„To nie żadna pedofilia, to pederastia - mówi Ryszard Legutko. - Wśród duchownych przypadki pedofilii są niezwykle rzadkie. Mamy do czynienia z homoseksualizmem". Ta fałszywa i groźna wypowiedź jest próbą obsadzenia osób homoseksualnych w roli kozła ofiarnego pedofilii kleru. A Kaczyński Legutkę wychwala: "pierwsza głowa PE, klasa sama dla siebie"

Ryszard Legutko – były minister edukacji – to profesor filozofii, tłumacz dialogów Platona, pracownik naukowy UJ, a także europoseł PiS oraz kandydat w tegorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

15 maja w rozmowie z Michałem Rachoniem w Polskim Radiu powiedział: „Wśród duchownych tak naprawdę przypadki pedofilii są niezwykle rzadkie. […] Mamy do czynienia z homoseksualizmem”.

Jarosław Kaczyński 30 kwietnia mówił o Legutce:

„Jako wybitny intelektualista, wybitny filozof i wybitny polityk jest klasą samą dla siebie”.

Na konwencji w Nowym Sączu poszedł dalej:

„To wybitny filozof, to pewnie pierwsza głowa tego parlamentu [Europejskiego]. Innym imponuje, nawet jeśli zgrzytają zębami i nawet czasem – nie wiem, czy mogę to powiedzieć, czy się pan profesor nie obrazi – są tak źli na niego, że go nazywają Leninem”.

Legutko podnosi wiek ofiar 

W Polskim Radiu europarlamentarzysta PiS powołał się na badania episkopatów USA i Niemiec. Takie badania rzeczywiście zostały przeprowadzone, a raporty z nich są dostępne publicznie. Co dokładnie mówią?

Amerykański raport John Jay College na stronie 70 informuje, że

w chwili pierwszego przestępstwa mniej więcej 73 proc. wykorzystanych miało najwyżej 14 lat.

Z tabeli dostępnej na 260 stronie raportu niemieckiego płynie podobny wniosek. Jeśli pominiemy braki danych oraz nieliczne osoby pełnoletnie, okaże się, że 15. roku życia nie ukończyło około 79 proc. poszkodowanych.

Przeważającą większość wykorzystanych dzieci i nastolatków stanowią więc osoby niedorosłe, które w Polsce byłyby jeszcze przed szkołą średnią. W świetle tych danych całkowicie bezzasadne jest stwierdzenie Legutki, że


„Ponad 80 procent przypadków nadużyć dotyczy chłopców w wieku od 12 do 17 lat (...) to nie jest żadna pedofilia”.

Ryszard Legutko, Wywiad w Polskim Radiu 24 - 15/05/2019

fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta


fałsz. Wg badań, na które powołuje się Legutko 73 proc. ofiar w USA, ma najwyżej 14 lat, a w Niemczech - 79 proc. To jest pedofilia


Skąd europoseł PiS wziął swoje fikcyjne dane? Być może po prostu kłamał, ale jeżeli mamy do czynienia z ignorancją, to jej źródłem może być wypowiedź abp. Silvana Tomasiego.

W 2009 roku oświadczył on: „Spośród wszystkich księży biorących udział w nadużyciach od 80 do 90 procent należy do tej mniejszościowej orientacji seksualnej, która jest zaangażowana seksualnie z dorastającymi chłopcami w wieku od 11 do 17 lat”. Nikt jednak nigdy nie udokumentował tej opinii, a skoro przeczą jej dane zgromadzone przez niezależne zespoły badawcze, to trzeba przyjąć, że słowa abp. Tomasiego były zwyczajnym wymysłem.

Trzeba w tym miejscu podkreślić, że ignorancja nie jest dla Legutki żadnym usprawiedliwieniem. W pełni świadomie wystąpił przecież w roli eksperta i przedstawił nieprawdziwe informacje, mimo iż rzeczywiste dane można sprawdzić w kilka minut (na początku amerykańskiego i niemieckiego raportu znajdują się odpowiednie streszczenia).

To zachowanie, którego każdy powinien się wstydzić, a szczególnie profesor tytularny.

Dostępność, nie orientacja

Od wieku przejdźmy do płci. O tej kwestii Ryszard Legutko mówił tego samego dnia (15 maja) w TVP Info w programie „Minęła 20”. Powiedział wtedy, że „ofiary to są chłopcy w dużej mierze”. Przytaknął mu prowadzący (co zabawne, ponownie był to Michał Rachoń), deklarując, iż „nadreprezentacja osób o skłonnościach homoseksualnych powoduje istnienie problemu pedofilii”. Gdzie tym razem tkwi fałsz?

Większość wykorzystanych stanowią chłopcy – to akurat prawda. Na 69 stronie wspomnianego już raportu amerykańskiego czytamy, że w latach 1950-2002 w USA było ich 81 proc. a na 257 stronie raportu niemieckiego – że w latach 1946-2014 odsetek ten w Niemczech wyniósł blisko 63 proc. Można zrozumieć ludzi, którzy przy pierwszym zetknięciu z tymi danymi od razu myślą o homoseksualizmie. Ale od dziennikarza mediów publicznych, a tym bardziej od profesora, mamy pełne prawo oczekiwać głębszej analizy…

…tym bardziej, że analiza taka została już przeprowadzona. W drugim raporcie John Jay College na parę sposobów sprawdzano hipotezę o związku orientacji z wykorzystaniem, w żadnym wypadku jednak nie potwierdzono.

  • W zbadanej grupie księży przechodzących terapię ani tożsamość homoseksualna, ani seksualne kontakty jednopłciowe przed wyświęceniem nie były istotnym czynnikiem ryzyka (s. 64 i 74 i 119).
  • W podsumowaniu raportu czytamy: „Kluczową rolę w wyborze ofiar odgrywała ich dostępność. […] Księża do niedawna mieli łatwiejszy dostęp do chłopców (głównie dlatego, że dopiero po 1983 roku w parafiach zaczęto dopuszczać dziewczynki do roli ministrantek)” (s. 119). Obecność dziewcząt przy ołtarzu była jedną z przyczyn szybkiego spadku odsetka skrzywdzonych chłopców, od 88 proc. w latach 1975-1984 do 55 proc. w latach 2000-2002 (s. 104).
  • Spadkowi temu towarzyszył według wielu doniesień wzrost – a nie spadek! – liczby homoseksualnych księży, bądź przynajmniej księży otwarcie deklarujących homoseksualną tożsamość (s. 38 i 100–102).

Aby dobrze zrozumieć te dane, trzeba wiedzieć, że dorośli mężczyźni mogą wykorzystywać dzieci z powodów innych niż pedofilia (tym razem w psychologicznym sensie tego słowa, oznaczającym rodzaj głębokiego zaburzenia preferencji seksualnych).

Mówiąc w pewnym uproszczeniu: tylko część sprawców decyduje się na swoje czyny z powodu niemożności osiągnięcia satysfakcji seksualnej w relacji z osobą dorosłą. Dla wielu kontakt z dzieckiem ma inny charakter.

Istotną rolę mogą tu odgrywać różne konfiguracje takich czynników, jak własna niedojrzałość psychoseksualna, dogłębne osamotnienie, nieopanowany stres, brak dojrzałego partnera bądź partnerki, patologiczna potrzeba władzy.

Mówimy wówczas o tzw. sprawcach sytuacyjnych – i właśnie dla nich tak ważna jest dostępność ofiar (np. chłopców służących przy ołtarzu częściej niż dziewczynki). Przynajmniej część negatywnych bohaterów filmu „Tylko nie mów nikomu” może należeć do tej grupy, chociaż nie sposób tego potwierdzić bez profesjonalnej diagnozy psychologicznej.

A to jeszcze nie koniec wyjaśnień. Nawet jeżeli ograniczymy się do samych sprawców preferencyjnych, to ich motywacją często nie będzie orientacja (dotycząca płci dorosłych partnerów bądź partnerek), lecz pedofilia (dotycząca wieku). O tej różnicy pisaliśmy jakiś czas temu z Michałem Zabdyrem-Jamrozem.

W innym miejscu wskazywałem zaś, że i w tych relatywnie rzadkich wypadkach, gdy księża molestują względnie dojrzałych nastolatków,

podłożem samego wykorzystania nie jest orientacja sprawców, lecz inne czynniki, jak choćby bezkarność – podobnie jak to nie heteroseksualizm jest powodem gwałtów mężczyzn na kobietach.

Legutko nie jest samotną wyspą

Legutko nie jest jedynym w obozie władzy, który usiłuje powiązać orientację seksualną z wykorzystywaniem dzieci. Podobnie postąpił ostatnio płocki biskup pomocniczy Mirosław Milewski w Polsat News, a także profesor UW Jacek Zaleśny w Polskim Radiu. To jedna z reakcji obronnych na ujawnianie przemocy wobec dzieci w Kościele, obecna u części prawicowych i konserwatywnych komentatorów; w 2018 roku podobnie wypowiadał się m.in. ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski po publikacji słynnego raportu pensylwańskiego.

Takie głosy są niebezpieczne – otaczają homoseksualnych mężczyzn szeregiem nieprzychylnych skojarzeń. W konsekwencji utrwalają wrogie, homofobiczne reakcje emocjonalne, niejednokrotnie prowadzące do dyskryminacji i przemocy.

Walka z taką narracją jest trudna: mówienie „osoby homoseksualne nie są X” może niekiedy wzmacniać skojarzenia z cechą X zamiast je osłabiać. Ale gdy już stereotypy krążą w przestrzeni publicznej, ich ignorowanie byłoby oddaniem pola manipulatorom.

Po co to wszystko?

Ryszard Legutko zbiera poparcie jako kandydat do Parlamentu Europejskiego, a jego partia postanowiła budować słupki na wrogości do osób LGBT+. W perspektywie amoralnej taktyki politycznej da się zrozumieć, dlaczego postąpił tak, jak postąpił (choć najwyraźniej przesadził, bo od jego słów odcięła się m.in. rzeczniczka PiS Beata Mazurek, a i on sam uznał za słuszne sprecyzowanie swej wypowiedzi w dodatkowym oświadczeniu).

„Wszelkie próby przypisania mojej wypowiedzi charakteru aprobatywnego lub sugerującego jakąkolwiek pobłażliwość lub bagatelizowanie problemu karania za czyny seksualne wobec nieletnich spotka się z pozwem sądowym” – zagroził nawet Legutko.

Może być też tak, że ta „pierwsza głowa Parlamentu Europejskiego” postrzega dyskryminowaną mniejszość jako zagrożenie tak wielkie, że w walce z nim zasadne staje się stosowanie dowolnie niskich standardów intelektualnych.

To by się wpisywało w zadania, jakie sobie Legutko stawia, przedstawiając się jako obrońca – jak sam to nazywa – chrześcijańskiej Europy: „Politycy europejscy powinni powiedzieć, że bronią chrześcijan, bo to ich obowiązek jako Europejczyków, bo Europa wyrasta z chrześcijaństwa. A oni tego nie chcą. Już nie tylko prześladowania, ale też dyskryminacja chrześcijan w Europie. To jest jeden ciąg”.

Legutko zwraca też często uwagę na ograniczania wolności słowa poprzez przylepianie ludziom takich łatek jak „antysemita” czy „homofob”. „Umysł  jest sparaliżowany, bo tych pułapek jest tak wiele” – mówi i w ten sposób broni szerzonych przez siebie homofobicznych stereotypów.

Za skandal przemocy i gwałtów w Kościele katolickim odpowiada nie taka czy inna orientacja seksualna, lecz osobiste grzechy oraz uwarunkowania instytucjonalne, z których najistotniejszym są bezduszne struktury ukrywania sprawców i uciszania ofiar.

A o nich Ryszard Legutko ma do powiedzenia zastanawiająco mało.

Autor jest redaktorem magazynu „Kontakt”.

 

Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Masz cynk?