„Zapomnijcie o tych podziałach na zabór rosyjski, pruski, wschód, zachód, więcej wierzących, mniej wierzących. To nie ma znaczenia, uwierzcie mi. Każdego można przekonać, jeśli ma się odwagę, dobrą wolę. I wtedy można wygrywać” – mówił Donald Tusk podczas obchodów rocznicy 4 czerwca w Gdańsku. Publikujemy pełny tekst jego przemówienia

„Pamiętam jak wychodziliśmy ze stoczni, prawie wszyscy płakali, mieliśmy poczucie, że ten strajk jest przegrany. To był maj. Kilka miesięcy później, po kolejnym strajku sierpniowym, losy Polski i losy Europy odwróciły się w tą dobrą, piękną stronę, dzięki tym samym ludziom, tylko z jednego powodu. Oni nie stracili nadziei i wiary w to, że ich wysiłek i walka ma sens, nie poddali się pomimo jednej, bolesnej porażki” – mówił w Gdańsku Donald Tusk.

„Trzeba być odważnym, zdeterminowanym, ale też mieć dobre pomysły. Trzeba być sprytnym. Nie można dać się ograć, nawet jeśli pierwszy mecz się przegrało”.

„Fenomen polskiego zwycięstwa polegał na tym, że Polacy nie podzielili się wówczas na wschód i zachód, wieś i miasto, biednych i bogatych, to w ogóle nikomu do głowy nie przyszło. Ludzie mieli tak wielką wyboraźnię, że potrafili zbudować porozumienie na rzecz bezkrwawej rewolucji z rządem komunistycznym”.

„Jak ja słyszę tłumaczenie, nie gniewajcie się, ale nie mogę tego słuchać, że oni mają media publiczne, więc nie można nic zrobić. Wtedy, tamci też mieli media publiczne i wszystkie media, a my mieliśmy ulotki, gazetki, całe noce żeśmy zarywali. Nikt nie narzekał. Ok, wasza telewizja publiczna, nasz Internet, przecież nie musimy czekać na łaskę Jacka Kurskiego”.


Publikujemy pełną treść przemówienia Donalda Tuska, byłego premiera Polski i obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej, które wygłosił on podczas gdańskich obchodów 30. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów do Sejmu.


Jesteście gośćmi Pawła Adamowicza

„Dziękuję bardzo za to gorące powitanie, ale tak z ręką na sercu muszę powiedzieć, że w Gdańsku to ja witam serdecznie, bo to moje miejsce na ziemi. Witam gdańszczan, wszystkich, którzy przyjechali do nas w ten dzień z całej Polski. Jesteście dzisiaj wszyscy gośćmi Pawła Adamowicza. Pani prezydent, droga Olu, Paweł Adamowicz jest tutaj dzisiaj z nami nie tylko dlatego, że to była jego idea, aby spotkać się z gdańszczanami i wszystkimi Polakami właśnie dnia 4 czerwca, ale przede wszystkim dlatego, że jego piękne, tak tragicznie zakończone życie i jego niezwykle symboliczna śmierć, mówią nam więcej o naszej historii i teraźniejszości niż najlepsze przemówienia.

fot. Anton Ambroziak /OKO.press

Chcę także właśnie dzisiaj serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy w roku 1970, w 1980, przez cały stan wojenny, 1988, 1989, tak jak Lech Wałęsa, robili wszystko co w ich mocy – czy była dobra pogoda czy zła, czy były powody do rozpaczy, czy do nadziei – ale którzy wytrzymali w tym długim marszu do wolności i niepodległości i nigdy nie zrezygnowali z pięknej, obywatelskiej wiary, że cud wolności i niepodległości może się zdarzyć.

Dziękuję tym, którzy strajkowali, ale dziękuję też tym którzy w ostatnich latach, wtedy kiedy trzeba było, wychodzili na ulice, żeby kontynuować dzieło tych, którzy tę wolność i niepodległość dla nas Polaków wywalczyli. Tym wszystkim, którzy nie bali się brzydkich słów, nienawiści w mediach. Wiem, że wielu z was jest dzisiaj tutaj i chciałem Wam złożyć najniższy ukłon. Dzięki wam Polska to jest wciąż najpiękniejsze miejsce na ziemi, a Polacy to wielki, dumny, europejski naród, nawet jeśli nie zawsze mamy szczęście do władzy.

Przypowieść o nadziei w czasach beznadziei

Chcę wam opowiedzieć o tych kilku dniach z roku 1988 i o kilku dniach z roku 1989. Niech to będzie krótka przypowieść o nadziei w czasach beznadziei i o tym, że można wytrzymać najcięższą próbę, jeśli ma się wiarę i jeśli wokół ma się solidarnych ludzi.

W maju 1988 nikt nie wierzył, że wolność i niepodległość jest tuż za progiem. W stoczni, gdzie był Lech Wałęsa, i na uniwersytecie, gdzie był Paweł Adamowicz, głównie młodzi ludzie, najmłodsi stoczniowcy i studenci postanowili ponownie zastrajkować  o wolną i niepodległą Polskę.

Pamiętam wówczas pogardliwe, pełne szyderstwa słowa rządowych przedstawicieli: „jest ich tylko 300”. No było kilkuset, może więcej.

Pamiętam jak wychodziliśmy ze stoczni, prawie wszyscy płakali, mieliśmy poczucie, że ten strajk jest przegrany. To był maj. Kilka miesięcy później, po kolejnym strajku sierpniowym, losy Polski i losy Europy odwróciły się w tą dobrą, piękną stronę, dzięki tym samym ludziom, tylko z jednego powodu. Oni nie stracili nadziei i wiary w to, że ich wysiłek i walka ma sens, nie poddali się pomimo jednej, bolesnej porażki.

Kochani, ich było naprawdę tylko trzystu, was tylko tutaj jest kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jaki jest powód, żebyście mieli zwiesić głowy?

Trzeba być odważnym

Pamiętam taki obrazek, kiedy o wiele więcej ludzi niż było strajkujących, stało w bardzo długiej kolejce do kas w hali Oliwia. To byli ci, którzy nie strajkowali, stali po wypłatę. Mogłoby się wydawać, że nic bardziej przygnębiającego w tych dniach nie można zobaczyć. Kilka miesięcy później, w sierpniu, w tej samej stoczni solidarnie strajkowali. Jednym z powodów było to, że Solidarność podziemna była nieźle zorganizowana i postanowiła zadbać o tych wszystkich, którzy na strajk się zdecydowali i zorganizowaliśmy pieniądze tak, aby walka o wolność nie była zbyt kosztowna, kiedy można sobie nawzajem pomóc. Mówię o tym dlatego, żebyśmy dzisiaj pamiętali o bardzo ważnym wskazaniu jakim jest rok 88 i 89.

Trzeba być odważnym, zdeterminowanym, ale też mieć dobre pomysły. Trzeba być sprytnym. Nie można dać się ograć, nawet jeśli pierwszy mecz się przegrało.

Lech Wałęsa jest sławny na całym świecie nie tylko dlatego, że jest bohaterem narodowym. Nie tylko, że jest laureatem nagrody Nobla i pierwszym prezydentem, nie tylko dlatego, że tak de facto on obalił mur berliński, ale dlatego, że jest wcieleniem tego marzenia wszystkich, prostych, normalnych ludzi, że można czasem chłopskim sprytem, czasami nadzwyczajną odwagą, cierpliwością, uporem można obalić mury, nie tylko berliński. Musimy odnaleźć w sobie taką gotowość, także w najbliższych miesiącach. Nie tylko do odwagi, determinacji, ale także do dobrych pomysłów i sensownych, zdroworozsądkowych zasad.

Każdego dnia pracować na zwycięstwo

Przejdę tu do rzeczy. Szczere powiem nie dbam o to, że gdzieś w telewizji powiedzą, że Tusk znów nie zajmuje się tym, co powinien robić, że nie mam prawa mówić o tym, co dzisiaj jest potrzebne w Polsce.

Chcę dzisiaj wszystkim Polakom i tym wszystkim, którzy mają odwagę i gotowość stanąć na czele ludzi, wtedy kiedy sprzyja im los i wtedy, gdy sytuacja jest ciężka.

Wyciągnijcie kilka prostych wniosków, i to są moje rady, które płyną z tamtego doświadczenia.

Po pierwsze ci ludzie, jak już powiedziałem, nigdy się nie poddali. Lech Wałęsa, a ja go pamiętam z takiego ponurego, grudniowego dnia, jak przyszedł pod stocznie, gdzie wspólnie z innymi organizowaliśmy nielegalną rocznicę grudnia 1970. Powiedział: jestem tu po to, żeby wam powiedzieć jedną rzecz. Za rok spotkamy się tu i będzie tutaj stał wielki pomnik i będzie poległych stoczniowców. I po roku, staliśmy razem z Lechem Wałęsą, nad nami górował wielki pomnik poległych stoczniowców.

Druga rada: że to żeby ciężko każdego dnia na to zwycięstwo pracować. Lech Wałęsa nie ma już dzisiaj 20 lat. Nie ma tygodnia, żebym nie widział Lecha Wałęsy gdzieś w Polsce, w małym czy dużym mieście czy na wsi, zachęca ludzi, żeby wytrwali. W koszulce z napisem, z którego niektórzy się śmieją, mówię o tych, którzy generalnie konstytucji nie lubią albo gdzieś na świecie, gdzie jest witany na stojąco brawami przez tych, którzy kochają Polskę.

Gdybyśmy wszyscy zrobili 1/10 tego, co robi nawet dziś Lech Wałęsa, to byśmy mieli weselsze miny.

Trzecia lekcja: nie wykluczać

Jest trzecia lekcja z 88 i 89 roku: tam nikt nikogo nie wykluczał.

Fenomen polskiego zwycięstwa polegał na tym, że Polacy nie podzielili się wówczas na wschód i zachód, wieś i miasto, biednych i bogatych, to w ogóle nikomu do głowy nie przyszło. Ludzie mieli tak wielką wyobraźnię, że potrafili zbudować porozumienie na rzecz bezkrwawej rewolucji z rządem komunistycznym.

Oglądamy dzisiaj te zdjęcia: generałowie Kiszczak, Jaruzelski z Wałęsą i Kaczyńskim piją wódkę. Kaczyńskiego teraz na tych zdjęciach nie ma, ale ja widziałem te prawdziwe.

Mówię o tym, nie po to, żeby dokuczać, ale dlatego, żeby powiedzieć rzecz dla mnie najbardziej oczywistą. A co mieli robić, strzelać do siebie?

W Pekinie, dokładnie tego samego dnia, tego samego roku pewna grupa ludzi zamarzyła o wolności i demokracji i na oczach świata została rozjechana czołgami i rozstrzelana. To jest symboliczny moment, bo pokazuje dwie drogi, które stoją przed światem także dziś.

Polska pokazała Europie i całemu światu, że można bez przemocy i rozlewu krwi zbudować demokrację, dac ludziom wolność i kontrolę nad władzą. Model chiński stanowi alternatywę dla tego sposobu myślenia, dla tej wizji.

Te dwie wizje są dziś obecne także w świecie i w Europie. Bez większego ryzyka mogę powiedzieć, że ten dylemat pojawia się także w polskiej polityce.

Dlatego ten 4 czerwca jest ważniejszy niż tylko sentymentalna, nostalgiczna podróż do chwil zwycięstwa. 4 czerwca musi odgrywać się w naszych sercach każdego dnia. Bo to jest także dylemat, który opisuje naszą przyszłość, nie tylko przeszłość. Nic nie jest dane raz na zawsze i dlatego determinacja jest tak potrzebna.

Trzeba wyjść do każdego, bez wyjątku

Mówiłem o włączaniu wszystkich ludzi. Pamiętajmy o tym. Dzisiaj oczywiście żadna Magdalenka nie jest potrzebna. Mamy demokrację, mamy pewne narzędzia. Nie chodzi o kicz pojednania, że politycy wrogich obozów będą sobie ściskali ręce, chociaż oczywiście lepiej rękę podać.

To jest dzisiaj zadanie dla wszystkich partyjnych liderów. Uwierzcie, że Polacy w każdym polskim mieście, w każdej wsi, są gotowi do dialogu, rozmowy, porozumienia.

Ja nigdy nie spotkałem się z agresywną odmową do dialogu, kiedy poważnie traktowałem swojego rozmówcę. Trzeba tylko wyjść do każdego bez wyjątku. Mówię o nieustannej, codziennej pracy, wszędzie tam gdzie to jest możliwe. Za mną stoją samorządowcy, ludzie, którzy wygrali w pierwszych turach wybory samorządowe, ci sami ludzie potrafili zagłosować na nich, a nie zawsze potrafili zagłosować kilka miesięcy później na partie polityczne.

Może dlatego, że samorządowcy to są z definicji ludzie, którzy muszą być wśród ludzi. Zapomnijcie o tych podziałach na zabór rosyjski, pruski, wschód, zachód, więcej wierzących, mniej wierzących, nie! To nie ma znaczenia, uwierzcie mi. Każdego można przekonać, jeśli ma się odwagę, dobrą wolę. I wtedy można wygrywać. Parę razy to się nam udało.

Moja trzecia rada. Ja pamiętam tamtą solidarność, rok 88 i 89. Były spory, ale nikt na nikogo publicznie nie nadawał. Ja proszę: ci wszyscy, którzy chcą wygrywać na rzecz wolności i demokracji, niech mówią o sobie dobrze albo wcale. Macie duży talent, potraficie dowalić, ale wykorzystajcie to w odpowiednim kierunku.

Zostawcie potencjalnych sojuszników na łatwiejsze czasy.

Jesteście pozytywną siłą

Chcę też przekonać was, że nie jesteście żadnym antypisem. Nie jesteście negatywną siłą, która nie ma żadnego pomysłu, która jest tylko przeciw. To jest nieprawda!

Tak samo jak wówczas, w roku 1989, Solidarność była pozytywną siłą. Oczywiście była przeciw władzy, ale dlatego, że była za. Za wolnością, za demokracją, za rządami prawa, za dobrą konstytucją, za wejściem we wspólnotę polityczną Zachodu.

Jak tak powtarzam za czym była Solidarność i dlaczego była taka pozytywna, to sobie uświadamiam, że przecież o dokładnie to samo chodzi dzisiaj tym, którzy chcą poparcia Polaków. Przecież oni są pozytywni. Jesteście siłą dobrą, a nie złą. To oni są przeciw, a wy jesteście za. A ludzie wolą tych, którzy są za, a nie przeciw.

Jesteście dzisiaj trochę przygnębieni. No ale tydzień wystarczy, tak? Gdyby ci w 1988 byli przygnębieni, to nie wiadomo gdzie dzisiaj byśmy byli. Ale smutasy nigdy niczego nie wygrają.

Uwierzcie w to, że to o co wy walczycie, to jest to o czym mówił polski papież, którego rocznicę obchodzono.

Ja oczywiście zadałem sobie przez chwilę pytanie – a byłem oczywiście na wielu pielgrzymkach papieskich, w stanie wojennym czy przed powstaniem Solidarności to była jedyna taka forma wielkiej, publicznej manifestacji – ale, szczerze mówiąc, dlaczego pielgrzymkę papieską, która miała miejsce w Warszawie, Gnieźnie, Częstochowie, akurat obchodzono w Gdańsku. Można by to jakoś logiczniej poskładać, mam pewne domysły, ale nie będę psuć nastroju dzisiejszego spotkania.

„Wasza telewizja, nasz internet”

Tamci młodzi ludzie w stoczni i na gdańskim uniwersytecie razem z Pawłem Adamowiczem mieli przeciw sobie władzę, która dysponowała policją, wojskiem, mieli też wszystkie media.

Jak ja słyszę tłumaczenie, nie gniewajcie się, ale nie mogę tego słuchać, że oni mają media publiczne, więc nie można nic zrobić. Wtedy, tamci też mieli media publiczne i wszystkie media, a my mieliśmy ulotki, gazetki, całe noce żeśmy zarywali. Nikt nie narzekał. Ok, wasza telewizja publiczna, nasz Internet, przecież nie musimy czekać na łaskę Jacka Kurskiego.

Lech Wałęsa dał nam przykład jak zwyciężać mamy. Zawsze to powtarzam, jeśli ktoś myśli, że słowa hymnu są tylko historyczne. Nie, on jest tutaj z nami.

Najważniejsze przykazanie. Nie dzielcie się wtedy, kiedy nie ma takiej oczywistej potrzeby.

Nie wierzcie tym, którzy mówią, że 40 procent to jest nic. To było możliwe dlatego, że trochę żeście się połączyli. Jeśli wy uprzecie się, to przekonacie także partyjnych liderów. Dla mnie oczywistym wnioskiem z ostatnich wyborów jest to, że to było połączone i szerokie, a że zabrakło to tylko dlatego że nie było dość połączone i dość szerokie, a nie odwrotnie.

Samorządowcy wiedzą, jak wygrywać

Padły tutaj ważne słowa ze strony liderów samorządu terytorialnego. Są gotowi zaangażować się w najbliższe wybory. To są ludzie, którzy wiedzą jak dzisiaj wygrywać, chcą pomóc w wyborach do obu izb. Ja lubię takie wyniki do jednego, lubię 27:1, ale dzisiaj bardziej myślę o 99:1, w wyborach do Senatu w 1989 roku.

Wsparci autorytetem i zdjęciem Lecha Wałęsy, a przede wszystkim wolą ludzi, wygrali wybory do Senatu. To był ten moment, gdy ówczesny przeciwnik zrozumiał: ta gra jest skończona.

Proszę was wszystkich, abyście poszli śladami naszych bohaterów samorządu terytorialnego.

Żebyście przekonali, że w wyborach do Senatu możemy im zrobić powtórkę z rozrywki, możemy wygrać.

Wiem, że to jest ważne dla dla Polski, dla Polaków i dla całej Unii Europejskiej. Nie to, żeby ktoś kogoś pokonał, tylko żeby znowu wygrać to, co wygraliśmy wówczas. I to są zawsze te najpiękniejsze, najprostsze słowa. Wolność, demokracja.

Nie ma wolności bez solidarności. Ja głęboko w to wierzę, że będziemy w stanie wydobyć ze swojej piersi ten okrzyk wiary.

Na mnie możecie zawsze liczyć. Dziękuję”.

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press