Mariusz Błaszczak zwykle nie ma problemu z rzucaniem oskarżeń. Jednak zupełnie go zamurowało, gdy w Radiu ZET miał powiedzieć, że prokuratura była częścią komunistycznego aparatu represji. Być może dlatego, że w czasach stanu wojennego prokuratorem był jego partyjny kolega, Stanisław Piotrowicz. Warto przypomnieć ministrowi rolę prokuratorów w PRL

23 listopada minister spraw wewnętrznych tłumaczył redaktorowi Piaseckiemu swój plan obniżenia do możliwego minimum emerytur wszystkim, którzy pracowali – choćby jeden dzień – w służbach bezpieczeństwa lub w milicji w czasach PRL.

Piasecki przypomniał ministrowi, że w szeregach PiS też są ludzie, którzy PRL służyli.  – A dzisiaj są, jak w przypadku pana Piotrowicza na przykład, czołowymi bojownikami z Trybunałem Konstytucyjnym. Jakoś pan im to wybacza – ciągnął.

– Mówimy o służbach, które dławiły wolność – odpowiedział Mariusz Błaszczak.

– A prokuratura PRL nie dławiła wolności?

– Służby, milicja, SB…

– Prokuratura…? – Piasecki spróbował po raz trzeci.

– SB – uparł się Błaszczak.

Ma oczywiście rację, bo Służba Bezpieczeństwa „dławiła wolność”. Była policją polityczną powołaną do kontrolowania i zastraszania. Miała specjalne komórki rozpracowujące m.in. Kościół katolicki, opozycję demokratyczną, związki zawodowe i środowiska emigracyjne.

Elokwencję ministra OKO.press doceniało już wielokrotnie. Nigdy nie przeszkadzał mu brak dowodów, więc tym bardziej zaskakuje, że minister Błaszczak nie zdołał wydusić z siebie słowa potępienia wobec prokuratury PRL.



Wolińska, Bardonowa, Chałupczak, Kassyk

OKO.press postanowiło więc przypomnieć ministrowi, że to prokuratura PRL przygotowywała akty oskarżenia we wszystkich procesach politycznych w Polsce Ludowej.

– Podpis ppłk Heleny Wolińskiej figuruje na moim akcie oskarżenia czerwonym ołówkiem. Zatwierdzając akt oskarżenia wobec mnie wiedziała, że jestem współzałożycielem Żegoty – mówił w 2007 roku Władysław Bartoszewski, gdy prokurator epoki stalinowskiej twierdziła, że wniosek o jej ekstradycję z Wielkiej Brytanii to forma antysemityzmu. Prokuratorzy umarzali szereg śledztw – m.in. w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa.

W latach 80. ponurą sławą w kręgach opozycji cieszyła się prokurator Wiesława Bardonowa, która zmarła w styczniu 2016 r. Wraz ze swoim zespołem – całkowicie dyspozycyjnym wobec władz – od połowy lat 60. oskarżała opozycjonistów. Jedną z jej współpracownic była prokurator Ewa Chałupczak, która w latach 80. doprowadziła do skazania kozłów ofiarnych – sanitariusza i lekarki – za śmierć zamordowanego przez milicjantów Grzegorza Przemyka.

Innym współpracownikiem Wiesławy Bardon był Artur Kassyk. Został negatywnie zweryfikowany po 1989 r., ale po odwołaniu przywrócono go do pracy. Raz jeszcze dotarł na świecznik: za rządów ministra Zbigniewa Ziobry z PiS w latach 2005-2007 nadzorował prokuraturę katowicką.



Prokurator Bieszkiewicz, oprawca Stanisława Piotrowicza

Minister Błaszczak nie musi czytać książek, żeby dowiedzieć się, jak okrutną instytucją była peerelowska prokuratura. Może zapytać kolegę z sejmowej ławy, Stanisława Piotrowicza.

Ta historia to żywy dowód na to, jak prokuratura „dławiła wolność” w PRL – biednego Piotrowicza zmuszono, żeby wstąpił do PZPR.

Stanisław Piotrowicz w 1976 roku ukończył wydział prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w 1978 roku zdał egzamin prokuratorski. W tym samym roku wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W 1982 r., w czasie stanu wojennego, oskarżał opozycjonistę, Antoniego Pikula.

Dziś przekonuje, że do wszystkiego był zmuszany. W wywiadzie dla portalu „Gazety Polskiej” mówił: „Po skończeniu przeze mnie aplikacji przyjechał prokurator wojewódzki z Tarnowa Stanisław Bieszkiewicz i przeczołgał mnie za to, że jeszcze nie należę do partii. Kazał się zapisać. (…) Zagroził mi, że jeżeli się nie zapiszę, nie zostanę dopuszczony do egzaminu prokuratorskiego”.

Antoni Pikuł potwierdził, że to Piotrowicz stawiał mu zarzuty, ale prokurator twierdzi, że akt oskarżenia dostał „z góry”. „Nie ma mojego podpisu na akcie oskarżenia, jest jedynie przepisane przez maszynistkę moje nazwisko. Na tym dokumencie nie ma żadnej mojej parafki. Mój udział w tej sprawie zakończył się na zaznajomieniu podejrzanego z aktami sprawy” – tłumaczył dzisiejszy przewodniczący Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w programie Tomasza Sekielskiego, który oświetlił przeszłość prokuratora.

W 1983 roku Stanisław Piotrowicz otrzymał jeszcze Brązowy Krzyż Zasługi. Już wtedy doceniono jego opozycyjne zacięcie.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?