Amerykańska kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez porównała obozy dla migrantów zorganizowane przez administrację Trumpa do obozów koncentracyjnych. Poseł PiS Dominik Tarczyński zaprosił polityczkę do Polski - po drodze myląc obozy koncentracyjne z obozami zagłady

Rzadko się zdarza, żeby takie gwiazdy PiS jak Dominik Tarczyński czy Krystyna Pawłowicz zaistniały na arenie międzynarodowej. Tym razem jednak udało się to Tarczyńskiemu – który próbował pouczać publicznie amerykańską kongreswoman.

Bohaterką awantury jest Alexandria Ocasio-Cortez, amerykańska kongreswoman z Nowego Jorku, 29-letnia wschodząca gwiazda amerykańskiej lewicy. AOC znana jest z wypowiedzi, które oburzają amerykańskich konserwatystów – tylko w ciągu sześciu tygodni na przełomie marca i kwietnia 2019 telewizja Fox News, główne medium amerykańskiej prawicy, mówiło o Ocasio-Cortez 3 tys. 181 razy. Cortez uważa się za „demokratyczną socjalistkę”, co wśród amerykańskiej prawicy budzi mieszaninę konsternacji i grozy.

W wideo umieszczonym na Instagramie 17 czerwca AOC nazwała obozy przygotowane przez administrację Trumpa dla imigrantów nielegalnie przekraczających granicę z Meksykiem „obozami koncentracyjnymi”. 

Następnego dnia Liz Cheney, kongresmenka Partii Republikańskiej i córka byłego wiceprezydenta USA, zarzuciła jej umniejszanie pamięci o 6 mln żydowskich ofiar Zagłady. W USA rozpoczęła się awantura – protestowały m.in. niektóre organizacje żydowskie, które poczuły się urażone słowami Ocasio-Cortez. Według nich demokratka zrównywała działania administracji Trumpa z Zagładą, co było nie tylko nieprawdziwe, ale i niestosowne wobec jej żydowskich ofiar.

W tym momencie na międzynarodową scenę wkroczył Dominik Tarczyński, poseł PiS. 20 czerwca wystosował do Ocasio-Cortez oficjalne zaproszenie do odwiedzenia Polski. „Tym listem zapraszam AOC do Polski, gdzie Adolf Hitler założył najgorszą sieć obozów koncentracyjnych, jaką widział świat, żeby zobaczyła, jak bardzo zdobywanie politycznych punktów za pomocą rozgrzanej retoryki jest nieakceptowalne we współczesnych społeczeństwach zachodnich” – pisał Tarczyński.

Troska Dominika Tarczyńskiego – który sam jest znany z agresywnej retoryki – o kulturę słowa wydaje nam się w OKO.press spóźniona i nieco trudno jest nam potraktować serio. Potraktowały go serio jednak niektóre media zagraniczne, w tym np. „Jerusalem Post”, do których sława krajowych wyczynów Tarczyńskiego ewidentnie nie dotarła.

Tarczyński proponuje AOC „gałązkę oliwną wykształcenia” (dosłownie; gałąź oliwna zwykle symbolizuje pokój, ale niech mu będzie) i zaprasza Amerykankę do zwiedzenia Auschwitz-Birkenau, Treblinki, Bełżca, Sobiboru i Majdanka.
Kto ma rację w tej awanturze?

Czy administracja Trumpa prowadzi obozy koncentracyjne?

Nazistowskie Niemcy nie wynalazły obozów koncentracyjnych, które amerykańska historyczka Andrea Pitzer, autorka książki „Globalna historia obozów koncentracyjnych”, definiuje jako „masowe wiezienie cywilów bez procesu”.

Przed Niemcami Hitlera obozy koncentracyjne zakładali m.in.:

* Amerykanie w czasie filipińskiej wojny o niepodległość w latach (1899-1902);

* Brytyjczycy w czasie wojny burskiej (1899-1902);

* cesarskie Niemcy w czasie powstania ludu Herero w Namibii w latach 1904-1908. 

We wszystkich tych wypadkach chodziło o odizolowanie oddziałów partyzanckich od zaplecza – czyli od cywilów, którzy dawali im wsparcie i pomoc – oraz o sterroryzowanie miejscowej populacji (partyzanci wiedzieli, że ich żony i dzieci mogą trafić do obozów). We wszystkich tych wypadkach śmiertelność w obozach była znaczna, chociaż wynikała ze złych warunków higienicznych, kiepskiego odżywiania oraz trudnego dostępu do opieki medycznej.

Z tego punktu widzenia obozy zakładane przez administrację Trumpa nad granicą z pewnością można nazwać obozami koncentracyjnymi. W amerykańskich obozach dla migrantów przymusowo oddzielano rodziców od dzieci, a kilkoro dzieci zmarło z powodu m.in. utrudnionego dostępu do lekarza oraz niedbałej opieki. 

Warunki w obozach Trumpa są często bardzo złe. 31 maja 2019 roku amerykańskie organizacje pozarządowe poinformowały, że w El Paso Del Norte Processing Center – obozie przeznaczonym dla 125 więźniów – przebywało od 700 do 900 osób. Niektórzy zatrzymani musieli stawać na toaletach, żeby zyskać odrobinę przestrzeni i móc swobodnie oddychać. Obozy buduje m.in. wojsko, są otoczone drutem kolczastym (co może coś przypominać Tarczyńskiemu), a urzędowy język administracji dehumanizuje więźniów – nazywając ich „osadzonymi obcymi” (ang. detained aliens). Obecnie w 200 obozach przebywa co najmniej 52 tys. osób.

Cytowana wcześniej historyczka Andrea Pitzer podkreśla, że w obozach dla imigrantów następuje „dehumanizacja” więźniów oraz militaryzacja całego procesu – co, jej zdaniem, czyni je uderzająco podobnymi do innych obozów koncentracyjnych w historii.

Podkreślmy: obóz koncentracyjny nie służył oryginalnie mordowaniu ludności cywilnej, ale jej izolacji – chociaż świadomie stwarzano zazwyczaj uwięzionym tam ludziom tak złe warunki, że część z nich mogła nie przeżyć.

Czy Dominik Tarczyński zaprasza AOC we właściwe miejsca?

Poseł PiS – może świadomie, a może z niewiedzy – zaprosił amerykańską kongresmenkę nie tylko do obozów koncentracyjnych, ale przede wszystkim do obozów zagłady. Było to – nawet w nazistowskim systemie – zupełnie co innego. W obozach zagłady (Sobibór, Bełżec, Treblinka – m.in. te wymienia Tarczyński) mordowano ofiary zazwyczaj niedługo po przybyciu; sensem ich istnienia było zabijanie na skalę przemysłową. 

Auschwitz było zarówno ogromnym obozem koncentracyjnym, jak i obozem zagłady. W nazistowskich obozach koncentracyjnych więźniowie umierali z powodu fatalnych warunków bytowych, pracy ponad siły, bardzo złego odżywiania i powszechnych tortur (np. bicie w trakcie pracy). W teorii jednak nie służyły eksterminacji. Można było nawet zostać z nich zwolnionym, chociaż zdarzało się to rzadko.

Czy słowa AOC mogą urazić ofiary Zagłady?

W publicznym dyskursie w USA „obozy koncentracyjne” rzeczywiście oznaczają przede wszystkim obozy nazistowskie – chociaż jest to niezgodne z faktami. W tym sensie oburzenie ocalonych z Zagłady można zrozumieć. Oczywistym jest bowiem, że administracja Trumpa nie traktuje imigrantów w obozach tak, jak Niemcy traktowali Żydów i więźniów innych narodowości – ale też nikt (z AOC na czele) tak nie twierdzi.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym