0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. JOHN THYS / AFP)Fot. JOHN THYS / AFP...

Ciężarówki, które do reszty zakorkują drogi. Hałas, smród i brud. Składowiska kontenerów wyrastające na każdym rogu, rujnujące i tak już zdewastowany krajobraz. Zniszczona plaża, zamknięte kąpielisko, hektary wyciętego lasu. Kolejne inwestycje, które zmienią okolicę w otoczoną kontenerami i ciężarówkami enklawę.

Tego boją się mieszkańcy.

Gwarancja niezależności, zyski liczone w miliardach. Nie tylko da skarbu państwa, ale też dla przedsiębiorców, którzy otworzą biznesy w okolicy. Kluczowa inwestycja, której Niemcy się boją, bo zagrozi ich portom. Po kilku latach Świnoujście ma być przecież drugim Hamburgiem. Szansa na rozwój, którą należy wykorzystać niezależnie od protestów. Polska racja stanu.

Tak inwestycję widział dotychczas polski rząd.

Zagrożenie dla egzystencji niemieckich uzdrowisk. Inwestycja, która może zniszczyć bezcenne zasoby przyrodnicze, tarliska ryb, miejsca lęgowe ptaków, a gigantyczne kontenerowce zatrują wodę w zatoce. Inwestycja, o której Polska nie chce rozmawiać z sąsiadami.

A tak władze niemieckie.

„Po raz pierwszy o tym usłyszałem”

Mieszkańcy rozpoczęli protesty, gdy tylko dowiedzieli się o inwestycji. A dowiedzieli się – jak sami mówią – przez przypadek.

Jest rok 2016. Miejscy radni, wśród nich ówczesna przewodnicząca Joanna Agatowska, dostają od lokalnych dziennikarzy informację o planach gigantycznej inwestycji. Są zaskoczeni, ale zaczynają kojarzyć fakty. Wyjazd prezydenta miasta Janusza Żmurkiewicza do Hiszpanii, który odbył się kilka miesięcy wcześniej, nabiera nowego znaczenia. Dla wielu staje się jasne, dlaczego wraz z delegacją Zarządu Portów Morskich Szczecin i Świnoujście (ZPMSiŚ) pojechał zobaczyć, jak działa tamtejszy terminal kontenerowy. W mieście zaczyna wrzeć, szczególnie w Warszowie, dzielnicy na wyspie Wolin. Mieszkańcy alarmują, że ich okolica zmieni się w „getto otoczone składami kontenerów i parkingami dla tirów”.

– Też po raz pierwszy o tym usłyszałem – broni się jednak prezydent Żmurkiewicz. – Nie wiem, czy trzeba się cieszyć, czy płakać z tego powodu, że jesteśmy jedynym miejscem, gdzie można wybudować terminal. W ocenie niektórych mamy pecha. Jeśli słyszę o wielkiej turystyce na Warszowie, to jaka tam turystyka? Jakaś budka czy kontener? Czy problem będzie z tym, że plaża się przesunie o kilometr? – zastanawia się.

Życie obok trucicieli

Po jednej stronie Świnoujścia spacerować można po parku zdrojowym, przechadzać się wzdłuż dziesiątek pensjonatów, restauracji i okazałych hoteli. Na tętniącej życiem promenadzie mieszają się języki, zwykle polski i niemiecki. Bliżej granicy promenada oddala się od nabrzeża, prowadzi przez las do przejścia granicznego, gdzie turyści fotografują się pod symboliczną bramą. Dalej droga wiedzie do Ahlbeck, gdzie jedna obok drugiej stoją przedwojenne, zdobione wille. Na próżno szukać tu gigantycznych, pięciogwiazdkowych hoteli z basenami i SPA, a promy i kontenerowce widać co najwyżej daleko na horyzoncie.

Prawobrzeżna strona Świnoujścia, czyli Warszów, leży już na wyspie Wolin. Tam spacerować można wzdłuż promów i masowców, obok terminala paliwowego i składów węgla. Wdychając więcej spalin i chemikaliów, niż morskiego jodu. Dopiero za gazoportem rozciąga się las i plaża w stronę Międzyzdrojów, kolejnego nadmorskiego uzdrowiska.

– Zapewniali nas, że nic więcej nie będą robić, ale po troszeczku cały czas zabierają. Gazoport to miał być koniec, ale wiadomo, że nie będzie – mówi Łukasz Kołogrecki, jeden z protestujących mieszkańców Warszowa. – Zbudują terminal kontenerowy, dochodzą nas słuchy, że ma być jeszcze baza paliwowa. To się będzie tak przesuwać – wzdycha.

– My już żyjemy w sąsiedztwie trucicieli – denerwuje się Darek Krzywda, kolejny z mieszkańców. – Jak jest silniejszy wiatr, mamy w domach czarno. Za laskiem, gdzie port się zaczyna, składują węgiel. Nie zraszają go i to dla nas utrapienie. Wielokrotnie pisaliśmy, żeby coś z tym zrobiono, ale mają nas gdzieś. Zdarza się, że cuchnie mazutem, a to przecież rakotwórcze. Mamy terminal do przeładunku pasz, więc jak tam przeładowują, wszędzie jest żółto. Nie dość, że to śmierdzi, to jeszcze leży na samochodach i gnije.

– Terminal kontenerowy jest przekroczeniem czerwonej linii – podkreśla Łukasz. – Mamy tego już tak dużo, że jakakolwiek kolejna inwestycja jest dla nas nie do przyjęcia

– Nadzieja jest w Niemcach, że oni zablokują tę inwestycję. Widać było po działaniach naszego rządu, że my się nie liczymy, jesteśmy na samym końcu. Tak naprawdę z nami się w ogóle nie rozmawiało – mówi zrezygnowany Darek.

Taka nadzieja była w mieszkańcach jeszcze we wrześniu.

Przemysłowe uzdrowisko

Gdy plany budowy terminala kontenerowego wychodzą na jaw, Zarząd Portów uspokaja, że „apokaliptyczne wizje” nie mają „merytorycznego uzasadnienia”. Zapowiada konsultacje społeczne, ale mieszkańców nie przekonuje. Protestujący przechodzą od słów do czynów. Ostrzegają, że sparaliżują ruch, blokując rondo przy głównym wyjeździe z portu, a jeśli będzie trzeba, pojadą manifestować do Warszawy. Mówią, że skoro ich miasto ma status uzdrowiska, to nie jest miejscem na gigantyczny terminal. Na domach pojawiają się transparenty, w końcu mieszkańcy zakładają stowarzyszenie i zaczynają alarmować, że inwestycja narusza chroniony obszar Natura 2000, ostrzegają przed wycinką setek hektarów lasów. Zwracają uwagę na to, jak wygląda okolica terminala w Gdańsku. Wysyłają petycję do Parlamentu Europejskiego.

– Na jednej z sesji rady miasta zadaliśmy prezydentowi pytanie, czy to prawda, że powstanie terminal. Odpowiedział, że on w zasadzie to nie wie, jakie plany ma ZPMSiŚ – wspomina Joanna Agatowska, dziś opozycyjna radna Lewicy. – Dziwiłam się, że jak może nie wiedzieć, skoro był od kilkunastu lat w Radzie Nadzorczej. Ale prezydent mówił, że akurat w tym projekcie nie uczestniczył. Po prostu zamydlał sytuację. Wszystko przed nami ukrył, przez dwa lata udawał, że nic takiego nie powstanie. Tym, którzy mówili o terminalu kontenerowym, zarzucał kłamstwa, wykorzystywał temat politycznie.

Wśród mieszkańców krążą opowieści o telefonach, które mieli dostawać niektórzy protestujący. Słyszeli, że lepiej się nie angażować.

Jednak prezydent Żmurkiewicz już w 2017 roku zapewnia, że sprawę inwestycji traktuje „bardzo poważnie”, a gdy uzyska „konkretne informacje”, będzie chciał przeprowadzić referendum. Podobnie mówi rok później, gdy na jednej z konferencji stwierdza, że o szczegółach inwestycji będzie rozmawiał, kiedy sam je pozna. – Dla mnie Świnoujście to nie tylko działalność uzdrowiskowa czy turystyczna, ale również gospodarka, w tym gospodarka morska. Jestem przekonany, że można to pogodzić – oświadcza w 2018 roku.

Do referendum nigdy nie doszło.

„Niemcy są chorzy, jak coś się tu dzieje”

Pod terminalem zniknąć ma plaża, na którą tygodniami nie dało się dojechać wcale. Po protestach mieszkańców umożliwiono przejazd, ale tylko miejskim autobusem, w którym funkcjonariusze sprawdzali dokumenty każdego pasażera. Nowiutki parking od miesięcy świeci pustkami, bo znajduje się w wyznaczonej wokół pobliskiego terminala gazowego strefie bezpieczeństwa, którą mieszkańcy nazywają „zoną”. Również dojazd lądem do jednej z największych atrakcji miasta, Fortu Gerharda, stał się niemożliwy. W szczycie sezonu część turystów zawracała zdziwiona przed blokadą.

15.04.2023 Lunowo , protest mieszkancow przeciw zamknieciu drogi przy terminalu LNG prowadzacej do latarni morskiej , fortu Gerharda i plazy .
Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Wyborcza.pl
Kwiecień 2023, protest mieszkańców przeciw zamknięciu drogi przy terminalu LNG prowadzącej do plaży. Fot. Krzysztof Hadrian/Agencja Wyborcza.pl

Słoneczny początek września sprawił, że na promenadzie turystów nie brakuje. Niedaleko przeprawy promowej kilku wędkarzy łowi ryby, spoglądają na zacumowany obok masowiec pod cypryjską banderą. – Piękna plaża była, najpiękniejsza w okolicy, ale zamknęli. Łapaliśmy kiedyś ryby w Bałtyku, na falochronie, ale też zamknięty. Piękną drogę wybudowali, parking i teraz wszystko zabiorą – wzdycha Teresa, obserwując uważnie spławik. – Wiadomo, że Niemcy są przeciwni, bo im się dostanie, ale może nam to się opłaci? – zastanawia się.

– Niech robią, mnie to nie przeszkadza, a ludzie przynajmniej prace będą mieli – stwierdza drugi z wędkarzy.

– To wszystko i tak od góry jest załatwiane, nasze zdanie się nie liczy – oświadcza Teresa.

Przed promem pojawia się kolejna grupka turystów. Wśród nich jest Robert, który opowiada, że do Świnoujścia przyjeżdża od czterdziestu lat. Po raz pierwszy był jeszcze na studiach. – Dawniej to miasto żyło. Jakby dzisiaj zabrać Niemców, to się wszystko przewróci. Coś muszą zrobić – oznajmia. – Środowisko i tak jest zniszczone, bo lata całe było eksploatowane. A ruchu już nie ma, kiedyś statki jeden za drugim pływały, dzisiaj jeden na godzinę. Jeśli nie wybudują terminala, to coś innego będą musieli zrobić – stwierdza.

– Jak budowali gazoport, to Niemcom też się nie podobało. Niemcom wszystko się nie podoba. Oni są po prostu chorzy, jak tutaj coś się dzieje – prycha.

Polacy zrobili raport. Niemcy też

Gdy mieszkańcy usłyszeli, że ich apokaliptyczne wizje nie mają uzasadnienia, radni postanowili, że czekać nie będą. Próbowali na własną rękę uzyskiwać informacje. Okazało się, że pierwsze plany dotyczące terminala powstały już za czasów rządu PO-PSL. Jednak przez lata inwestycja raczkowała, brakowało kluczowych decyzji, konkretnych planów. Dla mieszkańców sygnałem, że projekt przyspieszył gwałtownie, było utworzenie w kwietniu 2023 roku strefy bezpieczeństwa wokół rozbudowanego wcześniej gazoportu. – Kiedy zaczęliśmy protestować, ówczesna rada miasta Heringsdorf, pod wpływem swojego poprzedniego burmistrza, który był w bardzo bliskich relacjach z naszym prezydentem, przyjęła, że terminala faktycznie nie będzie. Uznali, że nie ma czego się obawiać – wspomina dalej Agatowska. – Uaktywnili się, kiedy dotarło do nich, że plany są już bardzo konkretne – dodaje.

– Mamy zupełnie inną sytuację niż na przykład w Gdańsku, gdzie do portu jedzie się kilka kilometrów za miasto. U nas będzie on praktycznie w centrum – oburza się radna. – Do tego polski raport oddziaływania na środowisko jest kuriozalny. Ma około 600 stron, ale co chwila pojawiają się stwierdzenia: „prawdopodobnie” albo „tematu nie można do końca zbadać”. Na przykład, jeżeli chodzi o hałas czy zanieczyszczenie powietrza. Napisano też, że straty środowiskowe da się nadrobić, bo rośliny przecież odrosną. A to, że morświny mogą stracić słuch, to żaden problem. W raporcie pominięto oddziaływanie inwestycji na lokalną społeczność, w tym na turystykę i strefę uzdrowiskową – zauważa.

Niemcy wykonali swój raport, który stał w kontrze do wielu twierdzeń z polskiego raportu. Między innymi w jednej z kluczowych kwestii, czyli obszarze oddziaływania inwestycji. Niemieccy eksperci ocenili, że terminal będzie miał bardzo głębokie oddziaływanie na obszarze około ośmiu kilometrów, czyli nie tylko na ich miejscowości, ale też na Międzyzdroje. Zaś z polskiego raportu wynikało, że oddziaływania transgranicznego nie będzie. – Ludzie są wściekli, czują się bezsilni. Rząd posługuje się argumentami, że to interes narodowy, że państwo będzie zarabiać na tym miliardy. Tylko co z tego będzie miało nasze miasto? Nic. Zostajemy tylko z wielkimi kłopotami – mówi Agatowska.

Kolejnym faktem, który mieszkańców oburza, jest bowiem to, że miliardowe zyski z terminala czerpać ma państwo, a dla miasta mogą zostać grosze. Radna wyjaśnia, że wynika to przede wszystkim z faktu, że Zarząd Portów należy do Skarbu Państwa, a udziały gminy Świnoujście są marginalne. – Jeżeli terminal zostałby zbudowany na wodzie (na tzw. pirsie), to wówczas podatek faktycznie nie wpływałby do kasy samorządu, tylko zasilałby budżet państwa. Natomiast z części ulokowanej na lądzie część podatków mogłaby spływać do kasy samorządu – tłumaczy z kolei rzecznik urzędu miasta Jarosław Jaz. – Nikt nie robił jednak symulacji, o jakie pieniądze chodzi, bo takich wyliczeń jeszcze nie ma. Jest na to za wcześnie – podkreśla.

Przeczytaj także:

Niemieckie gminy podniosły alarm

Gdy terminal powstanie, do Świnoujścia wpłyną największe jednostki, jakie pływają po Bałtyku. ZPMSiŚ tłumaczy, że port musi się rozwijać, aby dalej być „nowoczesnym, konkurencyjnym i przyjaznym środowisku”. I stąd decyzja o rozbudowie, która niepokoi nie tylko mieszkańców Świnoujścia. Wrze także po niemieckiej stronie wyspy Uznam, choć Niemcy dołączają do protestujących Polaków dopiero w 2020 roku. Organizacja Lebensraum Vorpommern wzywa niemieckie władze federalne do podjęcia działań, wysyła swoją petycję do Parlamentu Europejskiego, alarmuje, że polski rząd narusza unijne dyrektywy środowiskowe.

Rok później do Ahlbeck przyjeżdżają zaalarmowani przez aktywistów niemieccy europosłowie, Helmut Scholz i Hannah Neumann. Przejeżdżają również na polską stronę, odwiedzają okolicę, gdzie powstać ma terminal. W spotkaniu uczestniczą lokalni politycy, którzy skarżą się, że polskie władze nie chcą współpracować, nie informują ich o postępach w pracach nad projektem. Laura Isabelle Marisken, która burmistrzem została w 2019 roku, oświadcza, że planowany terminal to „gigantyczny projekt”, który „zagraża egzystencji” niemieckich uzdrowisk.

Wraz z trzynastoma burmistrzami niemieckich miejscowości nadmorskich w lipcu 2023 roku publikuje apel do władz federalnych. „Apelujemy o zrobienie wszystkiego, co w państwa mocy, aby zapobiec budowie terminala kontenerowego” – wzywają burmistrzowie. Miesiąc później Marisken wynajmuje polskiego adwokata i ubolewa, że musi wejść na drogę prawną, mimo że Heringsdorf i Świnoujście łączy „bardzo intensywna przyjaźń”. Podkreśla jednak, że jeśli inwestycja zostanie zrealizowana, to „po obu stronach granicy dojdzie do ogromnego i nieodwracalnego zniszczenia przyrody”.

Niemcy domagają się pełnego wglądu w dokumentację, chcą uczestniczyć w polskiej procedurze wydawania zezwoleń. Zapowiadają, że jeśli tak się nie stanie, sprawę skierują do polskiego sądu.

Mieszkańców miliardy nie przekonują

Jednak polskie władze pozostają nieugięte. Ówczesny wiceminister Marek Gróbarczyk oświadcza, że Polska nie zamierza konsultować swoich planów z Niemcami, którym zarzucał, że zbudowali w Lubominie – około 50 kilometrów od Świnoujścia – terminal gazowy, czego z polskimi władzami nie uzgadniali. Stwierdza, że zarzuty strony niemieckiej to „jedna wielka bzdura”. I tłumaczy, że Niemcy boją się rozbudowy terminala w Świnoujściu, bo ten może „stać się poważną konkurencją dla Hamburga za 6-7 lat”. „Niemiecka narracja chciałaby nadal dyktować innym, co mogą, a czego im nie wolno” – oburza się w lipcu 2023 roku.

Im bliżej do wyborów, tym ostrzejsze stwierdzenia padają, a terminal staje się elementem wyborczej gry. Jednak ton Jarosław Kaczyński nadał już w grudniu 2022 roku, gdy mówił o protestach Niemców przeciwko planom regulacji Odry. – Niemcy stosują dwie miary i to bardzo wyraźnie widać. Chcą mieć w Polsce tereny po części skansenowe, po części mające różnego rodzaju walory turystyczne, które oni będą wykorzystywać. Rozwój gospodarczy Polski to, łagodnie mówiąc, nie jest cel Niemiec – grzmiał wówczas prezes PiS. – Nie możemy z tego zrezygnować niezależnie od różnego rodzaju płaczu i wrzasków z niemieckiej strony – stwierdził.

Polskie władze przekonują, że terminal to osiem miliardów złotych zysku z podatków i praca dla około 900 osób. Mieszkańcy wątpią jednak w obietnice, że na budowie terminala zyskają. I wspominają to, co mówiono im podczas budowy gazoportu. – Też wtedy mówili, że będzie tyle miejsc pracy – uśmiecha się kwaśno Darek Krzywda. – To prawda, że tam są miejsca pracy, ale dla osób wykwalifikowanych, które przyjeżdżają z całej Polski. Na terminalu może i będą suwnicowi, jacyś operatorzy sprzętu, ale takich miejsc pracy będzie ile? Kilkadziesiąt? Mówimy przecież o nowoczesnym, zautomatyzowanym terminalu – zauważa.

Politycy ówczesnego rządu straszą też, że jeśli wybory wygra opozycja, to projekt zostanie wstrzymany. To jednak daje mieszkańcom nadzieję, że ich protesty mogą przynieść skutek.

Niemcy domagali się rozmów

Jest sierpień 2023 roku. Gdy pytam prezydenta Janusza Żmurkiewicza o inwestycję, odpowiada lakonicznie. Przekonuje, że kluczowe ustalenia dotyczące strategicznych inwestycji, takich jak gazoport czy terminal kontenerowy, odbywają się poza lokalnymi władzami. – Jestem przekonany, że inwestor przeprowadzi ze wszystkimi stronami wszelkie uzgodnienia, zgodnie z obowiązującymi przepisami – stwierdza. Zapewnia też, że inwestycja wcale nie wpłynie negatywnie ani na środowisko, ani na lokalne relacje z Niemcami. – Od wielu lat współpracujemy i to z bardzo dobrym skutkiem, czego przykładem są chociażby wspólne inwestycje, które realizujemy po polskiej i niemieckiej stronie wyspy Uznam – uważa.

– Jestem przekonany, że w zakresie budowy portu kontenerowego polskie władze wypełnią wszystkie swoje obowiązki, jakie nakazuje im prawo – podkreśla.

Zupełnie innego zdania jest jednak Laura Isbaelle Marisken, która zauważa, że inwestycja budzi niepokój nie tylko lokalnych władz, ale też niemieckich organizacji turystycznych i stowarzyszeń ekologicznych. – Strona polska jak dotąd nie wykazała wystarczającej chęci do przedyskutowania możliwych konsekwencji tego megaprojektu budowlanego z naszą społecznością. Dotyczy to w szczególności transgranicznej oceny oddziaływania na środowisko – stwierdza burmistrzyni. – Nadal domagamy się procedury zgodnej z prawem międzynarodowym, mamy nadzieję, że zostaniemy zaproszeni do okrągłego stołu – dodaje.

Przedwyborcze przyspieszenie

Im bliżej wyborów, tym więcej kluczowych decyzji zapada w sprawie terminala. W lipcu dochodzi do podpisania przedwstępnej umowy z inwestorem, belgijsko-katarskim konsorcjum, a ówczesny minister Gróbarczyk oświadcza, że inwestycja musi ruszyć „jak najszybciej”.

Minister Marek Gróbarczyk stoi przy pulpicie. W tle wizualizacja terminala kontenerowego
Lipiec 2023, wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk podczas uroczystości podpisania przedwstępnej umowy dzierżawy terenów zlokalizowanych w porcie zewnętrznym w Świnoujściu, na których ma powstać Głębokowodny Terminal Kontenerowy. Fot. Cezary Aszkielowicz/Agencja Wyborcza.pl

Tuż przed wyborami RDOŚ wydaje decyzję środowiskową. Media obiegają nagłówki, że terminal dostaje zielone światło, jednak sprawę znów inaczej widzi Polska, a inaczej Niemcy. Według polskich władz decyzja oznacza, że zakończyły się konsultacje transgraniczne. Jednak strona niemiecka alarmuje, że proces nie został zakończony, a ich lokalne władze nadal mają zastrzeżenia. Marisken oświadcza, że decyzję wydano „bez prawidłowego zakończenia procesu konsultacji”.

– To, co mogliśmy, próbowaliśmy robić. Teraz jesteśmy na to skazani i jedyne, co nam zostało, to czerpać z tego jakieś zyski – mówią niektórzy mieszkańcy.

Decyzję środowiskową zaskarżają nie tylko Niemcy, ale również miasto Świnoujście. Prezydent Żmurkewicz stwierdza jednak, że jego zdaniem terminal powstanie niezależnie od tego, kto będzie u władzy. Ocenia, że inwestycja sama się „obroni”. Zaś ustępującemu ministrowi Gróbarczykowi starcza jeszcze czasu, aby ogłosić kolejny sukces. Obwieszcza, że budowa terminala została „w pełni potwierdzona” jego kolejną decyzją. Konsorcjum, z którym w lipcu podpisano umowę, otrzymało w dzierżawę 75 hektarów terenu, gdzie powstać ma terminal. „Inwestycja to impuls rozwojowy nie tylko dla Pomorza Zachodniego, ale też całej Polski!” – cieszy się ówczesny wiceminister.

– Informacje płynące od rządu PiS przed wyborami traktowaliśmy jako propagandę – mówi jednak radna Agatowska. – Słyszymy, że dopiero niedawno powstał projekt tego portu, czyli nikt do tej pory nie dokonał oceny korzyści, nie zrobiono żadnej analizy. Nikt nie wie kto, ile i jak na tym zarobi. Jest bardzo dużo niewiadomych. Jeszcze kilka miesięcy temu Zarząd Portów mówił nie o porcie kontenerowym, ale o wielkim porcie uniwersalnym, czyli inwestycji o wielkości i strukturze nie mniejszej niż Port Północny w Gdańsku – zauważa.

Długa lista braków

Prezydent Żmurkiewicz spotyka się z przedstawicielami belgijsko-katarskiego konsorcjum na początku listopada. Media obiega komunikat informujący, że „zadeklarował swój pozytywny stosunek” do inwestycji oraz poinformował, jakie oczekiwania wobec inwestora ma gmina. „Uczestnicy spotkania zgodnie podkreśli potrzebę rozwijania dialogu pomiędzy stronami, tak by wypracować wzajemne zaufanie i wzmacniać społeczną akceptację dla portowej inwestycji” – stwierdzono w komunikacie. I podkreślono, że inwestor ma przeprowadzić „działania na rzecz lokalnej społeczności” o wartości co najmniej pięciu milionów euro.

Poza tym ZPMSiŚ zwraca uwagę na „specyfikę działalności terminalu kontenerowego”, który – zdaniem Zarządu – nie będzie generował „znaczącego obciążenia dla środowiska”, a dzięki jego położeniu „wpływ na otoczenie i środowisko naturalne będzie ograniczony do minimum”. „Ma to również istotne znacznie dla mieszkańców dzielnicy Warszów, która będzie od terminalu oddzielona naturalną ścianą lasu” – przekonuje ZPMSiŚ. Zarząd stoi na stanowisku, że procedura transgraniczna została zakończona podpisaniem protokołu, w czym aktywnie uczestniczyła strona niemiecka. I nie miała żadnych zastrzeżeń.

To jednak nie kończy protestów po niemieckiej stronie. Inicjatywę przejmują aktywiści, którzy zapowiadają, że ze wsparciem władz samorządowych będą walczyć w polskim sądzie. – Z naszego punktu widzenia pozew to jedyny sposób, aby coś zdziałać – mówi Rainer Sauerwein, lider inicjatywy Lebensraum Vorpommern. – Lista braków w raporcie jest bardzo długa. Oddziaływanie na polskie i niemieckie tereny Natura 2000 nie zostało uwzględnione – ocenia. Według Sauerweina dokładniej należy przebadać to, jaki wpływ na środowisko będzie miał zwiększony ruch żeglugowy. Zauważa, że Polska planuje budowę nowego toru obejściowego do portu o długości około 70 kilometrów, głębokości 17 metrów i szerokości 500 metrów. Przekonuje, że polskie władze nie przeanalizowały wystarczająco ryzyka morskich katastrof.

– Tu chodzi o Morze Bałtyckie, które jest akwenem niezwykle zagrożonym – podkreśla. – Do tego, zanim procedura transgraniczna została zakończona, polskie władze ogłosiły, że decyzja została wydana, kontrakt z inwestorem podpisany – denerwuje się aktywista.

Inwestor chce dać 20 milionów. Miasto mówi o 100 milionach

Poprzedni rząd zapowiadał, że terminal rozpocznie działalność na początku 2028 roku. Pytanie jednak, czy nowy rząd taką wizję podtrzyma. Poseł PiS Kacper Płażyński zdążył już stwierdzić, że marszałek Olgier Geblewicz „przygotowuje grunt pod rezygnację” z inwestycji. Natomiast ze strony niemieckiej słychać głosy o nadziei, że nowe polskie władze będą bardziej otwarte na negocjacje. – Mamy nadzieję, że nowy rząd podejdzie do sprawy rozsądniej – mówi radna Joanna Agatowska. – Chcielibyśmy, żeby miasto i mieszkańcy stali się poważnie traktowaną stroną w rozmowach – podkreśla. – Wciąż nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy straty środowiskowe i społeczne nie przewyższą korzyści, które mogą się pojawić dopiero w bardzo dalekiej przyszłości – mówi dalej.

Rzecznik urzędu miasta stwierdza, że prace nad terminalem są już na bardzo zaawansowanym etapie, choć jednocześnie nie ma pewności… czy i jakie umowy zostały już podpisane. – Teren należy do Lasów Państwowych, więc jeżeli jakieś umowy mają być lub zostały podpisane, to pomiędzy Skarbem Państwa a spółkami, które miałyby terminal budować – wyjaśnia. – Nasza wiedza odnośnie prawnej sytuacji procesu budowy terminalu dotyczy wyłącznie kwestii wydania decyzji środowiskowej i odwołania się od niej, co zrobiliśmy. Samorząd nie jest stroną i jako taka nie bierze udziału w procesie decyzyjnym. Z naszej perspektywy istotne jest wypełnienie zobowiązań przez inwestora – zaznacza.

Wśród tych zobowiązań jest budowa nowego ujęcia wody, dwóch nowych kąpielisk z pełnym zapleczem, nowej ścieżki rowerowej, zapewnienie darmowego transportu na plażę, budowa szkoły zawodowej oraz przejść podziemnych pod liniami kolejowymi. Problem w tym, że w rozmowach z inwestorem pada kwota około 20 milionów złotych na „działania na rzecz lokalnej społeczności”, a koszt budowy samego nowego ujęcia wody oszacowano na… niemal 60 milionów, jednego kąpieliska na 18 milionów, a nowej ścieżki – 19 milionów. Łączna kwota inwestycji znacznie przekracza 100 milionów złotych.

„Nie jesteśmy za tym, żeby zlikwidować ten projekt”

Z kolei Artur Łącki, jeden z zachodniopomorskich posłów PO zapowiada, że nowy rząd będzie chciał sprawdzić, z czego wynikał pośpiech wokół inwestycji w ostatnich miesiącach. Choć jednocześnie podkreśla, że jego zdaniem terminal powstać powinien. – Polskie porty się zatykają – stwierdza. – Dobrze byłoby, gdyby ten terminal powstał. Problem w tym, że to jest bardzo dziwnie zaplanowane. Chcieli zacząć inwestycję od portu, tylko co z tego, skoro tam nie ma jak dojechać? Ciężarówkami chcieli wywozić kontenery? Przecież to bzdura. Trzeba odwrócić kolejność. Najpierw nowe drogi i kolej, a potem port – sugeruje.

– Nie jesteśmy za tym, żeby zlikwidować ten projekt, tylko żeby go usprawnić i dogadać się z mieszkańcami. Nie możemy budować wbrew mieszkańcom – zaznacza. W podobnym tonie wypowiada się Arkadiusz Marchewka, nowy wiceminister infrastruktury, który stwierdził, że terminal jest „wielką szansą na rozwój”, jednak nie może powstać bez rozmów z mieszkańcami.

Terminal to jednak nie wszystko, bo jeżeli do Świnoujścia mają wpływać największe na Bałtyku jednostki, musi powstać nowy tor podejściowy. Szczeciński Urząd Morski ogłosił w styczniu przetarg na opracowanie studium wykonalności tego projektu, którego wartość ma przekroczyć 7 miliardów złotych, z czego niecałe 3 miliardy mają pochodzić ze środków unijnych. Liczący 70 kilometrów długości, 500 metrów szerokości i 17 głębokości nowy tor wodny ma ominąć niemieckie wody terytorialne. Łącznie na rozwój portu w Świnoujściu poprzedni rząd planował do 2029 roku wydać ponad 10 miliardów złotych.

Gigantyczny koszt sprawia, że eksperci nie mają jednej odpowiedzi na pytanie, czy inwestycja będzie opłacalna. Część uważa, że między Gdańskiem i Hamburgiem jest miejsce na kolejny terminal kontenerowy. Pojawiły się argumenty, że oceaniczne jednostki płynące przez Cieśniny Duńskie wybierając Świnoujście, a nie Trójmiasto, zyskają w jedną stronę około 11 godzin drogi. A jeżeli dynamika wzrostu przeładunków w portach na Bałtyku utrzyma się na poziomie takim, jak przez ostatnie lata, to za około 20 lat wolumen zostanie podwojony. Z drugiej strony inwestycja może być znacznie bardziej skomplikowana niż rozbudowa portów w Trójmieście, a niektórzy specjaliści alarmują, że i tak nie ma szans na powtórzenie sukcesu Gdańska, który powstał nie tylko w odpowiednim miejscu, ale też czasie. Zwracają uwagę, że wydane na świnoujski terminal miliardy mogą sprawić, że pieniędzy zabraknie na inne inwestycje infrastrukturalne, a rzeczywiste zyski trudno oszacować.

Zyski? Za wcześnie, aby mówić

Zarząd Portów Morskich Szczecin i Świnoujście niezmiennie przekonuje, że głębokowodny terminal kontenerowy przyniesie okolicznym mieszkańcom „liczne korzyści”. Jednocześnie zaznacza, że wysokość przychodów „będzie uzależniona od tempa rozwoju projektu”, w związku z czym „ich publikacja przed startem projektu jest przedwczesna”. Pytanie, ile konkretnie na porcie zarobi państwo, a ile samorząd, pozostaje bez odpowiedzi. – Ale korzyści z działania terminalu to nie tylko pieniądze – twierdzi Monika Woźniak-Lewandowska z ZPMSiŚ. Inwestycja ma zapewnić nowe i „niecechujące się sezonowością” miejsca pracy. Nie tylko bezpośrednio na terminalu, ale też w okolicznych firmach, jednostkach administracji publicznej czy instytucjach kontrolujących ładunki.

– Może to być jeden z czynników zapobiegających obserwowanemu obecnie zmniejszaniu się populacji miasta, szczególnie jeżeli chodzi o młodych, wykształconych ludzi – mówi dalej. Stwierdza też, że inwestycja powinna „przyczynić się do wzrostu pozycji konkurencyjnej miasta i całego regionu zachodniopomorskiego”, a nawet do… zwiększenia atrakcyjności turystycznej okolicy, bo port można by wykorzystać jako „produkt turystyczny”, a turyści będą korzystać z rozbudowanej sieci drogowej i kolejowej.

Zarząd uważa, że przekazanie w dzierżawę nieruchomości, na której powstanie terminal, to „kamień milowy” w realizacji inwestycji. Jak informuje Woźniak-Lewandowska, w roku 2024 i w pierwszej połowie 2025 prowadzone będą „prace przygotowawcze, projektowe oraz prace związane z uzyskaniem niezbędnych zgód i pozwoleń”. – W tym czasie powinien również powstać tymczasowy dostęp do placu budowy, zostanie wykonany skan ferromagnetyczny oraz oczyszczenie terenu pod przyszłą infrastrukturę terminalu – precyzuje. Kolejny etap prac, czyli, w tym dociążenie terenu czy pogłębianie basenu portowego, ma być wykonany do 2027 roku. Równolegle ma powstać infrastruktura dostępowa, falochron oraz podłączenia mediów.

– Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, terminal powinien rozpocząć działalność na początku 2028 roku – podsumowuje Woźniak-Lewandowska.

;
Piotr Barejka

Na co dzień związany z "Wprost", wcześniej z radiem TOK FM i Wirtualną Polską. Absolwent dziennikarstwa na UJ i UW, a także Polskiej Szkoły Reportażu. Laureat Festiwalu Wrażliwego, nominowany do Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej. Zajmuje się tematami społecznymi.

Komentarze