Ola podpuściła kolegę, żeby odurzył się dezodorantem. Wysłała mu filmik, mówiła, że nie ma psychy tak zrobić. Zrobił i stracił przytomność.
- Jaka jest Basia? Gdy miała siedem lat i dziewczynka na obozie nie miała kieszonkowego, to Basia podzieliła się swoim pół na pół. Empatyczna jest, otwarta – opowiada jej mama Jola. – Potem zaczęła się zmieniać. Myślałam, że to taki wiek – 11 lat. Miała przyjaciółkę z klasy, naszą sąsiadką. Obie wzorowe uczennice. W COVID-zie dużo razem grały przez internet. Gdy zniesiono ograniczenia, Ola do nas przychodziła, nocowała, jadła z nami. A kiedy wychodziła, Basia zamykała się w pokoju. Robiło się cicho. Wydawało się, że wszystko jest okej. Ale dziś już wiem, że cisza u dziecka nie oznacza wcale spokoju. Prawdopodobnie coś jest nie tak. Potem Basia zaczęła dzwonić do mnie do pracy, bo nie chciała chodzić do szkoły. Mówiła, że boli ją brzuch, choć przed moim wyjściem się nie skarżyła.
Raz robiłam pranie i znalazłam u niej elektroniczne papierosy. Chyba specjalnie zostawiała je w widocznym miejscu. Mówię „Basia, musimy porozmawiać”. A ona tylko: „no nie widzisz, jak mi jest ciężko?”. To było wołanie o pomoc. Powtarzałam: „jak masz jakiś problem, przyjdź”. Odpowiadała: „przyjdę”. Nie przyszła.
- Jeżeli jest ci źle, masz krzyczeć jak najgłośniej. I krzyczałam. Inni też krzyczeli. Tak się robi na koncertach Chivasa. Wreszcie wszystko mogłam z siebie wyrzucić – opowiada 16-letnia dziś Basia.
Naliczyła, że przez dwa lata była na 90 koncertach. Bo im było trudniej, tym jeździła więcej. Podsiadło i Sanah – z mamą. Potem Taco Hemingway, którego słuchała z tatą. Bracia Kasperczyk, North Side Street, BSK, Frank Leen…
Siedzę u nich w salonie. Basia opowiada, że zło zakiełkowało w internecie. Godzinami grały z Olą w MovieStarPlanet – tworzyły postaci i projektowały ubrania. Lubiły też BlockStarPlanet – tam wykopywały minerały i budowały świat. W sieci poznały starszą koleżankę, Charlie, która wyzywała innych graczy. Z czasem Ola też zaczęła to robić. Wreszcie uwzięła się na Basię.
- Pomyślałam, że coś jest nie tak z naszą przyjaźnią, jak zadzwoniła do mojej koleżanki i się ze mnie naśmiewała. Już wcześniej ta koleżanka mnie ostrzegała, że Ola jest dziwna. Ale gorsze było to, co robiła na Messengerze. Tworzyła grupy, zapraszała po kilkanaście osób i wszyscy mnie tam wyzywali. Nawet ich nie znałam!
Basia próbowała się bronić. Pisała: „przestańcie”, „to nie jest śmieszne”. Odpowiadali: „A co, poskarżysz się mamusi? Ciekawe co z tym zrobi? Nic z tym nie zrobi”.
- To mnie dobijało, bo czułam, że mają rację. Że mama nic z tym nie zrobi, nie jest w stanie, więc, gdy grup zrobiło się piętnaście, dwadzieścia, już tylko wrzucałam je do ogólnych i wyciszałam. Oni widzieli, że ich nie odczytałam, więc zakładali kolejne. W końcu było ich z pięćdziesiąt. Myślałam: „po co komuś o tym mówić, sama sobie poradzę, jak z rozwodem rodziców”. Ale nie było okej. Bo ja wtedy byłam dzieckiem! Miałam bardzo słabą psychikę. To okazało się cięższe niż rozwód rodziców – głos Basi drży, ale twarz jest pokerowa.
Dopytuję, co pisali na grupach.
- Dziwnie się czuję, jak mam przeklinać przy mamie – Basia się śmieje. – Pisali, że śmierdzę, „zabij się”, „jesteś kurwą”, „masz się zajebać”, „co ty odpierdalasz”. Nawet nie znałam niektórych przekleństw, które mi wysyłali. – Basia milknie, ociera rękawem łzy. – Zamknęłam się w sobie. Ciągle byłam smutna. Siedziałam w pokoju i w kółko oglądałam „Sabrinę”, taki serial o wiedźmach.
Mama Basi włącza się w rozmowę: – Wszystko pękło, jak w dniu 12 urodzin Basi, wysłali jej zdjęcie tortu z penisem.
Basia się ożywia. – Zaprosiłam do domu siedem osób z klasy, już bez Oli. Kiedy poszłam do toalety, koledzy chcieli zrobić mi żart i zmienić tapetę w moim telefonie. Zobaczyli powiadomienia z tych wszystkich grupek, które utworzyła Ola. Zaczęli czytać. Powiedzieli, że muszę o tym powiedzieć mamie. Ja nie chciałam, więc razem z gośćmi siedliśmy w kółku. Każdy zapoznał się z tymi grupkami. No i potem już wszyscy przekonywali mnie, żebyśmy poszli do mamy. Mamo, pamiętasz, jak to się potoczyło?
- Porobiłam screeny i od razu zainterweniowałam u wychowawcy i mamy Oli.
- Mama mi obiecała, że w szkole ma zostać rozwiązane. Pomyślałam: „okej, ufam”. Ale w ogóle nie zostało rozwiązane, tylko na lekcji WF-u pani wychowawczyni powiedziała: „poproszę Basię i Olę. Podajcie sobie ręce”. Inni biegali, a ja stałam i myślałam, o co chodzi. Ja tu jestem ofiarą i mam podać rękę swojej oprawczyni, która mnie rozwaliła psychicznie? Ale co miałam zrobić? Podałam jej rękę i unikałam z nią kontaktu – wzrusza ramionami Basia. – Szkolny psycholog też nic nie zrobił. Bo szkoła staje się aktywna, gdy coś się stanie. Jak już ktoś popełni samobójstwo, to dają opiekę psychologiczną dla całej klasy. Wcześniej nie widzą problemu.
Mama Basi: – Ani rodzice Oli, ani ja nie zostaliśmy wezwani do szkoły. Nie zrobiono żadnych warsztatów na temat cyberprzemocy. Poprosiłam znajomego policjanta, by załatwił mi spotkanie na komisariacie. Pojechałam bez Basi. Udostępniłam screeny z tych grup, spisali moje zeznania i obiecali, że przeprowadzą dla uczniów warsztaty. Nie przyjechali. Nie dostaliśmy też żadnej informacji, jak potoczyła się nasza sprawa. A Ola pod blokiem z inną koleżanką z klasy krzyczała do Basi, że jest dziwką i że ma do nich zejść, się skonfrontować. Myślały, że nie ma mnie w domu.
- Tyle że akurat policji Ola się przestraszyła. Bo jej tata był ważną osobą w służbach mundurowych i bali się kłopotów – wtrąca Basia.
Jola opowiada, że córka źle trafiła. Choć dokuczanie się skończyło, to jej klasa była uznawana za najgorszą w szkole. – Na wycieczki nikt nie chciał z nimi jeździć. Jak pojechali na jeden dzień do Warszawy, to takie skargi były, że wychowawczyni odwołała im wszystkie atrakcje do końca roku. Dowiedzieliśmy, że Ola z kilkoma dziewczynkami zwyzywały wychowawczynię. Przy innych nauczycielach. Innym razem podpuściła kolegę, żeby odurzył się dezodorantem. Wysłała mu filmik i mówiła, że nie ma psychy tak zrobić. Zrobił i stracił przytomność.
„Przemocy w internecie nigdy osobiście nie doświadczyło tylko około 44% uczniów” – podaje Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK) w raporcie „Nastolatki” z 2025 r. Zdaniem badaczy „dzieci milczą (47% nic nie zrobiło z cyfrową agresją) i znoszą: wyzywanie (29%), ośmieszanie (19%), poniżanie (18%) i straszenie (13%). Rodzice (66%) mają złudne przekonanie, że dziecko przyjdzie do nich po pomoc”.
„Nie chcę tam iść!” – to była pierwsza myśl Basi po przebudzeniu. – W siódmej i ósmej klasie nikt mi nie dokuczał, ale wszystko dalej we mnie siedziało. W końcu powiedziałam mamie: „mnie jest potrzebny psycholog”. Pierwsza pani po kilku spotkaniach przeprowadziła się do innego miasta, a druga w ogóle mnie nie słuchała albo przewracała oczami. Ciągle czułam się u niej winna. Nie wiem, skąd miała te dyplomy na ścianach. I potem chciałam już tylko psychiatrę i leki, żadnego psychologa! Bo byłam w pierwszej klasie liceum, które było fajne, a i tak codziennie myślałam: „nie chcę tam iść!”. Nie chciało mi się jeść. Nie akceptowałam siebie. Byłam blada, ubierałam się na czarno, robiłam czarny makijaż, miałam czarne włosy. Było widać, że psychicznie jestem na dnie.
- Co to znaczy być na dnie mając kilkanaście lat? – pytam.
- Wstajesz rano i już wiesz, że nic nie chcesz – Basia zaczyna szlochać. Mama ją przytula, a ona cała we łzach wyrzuca: – Myślałam tylko, żeby to wszystko jak najszybciej skończyć. Chciałam się zabić.
Siedzimy w milczeniu, liczę w głowie – klasa piąta, szósta, siódma, ósma, pierwsza... Ponad pięć lat – tyle czasu Basia nosi w sobie ból po przemocy ze strony bliskiej koleżanki. Po cyberagresji kilkunastu, może kilkudziesięciu osób, których nawet nie znała.
Co czwarty uczeń klasy siódmej myślał o tym, by się więcej nie obudzić. Aż 15% w ostatnim roku planowało odebrać sobie życia, analizowało, jak to zrobić. 8% podjęło taką próbę, z których prawie jedna trzecia więcej niż dwa razy. Tak wynika z raportu Fundacji Dbam o Mój Z@sięg „Dobre i złe wiadomości – życie online i offline a zdrowie psychiczne polskich nastolatków”.
- W końcu mama z tatą namówili mnie na trzeciego psychologa, już nie prywatnie, a na NFZ. Termin był właściwie od razu. Niech pani to napisze, bo wszyscy myślą, że trzeba prywatnie – prosi Basia. – No i do tej pani chodzę od roku. Wczoraj też byłam. Jest lepiej. Nawet inaczej się ubieram.
Basia ma beżową koszulę w granatową kratę. Na powiekach cień indygo, a w uszach chabrowe kółeczka. Kolor czarny z niej zniknął.
Nadal jeździ na koncerty. Dużo rysuje i maluje. Na razie tylko na czarno-biało. Tworzy grafiki i naklejki z zespołami, których słucha. Pokazuje te, które rozda na najbliższym koncercie.
- Ludzie strasznie się z nich cieszą. Ostatnio dałam artystom mój obraz do podpisania. Spodobał im się. Nawet wzięli mnie na backstage. A jak narysowałam Franka Leena, to normalnie zszedł do mnie ze sceny i przytulił! A potem dodał rysunek do posta.
- Będziesz artystką? – pytam.
- Jestem w klasie o profilu kryminalistycznym, ale planuję zdawać na Akademię Sztuk Pięknych. Najwyżej będę dla policji robić portrety pamięciowe – śmieje się Basia.
Na dwóch grupach w mediach społecznościowych publikuję post z pytaniem do rodziców o przemoc rówieśniczą. Liczba odpowiedzi i historie zaskakują. Czytam o wyzywaniu „od gejów”, duszeniu, wpychaniu pod samochód, zrzucaniu ze szkolnych schodów, kładzeniu się „dziecka na dziecku i ocieraniu w szatni przed WF-em”.
„Szkoła niby miała związane ręce”, „pedagog powiedziała, że rodzice są niewspółpracujący i nic nie da się z tym zrobić”, „wychowawca próbowała zamieść sprawę pod dywan”.
Dostaję też długi list pod tytułem „książkę by można napisać”. To od mamy nastolatka, z zastrzeżeniem – nie mogę go publikować. Opisy sposobów i determinacji, z jaką jej dziecko próbowało odebrać sobie życie, są drastyczne. List czytam i odkładam, czytam i odkładam. Z nadawczynią pozostaję w kontakcie. W końcu decydujemy, że zamieścimy dwa fragmenty – dla innych rodziców, ku przestrodze.
„Syn cierpiał od podstawówki. Nie umiał nazwać, co dzieje się w jego głowie i dlaczego. Któregoś dnia przyszedł do mnie, usiadł na krześle i powiedział: ‘mamo, potrzebuję pomocy, bo mam dość. Wyolbrzymiam wszystkie problemy i to mnie wykańcza. Mam myśli samobójcze’. Serce mi stanęło. Zawsze mi się wydawało, że jest w porządku. (…) Przyczyny problemów, które wyszły podczas terapii: wszystko zaczęło się w jego głowie w drugiej klasie podstawówki. Syn miał kolegę, który był niedobry dla innych dzieci, dokuczał”.
Zwracam uwagę na słowo „dokuczał”. O „dokuczaniu” pisali też inni rodzice. Zastanawiam się, kiedy dokuczanie wśród dzieci to już przemoc. A może to zawsze przemoc?
Czytam dalej. „Syn bał się tego kolegi. Tak zaczął mieć lęki, które potem latami się rozwijały. Nie miał również wzorca w postaci ojca. Ojciec się nim nie interesował. Moje błędy – jak widziałam, że syn się stresuje, uspakajałam go, powtarzałam ‘nie martw się, będziesz się martwić, jak coś się wydarzy, po co tyle myślisz’. A mogłam zasięgnąć rady psychologa lata temu. To był sygnał alarmowy, jaki przeoczyłam. Za bardzo cisnęłam go, aby miał dobre stopnie – odpuściłam. Byłam nadopiekuńcza – odpuściłam. Mówiłam, że syna rozumiem – już tak nie mówię. Bo to nieprawda. Nigdy nie będziemy w stanie postawić się w sytuacji osoby, która mierzy się wewnętrznie ze swoimi potworami. Zaczęłam mu mówić, że nie rozumiem i jest mi bardzo przykro, że nie umiem wyobrazić sobie skali tego bólu, ale zrobię wszystko, aby pomóc”.
Na grupie dla rodziców pisze do mnie Magda. Umawiamy się na spotkanie online. Tuż przed wchodzę na jej Facebooka. Na zdjęciu profilowym szeroko uśmiechnięta kobieta z przymkniętą lewą powieką.
Łączymy się. Młoda mama o błyszczących, stalowych oczach siedzi na podłodze i jedną ręką zabawia kilkumiesięczną córkę.
- To właśnie przez opadającą powiekę miałam największe problemy. Urodziłam się z uszkodzonym mięśniem dźwigaczem – wyznaje. – Mama zawsze mi mówiła, że to nie ma wpływu na to, jakim jestem człowiekiem. Mam starszego brata, jego znajomi też mnie lubili. Dużo czytałam i zapominałam wtedy o wszystkim. Miałam chór, taką odskocznię od tych negatywnych myśli. Ale na pewno wiele małolatów tego wszystkiego nie ma. Zamykają się w sobie i stąd tyle samobójstw.
Magda napisała pracę licencjacką na temat cyberprzemocy. Skończyła bezpieczeństwo wewnętrzne, specjalność kryminologia i kryminalistyka.
Ankiety przeprowadziła wśród 250 osób: „Zdaniem badanych do pojawiania się agresji dochodzi z powodu chęci „pokazania się” (76,4%), problemów w domu (56,4%), skłonności wrodzonych lub zaburzeń (48,8%), wpływu mediów (41,2%), niepowodzeń (38%), chęci łamania zasad (27,2%), dostępu do nowoczesnych technologii (22%), złej organizacji czasu wolnego (18%)”.
Angelika, oprawczyni Magdy ze szkolnych lat też miała problemy w domu i właśnie powtarzała klasę. Łamała zasady i chciała brylować wśród rówieśników. Choć jeszcze we wrześniu i październiku obie 15-latki się lubiły, to później Angelika na oczach kolegów, a potem z ich udziałem, lubiła Magdę nękać.
„Zdaniem respondentów ofiarą cyberprzemocy może stać się osoba z niską samooceną (73,6%), wyróżniająca się wyglądem (65,2%), okazująca swoją bezradność (60%), nieśmiała (55,2%), „lizus” i „skarżypyta” (47,6%), wyróżniająca się charakterem (44,4%), cicha i spokojna (40,4%), unikająca wysiłku fizycznego (36,8%), dobrze ucząca się (27,2%)”. (Z pracy licencjackiej Magdy)
- Wiem, dlaczego mnie wybrała. Łatwo było uderzyć w moje kompleksy, bo miałam dysfunkcje. I wyróżniałam się – starałam się dobrze uczyć, żeby dostać się do jak najlepszego liceum. A poza tym mama wychowywała mnie samodzielnie. Byłam trochę słabsza psychicznie i stanowiłam dobry cel – opowiada.
Najpierw Angelika chodziła za Magdą i ją obserwowała. Potem zaczęła jej zagradzać drogę. Nie pozwalała wejść do szatni.
- Ale najgorzej było, gdy stworzyła mój fałszywy profil na Facebooku – wzdycha.
Angelika ściągała zdjęcia Magdy albo robiła je ukradkiem w szkole i przerabiała.
- Najczęściej przerabiała mnie na cyklopa. Ale wrzucała też na przykład zdjęcie cegły i podpisywała „Magda cegła”. Nie mam pojęcia, co miała na myśli. Dziś chce mi się nawet z tego śmiać. Skąd ona brała te przezwiska? Albo publikowała wpisy z Królikiem Bugsem, żeby dokuczyć mi z powodu mojej diastemy. Potem z tego profilu zaczęła zapraszać moich znajomych z FB. Zaproszenie dostał mój wujek. To on do nas zadzwonił.
Magda wspomina, że od zgłoszenia problemu administratorowi do zablokowania konta minęły tygodnie. Poszła też do wychowawczyni, ale ta miała jej powiedzieć, że „nie ma na to czasu” i by „sama załatwiała swoje sprawy na przerwie”.
Wtedy do akcji wkroczyła mama.
- Ale to była mega porażka. Dyrekcja zaproponowała, że skoro ja nie radzę sobie z sytuacją, to mam przejść na indywidualne nauczanie. Chcieli mnie, ofiarę przemocy odizolować i w ten sposób ukarać! Potem jeszcze pani psycholog przychodziła na lekcje, zabierała nas dwie i robiła jakieś dziwne konfrontacje. Miałyśmy mówić, w czym jest problem. To moja agresorka tłumaczyła, że ja dziwnie się na nią patrzę.
Z czasem do Angeliki dołączyli inni nastolatkowie z klasy.
- Dziś myślę, że mogli się jej bać. Woleli być z nią niż przeciwko. Nauczyciele też chodzili przy ścianach, byle nie mieć z nią kontaktu.
Rówieśnicy Magdę przepychali, wyzywali od cyklopów albo pytali, gdzie jej trzecia jedynka. Gdy szła do sklepiku, to jak wracała, nie było jej plecaka. Znajdowała go w koszu na śmieci. Albo robili „żółwia” – plecak odwracali szwami do przodu i zamek zapinali na odwrót.
- Czułam się osaczona – opowiada Magda. – Moja mama jeszcze kilkukrotnie była na rozmowie z dyrekcją. Tłumaczono jej, że Angelika jest z trudnej rodziny i wychowuje ją tylko babcia. W końcu moja świętej pamięci mama się zagotowała. Powiedziała, zacytuję ją dosłownie, „czy w takim razie moja córka, która jest wychowywana tylko przeze mnie, ma chodzić po ulicy i napierdalać ludzi kijem bejsbolowym?”. I na tym dyskusja się skończyła.
Magda przestała chodzić do szkoły. Pojawiała się tylko na klasówkach i kartkówkach, byle mieć zaliczania. Wspomina jeszcze zakończenie roku. – Już zaczęliśmy się rozchodzić, odetchnęłam z ulgą, że nie muszę nigdy więcej tam wracać. I nagle słowa Angeliki na pożegnanie: „no, my się jeszcze spotkamy”. Szkoła to było piekło.
- A gdybyś ją teraz spotkała?
- Jest mi już całkiem obojętna. Ta historia nie wzbudza we mnie emocji. No może poza złością na dorosłych. Bo chcieli zamieść sprawę pod dywan i to ze mnie zrobić idiotkę.
Magda prosi o chwilę przerwy. Dziecko zasnęło jej na rękach. Idzie je odłożyć.
- Moja mama była gotowa zagryźć, gdy jej dzieciom działa się krzywda – wraca do rozmowy. – Nie każdy ma takiego rodzica. A cyberprzemocy i patologii w intrenecie jest coraz więcej. Ci wszyscy patostreamerzy, komunikatory w stylu 6obcy, wszechobecny hejt. Takich przypadków, jak mój, też jest dużo i często nic z tym się nie robi. To dlatego do ciebie napisałam. Bo ja mam dziś dobre, dorosłe życie i wspaniałą rodzinę. Pracowałam w Straży Miejskiej, teraz jestem w urzędzie. Wykształciłam się, kupiłam mieszkanie. Nie chcę robić z siebie jakiejś gwiazdy, ale mi udało się poukładać. A ile jest dzieci, którym się nie uda?
Jola, mama Basi, gdy wraca z zebrania w szkole, jest zła. Na rodziców. Wychowawczyni zgłosiła, że ktoś z klasy jej syna Franka nagrywał uczniów w toalecie. Nie wiedzą kto i kogo. Nie wiedzą, co stało się z nagraniami. Rozpętała się dyskusja o telefonach. Oficjalnie są w szkole zakazane. Nieoficjalnie szczególnie starsi używają ich na korytarzach. Kto je ma, łatwo zobaczyć, wystarczy stanąć pod podstawówką. Część dzieci zaraz po wyjściu ze szkolnego offline’u, wyciąga komórki z tornistrów i wraca do online’u.
- Po tym, co przeszliśmy z Basią, nie mogę słuchać, jak rodzice debatują, czy 8-latki powinny mieć klasową grupę na WhatsAppie. Jakiś ojciec mówi, że jego dziecko musi być na grupie, żeby nie zostało wykluczone. Inni narzekają, że jak ktoś opuszcza grupę, bo już nie chce w niej być, to na siłę go dołączają. Ktoś inny mówi, że WhatsApp jest potrzebny, żeby mieć kontakt, gdy dziecko wraca do domu.
Czy wszyscy zapomnieli, że ta aplikacja jest od 13 lat!? Rodzice sami wpychają dzieci w problemy!
Jola jest zdania, że już od najmłodszych lat trzeba uważać.
- Mój Franek jest w drugiej klasie i nie ma telefonu. Mimo to i tak porównuje się z dziećmi. Już kilka razy pytał: „Czy my jesteśmy bogaci?”. Bo w klasie się przechwalają – czyi rodzice ile zarabiają, kto ma ile uzbierane, kto ma jakie buty, kto jaki telefon. I tak zaczyna się tworzyć hierarchia a potem hejt.
Dzieci w sieci i rodzice
- Czy szkoła wymaga, by uczniowie mieli telefony i nieograniczony dostęp do internetu?
- Nie.
- Więc to rodzice decydują, czy kupią telefon, czy nie?
- Tak.
- No to po ich stronie powinna być kontrola nad tym, co dziecko pisze na grupach i jakie strony odwiedza – uważa psycholożka Agata Duda, która od kilkunastu lat prowadzi zajęcia socjoterapeutyczne w jednej z podstawówek.
- Ale czy czytanie wiadomości dziecka to nie ingerencja w jego prywatność – mam wątpliwości.
- Nie rozumiem podejścia, że sprawdzanie co robi dziecko, to ingerencja w prywatność. Jego mózg jest przecież niedojrzały. Nie można zakładać, że będzie w stanie ocenić, co jest dla niego dobre, a co jest niedobre.
Nie można dziecku przekazywać 100% odpowiedzialności za siebie w internecie.
- Ale nie wyobrażam sobie, żeby mama czytała moje karteczki, które na lekcjach pisałam do koleżanek. Albo żeby ojciec 16-latka czytał sms-y syna do dziewczyny – nie daję za wygraną.
- Mam na myśli raczej czaty grupowe. Zresztą tu nie ma rozwiązań zero-jedynkowych.
Temat podejmuję też w gabinecie Anny Czarnowskiej. Pedagożka, rzeczniczka Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Gdańsku (WSP), członkini Pomorskiego Zespołu ds. Zdrowia Psychicznego przyjmuje podobną strategię na rozmowę.
- Czy w świetle polskiego prawa dziecko może samodzielnie kupić sobie telefon? – pyta mnie.
- Chyba nie.
- A umowę na abonament może podpisać?
- Nie.
- A na internet?
- Też nie.
- To kto jest właścicielem telefonu – dziecko czy rodzic?
- No rodzic.
- To jeżeli dojdzie do czegoś złego w tym internecie, czyja to będzie wina? Dlatego powinniśmy interesować się tym, co dzieje się w telefonach naszych dzieci. Zaglądać do nich, sprawdzać czaty, wiedzieć, z kim rozmawiają i jakie treści oglądają. Oczywiście kochajmy je i im ufajmy, ale jednocześnie od najmłodszych lat tłumaczmy, że robimy to dla ich bezpieczeństwa. Internet to przestrzeń, w której bardzo łatwo o przemoc, manipulację czy uzależnienie. Jeśli jesteśmy tam obecni, wiele zagrożeń możemy wychwycić w zarodku.
- Czyli za hejt rówieśniczy odpowiadają rodzice? – zaczynam się irytować.
- To wspólna odpowiedzialność wszystkich dorosłych: rodziców, szkoły i państwa. Jeśli dziecko przychodzi do nauczyciela i mówi, że Julia jest smutna, bo Jaś jej dokucza, a nauczyciel to bagatelizuje, jest ogromne ryzyko, że to dziecko już nigdy więcej po pomoc nie przyjdzie. Dlatego nauczyciel nie może stosować spychologii. Nie może udawać, że przez osiem godzin dziennie nie widzi, że uczeń przeżywa kryzys. W ramach WSP i zespołu ds. zdrowia psychicznego jeżdżę po województwie i szkolę kadrę pedagogiczną, psychologów, pracowników instytucji pomocowych, a nawet policjantów. Wielu z nich przyznaje otwarcie, że w obszarze zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży wciąż mają do odrobienia ogromną lekcję. Ale jednocześnie mówią o poważnym kryzysie rodzicielskim. Rodzice funkcjonują dziś w pędzie – z pracy do pracy, z pracy na zakupy, z obowiązku w obowiązek. Dzieckiem intensywnie zajmują się do pierwszej klasy podstawówki, a potem zostaje samo ze światem. Myślą, że jeżeli zapewnią mu dodatkowy angielski, balet czy jazdę konną, to jest to szczyt szczęścia. Ale szczytem szczęścia dla dziecka jest obecność mamy i taty. Jeżeli tego nie dostaje, to doradza mu ChatGPT i rolki z TikToka.
I jeszcze jest odpowiedzialność państwa. Już w październiku apelowałam na podkomisji sejmowej, aby wprowadzić rozwiązania podobne do tych, nad którymi pracowała Australia czy Dania – czyli realne ograniczenia dostępu dzieci do mediów społecznościowych do określonego wieku. Nie możemy całej odpowiedzialności zrzucać na rodziców, bo wielu z nich nie ma kompetencji cyfrowych, by skutecznie kontrolować to, co dzieje się w sieci. Odpowiedzialność muszą ponosić również wielkie firmy technologiczne. Jeśli nie przestrzegają zasad dotyczących wieku użytkowników, powinny płacić wielomilionowe kary – tak jak w Australii. Wtedy Staś nie przyjdzie do mamy i nie powie: „mamo, Małgosia ma konto, a ja nie”. Staś nie będzie czuł się wykluczony.
„(imię uczennicy i klasa) weź wypie****** bo się panoszysz po tej szkole jak jakaś księżniczka a wyglądasz jakby cię pies wyru*** z tym odrostem na pół głowy jeb*** idiotko pofarbuj się w końcu”.
„(imię i nazwisko ucznia) jest jeba*** cwelem xddd tak każdemu gadasz że masz rozje**** życie i każdy cie źle traktuje a to ty potraktowałeś każdą laske jak gówno, jesteś jeba*** brudasem grubym i zwykłym zerem oby cie coś w końcu dopadło”.
To dwa z wielu podobnych wpisów na spotted, serwisie, gdzie anonimowo można publikować treści dla lokalnej społeczności. W ten sposób pisała o sobie młodzież z jednej ze szkół ponadpodstawowych. Serwisem zainteresowała się policja, po tym jak pod koniec ubiegłego roku 15-letni uczeń popełnił samobójstwo.
W tym samym miesiącu, w tym samym województwie życie odebrały sobie jeszcze dwie dziewczynki – 10- i 13-latka. Jak nieoficjalnie dowiaduję się, przynajmniej dwoje z trojga dzieci miało być ofiarami przemocy rówieśniczej. Wszyscy zginęli w podobny sposób, w podobnych miejscach – w przestrzeni, która często jest tłem dla internetowych filmików o samobójstwach.
Celowo nie podaję szczegółów, by nie wywoływać Efektu Wertera. Każde z trojga dzieci na swoim profilu wcześniej miało publikować wpisy o tym jak im źle i repostować treści rezygnacyjne oraz dotyczące śmierci.
Według policyjnych statystyk w 2025 roku w Polsce próbowało odebrać sobie życie 88 dzieci od 7 do 12 roku życia oraz 1998 nastolatków w wieku od 12 do 18 lat. Prawdziwa skala tego zjawiska nie jest jednak znana, bo wielu prób nie zgłasza się służbom, a o niektórych nie wiedzą nawet rodzice. W wyniku samobójstwa w ubiegłym roku zginęło 161 osób poniżej 19 roku życia.
Dla porównania jeszcze w 2018 roku liczba młodych po próbach samobójczych sięgała 772, czyli była 2,5-krotnie mniejsza.
Doktor Halszka Witkowska w raporcie „Dobre i złe wiadomości – życie online i offline a zdrowie psychiczne polskich nastolatków” wykazuje, że samobójstwa zazwyczaj są powiązane z przemocą. Spośród uczniów z klas siódmych, którzy w ostatnim roku przeżyli próbę samobójczą, 25% było regularnie obrażanych w internecie przez osoby nieznajome, a nieregularnie, ale kilka razy w miesiącu – 28%. Jeszcze częściej byli nękani przez kolegów ze szkoły – 39% regularnie, a 27% nieregularnie.
Aż 99% dzieci rozważających odebranie sobie życia, doświadczyło przynajmniej jednego z czterech rodzajów przemocy: fizycznej, psychicznej, seksualnej lub rówieśniczej. Najczęściej była to przemoc psychiczna, której sprawcami byli rodzice i opiekunowie, a w dalszej kolejności rówieśnicy.
Zakładam konto na TikToku. Podaję, że mam 15 lat. W wyszukiwarce wpisuję „sui…” – od angielskiego „suicide”. Algorytm mi podpowiada: „suisse ide”. Gdy wpisuję już „samob”, pierwsze podpowiedzi to „samob0jstwo”,”samobujstwo” itd. Po chwili docieram do filmików, na których młodzi piszą o beznadziei i niezrozumieniu w domu lub w szkole, o samookaleczeniach, które dają im chwilowe ukojenie oraz o lekarstwie na wszystko – śmierci. Publikują materiały i komentują, jak się ciąć, by rodzice się nie zorientowali, jak nie jeść, by nikt nie zauważył. Podają daty, kiedy znikną.
Bywają niedosłowni: „popełniłem już tyle błędów, że czas popełnić coś innego”, „ciesz się mną póki możesz, bo coraz bliżej jest moja data”.
Na większości filmików nie ma twarzy, imion i nazwisk autorów. Są nocne, rozmazane widoki ulic, kolejowe tory, stacje, jadące pociągi, prywatne łazienki. W tle psychodeliczna muzyka albo wybrane, zawsze te same fragmenty piosenek. Materiałów jest morze. Nastolatków w otchłani chyba ocean.
W nocy budzę się i w głowie wirują mi te obrazy. Kotłuje się pytanie: „ale oni tak na serio?”.
Gdy wchodzę na TikToka kolejny raz, już nic nie wpisuję. Oglądam to, co algorytm sam mi proponuje. Trzeci materiał, jaki mi się wyświetla (pisownia oryginalna):
„Nie mam śiły jeść
Mamy problem wiesz?
Duży problem wiesz
Nie potrafie spojżec w lustro”
Wśród komentarzy:
„Ej a wiecie że się teraz pocielam?”
„Hahahah”
Siódmy materiał. Twarz nastolatki. Włosy hebanowe. Oczy zerkają w stronę obiektywu telefonu. Dłoń z obgryzionymi paznokciami podpiera policzek. W tle piosenka:
“I swear on my life, I always try But in my eyes, I can fly sigh Better luck next time”
Do tego napis:
„Przepraszam data
wypada na jutro
żegnajcie..”
Wiem, co oznacza „data”. Młodzi w ten sposób podają dzień, w którym planują popełnić samobójstwo. Materiał jest sprzed kilkunastu dni. 30 osób rolkę dodało do zapisanych; 144 dały serduszko, 43 skomentowały. Między innymi w taki sposób:
„xd nie zrobisz tego :D”
„nie rób tego błagam…nikt nie będzie szczęśliwy”
„PAPA”
„ona żyje ?”
„tak”
„dawaj”
Zapisuję rolkę, bo coś z tym trzeba zrobić!
Kontaktuję się z policją i z Dyżurnet.pl.
- To sytuacje, które należy traktować jak potencjalne zagrożenie zdrowia lub życia, nawet jeśli nie ma pewności, kim jest autor nagrań. Nie chodzi o rozstrzyganie, „czy to na pewno prawda”, lecz o uruchomienie procedur bezpieczeństwa. Reagowanie osób postronnych ma znaczenie. Zgłoszenia od świadków pozwalają dotrzeć do osób w kryzysie psychicznym – tłumaczy podkomisarz Lucyna Rekowska z Komendy Głównej Policji.
Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości w zeszłym roku w podobnych sytuacjach reagowało wobec 1500 małoletnich. 838 trafiło do szpitali.
Pytam Dyżurnet.pl, czyli zespołu ekspertów działających w ramach NASK, ile u nich było tego typu zgłoszeń. Okazuje się, że zdecydowaną większość wykryli i zgłosili oni sami. Od stycznia 2025 do połowy lutego 2026 treści o charakterze suicydalnym i autodestrukcyjnym z zewnątrz przysłano im zaledwie 41. Dla porównania tych o hejcie i cyberprzemocy dostali 878.
- Mam wrażenie, że materiały rezygnacyjne i samobójcze są tak rozpropagowane przez algorytm, że dzieciom spowszechniały i je trywializują. Piszą komentarze typu „zabij się”, bez świadomości, że osoba w kryzysie może uznać, że to rzeczywiście jedyne wyjście – mówi Arkadiusz Michałowski z Działu Reagowania na Nielegalne Treści w Internecie. – A zawsze warto to zgłaszać, bo w takich sytuacjach mamy wypracowane konkretne metody działania. Jesteśmy w kontakcie z Biurem Rzecznika Praw Dziecka, które może wnioskować o wgląd w sytuację rodzinną danej osoby. Poza tym u niektórych platform mamy status tzw. zaufanego podmiotu sygnalizującego, dlatego nasze zgłoszenia nadużyć są traktowane priorytetowo. Dodatkowo stale współpracujemy z policją. Nawet ostatnio funkcjonariusze po naszym zgłoszeniu dotarli do dziecka i na miejscu okazało się, że ono rzeczywiście potrzebuje pomocy.
- Z raportu Fundacji Dbam o Mój Z@sięg wynika, że 48% siódmoklasistów, którzy w ciągu ostatniego roku mieli myśli samobójcze, było odbiorcami materiałów suicydalnych. Wyświetliły im się, mimo że sami ich nie wyszukiwali. Dlaczego tak się dzieje? – nie mogę zrozumieć.
- Część platform, na przykład TikTok czy Facebook, ma głównie automatyczną moderację. Jeśli więc jakieś treści nie są dosłowne, to nie zostaną wyłapane i zablokowane. Ale powiem szczerze, moim zdaniem przy obecnych możliwościach technologicznych, przy zaawansowanym „haszowaniu”, czyli oznaczaniu plików, platforma byłaby w stanie znaleźć jakiś wzór na to, że dana piosenka plus określony komentarz oznacza treść rezygnacyjną, którą należy zablokować. Poza tym w NASK uważamy, że moderowanie takich materiałów powinno przechodzić przez rękę ludzką – mówi Arkadiusz Michałowski.
Wchodzę kolejny raz na TikToka. Profil dziewczyny o hebanowych włosach i obgryzionych paznokciach już nie istnieje. Wyświetla mi się inny materiał. Rozmazane zdjęcia miasta nocą. Fragment piosenki „Give me More”. I napis:
„Dziś wypada data
wiec jesli ci nie
odpisze to znaczy że
mi się udało”.
Od publikacji minęło kilka dni. Obok 556 serduszek, 66 udostępnień, 46 komentarzy, wśród których takie:
„ludzie, każdy kiedyś umrze co to za różnica skoro tak jej życie dowaliło to nic ją nie powstrzyma”
„Powodzenia jak się nie uda to spróbuj jeszcze raz”.
„Nie udało się na szczęście”
„Szkoda że jesteś..”
Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione.
800 12 12 12 Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznik Praw Dziecka
(Bezpłatny, anonimowy, całodobowy).
116 111 Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę
(Bezpłatny, anonimowy, całodobowy).
22 484 88 04 Telefon Zaufania Młodych (do 25 roku życia)
Fundacja ITAKA – Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych
(W godzinach 13:00 – 20:00).
116 123 Kryzysowy Telefon Zaufania
Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego
(Bezpłatny, anonimowy, całodobowy).
Filolożka i politolożka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Przez siedem lat pracowała jako dziennikarka Polska Press. Potem zajmowała się komunikacją i szkoleniami. Wychowała się w Sopocie, mieszka w Gdańsku.
Filolożka i politolożka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Przez siedem lat pracowała jako dziennikarka Polska Press. Potem zajmowała się komunikacją i szkoleniami. Wychowała się w Sopocie, mieszka w Gdańsku.
Komentarze