Założona przez Macieja Świrskiego Reduta Dobrego Imienia dostała z MSZ 250 tys. zł na platformę Rycerz, do zgłaszania sformułowań o „polskich obozach śmierci” itp. RDI miała wzywać autorów publikacji, w których padły takie słowa, by poprawili błąd. Ale zainicjowana przez Świrskiego ustawa o IPN spowodowała wysyp milionów takich wpisów. I obezwładniła Rycerza

„Forsując wprowadzenie do ustawy przepisów o karach za mówienie o »polskich obozach śmierci«, Świrski sparaliżował działalność Reduty Dobrego Imienia. Obezwładnił stworzone przez nią programy, ułatwiające wykrywanie i reagowanie na takie sformułowania” – mówi osoba, która do niedawna z bliska obserwowała działalność RDI.

Fundacja Reduta Dobrego Imienia – jak sama o sobie pisze

powstała, by inicjować i wspierać działania „mające na celu prostowanie nieprawdziwych informacji na temat historii Polski, a szczególnie przebiegu II wojny światowej, udziału w niej Polaków, stosunku Polaków do Żydów, na temat niemieckich obozów koncentracyjnych”.

Jej założycielami byli Maciej Świrski (był też pierwszym prezesem RDI, ale odszedł z funkcji, gdy powołano go na wiceprezesa Polskiej Fundacji Narodowej) i Józef Orzeł (jest też członkiem rady RDI; niegdyś poseł Porozumienia Centrum – pierwszej partii braci Kaczyńskich, współzałożyciel „Klubu Ronina”, członek rady Polskiej Fundacji Narodowej, koordynator krajowy Ruchu Kontroli Wyborów i nieformalny doradca Mateusza Morawieckiego).

25. 10. 2016 r. Maciej Świrski podczas konferencji prasowej ws. systemu wykrywania zniesławień Polski i Polaków. Fot. Adam Stępień/ Agencja Gazeta

Rycerz i Dragon

Wiosną 2017 roku, w ramach programu „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej”, Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyznało RDI prawie 250 tys. złotych dofinansowania na projekt „Support Poland – Wspieraj Polskę”.

„Projekt ma na celu stworzenie mechanizmów walki z antypolskimi uprzedzeniami, poprzez wypracowanie systemowych rozwiązań, umożliwiających nie tylko skuteczne reagowanie na przypadki rozpowszechniania fałszywych informacji na temat Polski i Polaków, ale także wypracowanie spójnego przekazu mogącego, dzięki wartości merytorycznej i atrakcyjnej formie, wyprzeć fałszywą narrację” – tłumaczyło MSZ.

„Głównym elementem projektu był system informatyczny Rycerz, który miał ułatwić Polakom na całym świecie zgłaszanie zniesławiania Polski” – mówi nasz informator.

Skąd taka nazwa programu? „Nasi wolontariusze, jak taka współczesna internetowa husaria ruszają i wysyłają wnioski o sprostowanie do oszczerców, którzy szkalują Polskę” – wyjaśniała w mediach Mira Wszelaka, która zastąpiła Świrskiego na fotelu prezesa RDI. „Husarię” mieli tworzyć przede wszystkim przedstawiciele Polonii. „Powołano nawet koordynatorów programu w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Niemczech, Austrii chyba Holandii” – wylicza nasz rozmówca.

Publiczna prezentacja „Rycerza” odbyła się 25 listopada 2017 roku, podczas konferencji w siedzibie SDP. Głównym gościem imprezy był ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki. Z prelekcją wystąpił też Maciej Świrski. „Wszystko odbyło się z dużą pompą. Problem w tym, że ten system komputerowy nie za bardzo działał. Między innymi dlatego, że rejestracja do niego była zbyt skomplikowana” – kontynuuje nasz rozmówca.

Portal dobreprogramy.pl, publikujący m.in. recenzje programów komputerowych, pisał o aplikacji RDI, że „Rycerz bez zbroi chodzi”, wskazując niedociągnięcia jego twórców.

„Fundacja pracowała głównie na starym programie – Dragon, który powstał przed tym sfinansowanym przez MSZ. Wyłapywał w sieci sformułowania „polskie obozy”, „polskie getto”, „nazistowska Polska” we wszystkich wariantach i w różnych językach.

Zadaniem pracowników RDI było sprawdzenie w jakim kontekście te słowa padały. Jeśli nie był to np. artykuł, w którym wyjaśniano, że takie sformułowanie to błąd – kierowali do autorów wezwania do sprostowania. Wysyłali je przede wszystkim gdy o „polskich obozach” pisały jakieś media albo większe portale; nie wysyłali – gdy takie słowa pojawiały się gdzieś na forach, w dyskusjach” – mówi nasz informator.

„Nie bylibyśmy w stanie zareagować na wszystkie wpisy o »polskich obozach«, choć nie było ich wcale tak wiele. W RDI pracuje tylko kilka osób. W 2017 roku, byli to prezes, sekretarka, rzecznik prasowy i dwie osoby zajmujące się obsługą zgłoszeń o naruszeniach dobrego imienia Polski. Robiliśmy tyle, ile mogliśmy w takim składzie” – potwierdza były pracownik RDI.



Miecz na Rycerza i Dragona

Jeszcze w czasie gdy prezesem Reduty Dobrego Imienia był Maciej Świrski, fundacja zainicjowała i przeprowadziła akcję zbierania podpisów pod petycją do marszałka Sejmu. Domagała się w niej w uchwalenia ustawy wprowadzającej kary grzywny lub więzienia za użycie sformułowań „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie obozy śmierci” itd.

Latem 2016 roku,

RDI chwaliła się na swojej stronie internetowej, że jej akcja „spotkała się z pozytywnym przyjęciem Rządu” i że „Rada Ministrów zaakceptowała projekt nowelizacji ustawy o IPN, który przewiduje nowe przestępstwo: “publicznego i wbrew faktom przypisywania Rzeczypospolitej Polskiej lub narodowi polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie”.

Równocześnie wzywała do dalszego podpisywania petycji. „Tym razem chodzi o poparcie ustawy, która wreszcie pozwoli na skuteczną walkę z plagą zniesławień Polski” – wyjaśniała.

Projekt trafił jednak wówczas na blisko półtora roku do zamrażarki. PiS wyciągnął go nagle i przeprowadził w błyskawicznym tempie przez parlament na początku 2018 roku. Przyjęcie ustawy wywołało międzynarodowy kryzys wizerunkowy i – jeśli chodzi o walkę z określeniami „polskie obozy śmierci” i „polskie obozy koncentracyjne” – przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego. Określenia te w ciągu kilku tygodni stały się hitem sieci.

Portal Polityka w sieci w raporcie „Jak w 24h Polska przegrała bitwę informacyjną w social media”, przeanalizował wówczas rozchodzenie się hasztagów #PolishDeathCamps i #GermanDeathCamps na Twitterze.

„W sobotę 27 stycznia 2018 zasięg w sieci tematu #PolishDeathCamps wyniósł w zależności od narzędzia 23-28MLN osób” – pisał.

W sieci krążył nie tylko ten zwrot, ale też zdjęcia z marszu ONR i grafiki negatywnie ukazujące Polaków. Autorzy „Polityki w sieci” zwracali uwagę, że zabrakło skutecznej reakcji ze strony polskich władz.

Zabrakło również reakcji ze strony Reduty Dobrego Imienia, która miała przecież gotowe narzędzia. Dlaczego tak się stało?

„System reagowania Reduty został stworzony tak, by angażować wiele osób ze świata w walkę z niewieloma nieprawdziwymi wpisami. Ale sytuacja się odwróciła. Teraz „polskich obozów” jest w sieci mnóstwo, Rycerz nie działa, a do obsługi Dragona jest kilka osób na krzyż. Wątpię by teraz ktokolwiek był w stanie wyczyścić sieć ze szkalujących Polskę sformułowań. W każdym razie to robota na lata” – podsumowuje nasz rozmówca.

Wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Dziennikarka „Polityki” (2000–13), krótko „GW”, a od wiosny 2016 roku - OKO.press. Dziennikarka Roku Grand Press 2016. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press za dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody Radia Zet im. A. Woyciechowskiego, Nagrody im. Dariusza Fikusa, kilku nagród i wyróżnień SDP (przed jego przejęciem przez dziennikarzy "niepokornych"). Bałucki charakter.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym