Opisujemy drogę Andrzeja Zybertowicza od badacza historii kapitalizmu do specjalisty od „neuronauki” oraz studiów nad tajnymi służbami - opartych w części na źródłach tak tajnych, że nie wiadomo, czy w ogóle istnieją. A w części na lekturze gazet. Prawicowe obsesje i teorie spiskowe prof. Zybertowicz opatruje stemplem z napisem “badania naukowe"

Socjologowie pytani o dorobek prof. Andrzeja Zybertowicza, doradcy prezydenta Dudy i jednego z najbardziej znanych intelektualistów z kręgów PiS, mówią chętnie, ale nie pod nazwiskiem.

Jeden z jego kolegów z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (prof. Zybertowicz nadal figuruje w spisie jako pracownik, chociaż na uczelni, jak słyszeliśmy „nigdy się nie pojawia”) przysłał nam bez komentarza odsyłacz do międzynarodowej bazy SCOPUS, gromadzącej cytowania prac naukowych w innych pracach naukowych (tutaj). Prof. Zybertowicz wypada w niej słabo nawet jak na naukowca z Polski. W bazie są ujęte 4 jego prace. Mają łącznie 4 – słownie cztery – cytowania.

Lepiej, ale bez rewelacji, dorobek prof. Zybertowicza wygląda w Google Scholar, która zbiera cytowania szerzej i z większej liczby różnych źródeł. „Przemoc i poznanie” (1995) miała 153 cytowania; angielskie wydanie „Privatizing the Police-state” (2000) – 108 cytowań. Dla porównania: książka prof. Piotra Sztompki „Socjologia. Analiza społeczeństwa” (2002) ma w Google Scholar 1477 cytowań, a angielskie wydanie jego książki „Zaufanie” – 2313.

Ostracyzm środowiska

Koledzy po fachu prof. Zybertowicza chętnie wracają pamięcią do sceny, która dla znacznej części środowiska ma symboliczne znaczenie, odrzucenie go jako badacza. We wrześniu 2007 roku prof. Zybertowicz (wówczas doradca premiera Jarosława Kaczyńskiego ds. bezpieczeństwa) wystąpił na XIII Zjeździe Socjologicznym w Zielonej Górze, organizowanym cyklicznie największym kongresie socjologów w Polsce. Wygłosił tam referat „Twarze i plecy – o sieci biznesowej Zygmunta Solorza”.

Wystąpienie zostało ostro skrytykowane. W zielonogórskiej “Wyborczej” tak ujął to prof. Andrzej Szpociński, socjolog z ISP PAN: “Prof. Zybertowicz wprowadził tu trochę niepotrzebnego zamieszania. Jego wystąpienie miało mało socjologiczny charakter. Nie znaczy to, że jako środowisko mamy uchylać się od badania tzw. szarej strefy polityki”.

“Zybertowicz został sponiewierany przez studentkę socjologii, która podniosła rękę i zapytała co robi na tym zjeździe, skoro jego referat nie był socjologiczny a polityczny” – mówi OKO.press znana socjolożka.

„W pewnym momencie zabrała głos młoda dziewczyna, chyba doktorantka, albo świeża absolwentka i emocjonalnie powiedziała, że metodologicznie i etycznie to ten wykład był sprzeczny ze wszystkim, czego ją uczono na studiach, że nie powinniśmy jako socjologowie mówić o konkretnych ludziach, ale o procesach, i że w ogóle jest w szoku, a to jej pierwszy kongres. No i dostała frenetyczne oklaski, bo w sumie większość się z tym zgadzała, że metodologicznie i etycznie to było delikatnie mówiąc wątpliwe” – napisał do OKO.press socjolog, który był świadkiem tej sceny.

Do tamtego wykładu epilog dopisało postępowanie sądowe. Zygmunt Solorz wytoczył prof. Zybertowiczowi proces o naruszenie dóbr osobistych. Powodem była wypowiedź socjologa – który 16 listopada 2006 roku w programie “Misja Specjalna” TVP1 (był to jeden ze sztandarowych programów przejętej wówczas przez PiS telewizji publicznej, znany z agresywnych materiałów) przypisał Solorzowi współpracę z wojskowymi służbami. W 2009 roku Zybertowicz zawarł ugodę z Solorzem, zgodnie z którą “przeprosił Solorza-Żaka za to, że wypowiedział niemające potwierdzenia stwierdzenie, że powód współpracował ze służbami wojskowymi i dzięki temu osiągnął korzyści finansowe oraz wsparcie w działalności gospodarczej, w tym koncesje dla Telewizji Polsat i kredyt z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego”.

Nie lękać się teorii spiskowych

Kariera naukowa prof. Zybertowicza związana jest z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Na początku drogi naukowej, jako adiunkt, zajmował się socjologią historyczną. Był jednym z redaktorów i współautorem wydawnictwa “Interdyscyplinarne studia nad genezą kapitalizmu”, których pierwszy tom ukazał się w 1989 roku. Zybertowicz relacjonował w nim teoretyczne spory nad genezą kapitalizmu, odwołując się często do marksizmu, ale traktując go krytycznie, jako jedną z wielu możliwych interpretacji historii.

Szybko jednak zaczął zdradzać większe ambicje teoretyczne. W 1993 roku w kolejnym tomie charakteryzował swoje podejście badawcze: „ma wyprowadzić nas poza tradycyjnie rozumiane badania historyczne, ekonomiczne czy socjologiczne. Dlatego też proponujemy nazwać rysujący się tu program badawczy mianem historiozofii empirycznej”.

“Historiozofię empiryczną”, czymkolwiek ona była, socjolog porzucił jednak na rzecz ciekawszego tematu: roli tajnych służb w transformacji ustrojowej. W 1993 roku ukazała się jego książka “W uścisku tajnych służb. Upadek postkomunizmu i układ postnomenklaturowy”. Wydawca reklamował ją na okładce napisem “Sprawa A. Michnika i L. Wałęsy”.

Z książki wyłania się obraz “państwa przeżartego agenturą” dawnych komunistycznych służb. Komunizm nie upadł, tylko uległ “samolikwidacji” (pisanej w ironicznym w cudzysłowie). Według Zybertowicza dawna nomenklatura PRL ugruntowała swoją władzę w III RP, a głównym ośrodkiem tej kontroli były tajne służby. Była to teza publicystów prawicowych kontestujących III RP, i polityków z ugrupowań, z których wyrósł później PiS. Zybertowicz stawiał na tych tezach stempel z napisem “badania naukowe”.

“Czy tylko paranoicy i ludzie „chorzy z nienawiści” wierzą w spiski?” – pytał we wstępie Zybertowicz. Pisał:

„Analizy społecznej nie może paraliżować lęk przed zarzutem o wyznawanie spiskowej wizji dziejów. Na tym świecie spiski istnieją. Istnieją organizacje zdolne do tajnych, zakrojonych na szeroką skalę przedsięwzięć”.

Skąd jednak właściwie socjolog wiedział o “przeżarciu” polskiego państwa służbami?

Metodę stosowaną przez Zybertowicza można streścić nazwą jednego z rozdziałów książki: “Zbierzmy rozsypane klocki”. W liczącym zaledwie dwie strony aneksie zatytułowanym “notatka metodologiczna” pisał:

„Zastosowałem tu technikę białego wywiadu, opierając się głównie na informacjach już publikowanych. W miarę możliwości starałem się bazować na danych potwierdzanych przez źródła od siebie różne. Niektóre z zawartych tam informacji udało mi się sprawdzić lub uwiarygodnić dzięki pomocy osób bezpośrednio lub pośrednio związanych ze służbami specjalnymi. Dane perso­nalne żadnej z tych osób nie zostały ujawnione”.

Rozmowy z pracownikami tajnych służb zostały przez badacza zakonspirowane bardzo starannie – tak starannie, że trudno je dostrzec. Inną metodą badawczą prof. Zybertowicza było “analizowanie na gruncie wiedzy ogólnej (…) czy prawdopodobne jest, iż przedstawione fakty miały miejsce” oraz “dokonywanie wiarygodności cytowanych przez prasę osób przekazujących informacje”. Pisał:

„Policjant, dziennikarz i badacz spraw społecznych zawsze wiedzą więcej niż są w stanie udowodnić”.

Mówiąc językiem laika i upraszczając: prof. Zybertowicz zbierał fakty z gazet i łączył je w sposób, który podpowiadała mu „wiedza ogólna”.

Socjolog tropi spiski w gazetach

W wydanej w 2000 roku po raz pierwszy książce “Privatizing the Police-State” (napisanej wspólnie z prof. Marią Łoś, zatrudnioną na wydziale kryminologii Uniwersytetu w Ottawie). Książka jest obszerna, ale rozdział poświęcony metodzie liczy znowu dwie strony. Czytamy w nim, że badania są “nowatorskie i przełomowe” oraz dotyczą “spraw generalnie zaniedbywanych przez polskich naukowców”, w związku z tym nie można powołać się na wcześniejsze prace. Metodę badawczą Zybertowicz i Łoś nazwali “straight intelligence” (ang. “prostym wywiadem”). Piszą:

„Jest to konstruowanie, w teoretycznie poinformowany sposób, złożonych przybliżeń procesów zachodzących w realnym życiu, opartych na danych zwykle dostępnych publicznie, ale generalnie rozproszonych i pozornie niezwiązanych (…) używamy naszego osądu i standardowych technik weryfikacyjnych w ocenie ich wiarygodności”.

Autorzy powołują się także na “wywiady z dobrze poinformowanymi osobami”, które – naturalnie – pozostają anonimowe “ze względu na poufną naturę tych konwersacji”.

Lektura książek prof. Zybertowicza o służbach pokazuje, jak ta metoda badawcza wygląda w praktyce: socjolog łączy rozmaite rozproszone zjawiska – takie jak sukces biznesowy Solorza z aferami z początku lat 90. – i wyciąga z nich wniosek o istnieniu “układu” (to słowo pojawia się już w książce z 1993 roku).

Dlaczego socjolog wybrał taką, a nie inną interpretację? Tu już musimy wierzyć mu na słowo: rozmawiał z ludźmi “dobrze poinformowanymi”, których nie wymienia.

Zybertowicz i Łoś przyznają, że inni naukowcy często nie traktują ich pracy dostatecznie poważnie. Narzekają na “brak uznania w naukach społecznych dla siły wyjaśniającej koncepcji związanych z tajnym aparatem kontroli i operacjami poufnymi” oraz skarżą się, że socjologowie mają “niechęć do przypisywania sprawczości siłom ukrytym i nieuchwytnym”.

I mają trochę racji. Socjologowie rzeczywiście niezbyt chętnie zajmują się tajnymi organizacjami – właśnie dlatego, że są tajne, a więc badania nad nimi nie spełniają podstawowego warunku uprawiania nauki: są sprawdzalne przez innych naukowców (lub spełniają go w niewielkim zakresie).

Polityk czy ekspert?

Wątpliwości naszych rozmówców budzi także uderzająca zgodność naukowych tez wysuwanych przez prof. Zybertowicza z aktualnym programem politycznym partii – w tym wypadku PiS. Tezy o układzie postkomunistycznym i państwie “przeżartym” przez służby oraz “transformacji kontrolowanej” przez służby specjalne brzmią jak z katalogu PiS i sprzyjającej tej partii prasy. “Walka z układem” była hasłem PiS w czasach pierwszych rządów tej partii (2005-2007).

Sam prof. Zybertowicz lubi być blisko polityki: był głównym doradcą premiera Kaczyńskiego ds. bezpieczeństwa (2007) i prezydenta Kaczyńskiego (2008-2010), ekspertem Komisji Weryfikacyjnej WSI, startował z listy PiS w wyborach do europarlamentu w 2014 roku. Zasiadał w komitecie naukowym II i III Konferencji Smoleńskiej, organizowanej m.in. przez Antoniego Macierewicza.

W mediach zabiera jednak głos nie jako polityk, lecz ekspert, m.in. atakując rząd PO. W wywiadzie-rzece udzielonym w 2012 roku Joannie Lichockiej – wówczas dziennikarce, dziś posłance PiS – Zybertowicz mówił np. o trwającej wówczas “aferze hazardowej”:

„W imię obrony interesów Donalda Tuska, jego partyj­nych kolegów oraz interesów aferzystów kontaktujących się m.in. z posłem Zbigniewem Chlebowskim, w obronie prawdopodobnie głębszej sieci powiązań, która do dziś nie zo­stała odsłonięta, przyzwolono na bezczelne, publiczne łama­nie pewnych zasad przyzwo­itości. System Donalda Tuska to właśnie publiczne przyzwa­lanie na łamanie standardów, w tym na jawne głoszenie bzdur”.

Oto typowa metoda retoryczna (która jest normą także w jego książkach): wychodząc od autentycznych afer czy skandali prof. Zybertowicz sugeruje istnienie mrocznego układu – takiego jak “prawdopodobnie głębszej sieci powiązań” w powyższym cytacie. W jej istnienie trzeba mu jednak uwierzyć na słowo i zaufać jego nienazwanym źródłom. Takie zabiegi, mówią OKO.press koledzy prof. Zybertowicza, mają mało wspólnego z nauką.

Zagłada „z dużym prawdopodobieństwem”

Dziś zainteresowania badawcze prof. Zybertowicza przesuwają się w stronę ogólnych rozważań o przyszłości cywilizacji. W 2015 roku był jednym z autorów napisanej wspólnie z uczniami i współpracownikami książki “Samobójstwo Oświecenia? Jak neuronauka i nowe technologie pustoszą ludzki świat”. Książka jest pełna wyrzekań na “oświeceniowego bożka rozumu” oraz “bezkrytycznej sakralizacji wszelkiej wiedzy naukowej”.

Autorzy stawiają w niej dwie prognozy przyszłości Zachodu. Pierwsza brzmi: “racjonalne poznawanie świata w ogóle przestaje być możliwe”. Druga prognoza jest jeszcze gorsza:

„Są w toku i nabierają tempa procesy, których splot z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do gatunkowej lub fizycznej eksterminacji ludzkości. Eksterminacja gatunkowa może przybrać różną postać – koniec świata ludzkiego takiego, jaki znamy, tj. z ludzką, cielesną, świadomą osobą, która zostałaby zastąpiona to przez formy mniej lub bardziej pod­ dane cyborgizacji, to różnorakie świadome byty hybrydowe (np. zwierzę- co-ludzkie), aż po umysłowość czysto wirtualną, cyfrową”.

“Zupełnie odfrunął, ale przynajmniej nie udaje, że bada polską rzeczywistość” – słyszę od polskiego socjologa.


Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press