0:00
27 września 2021

Szczepienia w Hiszpanii idą jak burza. Dlaczego w Polsce to się nie udaje?

Kiedy Polska masowo utylizuje (już blisko pół miliona dawek) lub odsprzedaje szczepionki przeciw COVID-19, bo nie ma na nie chętnych, Hiszpania zbliża się do progu zbiorowej odporności. Analizujemy dlaczego Hiszpanom się udało

Wydrukuj

Przynajmniej jedną dawkę preparatu przyjęło 79,2 proc. mieszkańców Hiszpanii, wszystkie wymagane – 76,6 proc. W Polsce to odpowiednio 51,4 proc. i 50,4 proc (oficjalne dane obu państw z 24.09.). Z pięciu największych krajów UE Hiszpania wyszczepiła najwięcej osób, Polska – najmniej.

Jedno z najciężej dotkniętych przez pandemię społeczeństw okazało się też jednym z najlepiej wykorzystujących szansę na jej pokonanie. W światowym rankingu (pomijającym kraje poniżej 200 tys. mieszkańców) Hiszpania zajmuje piąte miejsce i wyprzedza państwa, które najszybciej ruszyły z masowymi szczepieniami - USA, Wielką Brytanię i Izrael. W UE jest na trzeciej pozycji, za Portugalią i Maltą.

Jeszcze w kwietniu premier Pedro Sánchez ogłosił, że do końca sierpnia w pełni zaszczepionych będzie 70 proc. mieszkańców Hiszpanii – przy pierwszym wariancie koronawirusa ten poziom uważano za wystarczający do osiągnięcia odporności zbiorowej. Hiszpania przekroczyła ten próg dokładnie 31 sierpnia. Bez wprowadzania obowiązku szczepień, bez „przepustek covidowych”, bez loterii i pikników.

Jak to się udało?

Ważnym czynnikiem była trauma, jakiej Hiszpanie doświadczyli wiosną 2020 roku. Pierwszą falę pandemii odczuli o wiele boleśniej niż Polacy. I nie chodzi tylko o statystyki zgonów, lodowiska zamieniane na kostnice i krematoria nie nadążające z realizacją usług.

Chodzi też o lęk przed kryzysem ekonomicznym – w kraju ledwie odzyskującym równowagę po poprzednim załamaniu gospodarki ta obawa była silniejsza niż w Polsce. Bardziej radykalne były też pandemiczne restrykcje: w Hiszpanii obowiązywał stan alarmowy, godzina policyjna, a w pierwszych trzech miesiącach – ostry lockdown. Przyzwyczajeni do życia na zewnątrz, Hiszpanie bardzo źle znieśli trzy miesiące zupełnej izolacji.

Nic więc dziwnego, że są zdeterminowani, aby ten koszmar się nie powtórzył i szczepią się bez ociągania. Z kolei władze – centralne i regionalne – energicznie zabrały się do pracy nad programem szczepień, bo chciały odkupić błędy z początku pandemii.

Trzy czynniki

Poza efektem strachu eksperci wskazują na trzy zasadnicze kwestie, które wpłynęły na hiszpański sukces.

Po pierwsze, wysoki poziom zaufania do szczepionek jako takich, medycyny i systemu ochrony zdrowia, po drugie: silne więzi i solidarność społeczna, po trzecie: odpowiedzialność i sprawność polityków.

W każdej z tych kategorii Hiszpania startowała z lepszego punktu niż Polska.

Na tle większości Europy Hiszpanie są zadziwiająco odporni na przekaz ruchów antyszczepionkowych. W najnowszym, opublikowanym w połowie września sondażu CIS (odpowiednik CBOS) jako „przeciwnicy wszelkich szczepionek” zadeklarowało się 0,1 proc. respondentów.

Oczywiście, na ulicach pojawiają się demonstracje antyszczepionkowców, ale nieliczne i niezbyt głośne (w lipcu tego roku natrafiłam na jedną: pod urzędem miasta w Tarragonie stało w milczeniu kilkadziesiąt osób z transparentami typu „Precz od naszych dzieci”).

Hiszpańscy lekarze zakaźnicy uważają, że powodem jest wciąż żywa w społeczeństwie pamięć czasów dyktatury, kiedy dostęp do szczepionek i ochrony zdrowia nie był powszechny. Reżim Franco zaczął masowe szczepienia na polio z kilkuletnim opóźnieniem, w 1963 roku (w Polsce do tego czasu choroba została już wyrugowana).

Rząd w Madrycie debatuje właśnie, czy uznać osoby zakażone polio na przełomie lat 50. i 60. za „ofiary frankizmu” – szacuje się, że 40-50 tys. obywateli zmaga się z powikłaniami.

Szczepienia na inne choroby też długo nie były w Hiszpanii masowe. Pierwszy ogólnokrajowy kalendarz szczepień dla dzieci opracowano dopiero w 1975 – roku śmierci generała Franco (w Polsce powstał na początku lat 60., ale wcześniej przeprowadzono wiele lokalnych akcji immunizacyjnych).

Do dziś żadne szczepienia, ani dla dzieci, ani dla dorosłych nie są w Hiszpanii obowiązkowe, a mimo to poziom odporności na poszczególne choroby zakaźne jest w ostatnich latach stabilny i sięga 97 proc.

Hiszpania jest też jednym z unijnych liderów w szczepieniu seniorów przeciw grypie: przed pandemią co roku preparat przyjmowała ponad połowa osób powyżej 65 roku życia. W Polsce ten odsetek wynosił mniej niż 10 proc. Tymczasem rekomendacja WHO dla tej grupy wiekowej to 75 proc.

Zaufanie do szczepionek

Gdy w 2018 roku Komisja Europejska przedstawiła raport „Stan zaufania do szczepionek w UE”, Hiszpania okazała się jednym z najbardziej pozytywnie nastawionych państw Wspólnoty. Aż 91,7 proc. uważało szczepionki za bezpieczne, 93,9 proc. – za skuteczne.

W Polsce było to odpowiednio 72,4 proc. i 75 proc; raport wskazywał Polskę jako kraj, w którym przekonanie o konieczności szczepienia dzieci jest najniższe w UE, i w którym między 2015 a 2018 rokiem poziom zaufania do szczepień najbardziej zmalał.

Ciekawa była też różnica w odpowiedzi na pytanie o wpływ religii:

za zgodne z ich przekonaniami religijnymi szczepionki uważało 90,7 proc. Hiszpanów i 59,3 proc. Polaków.

Hiszpanie w większości deklarują się jako katolicy, ale tylko 12 proc. co niedzielę chodzi na mszę. Kościół jest prawie nieobecny w przestrzeni publicznej, dziennikarze nie dyskutują z biskupami. Nawet gdyby tamtejszy Episkopat – jak polski – oświadczył, że „technologia produkcji szczepionek firm AstraZeneca i Johnson&Johnson budzi poważny sprzeciw moralny”, niewielu wiernych by się tym przejęło.

Tak jak niewielu przejmuje się zdaniem Kościoła w kwestii małżeństw jednopłciowych, aborcji czy eutanazji (w Hiszpanii legalnych).

Naukowcy mają autorytet

Hiszpanów bardziej interesuje zdanie naukowców niż duchownych. W czerwcu 2020 agenda Ministerstwa Nauki opublikowała raport na temat społecznego postrzegania nauki. Jeden z kwestionariuszy dotyczył zainteresowania poszczególnymi tematami w skali 0-5.

Okazało się, że dla Hiszpanów (przynajmniej gdy są o to pytani przez ankieterów) najciekawsze są kwestie medyczne i zdrowotne (3,79), nauka interesuje ich bardziej niż sport (3,09 vs. 2,87), a najmniej ciekawi ich polityka (2,82) i plotki z życia gwiazd (2,02). Z zawodów największym zaufaniem cieszą się lekarze (4,74/5), najmniejszym – duchowni (2,14/5).

Ale jeszcze w listopadzie 2020 roku 44 proc. społeczeństwa nie była gotowa poddać się szczepieniu. Zaufanie rosło w miarę rozwoju kampanii. W najnowszym badaniu CIS odsetek niechętnych szczepieniom przeciw COVID-19 wyniósł już tylko 2 proc.

Przeprowadzane równolegle badania CBOS pokazało, że w Polsce to 26 proc. – co czwarty Polak nie zamierza przyjąć szczepionki. Na pytanie, czy szczepienia przeciw COVID-19 powinny być obowiązkowe dla wszystkich, „tak” odpowiada 48 proc. Hiszpanów i 29 proc. Polaków.

Zaufanie do szczepień wśród Hiszpanów jest nierozerwalnie związane z wysokim poziomem zaufania, a wręcz przywiązania do publicznej ochrony zdrowia. Przed pandemią była ona dla Hiszpanów powodem do dumy – i tym bardziej byli zszokowani, gdy w marcu 2020 system się załamał.

By chronić rodzinę

Kolejna składowa powodzenia hiszpańskiej akcji szczepień to silne więzi społeczne. Zaczynając od tych rodzinnych: młodzi mają bliski i częsty kontakt z rodzicami i dziadkami, szczepią się więc dla zwiększenia ich bezpieczeństwa. I nie chodzi tylko o niedzielne obiady – według danych Eurostatu, w 2019 r. 64 proc. Hiszpanów w wieku 25-29 lat mieszkało z rodzicami, a średni wiek wyprowadzki z domu wynosił 30 lat (to konsekwencja kryzysu z 2008 r.: brak perspektyw na rynku pracy połączony z wysokimi cenami najmu i nieruchomości).

Szukając przyczyn pozytywnego nastawienia do szczepień, hiszpański portal popularnonaukowy theconversation.com stwierdza: „Możemy tu odwołać się do naszego niezwykle otwartego charakteru. Rodzina i przyjaciele są dla nas bardzo ważni i zrobimy wszystko, co tylko możliwe, aby jak najszybciej powrócić do ożywionego życia towarzyskiego. Jesteśmy solidarnym narodem, myślącym o wspólnym dobru”.

Podobnie w rozmowie z RTVE, hiszpańskim nadawcą publicznym, stwierdza Manuel Franco, epidemiolog z Uniwersytetu Johns Hopkins: „Rozumiemy, że są rzeczy, które trzeba zrobić nie dla siebie, tylko dla innych”.

I wskazuje na transplantologię, gdzie „Hiszpania od dekad jest liderem, z kosmicznymi wynikami w porównaniu do innych państw”. Rzeczywiście, w 2020 roku – mimo pandemii – kraj utrzymał pozycję europejskiego lidera tak pod kątem liczby dawców, jak przeszczepów (Polska w żadnej kategorii nie była w pierwszej dziesiątce). Spośród wszystkich dawców z Unii Europejskiej 19 proc. pochodziło z Hiszpanii.

Państwo skutecznie zadziałało

Ale samo wysokie zaufanie do medycyny i solidarność społeczna nie wystarczą, jeśli brakuje odpowiedzialnych działań państwa. W Hiszpanii kluczowe były przejrzyste i skoordynowane z władzami poszczególnych regionów działania rządu centralnego.

Na początku grudnia 2020 roku opublikowano szczegółową strategię szczepień, opracowaną przez ekspertów z ministerstwa zdrowia, towarzystw naukowych, rad lekarskich i farmaceutycznych. Zapowiedziano, że najpierw zaszczepieni zostaną pracownicy i pensjonariusze domów opieki, potem personel medyczny pierwszej linii, następnie reszta pracowników medycznych, wreszcie – osoby o wysokim stopniu niepełnosprawności, mieszkające poza domami opieki.

Kolejne grupy były ogłaszane w miarę zwiększania dostępności szczepionek i rozwoju sytuacji epidemicznej. Hiszpania o wiele wolniej niż Polska odblokowywała rejestrację dla kolejnych przedziałów wiekowych, pilnując, żeby w pierwszej kolejności zaszczepić najstarszych i najbardziej narażonych na ciężki przebieg zakażenia.

Każda wspólnota autonomiczna opracowała własny system informatyczny, własne kampanie reklamowe i sposoby działania. W Katalonii można było albo samemu rejestrować się online, albo czekać na SMS lub telefon od swojej przychodni; nieporadni cyfrowo seniorzy nie musieli prosić wnuków o pomoc z rejestracją. Dla osób, które nie figurują w hiszpańskim systemie zdrowotnym – imigrantów i bezdomnych – organizowano mobilne punkty szczepień.

Dziś w Hiszpanii w pełni zaszczepionych jest 100 procent osób powyżej 80. roku życia (w Polsce ten wskaźnik wynosi 68,7 proc.). A także 98,8 proc. mieszkańców domów opieki i 89,5 proc. pracowników ochrony zdrowia (dane ECDC, w przypadku Polski niedostępne).

Masowe szczepienia ludzi przed 40. rokiem życia ruszyły dopiero latem – i to była największa wada tak sztywnego kalendarza. W czerwcu wariant Delta spowodował piątą falę zakażeń wśród zupełnie niezaszczepionych młodych, tłumnie świętujących zniesienie stanu wyjątkowego. Liczba dziennych pozytywnych wyników testów na COVID była największa od początku pandemii – ale liczba zgonów o wiele mniejsza niż w poprzednich falach.

Konsensus polityczny

Ważny był też (rzadki w silnie spolaryzowanym kraju) konsensus polityczny: żadna partia, włącznie z populistycznym i skrajnie prawicowym VOX, nie używała kwestii szczepień do zwiększania poparcia w sondażach. Kontrowersyjne wypowiedzi polityków na ten temat zdarzały się rzadko, a już całkiem nie do pomyślenia było, żeby wiarę w sens szczepień podważał król czy premier.

Rząd centralny trzyma się strategii komunikacji, przygotowanej we współpracy z komitetem ekspertów. Jeden z członków tej rady, Josep Lobera, profesor socjologii na Uniwersytecie Autonomicznym w Madrycie, opowiedział o swojej pracy portalowi euronews.com:

„Byliśmy bardzo ostrożni, gdy przychodziło nam mierzyć się ze wszelkiego rodzaju dezinformacją, na przykład w marcu i kwietniu, kiedy wybuchły skandale z przypadkami zakrzepicy po AstrzeZenece. Pracowaliśmy bardzo szybko nad komunikacją danych dotyczących ryzyka i korzyści, aktywnie dyskutując z dziennikarzami naukowymi. Mieliśmy bardzo jasne dowody, pochodzące ze wcześniejszych badań, że zachowanie polityków ma wpływ na złożone problemy zdrowotne. Dlatego rekomendowaliśmy wszystkim politykom na wszystkich szczeblach rządu, aby nie spierali się o kwestie medyczne – aby pozwolili spierać się ekspertom, ale nie robili ze szczepień pola do popisu”.

Lobera ujawnił też, że unikanie przez rząd tematu obowiązku szczepień lub „przepustek covidowych” było celowe. „I to nam pomogło. Gdybyśmy wdali się w takie rozważania, dalibyśmy paliwo antyszczepionkowcom”.

I choć w ostatnim czasie tempo wkłuć spadło, nie wydaje się, by kampania miała zahamować. W kolejkach wciąż ustawia się młodzież: w grupie osób przed 18 rokiem życia w pełni zaszczepionych jest 21,8 proc. W Polsce dwa razy mniej.

Korzystałam z rtve.es, euronews.com, theconversation.com, statystyk ECDC i Our World in Data, danych rządów Hiszpanii i Polski, raportów Komisji Europejskiej, CBOS i CIS.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne