0:00
0:00

0:00

Vitalij Krasnogora wraca do domu po pracy. Pokazuje mi podwórko, na którym stoją dwa niewykończone budynki. W zewnętrznej części brakuje kilku ścian, na trawie leżą porozrzucane elementy budowy. Wchodzimy po schodach, na piętro. - Dom miał iść na sprzedaż, ale na piętrze są trzy pokoje, kuchnia i łazienka, więc właściciel pozwolił nam tu być - mówi Vitalij. Ma 48 lat i piątkę adoptowanych dzieci. Viktoria ma 6 lat, Sasza 8, Witalina i Diana 16, a najstarsza Julia - 19. Pochodzą z Dniepra, miasta w środkowo-wschodniej części Ukrainy.

JESTEŚMY TU RAZEM

Powoli wyczerpują się zasoby dobrej woli i możliwości pomocy ukraińskim rodzinom, które ratując się przed rosyjską agresją, próbują w Polsce mieszkać, pracować i uczyć się. Państwo nie wspiera już Polek i Polaków, którzy przyjmują uchodźców. Czas na nowo ułożyć relacje i szukać rozwiązań. Chcemy w OKO.press opisywać historie gości z Ukrainy, usłyszeć je od was. Czekamy też na listy polskich pracodawców, gospodarzy, wszystkich osób, które chcą napisać komentarz lub zgłosić pomysł. Piszcie na adres [email protected].

МИ ТУТ РАЗОМ

Поволі вичерпуються ресурси доброї волі та можливості допомоги українським родинам, які, рятуючись від російської агресії, намагаються жити, працювати та навчатися в Польщі. Держава більше не підтримує польок та поляків, які приймають біженців. Настав час заново формувати стосунки та шукати рішення. В OKO.press ми хочемо описати історії гостей з України, почути їх від вас. Також чекаємо на листи від польських роботодавців, господарів та всіх, хто бажає написати коментар чи подати ідею. Пишіть на [email protected].

Jesteśmy we wsi Rzeplin, 15 km od Wrocławia.

Vitalij pracuję w fabryce jako ślusarz przy produkcji izolacji technicznych do budynków. Do pracy dojeżdża codziennie na 6 rano z Rzeplina do niewielkiej miejscowości pod Wrocławiem. Wraca chwilę po 15.

Nie zdążył wejść do mieszkania, a na szyję rzucają mu się Victoria i Sasza.

- Tata, tata!

- No jestem.

- Dzieci wychowuję sam. Moja żona zmarła dwa lata temu na serce, w szpitalu, w trakcie pandemii koronawirusa. Była logopedką. To w Ukrainie dobrze płatna praca. Julia studiuje zdalnie, chce być pedagożką i pracować w przedszkolu. Potem może tak jak mama, też pójdzie na logopedię. W Ukrainie przez 15 lat prowadziliśmy z żoną rodzinny dom dziecka - mówi Vitalij. - Wychowaliśmy już sześcioro dzieci, które są dorosłe i mają już własne dzieci. Teraz została mi ta piątka.

Saszka miał 3 lata, a Viktoria nie miała nawet roczku, jak ich adoptowaliśmy. Kupiliśmy kaszę, batony i zawieźliśmy im jedzenie. Zobaczyliśmy ich, byli tacy malutcy i wzięliśmy do siebie. Potem dołączyła do nas Diana i Julia. Witalina mamy i taty nigdy nie miała.

Wchodzimy do niewielkiej kuchni.

Julia nakłada ryż z mięsem na talerze. Sasza siada przy stole i czeka na swoją porcję. - Tato wyjdziemy razem na zewnątrz? - pyta Vitalija. - Jeszcze nie, jest upał Saszka.

Dalsza część tekstu pod ramką.

Rozpoczynamy akcję: JESTEŚMY TU RAZEM. Powoli wyczerpują się zasoby dobrej woli i możliwości pomocy ukraińskim rodzinom, które ratując się przed rosyjską agresją, próbują w Polsce mieszkać, pracować i uczyć się. Państwo nie wspiera już Polek i Polaków, którzy przyjmują uchodźców. Czas na nowo ułożyć relacje i szukać rozwiązań. Chcemy w OKO.press opisywać historie gości z Ukrainy, usłyszeć je od was. Czekamy też na listy polskich pracodawców, gospodarzy, wszystkich osób, które chcą napisać komentarz lub zgłosić pomysł. Piszcie na adres [email protected].

Поволі вичерпуються ресурси доброї волі та можливості допомоги українським родинам, які, рятуючись від російської агресії, намагаються жити, працювати та навчатися в Польщі. Держава більше не підтримує польок та поляків, які приймають біженців. Настав час заново формувати стосунки та шукати рішення. В OKO.press ми хочемо описати історії гостей з України, почути їх від вас. Також чекаємо на листи від польських роботодавців, господарів та всіх, хто бажає написати коментар чи подати ідею. Пишіть на [email protected].

Uratowały nas wasze barabole

Vitalij z rodziną uciekł z Ukrainy w drugim tygodniu wojny, 13 marca 2022 roku. - Bomby zaczęły spadać 80 km od naszego domu. Bałem się o dzieci. Zadzwonił do mnie wtedy Tadeusz, właściciel tego mieszkania. Znałem go, bo w 2015 roku pojechałem do Polski z kolegą pracować na budowie. Dał nam zarobić. Jak wybuchła wojna powiedział: "Weź dzieci i uciekaj". Tak zrobiłem.

Od 24 lutego 2022 roku, czyli początku wojny w Ukrainie, mężczyźni nie mogą opuszczać kraju. Zakaz nie dotyczy m.in. samotnych ojców, którzy mają troje lub więcej dzieci. Dlatego Vitalij mógł wyjechać.

- Spakowałem rodzinę do samochodu i wyjechaliśmy o 4 rano. Pięć godzin później zatrzymaliśmy się w mieście Brody w obwodzie lwowskim. Tam przenocował nas przyjaciel. Potem znowu wstaliśmy o 4 rano i ruszyliśmy dalej. O dziewiątej rano byliśmy już w kolejce przy przejściu granicznym w Rawie Ruskiej. Ukraińcy szybko nas przepuścili. Ale na granicy polskiej czekaliśmy kilka godzin. Funkcjonariusze nie mogli zrozumieć, kim jestem i dlaczego mam ze sobą piątkę dzieci z różnymi nazwiskami. Sprawdzali papiery, które potwierdzają, że jestem ich rodzicem zastępczym. Dzwonili do znajomego z Rzeplina. Pytali go, ile mam dzieci. No to powiedział, że dużo - śmieje się Vitalij.

Potem znowu mnie cofali, znowu chcieli papiery i znowu sprawdzali. W końcu się udało. W Rawie Ruskiej było dużo wolontariuszy, dali nam jedzenie i picie. Dzieci dostały soki. Potem pojechaliśmy prosto do Rzeplina.

Vitalij pokazuje mi pokój, w którym stoi kanapa i biurko.

- Jak przyjechaliśmy, tu nie było nic. Tylko piec. Paliłem drewnem i ciepło było. Śpię w jednym pokoju z najmłodszymi dziećmi, a w drugim śpią najstarsze dziewczynki.

W drugim pokoju stoją obok siebie trzy łóżka. - Dostaliśmy od Polaków. Łóżka, pościel, biurko, dwa materace, kołdrę, ubrania, jedzenie, wszystko. Uratowały nas ich dobre serca. Już pierwszego dnia przywieźli nam worek barboli - mówi Vitalij.

- Barboli?

- Ziemniaki. Ziemniak po ukraińsku to kartoszka, barbola. Nam te wasze barbole wtedy życie uratowały, mieliśmy co jeść.

Vitalij mówi dobrze po polsku, czasem wrzuca jakieś ukraińskie słówka.

Łóżko, pralka, buty

- Przez pierwsze tygodnie nie mieliśmy pralki. Jeździłem do pralni samoobsługowej we Wrocławiu. Wziąłem dwa duże worki z dwóch tygodni. Jak się ma piątkę dzieci, to trochę się tego prania się zbiera. Zapłaciłem 170 zł, dla nas to bardzo dużo.

Do pokoju wbiega Viktoria. - Tato, Sasza zabrał mi telefon, ja chcę wyjść na dwór czy mogę? - pyta. - Jeszcze nie, chwila. Jest upał. - Mają jeden telefon i cały czas dyskutują, kto ma na nim grać - śmieje się Vitalij.

- Victoria chodziła od marca do zerówki, a Saszka do drugiej klasy szkoły podstawowej. Tylko nic nie rozumieli. Odkąd skończył się rok szkolny, są w domu.

Trudno im wysiedzieć, kiedy jestem w pracy. Mogłyby chodzić na kurs języka ukraińskiego we Wrocławiu, ale on jest od 10:00 do 12:00, a ja w tych godzinach jestem w pracy i nie miałbym jak ich z tego kursu odebrać.

Po przyjeździe do Rzeplina Vitalijem zajęła się Fundacja Przystanek Rodzina Wrocław. - Kupili nam pralną maszynę, czyli pralkę. Brakowało nam butów, je też dostaliśmy od Fundacji. Dostaliśmy vouchery na jedzenie i jeździliśmy na zakupy. Ale nie razem. Jak wezmę do sklepu całą piątkę, to każdy coś chce. To po kolei ich do sklepu woziłem, od najstarszego. W fabryce pracuję od trzech miesięcy. Zarabiam około 3 tys. zł miesięcznie.

Bez fundacji byłoby mi trudno wyżyć i wykarmić piątkę dzieci.

Fundacja Przystanek Rodzina we Wrocławiu ma pod opieką 10 rodzin ukraińskich. Siedem mieszka w samej Fundacji - to w sumie 79 osób. Trzema rodzinami - w tym rodziną Vitalija - opiekuje się dodatkowo.

Entuzjazm opada, pomocy mniej

Rodzinę Vitalija wspiera też Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce. Przyjęła 173 osoby - ukraińskie dzieci i ich opiekunów - do swoich programów i Wiosek Dziecięcych w Karlinie, Kraśniku, Siedlcach, Lublinie i Biłgoraju. To głównie rodziny z pieczy zastępczej z obwodów kijowskiego i ługańskiego, wspierane przed wojną przez SOS Ukraina oraz grupa dzieci wraz z opiekunami z ukraińskiego sierocińca z Kijowa.

Kiedy pytam o rodziny zastępcze z Ukrainy Tomasza Wodzyńskiego, koordynatora ds. humanitarnych Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce, mówi, że rodziny, które się do niego zgłaszają, nie są w stanie zacząć samodzielnego życia w Polsce.

- To zazwyczaj jedna osoba dorosła, która ma pod swoją opieką od kilku do nawet kilkunastu dzieci. Po ucieczce z Ukrainy do Polski samo znalezienie mieszkania dla takiej liczby osób jest problemem. Dla dzieci potrzebne jest wyżywienie, ubrania i wsparcie psychologiczne.

Po wybuchu wojny fala pomocy ze strony Polek i Polaków była ogromna. Ludzie oddawali swoje domy, mieszkania, pokoje, drzwi dla uchodźców otwierali hotelarze. Teraz entuzjazm opada, a pomocy jest coraz mniej.

Naszym obowiązkiem jako organizacji pomagającej opuszczonym i osieroconym dzieciom jest wspieranie rodzin w potrzebie - mówi Wodzyński.

- Dla rodzin zastępczych szukamy mieszkań na własną rękę. Mamy kilka rodzin na Podlasiu, które mieszkają w domach osób, które wzięły je do siebie po ucieczce z Ukrainy. Czynsz właścicielowi opłaca fundacja partnerska.

Vitalij za czynsz płacić nie musi.

- Jestem wdzięczny, że właściciel tego domu nie bierze ode mnie pieniędzy. Gdyby brał, to nie mielibyśmy gdzie mieszkać - mówi Vitalij. - Czynsz za mieszkanie we Wrocławiu to minimum 3 tys. zł. Tu w Rzeplinie mieszkań na wynajem nie ma, to mała miejscowość, dwie drogi na krzyż.

- Mi tutaj pomagają ludzie, a ja pomagam, jak mogę tym, którzy zostali. W Ukrainie mamy dom i Rosjanie go na razie nie zniszczyli. Chociaż na Dniepr dwa tygodnie temu spadły rosyjskie pociski. Teraz mieszkają w nim uchodźcy z Charkowa. Kobieta z mamą i synem. Bo to nie jest tak, że ludzie z Ukrainy uciekają tylko za granicę przed Rosjanami. Znajomi pojechali do Czech, Słowenii i Ameryki. Ale są też tacy, którzy przed Rosjanami uciekają w Ukrainie z miasta do miasta.

Vitalij mówi mi, że pomocy od państwa polskiego nie dostaje. - Do teraz nie dostałem 500 plus, ani innych świadczeń. Wyrobiliśmy PESEL i powiedzieli mi, że muszę pojechać do sądu złożyć wniosek o opiekę nad dziećmi, żeby została mi przyznana opieka tymczasowa. Tak zrobiłem.

Rodziny zastępcze czekają na 500 plus

- Byłem kilka dni temu w urzędzie, pytałem, kiedy te wnioski zaakceptują. Mówią, że nie wiedzą, że mam czekać.

Próbuję się dowiedzieć dlaczego. Dzwonię do organizacji pozarządowych, które mówią mi, że do tej pory ukraińskie rodziny zastępcze nie dostały wypłaty świadczenia rodzinnego 500 plus. “Mimo że zgodnie z ustawą o pomocy obywatelom Ukrainy każdy opiekun prawny i opiekun tymczasowy ma prawo do świadczeń rodzinnych w Polsce” - mówi mi Aleksandra Nawrocka, koordynatorka ds. prawnych Fundacji Przystanek Rodzina we Wrocławiu, która opiekuje się rodziną Vitalija.

Jak to możliwe? - W Ukrainie rodzina zastępcza jest ustanawiana trybie administracyjnym, przez odpowiedniki naszych samorządów. Inaczej niż w Polsce. Przez to nie ma mechanizmu, który pozwoliłby uznać ukraińskie dokumenty rodzin zastępczych. Dochodzi więc do absurdu.

Opiekunowie zastępczy z Ukrainy muszą wystąpić do polskiego sądu o opiekę tymczasową nad własnymi dziećmi.

A potem iść do Powiatowego Centrum Pomocy lub MOPS i za pośrednictwem tej jednostki złożyć wniosek o wypłatę świadczenia do ZUS.

Dopytuję, dlaczego wniosków rodziny zastępcze nie mogą złożyć od razu do ZUS.

- Państwo dyskryminuje rodziny zastępcze. Bo po pierwsze - w przeciwieństwie do pozostałych rodzin - muszą występować o świadczenia rodzinne w starostwie powiatowym lub w MOPS. A po drugie - według art. 27 ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy - rodzina zastępcza, która otrzyma świadczenie, nie dostanie pieniędzy do rąk. Mają wpłynąć na konto powiatu, który będzie dystrybuował środki.

Bariera językowa

- Nie wyobrażam sobie, że mama z rodziny zastępczej, która np. potrzebuje dziesięciu par majtek dla dzieci, musi prosić MOPS, żeby kupił jej te majtki.

Rządzący mają usta pełne pomocowych frazesów, a całą pracę wykonują za nich organizacje pozarządowe i obywatele.

Nie stworzyli nawet programu rządowej pomocy, który moglibyśmy wesprzeć jako organizacje pozarządowe. Rodziny ukraińskie powinny dostawać świadczenie rodzinne tak, jak każda inna rodzina. Teraz organizacje pozarządowe takie jak nasza, przejęły całkowicie utrzymanie tych rodzin.

Nawrocka wyjaśnia, że sprawę komplikuje dodatkowo art. 25 ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Według niego dzieci, które przebywają bez opieki rodziców biologicznych na terenie Polski, muszą być wpisane do rejestru “ewidencji małoletnich”.

- Rodzice zastępczy z wyrobionym już PESEL-em muszą znowu iść do MOPS lub PCPR ze swoimi dziećmi, z ich dokumentami, ze zdjęciami. Na nowo muszą te dane wprowadzić do “ewidencji dzieci”. Dopóki dane dziecka nie zostaną zweryfikowane w rejestrze, ZUS nie wypłaci świadczenia za dziecko. W praktyce oznacza to, że rodziny zastępcze są pozbawione jakiegokolwiek wsparcia od państwa - mówi Nawrocka. I nadal czekają na wypłaty świadczenia rodzinnego 500 plus.

Do tego dochodzi bariera językowa. W urzędach nie ma osób, które mówią po ukraińsku. A te formalne zawiłości są trudne do zrozumienia.

Pomoc na barkach organizacji pozarządowych

- Rodziny zastępcze z Ukrainy, które się do nas zgłaszają, nie są w stanie rozpocząć samodzielnie życia w Polsce. Państwo wypłaca środki dla osób, które przyjęły uchodźców pod swój dach, i świadczenia rodzinne, ale dla rodzin dzieci zastępczych to nie jest wystarczająca pomoc - mówi Wodzyński.

Dopytuję, czy to dlatego organizacje pozarządowe wspierają je w utrzymaniu.

- Tak. To dlatego SOS Wioski Dziecięce uruchomiła program doraźnego wsparcia. Przez trzy miesiące będziemy przekazywać potrzebującym kupony w wysokości 450 zł miesięcznie na jednego członka rodziny. Kupony podarunkowe działają na zasadzie bonu gotówkowego. Umożliwiają ukraińskim rodzinom zakup niezbędnych produktów.

Vitalij też dostanie takie bony. - Jestem bardzo wdzięczny za pomoc - mówi mi. Pytam czy nie chciałby zostać w Polsce na stałe. - Diana chce zostać w Polsce, dzieci może i by chciały. Ale tutaj nie ma jak zostać, nie ma gdzie mieszkać. Jak się skończy wojna, to wrócimy do domu.

A skończy się?

- No a jak. Musi się skończyć. Ukraina wygra. Ale po wojnie w Ukrainie będzie dużo osieroconych dzieci. Wiesz, jak wrócę, to pójdę do służby rodzinnej i zajmę się kolejnymi dziećmi. Bo aż mnie tu w klatce piersiowej boli, o tu - Vitalij klepie się w klatkę - jak o tych Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce jesienią chce otworzyć Centrum Specjalistyczne w Laskach pod Warszawą. Dzieci będą przyjeżdżały tam na turnusy rehabilitacyjne, dostaną pomoc specjalistów i przejdą terapię. Teraz fundacja szuka odpowiedniej kadry, która przejdzie szkolenie do pracy z dziećmi po traumie wojennej.

;

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Komentarze