Najbardziej prawdopodobne, że Turcja uwikła się teraz w serię kryzysów z USA i z Unią Europejską, co pchnie Erdoğana w stronę Moskwy i Pekinu. Będzie to zgodne z coraz bardziej represyjnym kursem w polityce wewnętrznej - przewiduje Dawid Warszawski. Jego analiza porządkuje chaos informacyjny, jaki panuje w polskich mediach

Co się zdarzyło w Turcji w piątkową noc?

Nie do końca wiadomo. Znany jest jednak przebieg wypadków:

  • Rada Pokoju w Kraju – bo tak zamachowcy się nazwali – ogłosiła, że dokonała zamachu by przywrócić w kraju praworządność i demokrację, bardzo poważnie pod rządami prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana ograniczone.
  • Po kilkunastu godzinach okazało się jednak, że ani zamachowcom się nie udało zająć głównych budynków państwowych, ani też nie cieszą się oni poparciem opinii publicznej, znaczących postaci życia publicznego, czy choćby większości wojska.
  • Erdogan, który przebywał akurat na wakacjach i którego zamachowcy, jak się wydaje, nie próbowali nawet zatrzymać – choć on sam twierdzi, że próbowali go zabić – zwrócił się przez Iphone z apelem do ludności, by stawiła wojsku opór. Apel, retransmitowany przez jeden z kanałów telewizyjnych, mógł się wydawać przejawem słabości, ale okazał się zaskakująco skuteczny.
  • Na wezwanie Erdigana ludność ruszyła na opanowane przez zamachowców mosty na Bosforze; ci odpowiedzieli ogniem, powodując liczne ofiary.
  • Przełom nastąpił w nocy z 15 na 16 lipca, gdy dowódca stacjonującej w Stambule I armii odbił lotnisko z rak zamachowców, umożliwiając Erdoganowi  powrót do miasta; po przybyciu wezwał swych zwolenników na wiec na lotnisku, i do demonstrowania na ulicach w całym kraju.
  • Nad ranem 16 lipca było już jasne, że zamach się nie powiódł; wojskowi na mostach opuścili swe stanowiska, porzucając mundury i broń. Wielu zostało wziętych do niewoli przez cywili, którzy ich bili i kopali. Ośmiu żołnierzy uciekło helikopterem do Grecji, gdzie poprosili o azyl polityczny. Ich helikopter Grecja już zwróciła, a ich samych też zapewne wyda niebawem.
  • W walkach – podał premier Yildrim Binali – zginęło około 265 osób, a 1440 zostało rannych; ostateczny bilans nie jest znany.

Dlaczego zamach się nie powiódł?

  • Przygotowano go i przeprowadzono w sposób wyjątkowo niechlujny, przypominający moskiewski poucz marszałka Achromiejewa w 1991 r. Zamachowcom, wywodzącym się głównie z lotnictwa i żandarmerii, nie udało się zapewnić sobie poparcia ani sił lądowych i marynarki, ani nawet znaczących postaci wśród generalicji, którą zamiast tego aresztowali.
  • Na czele zamachu stał, według nie potwierdzonych jeszcze doniesień, mało znany generał Akin Öztürk, który przez dwa lata był dowódcą lotnictwa; jedyną znaną postacią wśród domniemanych spiskowców był dowódca stacjonującej na granicy z Syrią II armii.
  • Ogłoszona przez telewizję deklaracja Rady Pokoju w Kraju była mało przekonująca: mimo sabotowania przez Erdoğana demokracji, ubiegłoroczne wybory, jak i poprzednie, były uczciwe, a partia prezydenta zdobyła w nich jednoznaczną większość.
  • Rady nie poparł żaden cywilny polityk, a wszystkie cztery partie parlamentarne, w tym kurdyjska HDP, której deputowanych Erdoğan zamierza postawić przed sądem za domniemany terroryzm, jednoznacznie potępiły zamach.
  • Opanowanie dwóch głównych stacji telewizyjnych niewiele zamachowcom dało, bo działała nadal część sieci społecznościowych, dzięki czemu Erdoğan, skądinąd wróg Internetu, mógł wygłosić swe przemówienie do narodu.
  • Wreszcie rozpoczęcie zamachu wieczorem, a nie w środku nocy, było szkolnym błędem, bo umożliwiło mobilizację cywilnego protestu zanim zamachowcom udało się skonsolidować władzę. Niektóre źródła sugerują, że zamachowcy się pośpieszyli, bo obawiali się, ze spisek może zostać wykryty; trudno jednak przypuszczać – biorąc pod uwagę zdezorganizowaną reakcję władz – że kilka godzin mogło tu zrobić jakąś różnicę.

Jakie są bezpośrednie konsekwencje nieudanego zamachu?

Prezydent Erdoğan, choć sam jest umiarkowanym islamistą, oskarżył o przygotowanie zamachu Fethullaha Gülena, tureckiego islamskiego myśliciela, przebywającego od prawie 20 lat na wygnaniu w USA. Gülen, którego wersja islamu zasadza się na potępieniu przemocy i dążeniu do dialogu z innymi kulturami, potępił zamach natychmiast po deklaracji Rady, a następnie kategorycznie odrzucił oskarżenia prezydenta. Mimo to Erdoğan zażądał od USA ekstradycji Gülena, dając do zrozumienia, że w przeciwnym razie współpraca wojskowa obu stron może zostać wstrzymana.

Turcja jest kluczowym sojusznikiem Waszyngtonu w Walce z Państwem Islamskim. Na rozkaz władz tureckich wstrzymano loty bojowe na terytoria syryjskie samolotów USA z tureckiej bazy Incirlik.

Turecki minister pracy oskarżył nawet Waszyngton, że stał za zamachem. Sekretarz stanu John Kerry z oburzeniem odrzucił te oskarżenia i stwierdził, że ewentualny umotywowany wniosek ekstradycyjny zostanie starannie rozpatrzony.

Turcja już raz usiłowała doprowadzić do ekstradycji Gülena; wniosek, życzliwie potraktowany przez administrację Obamy, został odrzucony przez sąd w Pensylwanii, gdzie Gülen mieszka.

  • Czytaj więcej o Gülenie

    Gülen jest twórcą religijnego ruchu Hizmet (Służba), do którego w Turcji należą tysiące urzędników państwowych, policjantów i wojskowych, w tym też wysokich rangą oficerów. Ruch ten był najbliższym sojusznikiem Erdoğana w walce z bojowo antyreligijnym tureckim establishmentem państwowym. Wspólnie złamali polityczną potęgę armii, skazując jedną trzecia generałów w procesach o szykowanie zamachów stanu; dziś wiadomo, że procesy te były w znacznym stopniu sfingowane. Drogi ich rozeszły się, gdy Hizmet zaczął krytykować korupcję i zamordyzm rządów Erdoğana, oraz narastający kult jego osoby.

    W grudniu 2013 r. policja i prokuratura rozpoczęły aresztowania wśród bliskich krewnych i współpracowników Erdoğana, z oskarżenia o korupcję na niewyobrażalną skalę. Erdoğan nazwał to dochodzenie próbą zamachu stanu, i kazał aresztować setki uczestniczących w nim policjantów i prokuratorów; sprawa nigdy nie stanęła przed sądem. Odtąd Gülen, oskarżany przez rząd również o powiązania z kurdyjskimi rebeliantami z PKK i Państwem Islamskim, został uznany za szefa wszechobecnego spisku terrorystycznego; dowodów na te oskarżenia nigdy nie przedstawiono.

Nazajutrz po nieudanej próbie zamachu aresztowano 2839 wojskowych podejrzanych o udział w niej. Zarazem Wysoka Rada Magistratury poinformowała o zwolnieniu z pracy 2475 prokuratorów i sędziów; dziesiątki z nich aresztowano. Nie wyjaśniono, jaki jest związek tych posunięć z zamachem stanu, ale Erdoğan od dawna oskarżał sędziów i prokuratorów, że są agenturą Hizmetu, i systematycznie ograniczał niezawisłość sądownictwa. Obserwatorzy są zgodni, że to tylko początek wielkiej czystki całego aparatu państwowego, pod kątem osobistej lojalności wobec prezydenta Erdoğana.

Jest czymś ironicznym, że Erdoğan, lubujący się w teoriach spiskowych, w końcu musiał stawić czoła realnemu spiskowi – choć jego teoria tego spisku, przypisująca odpowiedzialność zań Gülenowi, pozostaje póki co bezpodstawna. Jeszcze w trakcie trwania puczu pojawiły się też ulotki, zgodne z narastającymi w Turcji antysemickimi nastrojami, które uznały zamach za „spisek żydowski”. Można przypuszczać, że fakt, iż jego domniemany przywódca gen. Öztürk, był wcześniej attaché wojskowym w Izraelu, nastroje te może jeszcze wzmocnić. Pojawiły się zarazem tez interpretacje, ze spisek był prowokacja samego Erdoğana, szukającego pretekstu do rozprawienia się z opozycją. Powoływano się tu na – istotnie trudne do wyjaśnienia – błędy w przeprowadzeniu zamachu. Należy jednak zauważyć, że strona rządowa sprawiała wrażenie równie nieprzygotowanej.

Co to oznacza dla stosunków Turcji ze światem?

NATO, UE i USA, czyli główni partnerzy międzynarodowi Turcji, potępili zamach niemal natychmiast, mimo że wcześniej wielokrotnie krytykowali naruszanie przez Erdoğana zasad demokracji i praworządności. Uczyniła to też Rosja, z którą stosunki, fatalne od zestrzelenia w listopadzie 2015 roku rosyjskiego myśliwca nad Turcją, Erdoğan był dopiero ledwie co naprawił.

Doszło tez do pojednania z Izraelem, ale Jerozolima zwlekała z potępieniem zamachu aż stało się oczywiste, ze się nie powiódł.

Za to Egipt, z którym Ankara ma lodowate stosunki od zamachu stanu gen. Abdel Fattaha al-Sisiego, który obalił rządy demokratycznie wybranego prezydenta-islamisty Mohameda Morsi’ego, zablokował w Radzie Bezpieczeństwa, której jest obecnie niestałym członkiem, uchwałę wyrażającą poparcie dla „demokratycznie wybranego rządu tureckiego”. Kair chciał jedynie potępienia zamachowców, a uchwała wymaga jednomyślności. Najprawdopodobniej oznacza to, że wrogość między oboma wielkimi państwami muzułmańskimi się jeszcze bardziej nasili.

Sam zamach nie wpłynie na stosunki Turcji z NATO, ponieważ jest jasne, że znakomita większość armii go nie poparła, a więc standardy NATO-wskie nie zostały naruszone.

Jasne jest natomiast, że stosunki Turcji z USA są napięte. O ile Erdoğan, co mało prawdopodobne, nie przedstawi takich dowodów winy Gülena, które może uznać amerykański sąd, do ekstradycji nie dojdzie. Tym samym USA zostaną uznane za sojusznika śmiertelnego wroga tureckiego prezydenta. Trudno sobie w takiej sytuacji wyobrazić wznowienie współpracy wojskowej. Baza w Incirlik może pozostać zamknięta. Następny prezydent USA może uznać to za akt sojuszniczej nielojalności, zwłaszcza jeśli będzie nim Donald Trump.

W stosunkach z UE nic się natychmiast nie zmieni. Ale Erdoğan, w swym dążeniu do zwiększenia swej bazy politycznej, zapewne zrealizuje plan nadania setkom tysięcy syryjskich uchodźców tureckiego obywatelstwa w przekonaniu, że z wdzięczności będą na niego głosować. Uchodźcy ci przebywają w graniczącym z Syrią tureckim Kurdystanie, i ich głosy będą potrzebne, by osłabić tam poparcie dla kurdyjskiej HDP. Ale nadanie Syryjczykom tureckich paszportów prawie na pewno uniemożliwi spełnienie przez UE obietnicy o ruchu bezwizowym z Turcją, a to z kolei sprawi, że Erdoğan przestanie respektować porozumienie w sprawie uchodźców. Podobny efekt wywołają nieuchronne represji i wzrost autorytaryzmu po nieudanym zamachu. W konsekwencji stosunki z UE czeka kryzys.

Nie jest jasne, jak zamach wpłynie na najważniejszy dziś problem tureckiej polityki zagranicznej, czyli wojnę w Syrii. Wcześniej Erdoğan popierał islamistów walczących z Assadem, łącznie ze zbrojeniem ISIS i zapewnianiem im zaplecza. Pod presją USA musiał zrewidować stanowisko i dołączyć się do wojny z tzw. Państwem Islamskim, co zaowocowało serią krwawych zamachów terrorystycznych w Turcji.

Zarazem Erdoğan skłonny był zaangażować się w wojnie lądowej przeciwko armii Assada, czemu wojsko tureckie było kategorycznie przeciwne. To być może tłumaczy udział dowódcy II armii w spisku – ale ostatnio pojawiły się doniesienia, że po pojednaniu z Moskwą i Jerozolimą, Ankara chce także zakopać topór wojenny z Damaszkiem. Sadzić należy, że Erdoğan, skoncentrowany na problemach wewnętrznych, zmniejszy zaangażowanie Turcji w Syrii, także na skutek prawdopodobnych tarć z USA, i pragnieniu utrzymania dobrych stosunków z Moskwą.

Co będzie z Kurdami?

Z problemów wewnętrznych najważniejsza do tej pory była wojna z PKK (Partią Pracujących Kurdystanu), która pochłonęła w 2015 r.  ponad dwa tysiące ofiar. W tej kwestii armia turecka była podzielona: część opowiadała się za rozwiązaniem politycznym, które Erdoğan był porzucił. Nie wiadomo, jakie było stanowisko zamachowców w tej kwestii, ani co zrobi teraz Erdoğan. Czy z nieufności do armii wstrzyma działania bojowe, a lojalność kurdyjskiej HDP wynagrodzi wznowieniem negocjacji? Czy też postąpi dokładnie odwrotnie. Należy jednak zauważyć, że skłonność do politycznych kompromisów nigdy nie była jego mocną stroną.

***

Najbardziej prawdopodobne jest, że Turcja uwikła się w serię kryzysów z USA, w związku z Gülenem, i z Unią Europejską, w związku z uchodźcami i narastającym autorytaryzmem – a to pchnie Erdoğana w stronę Moskwy i Pekinu (jeszcze kilka lat temu poważnie rozpatrywał przystąpienie do Organizacji Szanghajskiej). Będzie to zgodne z coraz bardziej represyjnym kursem, jaki zapewne w polityce wewnętrznej obierze.

Turcy, którzy w poprzednich czterech udanych wojskowych zamachach w ostatnich 60 latach, w znacznym stopniu popierali wojsko w nadziei, że przywróci w kraju ład, być może jeszcze pożałują, że tym razem, z troski o demokrację, nie postąpili podobnie.

Dawid Warszawski (Konstanty Gebert) – publicysta m.in. „Gazety Wyborczej”

Dawid Warszawski (Konstanty Gebert) - ekspert i publicysta, założyciel i pierwszy dyrektor warszawskiego biura think tanku ECFR (European Council on Foreign Relations). W latach 70. współpracownik KOR, w latach 80. publicysta (ps. Dawid Warszawski) podziemnej „Solidarności”, sprawozdawca rozmów Okrągłego Stołu (książka „Mebel”). Wspierał Tadeusza Mazowieckiego jako specjalnego wysłannika ONZ do Bośni (1992-1993; książka „Obrona poczty sarajewskiej”). Jeden z głównych animatorów odrodzenia życia żydowskiego w Polsce (założyciel pisma „Midrasz”, 1997).

Specjalizuje się w tematyce bliskowschodniej, opisuje naruszanie praw człowieka w wielu miejscach świata. Dla OKO.press napisał kilkadziesiąt przenikliwych analiz o Turcji, Izraelu, polityce USA. Demaskował też politykę zagraniczną prezydenta Dudy, czy premiera Morawieckiego.


Masz cynk?