10 grudnia 2021

Trzy alpinistki z Afganistanu uciekły do Polski. "Jeśli nie wyjdziesz za mąż, talibowie mogą Cię zabić"

“O tym, do czego zdolni są talibowie, słyszałam tylko z opowieści mamy i babci. Teraz sama widzę, jak to jest, gdy ktoś odbiera mi moje prawa, tylko dlatego, że jestem kobietą” - mówi OKO.press Sara, afgańska alpinistka, która razem z siostrą uciekła do Polski przed reżimem talibów

“Talibowie zapewniają, że kobiety będą mogły pracować, uczyć się, jeśli będą miały zasłonięte twarze i będą odseparowane od mężczyzn. Tymczasem nie brakuje relacji, z których wynika, że jest zupełnie inaczej. Już teraz talibowie zabraniają kobietom wychodzić z domu bez męskiego opiekuna, tak jak to było podczas ich ostatnich rządów, nie pozwalają dziewczynkom chodzić do szkół, a kobietom do biur czy na uniwersytet” - mówiła jeszcze w sierpniu Jagoda Grondecka, korespondentka z Afganistanu. Nasilające się restrykcje oraz widmo powrotu do krwawych metod rządów przez talibów sprawiają, że wielu Afgańczyków i Afganek cały czas usiłuje opuścić swój kraj.

Nieprzypadkowo o sytuacji kobiet w Afganistanie pod rządami talibów piszemy właśnie dziś. 10 grudnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka. Powód jest jeszcze jeden - trzy młode kobiety, które kilka dni temu uciekły z Afganistanu do Polski.

Sara Nazari, Asma Nazari i Shahida Fedayee są alpinistkami i należą do organizacji pozarządowej Ascend. Ascend organizowała wyprawę afgańskich wspinaczek na Noszak, która zakończyła się sukcesem - jedna z alpinistek, Hanifa Yousoufi, stała się pierwszą i jedyną do tej pory Afganką na najwyższym szczycie w kraju.

Sara Nazari, fot. archiwum własne

Po przejęciu władzy przez talibów organizacja przerwała kształcenie alpinistek w Kabulu i stara się zapewnić im bezpieczną przyszłość poza granicami Afganistanu. Do pomocy włączył się m.in. Łukasz Kocewiak, polski himalaista, oraz Polska Misja Medyczna.

Anna Mikulska, OKO.press: Co najbardziej lubisz w alpinizmie?

Sara Nazari, alpinistka i studentka anglistyki: Docieranie tam, gdzie nikt jeszcze nie dotarł. Odkrywanie nowych miejsc, poczucie, że jestem tu, być może pierwsza, a na pewno jaka jedna z niewielu. To dają mi góry.

Urodziłam się i mieszkałam w Kabulu, który leży u podnóża góry Koh-e Paghman (4 267 m n.p.m.). Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, zawsze marzyłam, żeby wspiąć się na szczyt, ale nigdy nie sądziłam, że będę mogła zajmować się wspinaczką profesjonalnie.

Jednak się udało. Jesteś alpinistką od ponad dwóch lat. Jak do tego doszło?

Po skończeniu liceum razem z moją młodszą siostrą Asmą zapisałyśmy się na program amerykańskiej organizacji Ascend, która wspiera młode kobiety w Afganistanie w zdobywaniu szczytów Hindukuszu (łańcuch wysokogórski na terenie Afganistanu i Pakistanu - przyp. red.) Pokochałyśmy to, wspinaczka daje wolność, której wszystkie potrzebujemy, zwłaszcza teraz, gdy talibowie przejęli władzę w naszym kraju.

Masz 21 lat, więc przez całe twoje życie w Afganistanie stacjonowały wojska amerykańskie, które położyły kres rządom talibów. Jak powrót reżimu wpłynął na twoje pokolenie?

Większość z nas wierzyła, że możemy budować ten kraj, studiowaliśmy nie tylko dla własnej przyszłości, ale też dla przyszłości Afganistanu, bo kochamy naszą ojczyznę i chcemy, by się rozwijała.

Wyobraź więc sobie, że prowadzisz normalnie życie, chodzisz na studia, pracujesz - ja uczę dzieci angielskiego i jesteś szczęśliwa, a nagle wszystko się zmienia.

O tym, do czego zdolni są talibowie, słyszałam tylko z opowieści mamy i babci. A teraz sama widzę, jak to jest, gdy ktoś odbiera mi moje prawa, tylko dlatego, że jestem kobietą.

Sara Nazari, fot. archiwum własne
Sara Nazari, fot. archiwum własne

W naszym rodzinnym domu nie ma dorosłego mężczyzny, jest tylko mój kilkuletni brat. Oprócz Asmy, która ma dziewiętnaście lat, mam jeszcze dwie siostry, sześcio- i szesnastoletnią. Jestem więc najstarsza i bardzo się o nie boję. Boję się też, że ktoś przyjdzie i każe mi albo Asmie wyjść za mąż, bo pod rządami talibów kobieta nie może żyć bez męskiego opiekuna.

A co jeśli byś się nie zgodziła na takie małżeństwo?

Talibowie nie pytają o zdanie, a odmowa zamążpójścia jest przestępstwem. Jeśli się sprzeciwisz, albo cię do tego zmuszą, albo zabiją.

Ostatecznie udało wam się uciec. Jak wyglądała wasza droga do Polski?

Pierwsze dni reżimu były przerażające, ale nie miałam pojęcia, że będę uciekać z kraju. Zresztą nikt nie wiedział czego się spodziewać, wiedzieliśmy tylko, że będzie bardzo źle. Tłumy pobiegły w stronę lotniska i próbowały wylecieć z kraju…

Wszyscy widzieliśmy nagrania ludzi w desperacji wskakujących na skrzydła samolotów.

Razem z Asmą wyleciałyśmy czarterem, ale to było później. Gdy świat oglądał nagrania z lotniska w Kabulu, my czekałyśmy na telefon od Ascend - organizacja starała się ewakuować wszystkie swoje podopieczne w Afganistanie, w tym nas.

A gdy zadzwonili, nie było czasu na pożegnania z przyjaciółmi czy dalszą rodziną, zresztą nikt poza mamą, babcią i rodzeństwem nie wiedział, że wyjeżdżamy - bo tak było bezpieczniej.

Wzięłyśmy więc tylko najpotrzebniejsze rzeczy i jedzenie na dwa dni. Okazało się jednak, że nie wyjedziemy, bo wszystkie przejścia graniczne są już zamknięte. Na szczęście dostałyśmy możliwość lotu do Polski dzięki zaproszeniu jako goście na Krakowski Festiwal Górski oraz dzięki pomocy Polskiej Misji Medycznej. Tyle że po drodze utknęłyśmy na dwa miesiące w Islamabadzie (stolica Pakistanu - przyp. red.) z powodu biurokracji, bo pojawiły się problemy z wizami.

Razem z nami utknęły pozostałe dziewczyny z Ascend, które ostatecznie wyleciały stamtąd do Irlandii. Do Polski przyleciałyśmy tylko my dwie. Kilka dni po nas doleciała też Shahida Fedayee, studentka stosunków międzynarodowych. To niesamowite, ile osób zaangażowało się w to, żebyśmy mogły uciec do bezpiecznego kraju. Są jak anioły.

Co robiłyście przez cały ten czas w Pakistanie?

Głównie ćwiczyłyśmy. Razem z Asmą codziennie rano uprawiałyśmy jogging. Wspierałyśmy się i motywowałyśmy, bo inaczej pewnie wpadłybyśmy w depresję. Zostawiłyśmy za sobą nasze dwie siostry, z jednej strony bałam się, że wyjazd i cała droga do Polski mnie przerośnie i że sobie nie poradzę, z drugiej nie mogłam przestać o nich myśleć i martwić się o ich bezpieczeństwo. Było ciężko, teraz obydwie jesteśmy bezpieczne, ale dalej nie jest nam łatwo.

Jesteś w kontakcie z rodziną w Afganistanie?

Rozmawiam z mamą przez telefon, cieszy się, że jesteśmy w Polsce i mamy ludzi, którzy się nami opiekują, ale i tak boi się o nasze bezpieczeństwo i o to, że musiałyśmy przerwać studia. Asma była na pierwszym roku filologii rosyjskiej.

Czasem słuchawkę bierze moja najmłodsza siostra. Bardzo mnie kocha, kiedy rozmawiamy, cały czas przypomina mi, żebym kupiła jej cukierki i przypadkiem ich nie zjadła. “Trzymaj je dla mnie” - powtarza. Mówię jej, żeby się nie martwiła, obiecuję, że kupię jej słodycze.

Myślisz, że twoim siostrom też kiedyś uda się uciec?

Jeśli sytuacja dalej będzie się pogarszać, to nie wyobrażam sobie, żeby tam zostały. Nie będą miały żadnej przyszłości.

Wolałabyś zostać w Polsce na stałe czy wrócić do Afganistanu?

Jeśli tylko sytuacja w Afganistanie znów będzie normalna, to z pewnością wrócę. Uwielbiam mój kraj i chcę w nim żyć, ale tak długo, jak jest tam niebezpiecznie, będę na emigracji. W Polsce planujemy kontynuować naukę na uniwersytecie i zacząć uczyć się języka. Kiedy już uda nam się wszystko załatwić, chcemy powspinać się w Tatrach.

Podczas konferencji prasowych talibowie zapewniali, że tym razem ich władza będzie inna, a kobiety będą miały większą swobodę niż w latach 90. i będą mogły czuć się bezpiecznie.

To kłamcy, nigdy nie uwierzę w ani jedno ich słowo.

Półtora miesiąca po moim wyjeździe talibowie zamordowali kobietę w Kabulu tylko dlatego, że jechała na rowerze. Moją przyjaciółkę pobili za “nieodpowiedni” strój.

Nie możemy same decydować o niczym, nawet o ubraniach, nie mówiąc już o tym, kogo możemy poślubić. Dopóki talibowie rządzą, kobiety nie będą miały żadnych praw. Ale nawet w takiej sytuacji Afganki dadzą sobie radę i nie złamią się. Są dzielne, wszystkie jesteśmy.

Za czym tęsknisz najbardziej?

Nie potrafię wymienić jednej rzeczy. Każda ulica, jedzenie, góry, uwielbiam wszystko w moim mieście i kraju. Nawet pył - w Kabulu miałam wiecznie brudne buty od tego pyłu. Teraz i tego mi brakuje.

***

Działania Polskiej Misji Medycznej w Afganistanie można wesprzeć na tej stronie, lub wpłacając dowolną kwotę na konto: 62 1240 2294 1111 0000 3718 5444 z dopiskiem "Afganistan".

PMM
Od lewej: Sara, Asma i Shahida w siedzibie PMM w Krakowie, fot. PMM

Udostępnij:

Anna Mikulska

Dziennikarka "OKO.press" i reporterka, z wykształcenia antropolożka kultury. Pisze o migracjach, prawach człowieka, pracy przymusowej i edukacji. Laureatka konkursu "Pisma. Magazynu Opinii" - "Między wierszami" za reportaż "Imigracja przez morze plastiku" oraz konkursu Festiwalu Wrażliwego w kategorii twórca szczególnie wrażliwy za dwa reportaże i projekt "Historie o Człowieku". Publikowała m.in. na łamach "Gazety Wyborczej", "Wysokich Obcasów", "Onetu", "Krytyki Politycznej", "Pisma. Magazynu Opinii" czy "Tygodnika Powszechnego".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne