0:00
0:00

0:00

Jeśli wrócić pamięcią do zdarzeń sprzed 10, 20, 30 lat, to fale terroryzmu miewaliśmy nawet większe niż dzisiaj.
Prawda. Terroryzm w Europie słabnie od kilkudziesięciu lat.
rozmowa z Jerzym Baczyńskim, "Polityka",13 lipca 2016
Jeśli za miarodajny wskaźnik intensywności terroryzmu przyjąć liczbę ofiar śmiertelnych w danym roku, a także założyć, że Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej mówiąc „miewaliśmy” ma na myśli nasz kontynent, to faktycznie ostatnie lata wypadają pod tym względem poniżej przeciętnej – i to mimo przeprowadzonych na wielką skalę zamachów brukselskich (36 zabitych w 2016 roku), paryskich (147 zabitych w 2015 roku) i na norweskiej wyspie Utøya i w Oslo (77 zabitych w 2011 roku).

Najbardziej krwawa w Europie była dekada lat 70. Jednak pojedyncze lata z największą liczbą ofiar to 1988 i 1980, ze względu na masowe zamachy w szkockim Lockerbie i włoskiej Bolonii. Po roku 1971 aż do 1992 liczba zabitych w zamachach zawsze przekraczała 100 rocznie, a aż czterokrotnie przekroczyła 400 (w latach 1972, 1974, 1980, 1988).

Lata 90. i początek XXI wieku to okres względnego „uspokojenia”, przerywanego pojedynczymi zamachami na masową skalę (Madryt 2004, Londyn 2005).

Za najwięcej ofiar śmiertelnych odpowiadał na kontynencie terroryzm separatystów (przede wszystkim północnoirlandzkich i baskijskich, stąd najwięcej zabitych przypada na Zjednoczone Królestwo oraz Hiszpanię), w drugiej kolejności arabskich nacjonalistów oraz islamistów (tych ostatnich szczególnie od roku 2004), poza tym europejskiej skrajnej prawicy (Włochy, Francja, Norwegia) i skrajnej lewicy (przede wszystkim Włochy, a także RFN).

Warto zaznaczyć, że uspokajający ton Donalda Tuska nie daje się żadną miarą odnieść do sytuacji ogólnoświatowej. W latach 2001-2014 liczba ofiar zamachów w Europie Zachodniej (420) stanowi ułamek wszystkich ofiar terroryzmu na świecie (ponad 108 tysięcy), w tym najwięcej w Iraku, Afganistanie, Pakistanie i Nigerii.

;

Komentarze