Ministerstwo Środowiska chce zreorganizować system Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska i powołać nową centralną Dyrekcję. Przy okazji reorganizacji będzie można zwolnić wszystkich tych, którzy rzeczywiście chcą chronić środowisko

Na początku września 2017 OKO.press pisało o pomyśle Ministerstwa Środowiska, które chce przekształcenia Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) i Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) w jedną Dyrekcję Ochrony Środowiska (DOŚ).

Centrala ma przyjąć od regionów przede wszystkim zadania związane z księgowością, przetargami, remontami i inwestycjami, zamówieniami publicznymi itp. Na pierwszy rzut oka projekt ustawy wyglądał na próbę racjonalizacji działalności instytucji.

Jednocześnie zmiana pozwalała na całkowitą wymianę kierownictwa: od Dyrektora Generalnego i Dyrektorów Regionalnych aż po ich zastępców. Projekt zmieniał też tryb wyboru Dyrektora Generalnego. Dotąd był wybierany w otwartym i konkurencyjnym naborze.

Teraz projektodawcy założyli, że będzie go wskazywał minister środowiska. Jego zastępców również. Zaś dyrektorzy regionalni będą powoływani przez ministra środowiska na wniosek Dyrektora Generalnego (obecnie powołuje i odwołuje ich Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska).

W ten sposób Jan Szyszko w ciągu dwóch pierwszych tygodni 2018 roku, kiedy zmiany mają wejść w życie, będzie mógł wybrać swoich nowych współpracowników.

Rok wcześniej Greenpeace dotarł dotarł do korespondencji między ministrem Szyszką a premier Beatą Szydło. Szef resortu pisał w niej, że polski system ochrony przyrody oparty o GDOŚ i RDOŚ „wymaga gruntownej naprawy”. Jest bowiem „opanowany przez ideologicznych nieprofesjonalistów”, co powoduje „paraliż inwestycyjny”.

„Najprawdopodobniej chodzi więc , by obsadzić DOŚ ludźmi, którzy nie będą blokowali szkodliwych dla środowiska inwestycji” – komentował dla OKO.press Bartosz Kwiatkowski z Fundacji Frank Bold.

Szerzej  sprawie pisaliśmy tu:



Konsultacje? Tylko z nazwy

3 listopada na portalu Rządowego Procesu Legislacyjnego opublikowano kolejną wersję projektu ustawy transformującej GDOŚ i RDOŚ w DOŚ. Resort środowiska nie uwzględnił większości krytycznych uwag, które zgłosiły podczas konsultacji m.in. GDOŚ, Urzędy Marszałkowskie, Konfederacja Lewiatan, WWF, Klub Przyrodników, Fundacja Frank Bold, Centrum Ochrony Mokradeł i Projekt Polska.

„Minister Szyszko nie jest zainteresowany dialogiem z nikim, kto nie podziela jego sposobu myślenia. Na konsultacje były tylko cztery dni, a zaproszono do nich tylko spółki skarbu państwa i organizacje przychylne ministrowi Szyszce. Jak na dłoni widać fasadowość całego tego procesu” – mówi OKO.press Paweł Szypulski z Greenpeace.

Zaproszenie do składania uwag Ministerstwo Środowiska wysłało tylko do trzech organizacji: Ligi Ochrony Przyrody, Polskiego Związku Łowieckiego i Polskiego Towarzystwa Leśnego. Każda z nich jest podporządkowana ministrowi Szyszce.

O konsultacje poproszono też m.in. PGNiG S.A. oraz PKP S.A. Każda z tych spółek prowadzi inwestycje, które mają znaczny negatywny wpływ na środowisko przyrodnicze Polski.

Centralizacja, czyli więcej władzy ministra

Ale pojawiła się tez nowość. Do projektu ustawy dołączono datowany na 25 października projekt rozporządzenia, które

zmniejsza liczbę Regionalnych Dyrektorów Ochrony Środowiska z obecnych 16 do zaledwie 8, a więc o połowę.

Ta zmiana oznacza więc większą centralizację systemu ochrony środowiska. Nie będzie, jak teraz, jednej Generalnej Dyrekcja Ochrony Środowiska i 16 regionalnych. Powstanie nowa struktura, na szczycie której znajdzie się Dyrekcja Ochrony Środowiska (Centrala). Pod nią będzie działać 8 oddziałów regionalnych, którymi będą kierowali regionalni dyrektorzy. W efekcie, zniknie instytucjonalna autonomiczność regionalnych dyrektorów, którzy staną się w w zasadzie całkowicie zależni od DOŚ.

„To tworzy zagrożenie dla obiektywności podejmowanych w nich decyzji dotyczących środowiska naturalnego” – mówi.

Pojawia się np. ryzyko, że jeśli DOŚ będzie się upierać przy jakiejś szkodliwej dla środowiskowa inwestycji, to regionalny dyrektor nie będzie miał pola manewru, by zapobiec jej realizacji. Na to, że realnie istnieje takie zagrożenie, wskazują cytowane wyżej słowa ministra Szyszki, który pracowników RDOŚ nazwał „ideologicznymi nieprofesjonalistami”, którzy powodują „paraliż inwestycyjny”.

Mało dyrektorów, dużo spraw

Kompetencje każdego z dyrektorów regionalnych będą obejmowały – poza jednym przypadkiem – więcej niż jedno województwo. Dyrektorzy będą urzędowali w: Białymstoku (podlaskie i warmińsko-mazurskie), Bydgoszczy (kujawsko-pomorskie i lubuskie), Katowicach (opolskie i śląskie), Krakowie (małopolskie i świętokrzyskie), Poznaniu (wielkopolskie), Rzeszowie (podkarpackie i lubelskie), Warszawie (mazowieckie i łódzkie), Szczecinie (zachodniopomorskie i lubuskie). Takie rozwiązanie – jak czytamy w uzasadnieniu rozporządzenia – pozwoli rzekomo na równomierne obciążenie poszczególnych dyrekcji zadaniami.

„Nie potrafię się dopatrzyć żadnej logiki w pomyśle ograniczenia liczby Regionalnych Dyrektorów Ochrony Środowiska z 16 do 8. Ta zmiana nie ma żadnej szansy, by spełnić  deklarowany cel, jakim jest rzekomo usprawnienie funkcjonowania instytucji” – mówi OKO.press Paweł Szypulski z Greenpeace.

„Przecież połączenie oznacza, że regionalni dyrektorzy w nowej strukturze będą miały jeszcze więcej pracy, bo przejmą sprawy zlikwidowanych regionalnych dyrekcji. A już dziś są RDOŚ, które prowadzą tyle spraw, że sobie z nimi nie radzą i mają opóźnienia w ich rozstrzyganiu” – dodaje.

Kryterium: „postawa pracownika”

Rozporządzenie nie precyzuje dokładnie, co stanie się z pracownikami ośmiu zlikwidowanych RDOŚ. Uzasadnienie rozporządzenia wspomina o planowanym utworzeniu biur terenowych w ramach poszczególnych dyrekcji. „Szczególnie w miejscowościach, gdzie obecnie mają swoje siedziby przekształcane i łączone regionalne dyrekcje ochrony środowiska” – czytamy.

Pewne wydaje się zaś być, że część ludzi straci pracę w wyniku zmian zakładanych przez projekt ustawy. Wynika z samego pomysłu scedowania na centralę DOŚ części wspomnianych obowiązków, związanych głównie z administracją, księgowością itp. Ale inni również nie mogą czuć się bezpiecznie, ponieważ niekoniecznie zaproponuje im się podpisanie nowych umów o pracę.

To będzie zależało od kilku kryteriów oceny, wśród których pierwsze miejsce zajmuje enigmatyczna „postawa pracownika”. „Ideologiczni nieprofesjonaliści” – a więc wszyscy, z którymi ministrowi Szyszce nie jest po drodze – raczej nie dostaną umów o pracę.


Abonament na wolność słowa

Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym