Prawa autorskie: Tomasz Stanczak / Agencja GazetaTomasz Stanczak / Agencja Gazeta
14 listopada 2020

Szpitale piszą rozpaczliwe posty, proszą o pieluchy i mydła. "Rząd rozliczymy po pandemii"

"Nie chodzi już o pomoc w zdobyciu tego, czego brakuje na rynku. Produkty są na półkach, ale szpitale nie mają na nie pieniędzy" - mówi autor inicjatywy "Adoptuj pacjenta". "Zróbmy co możemy, żeby zagwarantować, że ofiar będzie jak najmniej. Rząd rozliczymy po pandemii"

"Załamał się nam system". Tak aktualną sytuację służby zdrowia podsumował kilka dni temu prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja w rozmowie z TVN24. "We wszystkich szpitalach brak miejsc. Karetki jeżdżą od szpitala do szpitala. Mam czasami takie wrażenie, że świata medycznego, w którym do tej pory funkcjonowaliśmy my i nasi pacjenci po prostu już nie ma".

Brak miejsc i wycieńczona kadra to nie jedyny problem. Ekonomista Jan J. Zygmuntowski, który wykłada na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, zwrócił uwagę, że coraz więcej szpitali zaczęło podawać informacje, że brakuje podstawowych środków higieny osobistej czy żywności dla pacjentów.

"Nie mówimy o takim problemie jak na początku pandemii, kiedy apelowano o maseczki czy środki czystości, bo brakowało ich na rynku. Teraz mamy sytuację, w której te wszystkie produkty są na półkach, ale szpitale nie mają za co ich kupić" - mówi OKO.press Zygmuntowski, który pod hasłem "adoptuj pacjenta" sporządził listę szpitali, które potrzebują wsparcia. W mediach społecznościowych zaapelował, żeby zgłaszać kolejne placówki.

View post on Facebook

Rozsyłane w mediach społecznościowych prośby szpitali są świadectwem porzucenia opieki zdrowotnej przez państwo. "To rząd Zjednoczonej Prawicy odpowiada za każdą dodatkową ofiarę, ale to nie znaczy, że mamy stać z boku i się przyglądać" - mówi Zygmuntowski.

(Dziękujemy, że nie) pozostaliśmy sami

Szpital im. Prof. Zbigniewa Religi w Słubicach na facebooku regularnie dziękuje za nadsyłaną pomoc. "Dzięki pomocy wielu firm, instytucji, a przede wszystkim naszych Mieszkańców, możemy zapewnić chorym wszystko, co niezbędne".

Szpital w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim w infografice prosi o wsparcie - "potrzebujemy funduszy na zakup większej ilości środków ochrony indywidualnej, a także sprzętu medycznego", podaje numer konta.

Wojewódzki Szpital im. Zofii z Zamoyskich Tarnowskiej w Tarnobrzegu "składa serdeczne podziękowania dla wszystkich Darczyńców za wsparcie w tym trudnym dla każdego czasie pandemii. Dziękujemy Państwu za to, że nie pozostaliśmy sami".

Część szpitali pomocy szuka publikując posty na facebooku. "To przerażające, że skrajnie niedofinansowane publiczne instytucje, żeby błagać o pomoc, muszą często korzystać z monopolistycznej platformy społecznościowej, nad którą nie mają kontroli. Muszą się opierać na reklamie albo dobrej woli ludzi, którzy tę prośbę o pomoc udostępnią. A pieniądze płyną do Doliny Krzemowej" - komentuje Zygmuntowski.

Bielizna, chusteczki, mydło...

Zdaniem Zygmuntowskiego, najczęściej szpitalne wezwania o pomoc podają dalej lokalni działacze, środowiska anarchistyczne i antyfaszystkowskie. "Te grupy mają duże doświadczenie we wzajemnej pomocy oddolnej, upadek taniego państwa ich nie zaskakuje" - mówi.

Czego szpitale potrzebują najczęściej?

Na listach, poza maseczkami, płynami dezynfekującymi i przyłbicami, pojawiają się pampersy, worki na śmieci, bielizna, piżamy, chusteczki higieniczne, mydła czy szczoteczki. Wiele z tych rzeczy dotychczas zapewniały pacjentom bliskie osoby, ale pandemia to uniemożliwiła. Pojedyncze paczki od rodzin musiałyby być dezynfekowane albo poddawane kwarantannie.

Czasem pomocy potrzebuje jedyny szpital w małej miejscowości, np. w Wodzisławiu Śląskim, a czasem to Wojskowy Szpital Kliniczny w Krakowie. Autor inicjatywy "Adoptuj pacjenta" tłumaczy, że nie jest to na razie zorganizowana, skoordynowana akcja.

"Jeśli przychodzą do mnie nowe zgłoszenia, aktualizuję listę placówek, ale nie ma centralnego rejestru, który sprawdza, czy szpitale dostały to, czego potrzebowały. Widzę, że mój post jest cały czas udostępniany, ale nie jestem w stanie kontrolować tego, co się w związku z nim dzieje" - mówi Zygmuntowski, który nie wyklucza, że będzie się starał zebrać zgłoszenia na stronie internetowej.

Policzymy się po pandemii

Do Zygmuntowskiego docierają czasem wiadomości z podziękowaniem, a czasem informacje, że akcja pomocowa się nie udała. Np. ochroniarz nie wiedział, czy może przyjąć paczki po godzinach pracy administracji szpitala i odmówił. "Trochę problemów wynika z tego, że jest potrzeba, ale nie ma procedur. Dary trzeba odebrać, być może odkazić, nie wiadomo, jak je ewidencjonować. Tym powinno oczywiście zająć się państwo, ale zamiast tego zajmuje się działaniami pozorowanymi" - mówi Zygmuntowski i dodaje, że rząd jeszcze za to zapłaci.

"Sprawne usługi publiczne, ochrona zdrowia i edukacja są podstawą w cywilizowanym kraju. Przez kolejne neoliberalne rządy były w Polsce doprowadzane do upadku. Teraz dzieła dokończyły nierozsądne działania rządu Zjednoczonej Prawicy" - mówi Zygmuntowski.

"To oni odpowiadają za każdą dodatkową ofiarę. Ale to nie znaczy, że mamy stać z boku i się przyglądać tragedii. Zróbmy nasze minimum, żeby zagwarantować, że ofiar będzie jak najmniej, a z rządem rozliczymy się po pandemii. I będzie to surowe rozliczenie".

Listę szpitali można znaleźć

">tutaj, żeby dopisać kolejny, można się zgłaszać na facebooku do Jana J. Zygmuntowskiego.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne