Prawa autorskie: Michael CavénMichael Cavén
25 grudnia 2021

Święta po szwedzku: mniej stresu, więcej równości

Jakie są święta w Szwecji? Czy bardzo inne od polskich? Czy w tym najbardziej zsekularyzowanym kraju świata, który w dodatku stał się w krótkim czasie szalenie wielokulturowy, Boże Narodzenie ma jeszcze znaczenie? Odpowiedź brzmi: oczywiście, że tak! Dla OKO.press pisze Katarzyna Tubylewicz

Szwedzi kochają święta, choinkę w domu i świąteczne wianki na drzwiach, uwielbiają rodzinne spotkania, a jeśli nie uwielbiają to i tak w nich uczestniczą. Cieszą się na prezenty od Mikołaja zwanego po drugiej stronie Bałtyku Jultomten i z zachwytem jedzą łososia, szynkę i klopsiki mięsne (no niestety, je się niewegetariańsko), tartę migdałową, pudding ryżowy, imbirowe pierniczki i inne wigilijne przysmaki.

Jul, czyli święto

Żeby opowiedzieć o szwedzkich tradycjach warto zacząć od języka, bo to w nim przegląda się nasz świat, a święta Bożego Narodzenia wcale nie są w Szwecji nazywane Bożym Narodzeniem. Noszą nazwę „jul”. Etymologia tego słowa jest dość tajemnicza, ale wiadomo o nim na pewno, że zostało zapożyczone z fińskiego i oznaczało pierwotnie po prostu „święto”, a w języku szwedzkim pojawiło się o wiele wcześniej nim Szwecja stała się chrześcijańska.

Co więcej, przed wprowadzeniem do Szwecji chrześcijaństwa nie tylko istniało słowo „jul”, ale obchodzono też w tym samym czasie co dzisiejsze Boże Narodzenie, święto również zwane „jul” związane z przesileniem zimowym. Szwedzki pisarz i historyk języka Fredrik Lindström pisze o tym w następujący sposób:

„Nie powinno nas dziwić, że u źródeł chrześcijańskich świąt były święta pogańskie. We wczesnym chrześcijaństwie dopasowywanie terminów nowych świąt do istniejących już ważnych dni pogańskich było przecież świadomą taktyką. W praktyce nic nie wskazuje na to, że Jezus urodził się akurat w końcu grudnia. Jednak w Imperium Rzymskim i wokół Morza Śródziemnego obchodzono wówczas narodziny boga słońca. Dało się więc to wykorzystać!”.

Według Lindströma istnienie słowa „jul” w języku szwedzkim może świadczyć o tym, że przywiązanie Szwedów do ich przedchrześcijańskich przodków było zawsze na tyle silne, iż chrześcijaństwo nigdy nie doczekało się tu całkowicie bezkrytycznego przyjęcia. Święta Bożego Narodzenia są więc dla Szwedów przede wszystkim ważną i lubianą tradycją, która ma w sobie wiele całkowicie świeckich elementów. Jednocześnie to właśnie w czasie Bożego Narodzenia, a wcześniej podczas adwentu, zsekularyzowani Szwedzi zaglądają do kościołów: bywają w nich na adwentowych i świątecznych koncertach.

Święto Łucji, czyli szafran

Święta w Szwecji, jak wszędzie indziej, wywołują pewien organizacyjny stres, ale jest on chyba nieco mniejszy niż w Polsce. Po pierwsze dlatego, że szwedzki Jul poprzedza bardzo uroczyście obchodzony adwent, który jest trochę jak przedłużony pas startowy do Wigilii. W dodatku chwilę przed 24 grudnia jest jeszcze malownicze Święto Łucji, które szczególnie dla dzieci stanowi ogromną atrakcję. W pochodach Świętej Łucji organizowanych 13 grudnia w szkołach i przedszkolach wędrują nie tylko dziewczynki w białych sukniach z koronami z płonących świec (dziś raczej elektrycznych) na głowie, ale także dzieci przebrane za piernikowe ludki i za mikołajów. Tego dnia Szwedzi jedzą bułeczki z szafranem zwane „lussekatter”, a szafran to ważna przyprawa także w czasie wigilii.

Adwent, czyli mniej stresu

Przygotowania do Bożego Narodzenia trwają tak naprawdę przez cały adwent. Już na początku grudnia dekoruje się dom, wiesza w oknach papierowe, świecące gwiazdy, czasem zmieniając przy okazji zasłony na czerwone, a na parapetach ustawia się adwentowe świeczniki. Szwedzi mają też w zwyczaju wcześnie ubierać choinkę, a jeśli w domu są dzieci, albo lubiące ozdoby starsze panie, może się zdarzyć, że w grudniu całe mieszkanie dosłownie utonie w figurkach mikołajków, świecznikach w kształcie świnek, świątecznych koziołkach, doniczkach z uznawanymi za bardzo świąteczne hiacyntami i jeszcze bardziej świątecznymi amarylisami.

To w adwencie rozpoczyna się też świąteczne życie towarzyskie, popijanie gorącego glöggu (grzanego, słodkiego wina) z przyjaciółmi i obowiązkowe świąteczne bufety w restauracjach, na które przez cały grudzień zapraszają swoich pracowników firmy i instytucje. W weekendy trwa wspólne pieczenie pierników. Ta ostatnia tradycja dotarła ostatnimi czasy do Polski, ale szwedzką specjalnością jest wypiekanie domów z piernika, która mogą być naprawdę piękne i bardzo skomplikowane. Do tego stopnia, że muzeum architektury w Sztokholmie ArkDes corocznie organizuje wystawę piernikowych domostw i pałaców.

Drugim powodem, dla którego święta w Szwecji są mniej stresujące niż w Polsce, jest brak konieczności kupienia wszystkiego, czego będzie nam trzeba przed świętami. Szwedzkie sklepy spożywcze są czynne zawsze, w świątek, piątek, niedzielę, a także w pierwszy i drugi dzień świąt. Nie oznacza to oczywiście, że Szwedzi ustawiają się w pierwszy dzień świąt w kolejkach do kas, ale jeśli czegoś w domu zabraknie, to nie ma sprawy.

Co ciekawe, w słynącej z dbałości o prawa pracownicze Szwecji nigdy nie wywiązała się dyskusja na temat tego, że praca w święta (lub niedziele) może być dla kogoś niekorzystna i szkodzić rodzinom. Wynika to najprawdopodobniej z tego, że praca w święta jest znacznie lepiej opłacana, a poza tym w sklepach spożywczych w ograniczonym wymiarze godzin pracuje sporo młodych ludzi, w tym uczniów i studentów. Oni chętnie zarobią ekstra pieniądze właśnie w okresie świątecznym.

Ostatnim, ale istotnym powodem mniejszego stresu przedświątecznego jest fakt, że przeciętne szwedzkie rodziny są dość równouprawnione, więc ciężar zaplanowania i przygotowania świątecznego menu nie leży tylko na kobietach.

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, szwedzka wielokulturowość wcale nie zmniejsza zainteresowania Bożym Narodzeniem. Według religioznawcy Davida Thurfjella wynika to właśnie stąd, że święta Bożego Narodzenia nie są postrzegane jako silnie powiązane z religią. Dlatego ponad 70 procent osób o korzeniach muzułmański twierdzi, że także obchodzi szwedzkie „jul”, wśród nich 46 procent praktykujących muzułmanów. Oni też mają w domu choinkę i prezenty, bo Boże Narodzenie, zwłaszcza w wersji ”jul” to po prostu wyjątkowo fajne i bardzo inkluzywne święta.

Udostępnij:

Katarzyna Tubylewicz

Pisarka, kulturoznawczyni i tłumaczka literatury szwedzkiej. Autorka m.in. reportaży o współczesnej Szwecji „Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami”, „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”. Ostatnio wydała: „Szwedzka sztuka kochania. O miłości i seksie na Północy”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne