Prawa autorskie: AFPAFP
02 listopada 2022

To on zorganizował w Pradze ogromną antyukraińską demonstrację. "Łom Putina w europejskie drzwi"

Tamta wiadomość wstrząsnęła nie tylko Czechami. 70 a może nawet 100 tys. ludzi wyszło na Plac Wacława na antyrządowy, antyunijny i antyukraiński wiec. Pojechałem do Pragi, żeby porozmawiać z jego organizatorem, a przy okazji sprawdzić, o co chodzi z tym czeskim populizmem

Ladislav Vrabel był nieznanym restauratorem, gdy w 2015 roku stał za antyislamskimi protestami w Czechach, wiele więcej o nim nie wiedziano. Ale 3 września 2022 zorganizował w centrum Pragi demonstrację, która niespodziewanie rozrosła się w tłum liczący co najmniej 70 tysięcy osób, a może nawet 100 tys. Żądano dymisji centroprawicowego rządu Petra Fiali. Padały hasła przeciw ukraińskim uchodźcom, protestowano przeciw dostawom czeskiej broni na Ukrainę.

Tłum skandował „zdejmijcie tę flagę”, wskazując na sztandar Ukrainy nad Placem Wacława.

Dzięki temu Vrabel stał się sławny w całych Czechach. A także trochę poza, bo 10-milionowy kraj znalazł się w międzynarodowym centrum uwagi. Działo się tu coś, co dotyczy całej Europy.

Pojechałem do Pragi, żeby porozmawiać z Vrablem, a przy okazji sprawdzić, o co chodzi z tym czeskim populizmem - pisze Ekke Overbeek, holenderski dziennikarz, warszawski korespondent dziennika "Trouw". W Polsce znany jako autor pionierskiej książki "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim kościele mówią" (2013)*.

Czeski rząd niepotrzebnie się wtrąca

Anno 2022 niezadowolenie nie jest skierowane jak w 2015 roku przeciwko rzekomej islamizacji Europy, ale przeciwko inflacji, biedzie i wojnie w Ukrainie. Co tydzień w Pradze odbywają się demonstracje. Kolejną, 12 października 2022 oglądam z bliska.Organizatorem jest ponownie Vrabel. "Żadna z walczących stron nie ma racji po swojej stronie" - krzyczy przez megafon przed pałacem prezydenckim na Hradčanach. Czeski rząd niepotrzebnie wtrąca się w wojnę w Ukrainie, wysyłając broń do Kijowa i musi ustąpić, przekonuje. "Ustąp, ustąp!", skandują setki protestujących.

Ladislav Vrabel przemawia na demonstracji w Pradze 12 października 2022. Fot. Ekke Overbeek

Garstka turystów pstryka fotki barwnego tłumu: niebiesko-biało-czerwone kolory czeskiej flagi we wszystkich kształtach i rozmiarach. Daniel Vrátny przyjechał z Dečina, miasta na granicy z Saksonią, gdzie pracuje jako barman. "Protestujemy przeciwko wysokiej cenie gazu i chcemy, by rząd podał się do dymisji" - mówi owinięty w czeską trójkolorówkę. W ostatnich wyborach głosował na antyimigrancką partię SPD [Wolność i Demokracja Bezpośrednia - uzyskała 9.56 proc. głosów w wyborach 2021 - red.], ale uważa, że protesty Vrabela będą bardziej skuteczne. "Vrabel jest prawdziwym liderem. Radzi sobie bardzo dobrze".

Tuż obok stoi Petr Kolař. 27-latek przywiązał narodowy trójkolor do wędki. Szczególnie oburza go wsparcie militarne Czech dla Ukrainy:

"Nasz rząd jest pod kontrolą Zachodu, Ameryki, która próbuje nas wciągnąć w wojnę. Tymczasem rząd nie robi nic przeciwko wysokim cenom. Ciągle słyszymy, że Rosja jest zła, ale ani słowa o Ameryce".

Protesty ostatnich miesięcy nie mają wyraźnego zabarwienia politycznego. Dziś znowu skrajna lewica i prawica maszerują obok siebie. Ubrani na czarno mężczyźni z ogolonymi głowam, przystrojeni w symbole narodowe przechodzą obok straganu, na którym partia komunistyczna zbiera podpisy dla swojego kandydata na prezydenta.

Partia komunistyczna: NATO podżega, a lud Donbasu miał prawo

Ale ta październikowa demonstracja na Hradčanach jest mała w porównaniu z tłumem, który 3 września 2022 przyszedł na Plac Wacława. Jednym z powodów jest to, że partia komunistyczna tym razem nie nawoływała swoich zwolenników, aby przyłączyć się do akcji. W siedzibie partii wiceprzewodniczący Milan Krajča wyjaśnia, że przed każdą demonstracją partia waży swoje interesy: uczestniczyć, czy nie.

"Demonstracja 3 września została zorganizowana przez związek. Tam byliśmy obecni” - mówi mi w siedzibie Komunistycznej Partii Czech i Moraw na ulicy równoległej do Placu Wacława. Inaczej niż w Polsce, w Czecho-Słowacji nie wyprowadzono sztandaru partii komunistycznej. Po Aksamitnej Rewolucji partia nie zrzekła się ideologii marksistowsko-leninowskiej i restartowała jako partia protestu.

Biuro partii wygląda jak muzeum. W holu Marks i Engels. Na ścianie w gabinecie wiceprzewodniczącego Krajča wisi portret Lenina.

Milan Krajča wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Czech i Moraw. Fot. Ekke Overbeek

"W ogóle nie mamy złych doświadczeń z komunizmem - uważa Krajča. Jako 39-latek mógł poznać komunistyczną dyktaturą tylko będąc dzieckiem. - Wiele osób pamięta tamten czas jako okres bez bezrobocia, kiedy można było przejść na wcześniejszą emeryturę i nie trzeba było obawiać się bezdomności".

Czyli bezpieczeństwo socjalne. Ale protesty, które teraz dają nową energię partii, mają też inny wymiar: wojnę w Ukrainie. "Jestem bardzo solidarny ze zwykłymi Ukraińcami " - zapewnia Krajča. Ta solidarność jednak nic nie może kosztować obywateli Czech: "Dla naszego bezpieczeństwa energetycznego ważne jest, aby konflikt w Ukrainie został zakończony pokojowo, drogą dyplomatyczną".

Czechy są zależne od rosyjskiego gazu. W rezultacie obywatele odczuwają wojnę w swoich portfelach, bo ceny ropy i gazu rosną. Ukraina powinna jak najszybciej zawrzeć pokój z Rosją - uważają komuniści.

Ale czy to nie Rosja w tej wojnie jest agresorem? Krajča: "Nie mogę tego potwierdzić".

Także w innych kwestiach jego partia po staremu podąża za linią Moskwy: NATO podżega do wojny. Ukraiński Majdan w 2014 roku był, zdaniem Krajčy, "krwawym zamachem stanu", a "lud Donbasu" miał prawo, jak to określa, sprzeciwić się "nielegalnemu" rządowi w Kijowie. Zachodnie dostawy broni na Ukrainę muszą się skończyć. Tak jak sankcje przeciw Rosji. W polityce zagranicznej czescy komuniści dążą do opuszczenia zarówno NATO jak i Unii Europejskiej.

Czy młody komunista czuje się zwolennikiem Putina? "Nie, absolutnie nie”, reaguje z uśmiechem. Widać nie pierwszy raz odpowiada na to pytanie. „Nasza partia nie ma żadnych związków z rządem rosyjskim ani z Partią Jedna Rosja. Mamy związki z Komunistyczną Partią Federacji Rosyjskiej". Pełen przekonania pozuje do zdjęcia obok portretu Lenina.

Populiści z lewej i prawej chcą przejąć protesty

Większość Czechów jest mniej zachwycona komunizmem. "Ci ludzie godzą się na bycie piątą kolumną Moskwy" - mówi Pavel Havliček z Czeskiej Asocjacji Stosunków Międzynarodowych. "Podważają porządek liberalno-demokratyczny, UE, NATO, sojusz z USA".

Partia komunistyczna nie jest jednak, jego zdaniem, głównym zagrożeniem; starzeje się jej elektorat i nie przekroczyła progu wyborczego w ostatnich wyborach, po raz pierwszy w historii niezależnych, postkomunistycznych Czech [uzyskała tylko 3,6 proc. poparcia, dwa razy mniej niż w 2017 i cztery razy mniej niż w 2013 roku - red.].

Havliček nie uważa też, że sytuacja w Czechach jest bardziej niestabilna niż gdzie indziej w Europie. "To nie jest tak, że mamy tu masy prokremlowskich aktywistów. Demonstracje wynikają z tego, że czeski rząd nie wyjaśnił na czas obywatelom, dlaczego muszą płacić o wiele więcej za benzynę i prąd - rozumuje Havliček. "Wszyscy byli zaskoczeni ogromną frekwencją - podkreśla. - Teraz populiści próbują porwać program protestów".

Wielu potencjalnych "porywaczy" czai się, by przejąć agendę protestów. Nie tylko komuniści z lewej strony. Po prawej stronie antyimigrancka partia SPD próbuje wypłynąć na niezadowoleniu społecznym. Podobnie jak Ano, partia byłego premiera Andreja Babiša, który do 2021 roku rządził Czechami [w wyborach 2021 - 27,1 proc.].

Havliček: "Zamiast krytykować Rosję, zaczęli krytykować ukraińskich uchodźców. Taką narrację przyjął Babiš i jego partia Ano, powtarzając, że musimy chronić własny naród".

Czechy pokazują jak w soczewce europejski problem, wysokie ceny energii i uchodźcy, to broń, za pomocą której Putin próbuje rozbić jedność Europy. Bułgarski filozof Ivan Krastev niedawno tak to ujął: "Rosyjskie przywództwo baczniej przygląda się nie temu, co się dzieje w Ukrainie, ale jak zmienia się opinia publiczna w różnych europejskich krajach, i szacuje ekonomiczne koszty zachodniego wsparcia”, uważa Krastev: „Na dłuższą metę najważniejsze będzie to, jak długo obie strony zdołają utrzymać społeczne poparcie dla wojny. To dużo bardziej pojedynek woli niż starcie dwóch armii. Sprawdzanie, ile jesteśmy w stanie znieść”.

Lokalni populiści - według tego rozumowania - są łomem Putina w europejskie drzwi.

Potwierdza to analityk Havliček. Na wywiad wyskoczy na moment z budynku parlamentu. Wewnątrz toczy się konferencja na temat rosyjskich wpływów w Czechach. "Ten wpływ idzie dwoma kanałami: drogą nośników energii oraz drogą dezinformacji" - podsumuje. Czyli Moskwa podbija ceny energii i podsyca powstałe w ten sposób niezadowolenie. Havliček nie wierzy, że protesty w Czechach są organizowane bezpośrednio przez Kreml. "Ale organizatorzy zdecydowanie są zainspirowani Rosją". A gdy tylko pojawiają się protesty – podkreśla analityk – (pro)rosyjskie media są pierwsze, żeby je obszernie zrelacjonować.

Vrabel: jestem z ludu, a nie z Kremla

Organizator protestów Ladislav Vrabel reaguje irytacją na zarzut, że uważany jest za prokremlowskiego działacza: "Nie mam żadnych związków z Rosją i nigdy nie otrzymałem żadnych pieniędzy z Rosji". Mówi, że jest "człowiekiem z ludu, zwykłym obywatelem", który zrozumiał przyczynę stojącą za wszystkimi problemami. Przyjechał na demonstrację na Hradčanach z Serbii, gdzie mieszka.

Ladislav Vrabel przemawia na demonstracji w Pradze 12 października 2022. Fot. Ekke Overbeek

Są dwa rodzaje uczestników demonstracji, wyjaśnia Vrabel: "Niektórzy protestują przeciwko wojnie, inflacji, kryzysowi gospodarczemu, wysokim cenom energii i żywności, brakowi gazu itp.". Ponadto, jak mówi, są ci, "którzy rozumieją, że istnieje jedna przyczyna tych wszystkich problemów".

Oczywiście zalicza siebie do tej drugiej grupy, tych, którzy potrafią wyjaśnić ludziom prawdziwy powód wszystkich ich problemów. Wyjaśnienie to brzmi następująco: "Istnieje globalny plan, który znajdziecie we wszystkich organizacjach globalistycznych, ONZ, Światowym Forum Ekonomicznym, UE, wszystkich rządach, G7, Banku Światowym.

Te organizacje mówią o Agendzie 2030, o nowym porządku świata, o Wielkim Resecie.

Mówi się, że do 2030 roku nie będzie już własności prywatnej będziemy szczęśliwi niczego już nie posiadając osobiście".

Czy to nie przypomina komunistycznego ideału? Vrabel: "Tak, ale bogactwo świata nie będzie własnością ludzi, jak w komunistycznym ideale, tylko elit, kilku firm jak Black Rock i Vanguard, Wielkiej Piątki, która jest właścicielem wszystkiego i Deep State pracującego dla nich i do tego illuminaci".

Brzmi to jak copy-paste ze stron internetowych powszechnie uważanych za spiskowe. Ale "człowiek z ludu" też ma swój własny wkład.

Czechia first, na wzór Trumpa

Vrabel zakłada organizację o nazwie "Najpierw Czechy!", czyli „Czechia first!”. Nie do końca jego własny pomysł, jak sam ochoczo przyznaje, ale skopiowany od podziwianego przez niego Donalda Trumpa. Według Czecha, podobne organizacje powstawiają w innych krajach:

"Poland First!", "Slovakia First!" i "Germany First!". W całej Europie tego typu Trumpowskie klony mają przeorać ustalony porządek międzynarodowy.

W utopijnej mieszance pod hasłem "mój kraj pierwszy!" odbijają się echa zarówno z lewej, jak i z prawej strony. Lewicowa walka klas idzie tu w parze z prawicowymi obawami o utratę suwerenności narodowej. Vrabel maluje manichejski obraz walki między "ludem" a bliżej nieokreślonymi "globalistami".

Vrabel: "»Czechia first!« to plan połączenia całej opozycji z biznesmenami, artystami, ekspertami i aktywistami.

Chcę zebrać ich wszystkich w jedną wielką masę, która będzie maszerować przeciwko tym, którzy pracują dla globalistów".

Cała opozycja ręka w rękę, z lewa i z prawa? Czy to możliwe? "Lewica i prawica już nie istnieją" - mówi Vrabel zdecydowanym tonem. "Są tylko ci, którzy pracują dla ludu i ci, którzy pracują dla globalistów".

Ale co te wszystkie teorie i plany oznaczają w praktyce? Na przykład dla wojny w Ukrainie? "Żadna ze stron nie ponosi całej winy w obecnym konflikcie”, uważa Vrabel. „Nie ma tu jednej prawdy i nie ma zwycięzcy. Jedyne zwycięstwo dla wszystkich jest wtedy, gdy panuje pokój".

Trudno sobie wyobrazić milsze brzmienie dla ucha Vladimira Putina, podobnie jak inne symetryczne poglądy Vrabla. Jego zdaniem NATO powinno było zostać rozwiązane po zimnej wojnie. Zamiast tego sojusz "okrążył Rosję". Ługańsk, Donieck i Krym "mają prawo ogłosić się niepodległymi", podobnie jak Kosowo w 1999 roku, gdzie - jego zdaniem - Zachód ustanowił precedens zrzucając bomby na inny kraj (Serbię) i uznając jego część (Kosowo) za niepodległe państwo.

Vrabel rozumie, że Rosja może być zaniepokojona "faszystowskimi i ultranacjonalistycznymi tendencjami" na Ukrainie. A końcowy cel czeskiego „nie-polityka” brzmi znajomo: Czechy muszą opuścić NATO i UE.

*Pierwsza wersja tekstu ukazała się w holenderskim piśmie "Trouw"

Udostępnij:

Ekke Overbeek

Holenderski dziennikarz, korespondent dziennika Trouw w Warszawie, autor pionierskiej książki "Lękajcie się: ofiary pedofilii w polskim Kościele" (2013)

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne