Szef Lex Super Omnia i obrońca niezależnej prokuratury Krzysztof Parchimowicz ścigany jest tym razem m.in. za krytykę Zbigniewa Ziobry. Na kanwie tej sprawy może jednak dojść do zwrotu w dyscyplinarkach prokuratorów, bo Parchimowicz podważa legalność powołania rzecznika dyscyplinarnego

Kolejny proces dyscyplinarny szefa stowarzyszenia niezależnych prokuratorów Lex Super Omnia Krzysztofa Parchimowicza zaczął się w czwartek 16 stycznia 2020 w sądzie dyscyplinarnym dla prokuratorów w Warszawie.

Pełniący obowiązki zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla białostockiego okręgu regionalnego Marek Suchocki odczytał dwa zarzuty dyscyplinarne związane z aktywnością Parchimowicza na Twitterze i  jego wypowiedziami dla TVN24 w okresie lipiec – listopad 2017 roku.

Rzecznik dyscyplinarny Marek Suchocki, 16.01.2020
Rzecznik dyscyplinarny Marek Suchocki

Parchimowicz to twarz niezależnej prokuratury. Po przejęciu kontroli nad prokuraturą przez obecną władzę w 2016 roku został przez Zbigniewa Ziobrę zdegradowany z Prokuratury Krajowej do prokuratury rejonowej. Czyli na najniższy szczebel.

W 2016 roku wraz z grupą niezależnych prokuratorów założył stowarzyszenie Lex Super Omnia, które ostro recenzuje Zbigniewa Ziobrę i podległą mu prokuraturę. Parchimowicz płaci za to wysoką cenę w postaci wytaczanych mu dyscyplinarek. 

W czwartek w sądzie dyscyplinarnym usłyszał, że rzecznik dyscyplinarny kwestionuje jego poniższe wpisy na Twitterze z 2017 roku:

  • o ofercie pracy w Izbie Dyscyplinarnej przy SN za 33 tys. zł, po spełnieniu wymogu dyspozycyjności. Parchimowicz jako kontakt dla ofert podał maila ministerstwa sprawiedliwości. Wpis był ironiczny;
  • krytykujące Zbigniewa Ziobrę;
  • o żonie Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego.

Rzecznikowi Suchockiemu nie spodobały się też wypowiedzi Parchimowicza dla TVN24. Jako szef Lex Super Omnia apelował on do prokuratorów z Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o umorzenie śledztwa związanego ze szczecińskimi sędziami, którzy odmówili aresztów dla pracowników zakładów chemicznych w Policach.

Parchimowicz mówił, że prowadzenie tego śledztwa jest „trwaniem w błędzie”. W TVN24 ponownie skrytykował Zbigniewa Ziobrę działającego jako Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości.

Rzecznik dyscyplinarny wpisy Parchimowicza i wypowiedzi zakwalifikował jako uchybienie godności urzędu prokuratora, co w jego ocenie mogło osłabić zaufanie do jego bezstronności i godziło w powagę urzędu prokuratora.

Zarzucił mu też godzenie w autorytet, dobre imię i wizerunek prokuratury oraz Prokuratora Generalnego.

Obrońcy: rzecznik nie ma prawa ścigać prokuratorów

W czwartek rozprawa zakończyła się jednak tylko odczytaniem zarzutów. Bo trzech obrońców Parchimowicza: prokuratorzy Zbigniew Szpiczko i Andrzej Śliwski oraz sędzia Dariusz Mazur przedstawili wnioski formalne.

Krzysztof Parchimowicz i jego obrońcy na sali
Sąd dyscyplinarny. Od prawej siedzą: protokolantka, Tomasz Łoziński, Adam Łuckoś (przewodniczący składu), Arkadiusz Majewski

Pierwszy dotyczył wyłączenia ze sprawy rzecznika dyscyplinarnego Marka Suchockiego. Parchimowicz przed wielu laty był bowiem jego szefem i uważa, że teraz Suchocki może być stronniczy.

Ten wniosek rozpoznał już jednak wcześniej Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski, który odmówił wyłączenia Suchockiego.

W czwartek obrońcy Parchimowicza ponowili więc wniosek o umorzenie sprawy ze względu na fakt, że wniosek o sprawę dyscyplinarną w ich ocenie złożył nieuprawniony do tego oskarżyciel.

Obrońca Parchimowicz, prokurator Zbigniew Szpiczko z Białegostoku, przekonywał, że białostocki rzecznik dyscyplinarny Marek Suchocki nie ma legitymacji do ścigania śledczych.

Bo w czasie składania sprawy do sądu był tylko pełniącym obowiązki ten urząd, a nie pełnoprawnym rzecznikiem.

Tymczasem ustawa o prokuraturze w artykule 153 mówi, że zastępców rzecznika dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla okręgów regionalnych Prokurator Generalny powołuje na czteroletnie kadencje.

Szpiczko podkreślał, że kadencyjność rzeczników dyscyplinarnych podkreśla powagę tej funkcji. Daje im też gwarancje niezależności, bo rzecznika dyscyplinarnego można odwołać tylko z powodu naruszenia przepisów. „Kadencja chroni rzecznika dyscyplinarnego, ale też nas prokuratorów”.

Tymczasem rzecznik Marek Suchocki nie został powołany na kadencję, tylko – jak sam wyznał w sądzie dyscyplinarnym – decyzjami Prokuratora Generalnego był wcześniej powoływany na pół roku jako pełniący obowiązki rzecznika dyscyplinarnego, a dopiero od października 2019 roku ma status pełniącego tę funkcję.

Co więcej został powołany tylko na pół roku, bo do maja 2020 roku. Prokuratora z takiego powołania na pół roku można łatwo odwołać, co sprawia, że rzecznik dyscyplinarny nie ma pewności jak długo będzie pełnił tę funkcję.

Prokurator Szpiczko ponadto przekonywał w sądzie dyscyplinarnym, że taka nominacja jest próbą obejścia ustawowego wymogu kadencyjności. A co za tym idzie, świadczy o delegitymizacji działań tak powołanego rzecznika dyscyplinarnego, który nie może prowadzić postępowań dyscyplinarnych, a potem oskarżać prokuratorów w sądzie dyscyplinarnym.

Rzecznik, czy substytut rzecznika

Drugi z obrońców Parchimowicza sędzia Dariusz Mazur podkreślał, że zgodnie z artykułem 7 Konstytucji organy państwowe mogą działać na podstawie i w granicach prawa. I żaden organ kompetencji nie może sam sobie domniemywać. One muszą wynikać z prawa.

Mazur zaznaczał, że jeśli ustawa o prokuraturze mówi, że rzeczników dyscyplinarnych powołuje się na kadencje, to Prokurator Generalny nie może na to stanowisko wyznaczać dowolnych prokuratorów.

„Bo na tym stanowisku decyduje się o prawach i wolnościach obywatelskich, czy krytyce publicznych organów. Nie można iść na skróty i naciągać prawa” – przekonywał Mazur. Przestrzegał, że

jeśli by doszło do ukarania dyscyplinarnego Parchimowicza z wniosku nieuprawnionego oskarżyciela, to wygra on w przyszłości sprawę w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.

Głos zabrał też Krzysztof Parchimowicz. I on podkreślał, że z ustawy o prokuraturze wynika, że albo jest się kadencyjnym rzecznikiem dyscyplinarnym, albo nie jest się nim w ogóle. Mówił, że ustawa dopuszcza czasowe pełnienie przez kogoś tej funkcji tylko w sytuacji jeśli są „przeszkody”, by tę funkcję wykonywał rzecznik kadencyjny.

Parchimowicz przypomniał, że kadencyjność jest na tym urzędzie po to, by rzecznik dyscyplinarny nie bał się, że w każdej chwili może być odwołany. By mógł działać z otwartą przyłbicą.

Rzecznik dyscyplinarny Marek Suchocki odrzucał te argumenty.

Suchocki uważa, że może ścigać prokuratorów, bo powołał go Prokurator Generalny. Ale przyznał, że nie na kadencję. Na co zareagował sędzia Mazur: „Rzecznik mówi, że nie obowiązuje go ustawa i Konstytucja”.

A Krzysztof Parchimowicz dodał, że Suchocki nie jest traktowany przez kierownictwo prokuratury jako rzecznik kadencyjny.

„Jest traktowany jak aplikant, substytut rzecznika dyscyplinarnego” – ironizował Parchimowicz.

Sąd dyscyplinarny w składzie: przewodniczący prokurator Adam Łuckoś i prokuratorzy Tomasz Łoziński, Arkadiusz Majewski, nie rozpoznali jednak w czwartek wniosku o umorzenie sprawy. Sąd zdecydował, że wystąpi do Prokuratury Krajowej o informacje od kiedy i jakich zasadach Marek Suchocki jest powoływany na funkcję rzecznika dyscyplinarnego.

Sąd dyscyplinarny Adam Łuckoś (przewodniczący, siedzi w środku), Tomasz Łoziński (pierwszy z prawej) i Arkadiusz Majewski (pierwszy z lewej).
Od lewej obrońcy Parchimowicza: sędzia Dariusz Mazur, prokurator Zbigniew Szpiczko, prokurator Andrzej Śliwski i Krzysztof Parchimowicz

Z tego powodu rozprawę odroczono do piątego marca.

Czy Parchimowicz wywróci system dyscyplinarny?

Jeśli sąd dyscyplinarny przyznałby rację Parchimowiczowi, to podważy to system dyscyplinarny dla prokuratorów i legalność wytaczanych im dyscyplinarek. Spekuluje się bowiem, że

rok temu dziewięciu na trzynastu zastępców rzecznika dyscyplinarnego było powołanych podobnie jak Suchocki, czyli jako pełniący obowiązki, a nie na ustawowe kadencje.

Podobnego wyłomu w systemie dyscyplinarnym tyle, że dla sędziów, dokonał kilka dni temu sąd dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu. Na kanwie sprawy dyscyplinarnej sędzi Olimpii Małuszek-Barańskiej orzekł, że główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab i jego dwaj zastępcy Michał Lasota i Przemysław Radzik (wszyscy z nominacji ministra Ziobry) nie mogą ścigać sędziów rejonowych i okręgowych.

Bo nie daje im do tego kompetencji ustawa. A to głównie sędziowie z tych sądów są przez nich ścigani za obronę wolnych sądów. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Czwartkowa sprawa dyscyplinarna prokuratora Krzysztofa Parchimowicza to już trzecia jego sprawa przed sądem dyscyplinarnym. Do tej pory miał procesy o rzekomą opieszałość w pracy, za obronę sędzi Agnieszki Pilarczyk, która uniewinniła lekarzy leczących ojca ministra Ziobry. Obie te sprawy wygrał.
Pisaliśmy o tym w OKO.press.

Rzecznik dyscyplinarny może się odwołać od tych orzeczeń do Izby Dyscyplinarnej przy Sądzie Najwyższym i w sprawie uniewinnienia Parchimowicza z zarzutów o rzekomą opieszałość w pracy już się odwołał.

Z kolei w sądzie dyscyplinarnym na rozpoznanie czeka już czwarta sprawa dyscyplinarna. Też za krytykę „dobrej zmiany w prokuraturze”.

Ponadto Parchimowicza próbuje się wkręcić w mafię vatowską. Śledztwo w tej sprawie prowadzi białostocka prokuratura. Jak pisaliśmy w OKO.press zarzuty wobec Parchimowicza wyglądają na absurdalne, bo ściga się go za stosowanie i interpretację prawa.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Komentarze

Masz cynk?