22 sierpnia 2019

"To tylko kłótnia w środowisku sędziowskim". Strategia PiS na przykrycie afery Piebiaka

Według polityków PiS nagonka na sędziów organizowana przy współpracy pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości, KRS i nowych izb SN to tylko kłótnia w środowisku sędziowskim. A poza tym, to Łukasz Piebiak nie był nigdy nikim ważnym. "Ledwo go kojarzyłem" - stwierdził Jacek Karnowski. Jak PiS próbuje ze skandalu władzy zrobić "środowiskowe nieporozumienie"

PiS przedstawia działania Piebiaka w Ministerstwie Sprawiedliwości i skoordynowane z nim akcje dobrozmianowych sędziów z SN, KRS jako incydent, który nie jest częścią politycznej strategii obozu władzy, tylko etycznie nagannym zachowaniem pojedynczych osób.

Nagle też okazało się, że Łukasz Piebiak, wiceminister, jeden z głównych autorów reform sądowych, nie jest żadną kluczową ani ważną postacią. "Ledwo go kojarzyłem" pisze na wpolityce.pl Jacek Karnowski, choć Piebiak na portalu pojawiał się regularnie, nawet w indywidualnych wywiadach.

Jacek Sasin w środę (21 sierpnia) w programie "Gość Wiadomości" samą aferę opisał jako "pożałowania godne fakty dotyczące działalności pana ministra Piebiaka".

Skąd takie brzydkie rzeczy przyszły Piebiakowi do głowy? Tajemnicę tę rozwikłał rzecznik rządu, Piotr Müller: "Zwróćmy uwagę, że tak naprawdę mówimy o środowisku sędziowskim. Przecież pan minister Piebiak nie był politykiem. To jest sędzia. Cały ten konflikt w tym środowisku dotyczy sędziów, a nie polityków".

To sprawa sędziów

Tę myśl Müller rozwinął w wywiadzie dla Rzeczpospolitej: "Pamiętajmy, że mówimy o sędziach, a nie o politykach. Sędzia Iwaniec nie jest politykiem, nie pełni funkcji politycznej. Chyba w środowisku sędziowskim dochodzi do jakichś walk".

Przekaz ten podbija Jacek Karnowski na wpolityce.pl: "Cała historia coraz wyraźniej jawi się jako wewnętrzna rozgrywka w wąskim gronie sędziowskim, od pewnego momentu z elementami prowokacji, a od początku chyba z dużą dozą kłopotów rodzinnych, takiż emocji i szaleństwa".

W pierwszej publicznej wypowiedzi po wybuchu afery Zbigniew Ziobro również przedstawia sędziów jako piątą kolumnę w swoim resorcie. "Jak tylko dotarły do mnie informacje, że sędziowie zatrudnieni w MS mogą naruszać standardy, natychmiast podjąłem decyzję o ich odwołaniu" - odgrażał się na antenie Telewizji Trwam.

Mitera, rzecznik KRS, zapowiada, że Rada zajmie się tym: "Te wydarzenia, o których media donoszą, to chyba raczej pewnik. Musimy odnieść się do tej sprawy, bo to dotyczy polskich sędziów". Polskich sędziów zatrudnionych w KRS, czyli Tomasza Szmydta, (jeszcze) męża Małej Emi i Dariusza Drajewicza wezwano w czwartek do złożenia wyjaśnień.

Czyja degrengolada?

Przekaz dnia powtarzał także Sasin: "Wygląda to na porachunki między sędziami, którzy poparli program reformę sądownictwa PiS. (…) a drugą stroną, która pozostała w „Iustiti” i zwalczała w sposób bezpardonowy te reformy. Cała ta sprawa jest smutna, bo pokazuje jakąś degrengoladę środowiska sędziowskiego".

Jeszcze dalej poszedł sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Andrzej Dera, mówiąc, że całe zamieszanie dotyczy "środowiska sędziów skupionych wokół Iustitii".

"Sędziom nie przystoi tego typu zachowanie, ja od sędziów oczekuję umiaru, dystansu, nieangażowania się w sprawy publiczne, niewypowiadania się w sprawach politycznych, a te wszystkie normy zostały przekroczone"

- ubolewał Dera w PR1.

Tak, tak, zdaniem Andrzeja Dery, sędziowie Iustitii przekroczyli wszystkie normy.

Symetryzm PiS polega więc na zrównywaniu sędziów, którzy przeciwstawiają się niekonstytucyjnym zmianom w polskim sądownictwie z sędziami, którzy w tych zmianach uczestniczą, współorganizując wulgarne nagonki na innych sędziów.

Znamiennym przykładem jest przypadek Jakuba Iwańca, którego ukarano w 2012 roku dyscyplinarką za chuligańskie wybryki. Kara w świetle prawa zatarła się 30 czerwca 2017 roku, a już 1 lipca został delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości. To nie jest tak, że sędziowie, którzy podjęli się współpracy z resortem, zawiedli zaufanie i okazali się niegodni pełnienia swoich funkcji. Resort po prostu szukał takich sędziów do współpracy.

Jedna chora osoba

"Jedna internautka to nie farma, jeden wiceminister i jeden sędzią się z nią kontaktujący to nie zorganizowana akcja. Nawet posługująca się dość wulgarnym językiem grupa na komunikatorze WhatsApp nie spełnia tych cech" - uspokaja swoich czytelników Jacek Karnowski.

Pokazywanie Małej Emi, czyli Emilii Szmydt jako samotnego strzelca, rzekomo niepowiązanego mocniej z ministerstwem to tylko jedna ze strategii. Drugą jest przedstawianie jej jako niewiarygodnego źródła.

Na stronie internetowej serwisu TVP.info we wtorek 20 sierpnia wieczorem opublikowano dramatyczny list, który małżonek hejterki - jak wiemy, pracownik neo-KRS Tomasz Szmydt - miał przesłać Onetowi. Co znamienne, list pojawił się na portalu publicznej telewizji chwilę po tym, jak otrzymał go Onet.

Pod pozorem troski mąż Małej Emi oskarża dziennikarzy Onetu, że cynicznie wykorzystują jego partnerkę (para jest w trakcie sprawy rozwodowej), której poczytalność podaje w wątpliwość. W liście, do którego "dotarło" tvp.info, informuje, że Emilia jest uzależniona od środków psychoaktywnych, alkoholu i cierpi na zaburzenia osobowości typu borderline, przez co była hospitalizowana.

"Jest mi bardzo przykro, że wykorzystujecie Państwo osobę w takim stanie do politycznego ataku na wiceministra Łukasza Piebiaka” – ubolewa Szmydt.

A w ogóle to trolluje PO

Ten trop podrzucono już pierwszego dnia po wybuchu afery. "Wiadomości" TVP we wtorek 20 sierpnia zdawkowo nakreśliły zarys skandalu w Ministerstwie Sprawiedliwości, skupiając się na roli Emilii. Następnie twórcy materiału płynnie przeszli do badania sprawy Inowrocławia, rządzonego przez ojca Krzysztofa Brejzy, Ryszarda. Zdaniem inowrocławskich radnych PiS nieprawidłowości w fakturach w tamtejszym magistracie świadczą o opłacaniu z publicznych pieniędzy farmy trolli do niszczenia politycznych przeciwników. W związku z tą sprawą, którą badano w 2017 roku, w środę rano CBA przeszukało inowrocławski ratusz, mieszkanie byłej szefowej biura poselskiego Brejzy oraz ponad 20 innych miejsc.

W "Gościu Wiadomości" Jacek Sasin podzielił się swoją wiedzą o pogłoskach, że taką grupę trolli organizowano też w warszawskim ratuszu. Poza tym działa też cały czas "Sok z Buraka", a na listach KO jest Klaudia Jachira.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne