostawaliśmy do jedzenia. I trochę wody do picia.
Łukasz: Ale i tak część osób — u nas 81, m.in. ja — prowadziła protest głodowy. Nie przyjmowaliśmy pokarmów. Potem także picia.
Dlaczego?
W geście solidarności z więzionymi Palestyńczykami.
Ile razy do was tam strzelano?
Ja byłam świadkiem kilku przypadków. Gdy trafiłam na statek, to na dzień dobry, usłyszałam strzał i zobaczyłam żołnierza, który stał na mostku i jeszcze mierzył. Potem obok mnie przenieśli na rękach kobietę, której strzelili w nogę. Na korytarzu było widać sporą plamę krwi.
Strzelali też prosto do mnie. Trzy razy.
W co dostałaś?
Nie uderzył mnie żaden pocisk, nie wiem, czemu nie trafili.
Co zrobiłaś?
Nic. Musieliśmy toczyć z nimi negocjacje np. o wodę, papier toaletowy czy środki czystości dla kobiet z okresem. Wtedy akurat była rozmowa o ciepłych ubraniach, które nam zabrali. Zostawili nas w cienkiej, jednej warstwie. Dla niektórych to tylko koszulka na ramiączkach, często ludzie byli bez butów. A noce były potwornie zimne. Ludzie zakładali więc na siebie worki na śmieci, w których dostawaliśmy butelki z wodą, a nawet folię ze zgrzewek z butelkami wody.
Podczas tych negocjacji ktoś krzyknął „Free Palestine”. Wtedy Izraelczycy zaczęli strzelać do ludzi, do mnie także. Dostały dwie osoby. Jeden z Izraelczyków powiedział po angielsku: „Wy skandujecie, my strzelamy”. Byliśmy bezbronni i zamknięci.
Magda: Pytałeś się, dlaczego strzelali, uznając, że coś musiało się stać z naszej strony, że wywołało to taką ich reakcję. Ale to tak nie działało. Oni robią, co chcą. Wystarczy, że są zestresowani, nie spodoba się im, jak coś mówiłeś, jak się na nich zerknąłeś. Wystarczy to, że ciebie przenosili, wyślizgnąłeś im się z rąk, więc do ciebie strzelali.
Łukasz: Działy się tam jeszcze gorsze rzeczy.
Jakie?
Po pierwszym moim przeszukaniu — robiła to żołnierka — ustawili nas w pozycji klęczącej z głową w dole i rękoma związanymi ciasno trytytkami. Puszczali z głośnika hymn Izraela. Bez końca – zapętlili go. Długo to trwało. Szczególnie dużo przemocy wtedy doznawały osoby, które nie były w stanie utrzymać się bez ruchu przez dłuższy czas w takiej pozycji. Także osoby, które były wyższe – bo wystawały. Dostawały też osoby nie białe, czy przypadkowo znajdujące się w miejscu, w którym jakiś Izraelczyk przechodził…
Osoby, które mówiły im, że krew nie dochodzi do dłoni, dostawały dodatkowe razy. Ci, którzy zgłaszali, że ktoś zemdlał – także. Nie było w tej przemocy żadnej logiki.
Żołnierze bili, bo się nudzili.
Kto kogo bił i czym?
Wychodziliśmy z portu przez swego rodzaju tor, na którym było dużo różnych stacji. Na nich odbywały się czynności typu: bicie, szarpanie.
To był taki mroczny slapstick. Prowadzili mnie już do kibitki skutego kajdankami. Choć mnie wcześniej okradli i wielokrotnie przeszukali, to zrobili mi kolejne przeszukanie. W czasie niego metr ode mnie ujadał pies. Wtedy kilkukrotnie zostałem uderzony pięścią.
Agata: Zanim zeszłam ze statku, Izraelczycy zabrali osobę przede mną – najpierw wymienili jej imię. Gdy tylko zniknęła z naszych oczu, zaczęli ją strasznie bić. Było słychać odgłosy bicia i jej krzyki.
Jak ją bili i czym?
Nie widzieliśmy tego. Ludzie pytali się, o co chodzi, to wtedy weszło więcej żołnierzy i zaczęli mierzyć do nas z karabinów. Zaczęli strzelać. Jedna osoba dostała w nogę z 10-20 cm.
Łukasz: Nie było żadnego ruchu z naszej strony – ludzie byli bardzo zdyscyplinowani, by nie eskalować przemocy. Tylko podnieśli głos.
Inną osobę wyciągnęli z grupy, by też ją pobić. Kiedy mnie wywołali i zabierali, zobaczyłam jedną z tych pobitych — leżała nieprzytomna na mojej drodze. Mnie osobiście starali się zadać dużo bólu, krępując ręce i wykręcając je, by jak najmniej krwi dochodziło do dłoni.
Oglądałem wiele relacji członków Sumud Flotylla i zdarzyły się osoby, które mówiły o osobach molestowanych seksualnie i zgwałconych. W raporcie Reutersa podano, że dotknęło to przynajmniej 15 osób, miało dochodzić także do gwałtów.
Magda: W pierwszym porwaniu było kilka osób, które były molestowane – np. ściskali im genitalia
Łukasz: Spotykało to obie płcie. Ale ja nie byłem świadkiem przemocy seksualnej.
Magda: Nie byłam świadkiem molestowania, ale jedna osoba mi mówiła, że była bita w genitalia.
Agata: Wielu ludziom nie dawali leków, zabierali okulary. Mnie leki skonfiskowali.
W mojej celi była kobieta chora na cukrzycę. Jej stan się pogarszał i nie dali jej leków. Przynieśli tylko trochę ciasteczek, by mogła sobie podwyższyć poziom cukru we krwi. I tyle.
Inna kobieta miała epilepsję – 3 ataki. Nie tylko nie podali jej leków, ale też bili ją w czasie tych ataków. W samolocie widziałam, jakie miała siniaki.
W raportach jest o wielu osobach ze złamaniami. Z tym się spotkaliście?
Agata: Ja poznałam osoby, które miały połamane żebra.
Magda: U mnie jedna osoba miała bardzo mocno obitą twarz i dziurę w nodze od kuli. Inna osoba, z holenderskiej delegacji, miała złamane żebra od bicia. Widziałam też osobę ze złamanym nosem. W szpitalu obok siedziała na wózku inwalidzkim osoba ze wstrząśnieniem mózgu po pobiciu przez żołnierzy. Prawie nie mogła mówić i była na kroplówce.
Łukasz: W mojej celi siedział chłopak, któremu złamali nogę. Owinęli mu ją bandażem i to była cała opieka medyczna. Inny chłopak miał naderwane ścięgno po pierwszym ataku na Flotyllę.
Ja wróciłem obolały, ze sztywnym karkiem, ale bez kontuzji. Obawiałem się, że doznam kontuzji — tyle czasu w tej niewygodnej pozie, z wykręcanymi rękoma.
W więzieniu na lądzie też was bili?
Agata: Była przemoc psychiczna – przenosili nas z celi do celi, by nie było momentu spokoju.
Od momentu założenia trytytek na statku nie miałam wolnych rąk przez 22 godziny. W więzieniu krępowali nas z tyłu. Wszystkie cele były przepełnione. Na 8 łózek, było nas do 16 do 25 osób. Łóżka piętrowe, metalowe. Blachy bez materacy.
W sumie uwięzieni spędziliście trzy doby ?
Tak, ponad trzy.
Agata: Duża ilość przemocy, w moim przypadku, miała miejsce w ostatnim etapie – dostarczenia nas na lotnisko.
Co tam się stało?
Czekał tam na nas komitet powitalny — dziennikarze i dyplomaci. Izrael chciał zrobić show, jak dobrze nas traktują. W naszej grupie, na 20 kobiet były dwie muzułmanki, którym oczywiście zabrano ich szale. Dziewczyny, które miały pod bluzami więziennymi własne bluzki, oddały im je, by mogły tym zakryć włosy – tam miały być kamery.
To bardzo nie spodobało się żołnierzom. Stali się bardzo agresywni. Przez małe okienko mierzyli do nas karabinami. Zobaczyłyśmy na nas punkciki laserów. Grozili, że będą strzelać, jeśli te muzułmanki nie zdejmą tych prowizorycznych nakryć głowy.
Gdy mieliśmy przejść przez lotnisko, to zdjęli nam kajdanki. Najpierw były kamery, potem za barierkami dyplomaci z różnych krajów, także z Polski. Żołnierze nie pozwalali nam na kontakt z nimi. A chciałyśmy porozmawiać z dyplomatami, bo były w naszym gronie osoby w większym niebezpieczeństwie. Nikt nie mógł zostać w więzieniu. Chcieliśmy porozmawiać z ich dyplomatami, by upewnili się, że te dziewczyny też wylecą.
Nie udało się, więc już za kurtynami, zza których dyplomaci nas nie widzieli, chciałyśmy się cofnąć. Wtedy żołnierze nas zaatakowali. Było ich pewno z dwudziestu. Sami mężczyźni.
Co wam robili?
Bili nas, kopali, pchali brutalnie całą drogę. Cały czas ktoś się przewracał. Wtedy ja zostałam pobita. I tak się działo aż do drzwi samolotu. Przez nie już żołnierze nie mogli wejść.
Łukasz: Na każdym etapie doznawaliśmy celowego, planowego okrucieństwa, w które byli zaangażowani wszyscy, z którymi mieliśmy do czynienia. Starsi stopniem i ich podwładni. Wszyscy.
Co sądzicie o reakcji polskiego MSZ-u, który zabronił ministrowi Ben Gwirowi na wjazd do Polski na 5 lat?
Magda: To pokaz dyplomatyczny. To są tylko słowa. To, czego powinniśmy się teraz domagać, to zakończenie współpracy Europy z Izraelem. To kraj, który popełnia ludobójstwo. To kraj, który kolonizuje Palestyńczyków. To kraj apartheidu.
Pierwszym krokiem jest zerwanie kontaktów, następnym — trybunał w Hadze.
RAMKA: Pobicia, złamania, tortury, molestowania i gwałty. Ponad 100 osób w szpitalach 24 maja br. Global Sumud Flotilla opublikowała raport o przemocy stosowanej przez izraelskie siły wobec członków flotylli. Zebraliśmy także zeznania/ oświadczenia członków flotylli ujawniane publicznie. Najistotniejsze fakty z tychże źródeł:
Turcja, do której głównie trafili poszkodowani, wszczęła śledztwo w sprawie traktowania członków Sumud Flotilla. Belgia, Hiszpania i Polska wzywały ambasadorów Izraela. 10 krajów wydało też wspólne oświadczenie o „rażącym naruszeniu prawa międzynarodowego”. Z kolei USA nałożyły sankcje na …. kilku uczestników Sumud Flotilla, nazywając ją „proterrorystyczną”.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Komentarze