Ceni żołnierzy wyklętych, reformę oświaty ocenia pozytywnie: "Wbrew temu, co mówi totalna opozycja, nie było chaosu". Strajk nauczycieli komentował: "To jest paranoja".
O edukacji seksualnej mówił: "jest to próba wychowania dzieci, które w jakimś momencie zostaną oddane pedofilom"

Stanowisko Ministra Edukacji Narodowej to największy sukces w prawie 30-letniej karierze Dariusza Piontkowskiego. Osiągnął go głównie partyjną cierpliwością i lojalnością wobec prezesa (jest z tzw. zakonu PC, należał jeszcze do Porozumienia Centrum) oraz widoczną w ostatnich latach radykalizacją poglądów. Gdy działał w Białymstoku jako miejski radny, uchodził za jednego z najrozsądniejszych samorządowców – nauczyciel historii, niezbyt zideologizowany, mocno osadzony w rzeczywistości. Ale to było 25 lat temu.

Dziś Piontkowski, od niedawna szef PiS-u na Podlasiu, słynie głównie z radykalnych wypowiedzi. O wprowadzanej w Warszawie karcie LGBT powiedział, że „to próba wychowania dzieci, które zostaną oddane w jakimś momencie pedofilom”. O ZNP podczas strajku nauczycieli: „Dzisiejsze ZNP tak naprawdę to postkomunistyczna organizacja, która przejęła tę nazwę [chodzi o przedwojenny ZNP – red.] i tak naprawdę ma niewiele wspólnego z tamtym związkiem, tak samo jak wiele innych organizacji, które zawłaszczyli kiedyś komuniści”. A PiS-owską reformę edukacji ocenia oczywiście pozytywnie.

Od początku z Kaczyńskim

Dariusz Piontkowski to z wykształcenia nauczyciel historii. Przez lata, jeszcze jako miejski radny, uczył w jednym z lepszych białostockich liceów. W 1990 roku wstąpił do Porozumienia Centrum, w 2001 razem z Jarosławem Kaczyńskim przeszedł do PiS. Od 1994 roku był radnym samorządowym, najpierw miejskim, potem wojewódzkim. W podlaskim PiS-ie od początku związał się z posłem Krzysztofem Putrą, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Po jego śmierci został nieco osamotniony, nie zapisał się bowiem jednoznacznie do żadnego z podlaskich stronnictw w PiS-e – nie stał się ani człowiekiem Krzysztofa Jurgiela (choć ten potrafił docenić jego potencjał), ani człowiekiem Jarosława Zielińskiego, a to tych dwóch polityków podzieliło podlaskie struktury partii między siebie.

Jego żona Agnieszka Rzeszewska, także jest nauczycielką, od kilkunastu lat pracuje w sekcji oświatowej NSZZ „Solidarność”. Mają dwóch synów.

Miał zarzuty za przywłaszczenie funkcji publicznej

Dariusz Piontkowski kilkukrotnie próbował przekroczyć poziom szeregowego polityka PiS i wspiąć się wyżej. Ale gdy tylko zbliżał się ku politycznym szczytom, szybko z nich spadał. W maju 2007 roku został nawet marszałkiem województwa podlaskiego, lecz już w styczniu 2008, po przejęciu rządów w kraju przez PO i PSL oraz zmianie układu sił w podlaskim sejmiku, został z tej funkcji odwołany.

Co więcej, odpowiadał później karnie za przywłaszczenie funkcji publicznej. W dniu wyboru nowego marszałka, po głosowaniu i utracie stanowiska, Dariusz Piontkowski podejmował jeszcze decyzje jako marszałek i podpisywał dokumenty (m.in. umowy o pracę dla kilku urzędników), choć nie miał już do tego prawa. Piontkowski, w momencie postawienia zarzutów (2012 rok) poseł, nie przyznał się do winy i zrzekł się immunitetu. Sąd uznał go winnym popełnionego czynu, choć jednocześnie zauważył, że były marszałek nie uzyskał osobistych korzyści z żadnej z podjętych wówczas decyzji.

Postępowanie warunkowo umorzono na rok próby, a Piontkowski musiał zapłacić 3 tys. zł na cel społeczny.

W 2010 roku startował na prezydenta Białegostoku. Młody i aktywny, rozpoznawalny dzięki pełnionej (choć krótko) funkcji marszałka, wydawał się mieć duże szanse w starciu z prezydentem Tadeuszem Truskolaskim. Przegrał. W 2011 po raz pierwszy został posłem i od tego momentu pozostawał nieco z boku głównego nurtu politycznych wydarzeń. Aż do 2019 roku.

Marszałek wolał dymisję niż Piontkowskiego

W lutym 2019 roku Jarosław Kaczyński wyznaczył Piontkowskiego na szefa podlaskiego PiS-u. Była to prawdopodobnie próba wybrnięcia przez prezesa z klinczu, w jakim znalazły się podlaskie struktury tej partii – pogłębiał się w nich podział między zwolennikami dwóch najsilniejszych od lat podlaskich polityków PiS: Krzysztofa Jurgiela, byłego ministra rolnictwa, oraz Jarosława Zielińskiego, wiceministra spraw wewnętrznych.

Piontkowski miał być tym trzecim, nieskonfliktowanym liderem, który ogarnie partię. Ale znów niemal natychmiast pojawił się problem: związany z Jurgielem świeżo wybrany marszałek województwa Artur Kosicki, na wieść o powołaniu Piontkowskiego złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Przepisy mówią, że dymisja marszałka oznacza dymisję całego zarządu. Wybuchł chaos, powołanie nowego zarządu przez PiS nie było takie pewne, niezbędna okazała się ponoć bezpośrednia interwencja Jarosława Kaczyńskiego, by zapanować nad sytuacją.

Ostatecznie Kosicki zachował funkcję, Piontkowski zaś udzielał się głównie w mediach, głosząc w nich standardowe partyjne przekazy.

Wyniki ostatnich wyborów do PE uznano za sukces m.in. nowego szefa podlaskiego PiS – po raz pierwszy ta partia wprowadziła do europarlamentu dwóch posłów z okręgu obejmującego woj. podlaski, a nie jednego, jak dotychczas. Pomogła oczywiście wysoka frekwencja oraz wysokie poparcie społeczne dla liderów listy – Karola Karskiego i Krzysztofa Jurgiela. W okręgu widoczne były ich indywidualne kampanie, a nie kampania PiS jako partii. Trudno więc realnie ocenić, jaki wpływ na wynik miała organizacja partyjnej pracy przez Piontkowskiego. Mimo to jako partyjny lider na pewno na tym zyskał.

Wymarzony polityk PiS

Awans na Ministra Edukacji Narodowej to kolejny (po mianowaniu szefem wojewódzkich struktur partii) dowód na to, że na Nowogrodzkiej stawiają dziś na tego polityka. Piontkowski jest na poziomie krajowym posłem mało znanym, a więc jeszcze niezużytym. Lojalnym, bo przeszedł z prezesem drogę od Porozumienia Centrum. Jego radykalizujące się poglądy znakomicie pasują do obecnej linii PiS – z zestawienia portalu mamprawowiedziec.pl wynika, że aż w 95 proc. sejmowych głosowań nowy szef MEN-u głosował zgodnie z wytycznymi klubu PiS. Jest też cierpliwy, można by nawet rzec – nieco flegmatyczny, więc daje wysoki poziom prawdopodobieństwa, że nie stanie się twarzą skandali, a nad jego ministerialnymi działaniami łatwo można będzie zapanować. Słowem: wymarzony polityk PiS.

Piontkowski jest na pewno politykiem pracowitym, i to w ten sposób, który ostatnio przyniósł PiS-owi sukces w kampanii do PE. Otóż Piontkowski regularnie i często spotyka się z mieszkańcami małych miejscowości. Przez te wszystkie lata, gdy PiS był w opozycji i organizował akcje spotkaniowe swoich parlamentarzystów, sam brał w nich aktywny udział, o czym można się było przekonać, obserwując jego relacje na profilu na Facebooku. Jeździł, często łącząc spotkanie z posłem z pokazem jakiegoś historycznego filmu. Opowiadał, wyjaśniał, słuchał. Był na wsiach i w małych miejscowościach, nie zawsze mogąc liczyć na szeroką publiczność.

Piontkowski to symbol typowego dla PiS sposobu budowania poparcia: w małych miejscowościach, w niewielkich gronach ludzi, bez fajerwerków i szybkich efektów, za to systematycznie, w bezpośrednim kontakcie z wyborcami.

Pomnik Burego? „Nie widzę w tym nic złego”

Jako historyk Piontkowski także perfekcyjnie dopasował się do PiS-u. W Sejmie działa w Zespole Tradycji i Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W czerwcu 2018 w podlaskiej gminie Poświętne uczestniczył w odsłonięciu pomnika Romualda Rajsa „Burego” – żołnierza polskiego podziemia, który m.in. był odpowiedzialny za zamordowanie cywilnej ludności prawosławnej w kilku wsiach Białostocczyzny. Bury do dziś budzi ogromną niechęć wśród ludności prawosławnej Podlasia, mimo to nacjonaliści co roku czczą jego pamięć, organizując marsz w Hajnówce, który przechodzi m.in. pod oknami rodzin ofiar Burego.

Piontkowski w marszach nie uczestniczył, ale w odsłonięciu pomnika Burego (i trzech innych żołnierzy podziemia) – tak. Uroczystość prowadził radny PiS z Hajnówki Bogusław Łabędzki, jeden z inicjatorów hajnowskiego marszu. A na odsłanianym pomniku napisano: „Wdzięczni rodacy. Jeżeli zapomnimy o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o nas”.

Piontkowski, zapytany wówczas przez „Gazetę Wyborczą”, dlaczego uczestniczy w tej uroczystości, odpowiedział: „To jest pomnik upamiętniający »żołnierzy wyklętych« walczących z komunistami. Nie widzę w nim nic złego. Rozumiem, że mogą być wątpliwości co do niektórych działań Burego, ale trudno w ogóle krytykować fakt, że walczył z komunistami”. Te „wątpliwości” to 79 cywilów zabitych przez oddział Burego. Były wśród nich kobiety i dzieci.

W kwietniu skrytykował strajkujących nauczycieli

W ostatnich interpelacjach i zapytaniach poselskich Piontkowski zajmował się m.in. sprawą podwyżek płac dla pracowników IPN, kupnem Eurozetu (m.in. Radia Zet) przez Agorę (co wzbudziło jego niepokój) czy funkcjonowaniem aptek szpitalnych. W styczniu 2019 roku pytał też w Sejmie o podwyżki dla nauczycieli – jaki jest ich poziom w porównaniu do podwyżek w innych grupach zawodowych, finansowanych z budżetu państwa. Wydaje się, że rzeczywiście interesował go los kolegów i koleżanek.

Jednak przebieg strajku musiał zmienić jego poglądy, skoro w programie TVP Info „Minęła 20” po pierwsze uznał dzisiejsze ZNP za postkomunistyczną organizację, a po drugie krytycznie ocenił strajkujących: „Kiedyś, w okresie komuny, odwagę mieli ci, którzy strajkowali. Dziś trzeba mieć odwagę, żeby pójść z uczniem i wypełniać swoje obowiązki. To jest paranoja. Nauczyciele zostali powołani do tego, aby jak najlepiej przygotować dzieci. Sami mówią o tym, że jest to zawód szczególny i ja się z tym zgadzam. To jest zawód szczególny i powinien być szczególnie doceniany, ale też szczególne wymagania są wobec nauczycieli. Jednym z takich wymagań jest to, aby kierować się głównie dobrem dziecka. I dziś, niestety, wielu nauczycieli o tym podstawowym przykazaniu zapomniało”.

Te słowa oburzyły protestujących nauczycieli – nazwali je „smutnymi i haniebnymi” podczas jednej z kwietniowych demonstracji. „To bzdury. To uwłacza nauczycielskiej godności. Jest mi wstyd, że ten człowiek był nauczycielem, a w zasadzie jest, choć z tym zawodem teraz chyba nie ma nic wspólnego. Świadomie wybrałam ten zawód i nie życzę sobie, aby ktoś mną pogardzał. Ta wypowiedź i to, co się teraz dzieje ze strony rządzących, to ewidentna pogarda wobec nauczycieli” – komentowała jedna z białostockich nauczycielek.

Reforma edukacji przebiega „spokojnie i bez chaosu”

Piontkowski, który dotychczas był wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, popiera reformę edukacji, przeprowadzoną przez PiS, a firmowaną dotychczas przez minister Annę Zalewską. Pytany o to w 2017 roku przez białostocką „Gazetę Wyborczą” wyjaśniał, że ta reforma wynika z doświadczeń nauczycieli, zbieżnych z tymi, które miał on sam, ucząc w liceum:

„Uczyłem w szkole, kiedy pierwsze roczniki po gimnazjum przychodziły do szkoły średniej i zauważyłem wyraźny spadek średniego poziomu wiedzy i umiejętności uczniów.

Po kolejnych zmianach, które wprowadziła PO – kiedy ograniczono ogólne nauczanie praktycznie do pierwszej klasy szkoły średniej, a w dwóch następnych latach był to raczej kurs przygotowujący do matury – ogólny poziom, ogólnej wiedzy uczniów zdecydowanie się pogarszał. Stąd nasze przekonanie, że trzeba dać nauczycielom, zwłaszcza w szkole średniej, więcej czasu na to, aby uczniów przygotować do dorosłego życia. Przejście do systemu, w którym uczeń dwa razy zapoznaje się z materiałem w cyklach czteroletnich, a nie trzy razy po trzy lata, jak dotąd, powinien ułatwić nauczycielom nauczanie w szerszym zakresie i wpłynąć na lepsze efekty edukacyjne.

Wprowadzenie czwartego rocznika do liceów, musiało spowodować jednocześnie zmiany organizacyjne na niższych szczeblach edukacji. Stąd m.in. wprowadzenie ośmioletniej szkoły podstawowej i wygaszanie gimnazjów”.

Natomiast w czerwcu 2018 roku w Dorzeczy.pl tak ocenił pierwszy etap reformy edukacji: „Wbrew temu, co mówi totalna opozycja, nie było chaosu. Spokojnie doszło do przekształcenia większości gimnazjów w szkoły podstawowe, szkoła spokojnie przeszła przez pierwszy etap reformy”.

Homoseksualna ideologia

Piontkowski stoi też dokładnie na linii PiS, jeśli chodzi o edukację w zakresie praw osób LGBT. O wprowadzeniu karty LGBT+ w Warszawie powiedział na antenie TVP Białystok: „Seksualizacja dziecka od drugiego czy trzeciego roku do czego ma prowadzić? Tak naprawdę jest to próba wychowania dzieci, które w jakimś momencie zostaną oddane pedofilom. Hasło adopcji dzieci przez pary homoseksualne zmierza, niestety, w kierunku tego, by część dzieci została wychowana do niestandardowych zachowań seksualnych”.

W lutym 2019 wsparł małopolską kurator oświaty Barbarę Nowak, gdy ta na Twitterze skomentowała fakt podpisania karty LGBT przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego słowami: „Czy wspomniał, że to propagowanie pedofilii?”. „Pani kurator ma prawo w prywatnym czasie wygłaszać prywatne poglądy. Nie czytałem jej wpisów, ale jeśli kurator oświaty próbuje bronić dzieci przed homoseksualną ideologią wprowadzoną do szkół, to powinna to robić dalej. I inni kuratorzy też” – stwierdził Piontkowski.

Może się więc okazać, że kwestii edukacji w Polsce wpadliśmy z deszczu pod rynnę.

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autorka zewnętrzna.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press