Zakaz konwersji, niszczenie kościołów, setki aktów nienawiści. W rządzonej przez Narendrę Modiego rośnie przemoc wobec mniejszości. Korespondencja z Indii dla OKO.press
„Kiedy byłem dzieckiem i chodziłem do szkoły, chrześcijan w Indiach uważano za spokojnych, uczciwych i uczynnych sąsiadów. Dziś, na stare lata, robi się z nas takich, co nawracają siłą i czyhają na każdego – choć sądy w kółko nas uniewinniają. Ta zmiana naszego wizerunku to nie przypadek, tylko zaplanowana polityczna manipulacja” – mówi mi A. C. Michael, były członek Komisji ds. Mniejszości w Delhi, koordynator krajowy Zjednoczonego Forum Chrześcijan (UCF), prezes Katolickiego Stowarzyszenia Archidiecezji Delhi (CAAD).
W 2025 roku w Indiach odnotowano 706 aktów przemocy wymierzonych w chrześcijan (stan na listopad, dane UCF). Głównym pretekstem do ataków są oskarżenia o „nawracanie podstępem”.
W 2025 roku UCF udokumentował 23 takie przypadki, w tym 19 w stanie Ćhattisgarh, gdzie hinduscy ekstremiści zmuszali rodziny do ekshumacji ciał. Dochodziło też do niszczenia kościołów, zmuszania wiernych do wyrzeczenia się wiary i palenia Biblii.
Spójrzmy na kilka przykładów.
29 stycznia w Kokawad (również w Dźhabua), Singh chwalił się zamknięciem siedmiu kościołów i skazaniem księży na kary więzienia i grzywny. Groził przemocą, opisując nawrócenie jako „sztuczkę” stosowaną przez „vidharmis”, którą wie, jak „naprawić” za pomocą pałek i broni. W retoryce hinduskich nacjonalistów termin „vidharmi” jest pejoratywnym określeniem oznaczającym „innowiercę” lub „heretyka”. Często używany jest w stosunku do muzułmanów i chrześcijan.
4 marca w Patiali mnich Rajendra Puri stwierdził, że w Pendżabie mnożą się przypadki nawróceń, sprzeciwił się budowie kościoła w Dźalandharze i wezwał do noszenia broni podczas praktyk religijnych.
6 sierpnia w Kanker w stanie Ćhattisgarh podczas protestu przeciwko rzekomym nawróceniom padły słowa sugerujące, że chrześcijanie nie powinni być dopuszczani do wsi, co stanowi jawny przykład nawoływania do bojkotu.
17 czerwca w Sangli w stanie Maharasztra przedstawiciele lokalnych władz podżegali do przemocy wobec społeczności chrześcijańskiej., podczas wydarzenia zorganizowanego przez Sakal Hindu Samadź (SHS), poseł partii rządzącej Gopichand Padalkar wezwał do przemocy:
„Bijcie pastorów, którzy przybędą do waszej wsi” – mówił.
Obiecywał też nagrody pieniężne tym, którzy ich zaatakują. W tym samym roku skrajnie prawicowy kaznodzieja z Maharasztry, Sangram Bapu Bhandare, przedstawił nawrócenia jako „zwodniczą wojnę religijną” i przekonywał swoją publiczność, że pastorom należy „odpowiedzieć” przemocą.
Społeczność indyjskich chrześcijan, licząca około 28 milionów wiernych, jest trzecią co do wielkości (po hindusach i muzułmanach) grupą religijną w kraju. Choć stanowi zaledwie 2,8 proc. populacji, jej historia i współczesne zmagania odsłaniają głębokie pęknięcia indyjskiego społeczeństwa – od spuścizny kolonialnej, przez system warnowo-kastowy, aż po politykę hinduskiego nacjonalizmu.
Społeczność chrześcijańska nie jest monolitem – jej doświadczenia różnią się radykalnie w zależności od regionu. Znaczne populacje występują w stanach północno-wschodnich (Nagaland, Mizoram, Meghalaja, Manipur, Arunaćal Pradeś) oraz w niektórych częściach południowych Indii, np. w Kerali czy terytorium związkowym Puduććeri. Większość z nich to protestanci (ok. 59 proc.), a około jednej trzeciej stanowią katolicy.
Jednak najbardziej wymowny jest inny wskaźnik: około 74 proc. indyjskich chrześcijan należy do grup społecznych dyskryminowanych, w tym 33 proc. do społeczności Dalitów i 24 proc. do plemion zarejestrowanych. Dalici to osoby niegdyś nazywane „niedotykalnymi”, społeczności poddane w Indiach wielowiekowej i systematycznej segregacji i opresji. To właśnie oni stanowią dziś trzon chrześcijaństwa w Indiach.
Konwersja na chrześcijaństwo pozbawia dalitów nie tylko przywilejów, ale i elementarnej ochrony.
O jakie przywileje chodzi? – zapytałam Johna Dayala, prominentnego dziennikarza śledczego, b. przewodniczącego Ogólnoindyjskiej Unii Katolickiej oraz jednego z najważniejszych głosów prawnoczłowieczych we współczesnych Indiach.
W rozmowie dziennikarz, który od lat dokumentuje prześladowania mniejszości w Indiach, tłumaczy mi, że zgodnie z najnowszym orzecznictwem Sądu Najwyższego Dalici nawracający się na chrześcijaństwo natychmiast tracą dostęp do systemu rezerwacji – czyli gwarantowanych miejsc w edukacji, zatrudnieniu publicznym i polityce. Ponadto przestaje ich obowiązywać ustawa o zakazie przemocy wobec kast rejestrowanych. Kasty i plemiona rejestrowane to współczesne i oficjalne nazwy społeczności, które były w Indiach historycznie marginalizowane i nadal borykają się z uciskiem oraz izolacją społeczną, ekonomiczną i edukacyjną.
- Te przepisy od 75 lat każą konwertytom płacić horrendalną cenę za zmianę wiary. Tracą miejsca w samorządach, stypendia, pracę i ochronę przed przemocą – tłumaczy.
Ustawa o ochronie kast i plemion rejestrowanych przed aktami przemocy (SC/ST Prevention of Atrocities Act) to jedno z kluczowych narzędzi prawnych. Nie ma ona jednak zastosowania wobec chrześcijańskich Dalitów. Sąd uzasadnił, że „system kastowy jest obcy chrześcijaństwu”, w związku z czym osoba, która przyjęła tę wiarę, nie może powoływać się na przepisy tej ustawy.
Zdaniem Dayala sprawa pastora Ananda z marca 2026 roku doskonale ilustruje ten paradoks: mężczyzna urodzony w społeczności Madiga (uznawanej za kastę rejestrowaną) został pobity i znieważony ze względu na swoje pochodzenie podczas prowadzenia nabożeństwa. Sąd uznał jednak, że jako chrześcijanin – choć nadal żyjący w tej samej społeczności i wciąż dyskryminowany – nie może ubiegać się o przewidzianą dla Dalitów ochronę.
Dayal, który od lat walczy o zmianę tych przepisów, w naszej rozmowie przypomina historię rozporządzenia prezydenckiego z 1950 roku. Dokument – wydany przez gabinet Jawaharlala Nehru, zdaniem Dayala pod presją hinduskiej prawicy – pierwotnie ograniczał przywileje dla „kast rejestrowanych” wyłącznie do hindusów. W 1956 roku dodano sikhów, w 1990 roku – buddystów. Chrześcijan i muzułmanów pominięto.
– Myli się ten, kto uważa, że dyskryminacja kastowa znika wraz z nawróceniem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – dodaje Dayal.
Na stronie internetowej Ogólnoindyjskiej Rady Chrześcijan, której był współzałożycielem, możemy przeczytać, że organizacja zapowiada kontynuowanie batalii prawnej, choć – jak przyznaje dziennikarz – po ostatnim orzeczeniu „nastroje wśród Dalitów chrześcijańskich są graniczące z rozpaczą”.
W styczniu 2026 India Hate Lab (IHL), inicjatywa Centrum Badań nad Zorganizowaną Nienawiścią (CSOH), opublikowało raport roczny, w którym udokumentowano 1318 przypadków mowy nienawiści skierowanej przeciwko społeczności muzułmańskiej i chrześcijańskiej w 2025 roku.
Założyciel i dyrektor CSOH Raqib Naik, w rozmowie mówi, że około 88 proc. analizowanych przypadków mowy nienawiści miało miejsce w stanach lub terytoriach związkowych rządzonych przez Indyjską Partię Ludową (Bharatija Dźanata Parti – BJP, partia premiera Modiego) lub stanach koalicji Narodowego Sojuszu Demokratycznego kierowanego przez tę partię.
Naik zwraca także uwagę na związki indyjskich organizacji nacjonalistycznych, takich jak Viśwa Hindu Pariszad (Światowa Organizacja Hindusów) oraz jej młodzieżówki Badźrang Dal z 289 przypadkami mowy nienawiści (22 proc.) W szerzenie mowy nienawiści angażują się nie tylko politycy, ale także hinduscy mnisi i przywódcy religijni,
Najwięcej niebezpiecznych wypowiedzi odnotowano w stanie Maharasztra. W ciągu roku odnotowano również wzrost wypowiedzi wzywających do bojkotu mniejszości religijnych oraz do zniszczenia ich miejsc kultu. Najbardziej narażone na ataki były kościoły i zgromadzenia modlitewne podczas Świąt Bożego Narodzenia.
Założyciel Hindutva Watch, portalu dokumentującego przestępstwa i mowę nienawiści wymierzoną w mniejszości religijne w Indiach, dodaje, że media społecznościowe takie jak Facebook czy X (dawniej Twitter) odegrały kluczową rolę w rozprzestrzenianiu mowy nienawiści w minionym roku.
Profesor socjologii z Uniwersytetu w Hajdarabadzie Tanweer Fazal w rozmowie z OKO.press mówi – Przemoc wobec chrześcijan znacząco wzrosła od czasu dojścia do władzy hinduskiego nacjonalizmu. Obejmuje ona ataki na miejsca kultu, przemoc wobec zakonnic i pastorów, zakłócanie mszy bożonarodzeniowych czy niedzielnych nabożeństw.
Jak dodaje, korzenie tej fali nienawiści sięgają głębiej.
- Od czasu publikacji książki U. N. Mukherjee z 1914 roku pt. „Hindusi – umierająca rasa”, ideolodzy hindutwy (hinduistycznego nacjonalizmu) sieją strach w związku z tzw. zagrożeniem demograficznym ze strony muzułmanów i chrześcijan.
Naukowiec zwraca uwagę na fundamentalną sprzeczność:
- Mimo art. 25 Konstytucji Indii i gwarancji praktykowania i szerzenia dowolnej religii, w Indiach uchwalane są kolejne ustawy kryminalizujące nawracanie.
W marcu 2026 roku Maharasztra, trzeci pod względem ludności stan Indii, dołączył do grona trzynastu innych stanów, które uchwaliły przepisy regulujące konwersje religijne.
Jak tłumaczy mi prawniczka i działaczka społeczna Sabika Abbas Naqvi,
- Nowe prawo zakazuje konwersji dokonywanych pod wpływem przymusu, oszustwa, nakłaniania lub jakiejkolwiek formy pokusy oraz poprzez małżeństwo. Osoba zamierzająca zmienić religię ma obowiązek powiadomić na piśmie sędziego okręgowego co najmniej 60 dni przed planowaną ceremonią oraz złożyć deklarację o zmianie wiary w ciągu 21 dni od dokonania konwersji.
Za naruszenie przepisów grożą wysokie kary: do siedmiu lat pozbawienia wolności oraz grzywna od 100 tys. do 500 tys. rupii (ok. 4,6–23 tys. zł), przy czym surowsze sankcje przewidziano w przypadkach dotyczących małoletnich, kobiet oraz osób z kast Dalitów lub rdzennych plemion Adiwasi.
Ustawy pod niewinnie brzmiącą nazwą „Freedom of Religion Bill 2026” bronią lokalni politycy. Jak podkreśla premier stanu Maharasztra, Devendra Fadnavis, „ustawa nie jest wymierzona przeciwko żadnej konkretnej wspólnocie, lecz ma na celu przeciwdziałanie nadużyciom, np. wabieniu i wciąganiu kobiet w związki małżeńskie, a następnie ich porzucaniu”.
Zwolennicy nowelizacji przekonują, że ma ona chronić prawa religijne hinduskiej większości i zapewnić harmonię społeczną.
Podobne przepisy obowiązują już m.in. w Uttar Pradeś, Gudźaracie, Madhji Pradeś, Orisie, Harijanie, Karnatace, Dźharkhandzie i Uttarakhandzie. W wielu miejscach trwają prace nad dalszym zaostrzeniem ustawy z 2021 roku.
Proponowane zmiany przewidują karę dożywotniego pozbawienia wolności oraz umożliwienie składania zawiadomienia przez dowolną osobę, nie tylko poszkodowanego.
Wszystkie ustawy antykonwersyjne są obecnie przedmiotem postępowania przed Sądem Najwyższym Indii, który w lutym 2026 roku powołał trzyosobowy skład do rozstrzygnięcia kwestii ich konstytucyjności. Wcześniej Sąd Najwyższy uchylił postępowania karne wobec dwóch urzędników uniwersyteckich w Uttar Pradeś, uznając, że organizowanie wydarzeń religijnych czy działalność charytatywna nie stanowią przestępstwa na gruncie ustawy antykonwersyjnej.
Przeciwko nowym regulacjom protestują organizacje pozarządowe oraz Kościół katolicki. Biskupi metropolii Bombaju podnoszą alarm: „Ustawa stanowi bezpośrednią i bezpodstawną ingerencję w uzasadnione praktyki religijne Kościoła, takie jak prozelityzm czy program chrztu dorosłych”.
Z kolei Konferencja Episkopatu Indii w lutym 2026 wezwała do wycofania wszystkich ustaw sprzecznych z wolnością religijną, podkreślając, że w praktyce uderzają one w mniejszość chrześcijańską i powodują prześladowanie niewinnych osób.
W stanie Uttarakhand – uznawanym za jeden z bastionów hinduskiego nacjonalizmu – obowiązuje ustawa Uttarakhand Freedom of Religion Act 2018 oraz jej nowelizacja z 2022 roku.
Rząd stanu Uttarakhand przygotował projekt nowelizacji ustawy, który przewiduje radykalne zaostrzenie kar za konwersje religijne. Maksymalna kara pozbawienia wolności ma wzrosnąć z 10 lat do dożywocia, a grzywna z 50 tysięcy rupii (ok. 2,3 tys. zł) do 1 000 000 rupii (ok. 46 tys. zł).
Projekt rozszerza definicję „nakłaniania” o korzyści materialne, oferty pracy, bezpłatną edukację czy obietnicę małżeństwa. Po raz pierwszy regulacjami objęto także media cyfrowe – prozelityzm w internecie, w mediach społecznościowych czy przez komunikatory ma być karalne.
Wprowadza także odwrócony ciężar dowodu: to oskarżony będzie musiał udowodnić swoją niewinność. Podważa to fundamentalną normę prawną domniemania niewinności.
Nowelizacja różnicuje kary w zależności od statusu ofiary – surowsze grożą za konwersję osób niepełnoletnich, kobiet, Dalitów lub rdzennych mieszkańców Adiwasi. Odrębny typ przestępstwa stanowić będzie ukrywanie swojej religii przed zawarciem małżeństwa, zagrożone karą od 3 do 10 lat więzienia.
Nowelizacja nie weszła jeszcze w życie.
Indyjskie chrześcijaństwo to niejednorodna struktura, której korzenie sięgają zarówno czasów sprzed europejskiej kolonizacji, jak i epoki wielkich misji. Aby zrozumieć dzisiejsze napięcia, trzeba cofnąć się do ich genezy.
Znaczna część chrześcijan w Kerali wywodzi się z Kościoła św. Tomasza. Ich obecność datuje się na rok 52 n.e., co czyni tę tradycję starszą od wielu europejskich Kościołów. Jak przybliża w rozmowie z OKO.press Aashay Gune, ci syryjscy chrześcijanie uważają się za potomków pierwszych nawróconych przez apostoła.
- Dlatego też postrzegają siebie jako odrębnych od wpływu europejskich misjonarzy, którzy przybyli do Indii wieki później – wyjaśnia Gune.
Profesor Apoorvanand z Uniwersytetu Delhijskiego określa ich z przymrużeniem oka mianem „chrześcijańskich braminów”, podkreślając ich wysoki status i odrębność.
Zupełnie inną historię mają rzymscy katolicy, którzy pojawili się wraz z portugalskimi misjonarzami pod koniec XV wieku. Był to umowny początek kolonizacji. Jak opisuje nasz rozmówca, ich misja była częścią papieskiego podziału świata – Portugalii przypadły Brazylia i Indie.
- Ich celem było jednak nawracanie tubylców na chrześcijaństwo, co doprowadziło do masowej migracji ludności z nadmorskiego Goa do różnych regionów w głębi lądu – podkreśla Gune.
Chrześcijaństwo w Indiach niesie ze sobą pewien paradoks. Anil Sethi, profesor historii i edukacji historycznej z Uniwersytetu Azim Premji w Bengaluru opowiada mi o jego symbolice wykraczającej poza samą religię:
- U wielu przeciętnych Indusów można zaobserwować szereg pozytywnych skojarzeń i stereotypów przypisywanych chrześcijaństwu – na przykład język angielski, edukacja i szkoły, w których językiem nauczania jest angielski. Są one postrzegane jako nośniki „zewnętrznej” nowoczesności i społecznego awansu.
Dostęp do zachodniej edukacji otworzył chrześcijanom ścieżkę kariery w administracji kolonialnej. Było to dla nich okno na awans społeczny. W rzeczywistości jednak liczba takich karierowiczów była bardzo niewielka.
Równolegle jednak – dodaje Sethi – chrześcijaństwo przez niektórych Indusów kojarzone jest z rozległą siecią działalności misyjnej, co budzi kontrowersje. Współcześnie spory te są podsycane przez organizacje hinduskiej prawicy.
Moi rozmówcy zwracają uwagę na pewien paradoks polityczny: w Kerali część zamożnych chrześcijan (którzy stanowią w tym stanie aż 18 proc. populacji) głosuje dziś na partię BJP, mimo że ta partia nierzadko posługuje się retoryką nieprzychylną mniejszościom. Dlaczego?
Profesor Apoorvanand sugeruje, że poparcie dla partii rządzącej wśród syro-malabarskich chrześcijan może wynikać z pragmatycznej próby ochrony własnych przywilejów i interesów, ukierunkowanych działań władzy oraz lokalnych problemów (np. spór o ziemię w Munambam i prawa własności).
To pokazuje, że współcześnie chrześcijanie nie stanowią żadnej jednolitej grupy, a ich lojalności polityczne są skomplikowane.
W literaturze indyjskiej niewiele utworów tak przenikliwie jak „Grandfather” Jayanta Mahapatry oddaje dramat konwersji dokonanej nie z wyboru, lecz z konieczności. Bohaterem wiersza jest dziadek poety – hindus, który podczas wielkiego głodu w Orisie w 1866 roku przyjął chrześcijaństwo, by ocalić życie.
Decyzja ta, choć pozwoliła mu przetrwać, na zawsze go naznaczyła. Konwersja nie przyniosła mu jednak wewnętrznego spokoju – przeciwnie, stała się źródłem głębokiego kryzysu tożsamości. Rok 1866 to czas jednej z najbardziej tragicznych klęsk głodu w historii subkontynentu, gdy w Orisie zmarło nawet milion osób. W obliczu powszechnej śmierci misjonarze oferowali pomoc humanitarną, stawiając warunek przyjęcia nowej wiary.
Dziś, w Indiach naznaczonych napięciami na tle religijnym i narracjami o „przymusowych konwersjach”, wiersz Mahapatry nabiera nowej aktualności. Przypomina, że konwersje w czasach klęsk żywiołowych czy skrajnego ubóstwa rzadko są wyłącznie kwestią duchowego nawrócenia – często są odpowiedzią na głód, strach i brak elementarnego bezpieczeństwa. I że za każdą taką decyzją stoi człowiek rozdarty między pragnieniem przetrwania a potrzebą zachowania własnej tożsamości.
Jak tłumaczy Aashay Gune:
- Nawróceni mają trudności z całkowitym porzuceniem dawnej religii, która jest przecież nośnikiem ich kultury. W efekcie ta grupa staje się hybrydą obu tradycji – a gdy pada ofiarą ataków, żadna ze stron nie przychodzi jej z pomocą.
Jednak większość chrześcijan (którzy nawracają się z niższych kast hinduskich na chrześcijaństwo) szybko zdaje sobie sprawę, że pomimo nawrócenia nawet nowa religia postrzega ich jako „wydziedziczonych” i trudno mówić o jakimkolwiek wyzwoleniu. Dlatego na zawsze pozostają „chrześcijańskimi Dalitami”.
20-letnia Pratima, jak wiele innych dziewcząt ze swojej wioski, pracuje jako pomoc domowa w Delhi. Od kilku miesięcy pracuje w domu w dzielnicy Kailash Colony, w którym wynajmuję pokój. W ciasnym ciemnym pokoju, w którym Pratima odpoczywa po pracy, z zainteresowaniem przyglądam się skromnej kapliczce z podobizną Maryji i Dzieciątka Jezus. Moją uwagę przykuwa święcący krzyż doskonale wpisujący się w lokalną estetykę.
- Didi… [w języku hindi oznacza starszą siostrę – tak zwracała się do mnie Pratima] nie zawsze byliśmy chrześcijanami. To była decyzja moich rodziców. Kiedyś w naszej wiosce mieszkali tylko hindusi i muzułmanie. Z czasem przybyło chrześcijan i buddystów.
W domach kilkunastu chrześcijańskich rodzin widywałam portret Bhimrao Ambedkara wiszący obok chrześcijańskich świętych. Dlaczego prawnik i obrońca praw człowieka, który w 1956 roku nawrócił się na buddyzm, jest bohaterem chrześcijańskich Dalitów?
„Mówię wam wszystkim bardzo wyraźnie: religia jest dla człowieka, a nie człowiek dla religii. Aby uzyskać ludzkie traktowanie, nawróćcie się”.
Takie oświadczenie wygłosił w maju 1936 roku B.R. Ambedkar, główny architekt indyjskiej konstytucji.
Ambedkar postrzegał hinduizm jako religię opresyjną, legitymizującą system warnowo-kastowy. Jak wskazuje historyk i indolog Krzysztof Iwanek, „od epoki kolonialnej masowe konwersje na mniejszościowe religie były świadomą strategią ucieczki przed systemowym uciskiem”.
Ambedkar wielokrotnie podkreślał, że „urodził się jako hindus, ale jako hindus nie umrze”. Wprawdzie islam, podobnie jak chrześcijaństwo, hołdował zasadzie egalitaryzmu i kontestował system warnowo-kastowy, w centrum jego uwagi od samego początku znalazł się buddyzm. Zwieńczeniem jego drogi była masowa konwersja na buddyzm w 1956 roku. Wówczas Ambedkar, jego żona Savita i około 500 tys. jego zwolenników nawróciło się na buddyzm. Jak wielokrotnie wspominał w swoich przemówieniach, pragnął w ten sposób uczynić z Indii wykluczonych Indie oświecone.
W teorii chrześcijaństwo oferowało to, czego odmawiał hinduizm: wspólnotę bez podziałów warnowo-kastowych, dostęp do edukacji i szansę na awans.
Ambedkar nie był pierwszy. Jak podaje biskup J. Waskom Pickett w swojej pracy Christian Mass Movements in India, w latach 30. XX wieku miały miejsce masowe konwersje wśród klas uciskanych.
Jak wskazują badania Pew Research Center, 48 proc. hindusów, którzy przeszli na chrześcijaństwo, pochodzi ze społeczności Dalitów, a kolejne 14 proc. z plemion Adiwasi. Dla porównania, w populacji ogólnej Indii Dalici stanowią około 16–20 proc. Ta dysproporcja wyraźnie pokazuje, że konwersje były odpowiedzią na systemową dyskryminację, której doświadczali członkowie najniższych kast.
Konwersje religijne z hinduizmu wywołują dziś w Indiach ożywioną debatę publiczną.
- Fakt, że wielu rdzennych mieszkańców nadal nie przyjęło hinduizmu, jest w oczach radykalnych nacjonalistów ich niedokończonym projektem asymilacyjnym — tłumaczy mi prawniczka i działaczka społeczna Sabika Abbas Naqvi.
Krytycy najczęściej związani z ideologią hinduskiego nacjonalizmu zarzucają misjonarzom stosowanie „przymusu i obietnic materialnych” oraz „nieuczciwe praktyki”, które prowadzą do zakłócenia demograficznej równowagi.
Argument o nierównowadze demograficznej i niebezpiecznym odpływie hindusów ze wspólnoty nie znajduje jednak poparcia w danych. Według Pew Research Centre tylko 0,4 proc. hindusów przeszło na chrześcijaństwo, a proporcje religijne Indii pozostają stabilne.
Jak skutecznie podsumował to indyjski emerytowany działacz społeczny Ashok Rajwade:
- Jeśli ludzie dotknięci biedą i dyskryminacją zmieniają religię pod wpływem obietnicy poprawy ich losu, odpowiedzialność nie spoczywa na nich ani na tych, którzy ich do tego nakłaniają. Przyczyny należy upatrywać gdzie indziej – w systemie, który ich wyklucza.
Masowe konwersje religijne w Indiach, zapoczątkowane przez Ambedkara w 1956 roku i kontynuowane do dziś, stanowią przykład świadomego wykorzystania zmiany religii jako narzędzia emancypacji. Jak ujął to jeden z konwertytów z Gudźaratu: Nikt nie zmusza Dalitów do konwersji. Czytają Ambedkara i sami decydują się na zmianę.
Wspominany już John Dayal w 2007 roku był jednym z pięciu członków zespołu śledczego, który udał się w rejon Phulbani w dystrykcie Kandhamal w Orisie, aby zbadać niedawne akty przemocy wobec chrześcijan. W rozmowie relacjonuje wydarzenia z tamtego okresu, w tym fakt, że został przymusowo wydalony z tego terenu przez funkcjonariuszy lokalnej policji.
Rok później, w 2008 roku, Kandhamal stał się epicentrum najkrwawszego pogromu chrześcijan we współczesnych Indiach. Bezpośrednim pretekstem do wybuchu przemocy było zabójstwo L. Saraswatiego, przywódcy Światowej Organizacji Hindusów. Wydarzenie to stało się iskrą, która rozpętała krwawą wendettę, w której ofiarą zbiorowej kary padli miejscowi chrześcijanie.
Według oficjalnych raportów rządowych w wyniku tych wydarzeń zginęło co najmniej 39 chrześcijan, a nieoficjalne raporty mówią o ponad 500 ofiarach śmiertelnych. Skala zniszczeń była porażająca: zburzono lub podpalono ponad 395 kościołów, splądrowano lub spalono od 5600 do 6500 domów, a fala przemocy przetoczyła się przez ponad 600 wsi. Około 60–75 tysięcy osób straciło dach nad głową. W relacjach pojawiają się też doniesienia o bestialstwie: ponad 40 kobiet padło ofiarą napaści seksualnej, a wiele rodzin chrześcijańskich spłonęło żywcem.
Kluczowe jednak jest to, że działania te były prowadzone w sposób zorganizowany przez paramilitarne organizacje nacjonalistyczne.
W obliczu terroru tysiące chrześcijan zostało zmuszonych do przejścia na hinduizm pod groźbą utraty życia. Był to najbardziej brutalny przejaw programu powrotu do domu – realizowanego nie za pomocą perswazji, lecz poprzez zastraszanie i przemoc. I choć Dayala wydalono z Phulbani już w 2007 roku, to – jak mówi – jego śledztwo tak naprawdę nigdy się nie zakończyło.
Przypadek Kandhamal pokazuje wyraźną ewolucję ruchu: od ideologicznych podstaw wyznaczonych przez Savarkara, przez instytucjonalne programy rekonwersji, aż po fizyczną, zorganizowaną i masową przemoc wobec mniejszości. W tym układzie chrześcijanie – postrzegani jako grupa o niepewnej lojalności, wspierana przez zagranicznych misjonarzy – stali się jednym z głównych obiektów działań wymierzonych w obronę Hindu Rasztry.
Kandhamal nie był ani pierwszym, ani ostatnim epizodem tego typu, lecz ze względu na swoją skalę i bestialstwo na długo zapisał się w zbiorowej pamięci indyjskich chrześcijan jako symbol prześladowań.
W marcu 2026 roku nowy wymiar sporu ujawniła nowelizacja ustawy o kontroli zagranicznego finansowania organizacji (FCRA).
Ustawa FCRA obowiązuje w Indiach od 1976 roku i reguluje napływ zagranicznych datków do organizacji pozarządowych. Przez dekady służyła finansowaniu działań charytatywnych, edukacyjnych i zdrowotnych – zwłaszcza w ubogich regionach. Nowelizacja z 2026 roku radykalnie zmienia jej charakter: z narzędzia kontroli przepływu pieniędzy w instrument potencjalnej konfiskaty majątku.
Arcybiskup Joseph Dsouza, przewodniczący Ogólnoindyjskiej Rady Chrześcijańskiej, nazwał proponowane zmiany w ustawie FCRA „grabieżą chrześcijańskich instytucji oraz ich majątku”.
Nowe przepisy pozwalają rządowi przejąć kontrolę nad zagranicznymi dotacjami i majątkiem każdej organizacji, której cofnięto rejestrację na przyjmowanie darowizn z zagranicy. Przejęte aktywa mogą trafić do dowolnej agencji rządowej lub zostać sprzedane i zasilić budżet państwa.
Dsouza dodaje:
„To bezpośredni atak na prawa mniejszości. Po cichu realizowana agenda hinduskich nacjonalistów, celem przejęcia chrześcijańskich instytucji w tym kraju”.
Arcybiskup apeluje do premiera i ministra spraw wewnętrznych o całkowite wycofanie projektu. Podkreśla, że chrześcijanie są pełnoprawnymi obywatelami i przyjaciółmi Indii i hindusów.
Z kolei część niezależnych organizacji pozarządowych obawia się, że pod pretekstem walki z zagranicznymi wpływami ustawodawca uderza we wszystkich, którzy mogą być niewygodni dla władzy.
Jak napisał mi w odpowiedzi na pytania Kunal Purohit, pisarz, dziennikarz i autor książki „H-Pop: The Secretive World of Hindutva Pop Stars”:
„Hindutwa nieustannie podsyca nienawiść i przemoc wobec mniejszości religijnych, posługując się niekończącym się, odgrzewanym na nowo zestawem teorii spiskowych, które nie mają niemal żadnego oparcia w faktach. Nawet samo państwo indyjskie wykazuje wyraźną skłonność do nadawania tym teoriom spiskowym rangi faktu wykorzystywanego do tworzenia nowego prawa i polityki.
Masowe cofnięcie zezwoleń FCRA organizacjom pozarządowym związanym z misjami chrześcijańskimi to kolejny przejaw tej spiskowo wywołanej paranoi, która trawi indyjskie państwo."
Rząd indyjski broni ustawy, argumentując, że jest niezbędna dla przejrzystości i bezpieczeństwa narodowego, a krytykę określa jako polityczną dezinformację.
Dziedzictwo pokojowego współistnienia, niegdyś charakterystyczne dla wielu indyjskich wspólnot, jest dziś poważnie zagrożone.
Natalia Zajączkowska — doktorka nauk o polityce, lektorka języka arabskiego i hindi, popularyzatorka wiedzy o Azji, koordynatorka wypraw i programów naukowych do Indii, Palestyny, Jordanii i Omanu. Jej zainteresowania naukowe dotyczą stereotypów, nacjonalizmów, dekolonizacji oraz polityki pamięci i tożsamości. Wykładała na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Publikowała w Krytyce Politycznej, Tygodniku „Przegląd”, Liberté!, Obserwatorze Międzynarodowym i Salam Lab: Laboratorium dla Pokoju.
Doktorka nauk o polityce i lektorka języka arabskiego i hindi. Zajmuje się badaniami nad islamofobią, polityką historyczną i ruchami nacjonalistycznymi. Aktualnie wykłada na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych na Uniwersytecie Łódzkim. Publikowała dla Tygodnika Przegląd, Liberté!, Obserwatora Międzynarodowego i Salam Lab: Laboratorium dla Pokoju.
Doktorka nauk o polityce i lektorka języka arabskiego i hindi. Zajmuje się badaniami nad islamofobią, polityką historyczną i ruchami nacjonalistycznymi. Aktualnie wykłada na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych na Uniwersytecie Łódzkim. Publikowała dla Tygodnika Przegląd, Liberté!, Obserwatora Międzynarodowego i Salam Lab: Laboratorium dla Pokoju.
Komentarze