Koniec z wycinką aż do ostatecznego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE). Jeśli Polska się nie zastosuje, to zapłaci. I to niemało, bo co najmniej 100 tys. euro na dzień. Z kieszeni podatników

Pod koniec marca 2016 roku minister środowiska Jan Szyszko podpisał aneks do Planu Urządzenia Lasu Nadleśnictwa Białowieża. Dokument trzykrotnie zwiększał ilość drewna do pozyskania. Oficjalnym powodem była walka z kornikiem drukarzem, którego gradacja (masowe pojawienie się) zabija świerki w Puszczy Białowieskiej.

Już wtedy szef resortu ignorował głosy naukowców mówiące, że tak silna ekspansja tego owada jest procesem całkowicie naturalnym. I walka za pomocą wycinki nic nie da, a nawet doprowadzi do nieodwracalnych strat przyrodniczych w ostatnim nizinnym naturalnym lesie Europy.

Sprawą zajęła się Komisja Europejska (KE), która kilkakrotnie – w tym i poprzednim roku – bezskutecznie wzywała Polskę do zaprzestania wycinki.  W końcu wniosła sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a 19 lipca 2017 roku zawnioskowała o zastosowanie tzw. środków tymczasowych. Czyli nakaz wstrzymania cięć w Puszczy Białowieskiej aż do momentu ostatecznego rozstrzygnięcia sporu.

Trybunał przychylił się do wniosku i zakazał wycinki. Ale podał, że jest ona możliwa, gdy wymaga tego bezpieczeństwo publiczne. Tego chwyciła się polska strona, która uznała, że w zasadzie cała Puszcza jest miejscem, w którym jest zagrożone bezpieczeństwo publiczne. Bo suche świerki mogą zabić nawet w głębi lasu, np. przewracając się na grzybiarzy chodzących poza szlakami.

W ten sposób Polska stała się pierwszym krajem w historii UE, który nie zastosował się do środków tymczasowych.

W efekcie KE poprosiła TSUE o ściślejsze zdefiniowanie terminu „bezpieczeństwo publiczne”, a także określenie wysokości kar finansowych za nierespektowanie postanowienia Trybunału. Dziś Trybunał wydał swoje postanowienie.

Szyszko bez pola manewru

„Decyzja stwierdza jasno – wycinka musi być natychmiast wstrzymana, poza naprawdę jednoznacznymi sytuacjami zagrożenia bezpieczeństwa publicznego” – mówi OKO.press Agata Szafraniuk z ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. „Jeśli jednak to się nie stanie, to grożą nam bardzo wysokie kary, które będą płacone z kieszeni podatników. Naruszenie prawa jest jednoznaczne, informujemy o tym od prawie dwóch lat i wszyscy, łącznie z ministrem Szyszką, musieli być tego świadomi”.

Szafraniuk podkreśla też, że dzisiejsza decyzja to precedens. Bo nigdy wcześniej Trybunał nie rozważał możliwości kary na tak wczesnym etapie.

„Pokazuje ona, że Trybunał w przypadku wycinki w Puszczy nie będzie stosował taryfy ulgowej. Daje też mocny sygnał innym krajom UE, że nie ma tolerancji dla lekceważenia unijnego prawa” – dodaje.



Krok w dobrym kierunku

Postanowienie TSUE precyzuje, jak Trybunał rozumie „bezpieczeństwo publiczne”. Dopuszcza się tylko jeden wyjątek od zakazu wycinki z powodów bezpieczeństwa: konieczność zapewnienia bezpieczeństwa „w bezpośrednim otoczeniu dróg komunikacyjnych lub innej ważnej infrastruktury”. I to tylko wtedy, gdy inne, mniej radykalne środki – jak np. zakaz wstępu – nie będą możliwe do zastosowania.

„Bardzo dobrze, że TSUE doprecyzował jak powinno się rozumieć bezpieczeństwo publiczne w tym przypadku” – mówi Szafraniuk. „Myślę, że zrobił to na tyle precyzyjnie, na ile mógł.

Było to kluczowe, bo wcześniej minister Szyszko wykorzystywał tą furtkę do prowadzenia wycinki nawet w środku Puszczy Białowieskiej”.

„Nie ufajmy leśnikom”

Michał Książek, leśnik z Obozu dla Puszczy ma jednak obawy co do skuteczności postanowienia. Zaznacza, że – by zapewnić bezpieczeństwo –  wystarczy ciąć w głąb lasu na 110 proc. wysokości najwyższych drzew rosnących wzdłuż dróg. Czyli na ok. 35 m. Tymczasem obecnie Lasy Państwowe tną trzy razy głębiej, nawet na ok. 110 m.

„Boję się, że – pomimo decyzji Trybunału – LP nadal będą próbowały naciągać pojęcie bezpieczeństwa publicznego” – mówi w rozmowie z OKO.press.

„Poza tym, leśnicy rozciągają pojęcie drogi również na dróżki i dukty leśne biegnące w głąb lasu, co pozwala im ciąć daleko od głównych dróg łączących miejscowości. Więc obawiam się, że będą dalej oszukiwać. Nie ufajmy leśnikom”.



100 tys. euro za dzień

Drugie ważne rozstrzygnięcie w postanowieniu Trybunału – to określenie wysokości kary finansowej za niezastosowanie się do decyzji. To, czy Polska zostanie ukarana zależy od tego, jak będzie wdrażać postanowienie TSUE.

Nasz kraj ma 15 dni od momentu doręczenia decyzji stronom (czyli od dziś bądź od jutra), by poinformować KE, w jaki sposób to robi. „Gdyby Komisja uznała, że Polska nie przestrzega w pełni niniejszego postanowienia, będzie mogła zażądać podjęcia na nowo postępowania” – czytamy w komunikacie prasowym TSUE.

„W razie stwierdzenia naruszenia, Trybunał nakaże Polsce zapłatę na rzecz Komisji kary pieniężnej w wysokości co najmniej 100 tys. euro dziennie od dnia doręczenia Polsce dzisiejszego postanowienia aż do chwili, w której to państwo członkowskie będzie przestrzegać tego postanowienia, lub do ogłoszenia wyroku kończącego sprawę co do istoty”.

Lasy Państwowe już miękną

Ta liczba musiała zrobić wrażenie na Dyrektorze Generalnym Lasów Państwowych Konradzie Tomaszewskim, bo zdobył się na nieoczekiwaną deklarację. „Prace przy użyciu harwesterów zaszły tak daleko już i stan sanitarny został na tyle uporządkowany, iż

poważnie myślimy o tym, by podjąć decyzję o wycofaniu harwesterów i zdecydować się na pracę ręczną, czyli kombajny wyjadą z Puszczy Białowieskiej” – powiedział na antenie RMF FM.

Czy to początek kapitulacji Ministerstwa Środowiska i Lasów Państwowych w sporze o Puszczę Białowieską? Zobaczymy. We wtorek w resorcie ma się odbyć konferencja prasowa.


Abonament na wolność słowa

Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania.
W OKO.press pisze o ekologii (w tym o działalności min. Szyszki) i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym