Sprawcą ataku w Münster nie był islamista, tylko obywatel Niemiec z problemami psychicznymi - oficjalne stanowisko niemieckiej policji nie było w stanie zatrzymać maszynki propagandowej TVP ani nacjonalistycznych polityków w Polsce. W weekend festiwal antyislamskiej histerii trwał w najlepsze. Jak inaczej można informować o takich wydarzeniach?

W sobotę 7 kwietnia 2018 w niemieckim Münster mężczyzna wjechał samochodem w kawiarniany ogródek. Zginęły dwie osoby, ponad 20 zostało rannych. Sprawca popełnił samobójstwo – zastrzelił się. 48-letni mężczyzna był znany niemieckim służbom, już wcześniej próbował popełnić samobójstwo, leczył się psychiatrycznie. „Nie był uchodźcą” – poinformował minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej Westfalii Herbert Reul.

W polskich mediach publicznych i wśród części polityków wydarzenie natychmiast uruchomiło mechanizm „akcja” – „wyuczona reakcja”. Ta „reakcja” to opowieść o terrorystach zalewających Europę. Terroryści obowiązkowo są muzułmańskimi uchodźcami wpuszczonymi do Francji i Niemiec przez liberalne zachodnie elity. Tę historię nacjonalistyczne media i politycy w całej UE opowiadają nawet wbrew najbardziej ewidentnym faktom. Tak właśnie było w sobotę i niedzielę.

Osiemdziesiąt sekund propagandy „Wiadomości”

„Prawdopodobny atak terrorystyczny” – pisał w niedzielę o ósmej rano marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Było już wówczas wiadomo, że to nie jest żaden zamach. Marszałek przynajmniej usunął swojego tweeta.

Adam Andruszkiewicz, poseł Wolnych i Solidarnych, dawniej Kukiz’15 opowieść o muzułmańskim terroryście powtarzał jeszcze w niedzielę wieczorem, a oficjalne informacje niemieckiej policji nazywał propagandą:

O ataku w Münsterze poinformował w sobotę główny serwis telewizji publicznej. „Wiadomości” nie mówią, że sprawca był obywatelem Niemiec, choć wówczas (cztery godziny po ataku) było już o tym wiadomo.

Materiał Piotra Pruszkowskiego zatytułowany jest „Zamach w Niemczech”. „Policja nie wyklucza, że był to zamach terrorystyczny” — mówi lektor, choć jednocześnie cytuje rzecznika policji: „Jest za wcześnie, żeby mówić o zamachu, śledztwo jeszcze trwa”.

Dwie trzecie z ponad dwuminutowego materiału zajmuje przypominanie zamachów terrorystycznych z przeszłości:

w Berlinie (grudzień 2016), w Monachium (lipiec 2016), Ansbach (lipiec 2016), Würzburg (lipiec 2016). Zaledwie 40 sekund poświęcono okolicznościom obecnego wydarzenia.

Od tytułu po sposób prezentacji materiału wszystko sugeruje, że w kawiarniany ogródek wjechał islamistyczny terrorysta.

Autorzy „Wiadomości” zdołali poświęcić kilka sekund, by powiedzieć: „Na wszelki wypadek odwołano demonstrację miejscowych Kurdów”, nie poinformowali za to o ekumenicznej mszy w katedrze św. Pawła w Münster w intencji zabitych, którą zapowiedziano na niedzielny wieczór.

Kto tu kłamie?

Jeszcze gorzej było po „Wiadomościach”. W programie „Minęła 20” za pewnik przyjęto, że w Münster miał miejsce zamach terrorystyczny dokonany przez islamistę. Od prowadzącego, Adriana Klarenbacha, po gości – publicystów i polityków – wszyscy mówili o muzułmanach, islamskim zagrożeniu, terrorystach i uchodźcach. „Im bardziej to nie był islamski zamach, tym bardziej o nim mówiono” – skomentował Kamil Sikora w wp.pl.

Policja prosi, żeby nie spekulować o przyczynach? To cenzura! (Rafał Ziemkiwicz) Policja mówi, że to był obywatel Niemiec? Kłamie! (Jerzy Jachowicz) Sprawca leczył się psychiatrycznie? Co z tego? Policja „tuszuje błędną politykę Angeli Merkel” (Adam Andruszkiewicz).

„Prowadzący program w pewnym momencie spytał polityków. «Dlaczego my zaczęliśmy mówić o migrantach? Tutaj policja niemiecka próbuje podać komunikat, że to rodowity Niemiec» – stwierdził Adrian Klarenbach. Ale chwilę później zaczął podważać tę tezę. «Skąd wariat miał pozwolenie na broń? Skąd wariat zdobył tę broń? Skąd wariat załatwił sobie samochód» – pytał” – relacjonował Sikora.

W tym samym tonie pisały prorządowe portale wPolityce i Niezależna.pl.

Można inaczej

Niemiecka policja zaapelowała w sobotę, żeby nie spekulować na temat sprawcy i przyczyn zdarzenia. Media zagraniczne, zwłaszcza publiczne, przestrzegają w takich sytuacjach standardu, według którego podaje się tylko informacje pewne, pochodzące ze sprawdzonych źródeł. Dlaczego? Żeby nie podgrzewać emocji, nie kierować podejrzenia na niewinne osoby, nie doprowadzić do linczu lub zamieszek.

Rzetelne media używają zwykle formuły „what we know so far” – „co dotąd wiemy (na pewno)”. Czyli przekazują podstawowe fakty: ile osób zginęło/zostało rannych według wiarygodnych źródeł (służby)? O której godzinie i gdzie doszło do zdarzenia? Jakich narzędzi użył sprawca? Czy został zatrzymany? Co mówią świadkowie itp. Wyraźnie zaznaczają też, czego nie wiadomo. Jak informowało o zdarzeniu brytyjskie BBC?

  • „samochód, prawdopodobnie szary volkswagen, wjechał do ogródka restauracji o 15:27 lokalnego czasu w sobotę”;
  • „świadkowie mówią, że samochód poruszał się z dużą prędkością, a zdjęcia pokazują stoliki i krzesła porozrzucane po placu uczęszczanym przez turystów”;
  • „pracownica jednej z kawiarni powiedziała lokalnym mediom, że usłyszała huk i krzyki ludzi”;
  • „tożsamość kierowcy nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona”;
  • „motywy podejrzanego pozostają nieznane”.

Amerykańska stacja CBS rozmawia z dwoma świadkami zdarzenia: jeden z nich mówi, że nie będzie się teraz czuł bezpiecznie w kawiarniach, drugi – że w tej miejscowości jest bezpiecznie i nie czuje się zagrożony.

Odpowiedzialny dziennikarz nie nazywa osób z problemami psychicznymi „wariatami” – tak jak to zrobił Adrian Klarenbach z TVP.

Psycholog społeczny, prof. Michał Bilewicz, napisał na Twitterze: „Materiał TVP o zamachu w Münster powinien wyglądać tak:
1. W Polsce mamy tylko 90 psychiatrów na 1 mln mieszkańców (obok Bułgarii najmniej w Europie).
2. Psychologowie kliniczni mają głodowe pensje (w tle: strajk IPiN).
3. Czy możemy się czuć bezpieczni?”

Bilewicz przywołuje też komentarz z „Süddeutsche Zeitung”. Kiedy już wiemy, co się wydarzyło, pojawia się nieuniknione pytanie: kto był winowajcą – pisze autor, Detlef Esslinger. Odpowiedź na to pytanie nie zmienia sytuacji ani tych, którzy zginęli, ani tych, którzy przeżyli. Jednak

„debaty, które następują po takim akcie, mają wpływ na to, kto jest identyfikowany jako sprawca”.

I dalej: „To może się wydawać banalne, ale należy to powtarzać przy każdej takiej okazji: sprawca jest odpowiedzialny jako jednostka za swoje czyny. Nie wolno sądzić nikogo wedle grupy, do której należy – czy to będzie grupa migrantów, osób wrażliwych psychicznie, czy mężczyzn w średnim wieku”.

W reportażu w niemieckim „Der Spiegel” sąsiedzi opowiadają, że sprawca był samotnikiem. Mężczyzna bywał kłótliwy, napastliwy. Jeden z sąsiadów 10 dni temu przekazał policji listy, które rozsyłał sprawca ataku z Münster, groził w nich, że odbierze sobie życie. Oskarżał wiele osób, w tym lekarzy, że się nad nim znęcają. Policja przyjęła i sprawdziła zgłoszenie, jednak w groźbie samobójstwa nie dopatrzyła się zagrożenia dla innych osób.


OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press