W mediach sprzyjających PiS nastąpiła dziś beatyfikacja premier Szydło. Dowiedzieliśmy się z nich, że Szydło była fantastycznym premierem, najlepszym po 1989 roku (i po Kaczyńskim). Była tak dobra, że trzeba było ją odwołać. A jeżeli elektorat poczuł się zagubiony, szef telewizyjnej dwójki radzi: trzeba "wierzyć w geniusz Naczelnika"

„Ze wszystkich dwóch lat współpracy z panią premier mogę wymienić jeden najbardziej poruszający moment. Było to spotkanie z osobami skrzywdzonymi przez wymiar sprawiedliwości. Pierwotnie miało trwać 45 minut, ale ostatecznie rozmawialiśmy przez 3 godziny” – mówił o premier Szydło wiceminister sprawiedliwości Michał Woś w telewizji wPolsce.

Woś powiedział jeszcze, że Szydło była „doskonałym premierem” i że „były to świetne dwa lata dla Polski”. Nie przeszkodziło mu to zapowiedzieć w następnym zdaniu „Przed nami kolejne lata dobrej zmiany, tylko pod innym przewodnictwem”.

W ten komunikacyjny paradoks uwikłał się PiS w samym uzasadnieniu decyzji o wymianie premiera, wydanym przez cały Komitet Polityczny PiS (33 najważniejsze w partii osoby z Jarosławem Kaczyńskim na czele). Biuro Polityczne (przepraszamy, Komitet) napisał w nim:

„Komitet Polityczny uważa, że w tym okresie – mimo wielkich trudności oraz pełnego determinacji przeciwdziałania ze strony wrogich idei dobrej zmiany sił wewnętrznych, jak i zewnętrznych – osiągnięte zostały wielkie sukcesy w kluczowych dla polskiego życia dziedzinach.

Odniesiono je w sferze społecznej i ekonomicznej, na niwie oświaty i kultury oraz na polu bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego państwa i polityki zagranicznej. Szczególną rolę w ich uzyskaniu odegrała Pani Premier Beata Szydło. Wykazała się Ona ogromną sprawnością polityczną, niezwykłym talentem medialnym, wyjątkową determinacją i odwagą, a także niezwykłą pracowitością”.

Te pochwały – oraz twarda obrona Szydło przed krytyką opozycji wyrażoną zaledwie parę godzin wcześniej podczas głosowania nad wotum nieufności – prowadziły wielu zwolenników PiS do zadania na forach internetowych i na portalach społecznościowych zupełnie zasadnego pytania:

Skoro Szydło była tak dobrym premierem, to dlaczego ją zmieniać? Twitter wyraził je w bardziej dosadnej formie:

Na pytanie o powody odwołania popularnej wśród swojego elektoratu premier PiS proponuje kilka odpowiedzi.

Oto one

1. Mądrość etapu” wymaga zmiany premiera

Nie jest wprawdzie do końca jasne, co się w polityce nagle zmieniło tak bardzo, że trzeba było wymienić Szydło. Komunikat Komitetu Politycznego PiS, który zawierał uzasadnienie jej odwołania, bije rekordy niejasności:

Ostatnie miesiące bieżącego roku przyniosły liczne istotne przeobrażenia w sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej. Ewolucji uległy także wpisane w wielki projekt dobrej zmiany zadania stojące przed Zjednoczoną Prawicą. Powyższe czynniki spowodowały konieczność skorygowania składu rządu, w tym również jego kierownictwa.

Jakie przeobrażenia politycy PiS mają na myśli? Jakiej ewolucji uległy zadania stojące przed zapleczem politycznym rządu? I dlaczego akurat spowodowało to konieczność „skorygowania składu rządu”? Tego nie sposób się dowiedzieć ze źródeł oficjalnych. Dziennikarzom i opozycji pozostają spekulacje: że Morawiecki ma rozruszać gospodarkę, że Szydło nie panowała nad ministrami, że zmiany postępowały zdaniem prezesa zbyt wolno, że światowy bankier będzie lepiej odebrany za granicą i pozwoli nieco załagodzić konflikt z Unią Europejską, która działa powoli, ale może wkrótce nałożyć na Polskę sankcje za naruszanie reguł demokratycznego państwa prawa.

O „mądrości etapu” mówi też Marcin Wolski, szef TVP 2, w swoim poemacie do zaniepokojonych zmianą widzów TVP.info. Zgadujemy, że miało być lekko, wyszło jak zwykle:

Klasyk Bolek powiedział, zacytuję, sorki,
że są konie do biegu i konie do orki.
Czasem rumak potrzebny, kiedy indziej szkapa
i na tym zasadza się dziś mądrość etapa.

A że się pogubiła w tym wszystkim publika,
pozostaje nam wierzyć w geniusz Naczelnika.
Może straci swe miejsce niejedna ikona.
Najważniejsze się nie dać zrobić wrogom w konia.

Wyjaśnienie drugie podsunęła Krystyna Pawłowicz.

2. Szydło nigdzie nie odchodzi, to chwilowa zmiana ról

„SPOKOJNIE!!! Pani Premier Beata SZYDŁO NIE ODCHODZI!!! Bedzie wicepremierem. Reszta bez zmian. Chwilowa zmiana pozycji i ról!!! W odpowiedzi na »ulicę i zagranicę«” – pisała na Twitterze posłanka Krystyna Pawłowicz (cytując ją, poprawiliśmy trochę interpunkcję, z którą pani profesor jest na bakier).

To wyjaśnienie nadal nic nie wyjaśnia, chociaż prof. Pawłowicz podkreśla, że zmiana dokonała się w odpowiedzi na „ulicę i zagranicę”. Rząd PiS jednak wielokrotnie deklarował, że nie ustąpi nawet na krok przed krytyką ze strony opozycji w kraju czy naszych sojuszników z Unii Europejskiej. Dlaczego miałby ustąpić akurat teraz i to właśnie wymieniając Szydło?

Trzecie uzasadnienie jest jeszcze bardziej dziwaczne.

3. „Szydło sama podjęła taką decyzję”

Tak twierdzi w wywiadzie dla wPolityce.pl poseł Dominik Tarczyński:

„Nie musiała odejść. Podjęła taką decyzję i uważam, że to dobra decyzja. Od wczoraj mówię, że pokazała prawdziwą klasę. Wie, że odcinek sztafety, który miała do zrobienia wykonała jak wirtuoz. Tak jak w sporcie, na różnych etapach, na różnych odcinkach sztafety potrzebne są różne talenty”.

Twierdzenie Tarczyńskiego jest sprzeczne z komunikatem Komitetu Politycznego PiS – z którego wyraźnie wynika, że to partia podjęła decyzję o wymianie premiera – oraz z zachowaniem samej Szydło, która co prawda złożyła gratulacje Morawieckiemu, ale przez zaciśnięte zęby. „Bez względu na wszystko najważniejsza jest Polska” – napisała na Twitterze 5 grudnia 2017. Brzmi to raczej jak „poświęcam się dla ojczyzny”, niż „podjęłam decyzję o dymisji”.

Wszystkie sprzeczności toną jednak w powodzi pochwał, zachwytów: „Jestem pewien, że w historii RP będzie pani zapisana wielkimi literami” – ten bardzo dwuznaczny, jeśli się nad tym chwilę zastanowić, komplement wygłosił prezydent Andrzej Duda. Do historii przechodzą bowiem nie tylko wybitni przywódcy, ale także ci, którzy bardzo swojej ojczyźnie zaszkodzili.

Suweren zdezorientowany

Pochwały dla Szydło mają także inny wymiar. W prawicowej prasie pojawia się żal za odwołaną premier i wyraźny brak zrozumienia dla decyzji Komitetu Politycznego:

„Przykro, bo pani Szydło jest bardzo pracowita i mnóstwo rzeczy zrobiła” (Zofia Romaszewska).

„Premier Szydło ani na moment nie straciła klasy. Z rozbrajającą lojalnością mówi o biało-czerwonej drużynie, o służbie Polsce, o dostosowaniu osób do potrzeb. Wielu mogłoby się od niej uczyć. Podkreśla, że to Polska jest najważniejsza i zmiana ma pomóc w jej rozwoju. Oby” (Marzena Nykiel, redaktor naczelna „wPolityce.pl”).

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, Bogumił Łoziński nawet karci PiS za sposób, w jaki Szydło została odwołana: „W dniu debaty i głosowania byliśmy świadkami szczytów politycznej hipokryzji. Oto rano posłowie PiS bronili premier podkreślając jej zasługi, odrzucili weto, a prezes Kaczyński wręczył jej bukiet kwiatów. Natomiast późnym wieczorem poseł Mazurek ogłosiła, że Beata Szydło złożyła dymisję, a jej następcą będzie Mateusz Morawiecki. Czy można bardziej upokorzyć człowieka?”.

Pean na cześć „normalnej kobiety i matki” – premier Szydło – wygłosił jeszcze przed jej odwołaniem Leszek Sosnowski w wPolityce: „Intuicja kobieca, widzenie świata prezentowane przez normalną kobietę i matkę uznaję za wielką wartość w tym rządzie”. I radził: „Temu należy się wsparcie, a nie degradacja. Mateusz Morawiecki tego nie wniesie, ma inne walory. Ministrom zaś trzeba przypomnieć, że mają obowiązek pomagać szefowej, a nie ignorować ją, wywyższać się i pysznić swymi sukcesami. Bo tylko zwarty obóz jest silny. O tym powinien ostro przypomnieć prezes, pozbywając się osób prawdziwie nieudolnych, a nawet szkodzących oraz wspierając zdecydowanie panią premier. To jest głos dołów”.

Niektórzy zwolennicy PiS sami zwracają uwagę na brak spójności przekazu partii. Ryszard Makowski, wPolityce: „Najgorszy dla obywatela jest moment, kiedy przestaje rozumieć tych, których popiera. A z taką sytuacją z pewnością mamy do czynienia po odwołaniu premier Beaty Szydło. Wielu żelaznych wyborców PiS nie może wyjść z osłupienia. Po dwóch latach sukcesów dobrej zmiany, zamiast tryumfalnych fanfar mamy koncert na grzebieniu z zapewnieniem, że jest to utwór symfoniczny”.

I dodaje: „Nawet, jeśli wszystko potoczy się jak najlepiej, warto przeanalizować tę sytuację i dopilnować, żeby nie musiała się powtarzać tak mało elegancka zmiana na najwyższych szczeblach rządu. Naszego rządu”.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press