Media publiczne cały czas awarię ściekową nazywają „katastrofą ekologiczną". Pokazują wannę pełną brudnej wody z pytaniem "czy warszawska kranówka nadaje się do picia?”, choć wiadomo, że ujęcie wody pitnej jest bezpieczne. Straszą chorobami, którymi zarazić się można pijąc wodę prosto z brudnego kanału. Na deser TVP łączy wszystko z Deklaracją LGBT+

„Ja uważam, że rząd powinien wziąć to za łeb i wszystko powyrzucać” – komentuje sprawę awarii przypadkowy przechodzień w wydaniu „Wiadomości” TVP w piątek, 30 sierpnia o 19.30.

Wzburzenie mężczyzny nie dziwi. W końcu, gdyby wierzyć mediom publicznym, władze Warszawy najpierw próbowały ukryć awarię, a teraz udają, że nic się nie stało. Na szczęście rząd wraz z wojskiem zbudują most pontonowy. Tylko w taki sposób da się uniknąć

  • „nieodwracalnej katastrofy ekologicznej”,
  • „degradacji Wisły”
  • i zatrucia ludności salmonellą i glistą ludzką.

OKO.press przyjrzało się, w jaki sposób rządowe media informują obywateli o tym, co właściwie dzieje się w Warszawie i jakie są tego konsekwencje dla Polski. Oto ta narracja. Tylko dla osób o mocnych nerwach.

„Katastrofa ekologiczna”

Przekaz o „katastrofie ekologicznej” pojawił się już w środę nie tylko w wypowiedziach polityków PiS, ale też w wieczornym wydaniu „Wiadomości” TVP. Wszystko trwało jedynie trzy minuty. Pracownicy TVP na dobre rozkręcili się dopiero w czwartek, poświęcając awarii rurociągu około 16 z 30 minut programu.

„Nie wiadomo, kiedy uda się powstrzymać katastrofę ekologiczną w Warszawie (…) Władze miasta przyznają, że nie mają rozwiązania. Premier zwołał sztab kryzysowy” – zaczęła 29 sierpnia zapowiadać prowadząca Edyta Lewandowska.

Na pasku pojawił się napis: „Katastrofa ekologiczna w Warszawie”. Sam zwrot pojawił się w ciągu pierwszej 1,5 minuty aż pięć razy.

„Katastrofa ekologiczna” to oczywiście nieodwracalne zmiany w środowisku, które doprowadzają do wyginięcia gatunków. Wypływ ścieków z lewobrzeżnej do Wisły, czyli powrót do sytuacji sprzed 2012 roku, jest kryzysem, z którym trzeba walczyć, ale nie katastrofą.

„Mówienie o «katastrofie», porównania do Czarnobyla (…) Wszystko to ma wywołać strach. A co będzie w przyszłości, w razie – nie daj Boże – prawdziwego zagrożenia?” – pytał w oświadczeniu prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Według PiS oznacza to bagatelizowanie sprawy przez warszawski ratusz. „Wiadomości” TVP mówią wprost – „władze miasta nic w sprawie nie robią”. I kamera pokazuje Trzaskowskiego przechadzającego się po moście Świętokrzyskim.

„Czy woda w Warszawie nadaje się do picia?”

To pytanie media publiczne zadają od środy, ale nadal nie zdołały znaleźć na nie odpowiedzi. Choć woda pitna w Warszawie nie bierze się z Wisły, ale z ujęcia spod dna i do tego położonego kilka kilometrów w górę rzeki (czyli na południu), Mariusz Błaszczak obiecuje, że wojsko dostarczać będzie wodę cysternami, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji wystosowało komunikat o tym, że kranówka jest bezpieczna, ale TVP Info ma swój sposób na podawanie tego newsa. Czytelnik portalu na pewno jest uspokojony, widząc tytuł „Czy woda w warszawskich kranach jest bezpieczna?” i ilustrację z wanną wypełnioną brunatną cieczą.

Artykuł ukazał się 29 sierpnia, ale zdjęcie chyba nie zrobiło oczekiwanego wrażenia, bo w piątek 30 sierpnia recyklingował je na Twitterze Samuel Pereira, szef portalu TVP.info:

TVP Info informuje też, że „Kontakt z zanieczyszczoną wodą z Wisły grozi problemami jelitowymi i chorobami skóry”. Powołując się na portal poradnikzdrowie.pl media podają, że w „zanieczyszczonej wodzie mogą znajdować się też chorobotwórcze patogeny salmonelli i jaja takich pasożytów jak tasiemiec czy glista ludzka. Kontakt z brudną wodą może doprowadzić do wysypki, swędzenia i zatrucia układu pokarmowego, które objawia się np. bólami brzucha, nudnościami, wymiotami i biegunkami”.

Stąd ważny apel – nie pijmy wody z Wisły. Choćby nie wiem, jak kusiło.

Przed czerpaniem wody pitnej z Wisły przestrzegał także Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera Morawieckiego:

„Apelujemy, żeby ludzie nie wchodzili do Wisły. Tam, gdzie jeszcze ta fala ścieków warszawskiej Platformy nie dopłynęła, żeby ludzie nałapali sobie wody na zapas”.

W materiale wideo TVP Info („Mieszkańcy Warszawy oburzeni na ratusz za ukrywanie wypływu ścieków do Wisły”) szereg wypowiedzi mieszkańców Warszawy, którzy nie wierzą, że kranówka jest czysta, dlatego robią zapasy wody butelkowanej.

Bez słowa komentarza redakcyjnego o tym, jaki jest rzeczywisty stan rzeczy. Ich wypowiedziom towarzyszy posępna muzyka i przebitki na lejącą się ciemną breję.

To i tak nic, bo w Płocku, do którego ścieki dotarły w piątek, zdaniem TVP wodę w sklepach wykupiono w popłochu już w czwartek.

Zrzut ekranu z „Wiadomości” TVP 30.08.2019

Trzaskowski zajmuje się gejami zamiast infrastrukturą

W rekordowym czwartkowym wydaniu „Wiadomości” TVP dowiedzieliśmy się, że awaria rurociągu doprowadzającego ścieki do oczyszczalni Czajka spowodowana została Paradą Równości.

Bowiem zamiast unowocześniać infrastrukturę, Trzaskowski zajmuje się „walką ideologiczną o prawa osób LGBT” (brawa dla pracowników TVP za przyznanie, zapewne pomyłkowe, że chodzi mimo wszystko o osoby i ich prawa, a nie żadną «ideologię LGBT» ).

Od razu od ścieków przeszło na zdjęcia Pawła Rabieja w łóżku z jego partnerem Michaelem Cessanisem, Paradę Równości, Deklarację LGBT+ i uczenie sześciolatków o masturbacji.

Nie bez winy jest także Strefa Relaksu urządzona przez ratusz na placu Bankowym: „Mieli na ustawianie palet, a nie mieli czasu na poprawianie infrastruktury wodociągowej” – komentują prawicowi publicyści w „Wiadomościach” TVP.

„To nie pierwszy raz, gdy nad Warszawą unosi się fatalny zapach złego zarządzania miastem” – komentuje Jakub Krzyżak, na co dzień student dziennikarstwa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, przywołując kryzys śmieciowy sprzed roku.

„Wiadomości” TVP w czwartek pokazują pasek „Katastrofa Trzaskowskiego zagraża Wiśle”, a w piątek wyrzucają, że prezydent nie przeprosił jeszcze poszkodowanych i pytają, kiedy poda się do dymisji.

Publicyści „Do Rzeczy” i inni „eksperci” przesądzają, że władze miasta próbowały ukryć zrzut nieczystości. (Oczywista bzdura, wyjaśniana wielokrotnie przez służby miejskie i Trzaskowskiego).

Co więcej, jak przedstawiano to w czwartek w programie „Jedziemy” Michała Rachonia, PO nie ma kogo wysłać do badania sprawy, bo w ratuszu zatrudnieni są sami politycy, żadnych specjalistów od wodociągów i kanalizacji. Więc nikt nawet nie zszedł i nie zobaczył, co tam się dzieje. Nikt. Tak było. Zdaniem b. satyryka Jana Pietrzaka.

Niezwykłą analizę polityczną całej sytuacji przedstawił także Dawid Wildstein. Wiceszef publicystyki TVP1 stwierdził, że tak by właśnie wyglądała ta słynna decentralizacja, której chce PO. Samorządy PO-wskie dokonywałyby zrzutów ścieków na samorządy PiS-owskie.

Wszystko to wygłaszał mając za plecami zdjęcia europalet ze Strefy Relaksu.

Nie jest to pierwszy raz, gdy Dawid Wildstein dał się sfotografować wśród palet.

Dwulicowi ekolodzy na pasku Platformy

Ekologia to kolejny ważny wątek opowieści rządowych mediów. O ekologię dba rząd, próbując pomóc niefrasobliwym władzom Warszawy. Za to ci, którzy podobno zajmują się ekologią, są tak naprawdę zblatowani z Platformą Obywatelską i nabierają wody w usta.

„Hipokryzja! Greenpeace protestuje przeciw Via Carpatia, milczy wobec katastrofy ekologicznej w Warszawie” – grzmiał w czwartek nagłówek wpolityce.pl. Gdy Greenpeace zabrało głos, nie było wcale lepiej: „3 tys. litrów ścieków trafia co sekundę do Wisły, ale Greenpeace nie widzi problemu! Rzecznik Greepeace: „To cyniczna rozgrywka polityczna”.

Wieczorem wątek podchwyciły „Wiadomości”. „Podwójne standardy pseudoekologów” – grzmiał pasek. Pochwalono WWF Polska za to, że wydali oświadczenie o „zagrożeniu dla Wisły”, ale zrugano Greenpeace Polska za komentarze o politycznym wykorzystywaniu awarii. Zielonych jak zwykle podsumowano jako niewiarygodnych członków PO.

Jaka jest zatem sytuacja według ekspertów TVP?

„Gołym okiem widać jak jest” – tłumaczy autor materiału o pseudoekologach, Rafał Wolski. Od ścieków płynnie przechodzimy do płonącej Amazonii i tego, w jak haniebny sposób ekolodzy czepiają się konserwatysty Jaira Bolsonaro, prezydenta Brazylii.

Dowiadujemy się, że bogate kraje Zachodu wykorzystują ekologię jako narzędzie narzucania swojej woli biedniejszym krajom. Zdaniem Marcina Wolskiego polski rząd nie tłumił protestów przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej, za to niemiecki rząd brutalnie rozprawiał się z protestującymi przeciwko wycince lasom w Bawarii.

Jaki z tego wniosek? Taki, że o tym, czy coś jest „katastrofą ekologiczną” orzekać mogą tacy mężowie stanu i specjaliści jak Henryk Kowalczyk i Marek Suski, a nie jacyś ekolodzy i aktywiści chodzący na pasku wielkiego zielonego kapitału.

A media milczą!

Media milczą – zdaniem mediów publicznych. Ale nie te polskie, bo polskie relacjonują „katastrofę”, choć kłamliwie, bo w tonie uspokajającym. Milczą media zagraniczne.

„Czy ktoś już widział nagłówki w zagranicznej prasie o gigantycznym wycieku ścieków w Warszawie ? Czy UE która współfinansowała oczyszczalnię #Czajka domaga się wyjaśnień ? Czy na miejsce lecą już lotne brygady europejskich ekologów, którzy będą ratować unurzane w ścieku żyjątka?” – dopytuje na Twitterze Daniel Liszkiewicz.

TOP TVP INFO podaje na Twitterze lapidarną historię pewnego śledztwa dziennikarskiego: „Michał Rachoń sprawdza, czy organizacje ekologiczne zareagowały w jakiś sposób na katastrofę ekologiczną w Warszawie. Wyniki wskazują na brak zainteresowana zrzutem ścieków do największej polskiej rzeki – Wisły”.

I tak leci ten codzienny kabarecik. Pomysły, gagi i teksty jednak zalatują ściekiem.


Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Komentarze

    • Ryszard Andrzejak

      No no, żeby Pirkom przeszkadzał smrodek, który smai jak mogą i gdzie mogą rozsiewają . :O
      Przypomnę –
      Frederic Martel, francuski dziennikarz, publicysta w swojej książce „Hipokryzja i władza w Watykanie” zawiera taką tezę, "że im większym homofobem jest katolicki duchowny, tym większe jest prawdopodobieństwo, że jego ataki ( na homoseksualistów {podkr. moje} ) są nieszczere i mają coś ukryć." Z moich doświadczeń FB – napotykania tam na pana wpisy, mogę z dużą pewnością przypuszczać, iż ta zasada nie dotyczy li tylko środowiska duchownych. Można z dużą pewnością odnieść ją do osób świeckich, którzy z różnych powodów zrażeni zostali własnymi doświadczeniami w mieszaniu "kakałku". Natomiast jest jeszcze jedna uwaga co do celów pańskich wystąpień, to złośliwość wynikająca z uzyskiwania satysfakcji z zaśmiecenia atmosfery, wprowadzenia antagonizmów.
      A tak na koniec, tak wprost "ogarnij się facet" i wykrzesaj z siebie troszkę empatii. Może to trudne, ale spróbuj.

    • Andrzej Lisiak

      To samo chciałem powiedzieć. Dodając, że most "pontonowy na rzece o głębokości około pół metra (aktualnie) to nonsens. W takich razach wbija się pale i montuje sztywną przeprawę.

      • Ryszard Andrzejak

        Panowie, jest inne rozwiązanie. Wystarczy podwiesić tą konstrukcję na balonach napełnionych helem. Spełnią podobną rolę jak hejterskie balony informacyjne w pisowskiej TVP.

    • Jan Helak

      I tu się mylisz, kolego. Rura nie musi być sztywna – np. z polietylenu, który jest elastyczny, a jednocześnie wytrzymuje ciśnienie do 10 albo 16 atmosfer, zależnie od grubości ścianki. Bo w takim rozwiązaniu ścieki należałoby pompować – oczywiście po próbie szczelności zmontowanego rurociągu, inaczej nie ma mowy. Zaś dla tych, którzy chcieliby mnie tu sekować, drobna informacja: jestem inżynierem sanitarnym z uprawnieniami budowlanymi i projektowymi w zakresie wodociągów i kanalizacji, członkiem Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa.

  1. Andrzej Kolasa

    Ma być strach, to cel tych relacji, a efektem ma być przy wyłączonym myśleniu głosowanie zgodnie z dyrektywa partyjną. To przykład kreowanego obecnie język znacznej części mediów i polityków, co ważne nie tylko opcji rządzącej, jest to język o zero jedynkowym wymiarze sprowadzony do skrajnie prostego, czy prymitywnego przekazu swój – obcy, dobry – zły itp. Taki przekaz medialny dramatycznie ogranicza odbiorcom zdolność rozumienia otaczającej ich rzeczywistości. Za cel ma on doprowadzić potencjalnego wyborcę do stanu w którym nie ma on myśleć, tylko głosować zgodnie z dyrektywa partyjną. Jest to efektem wypłukania przekazu medialnego serwowanego społeczeństwu z mądrze ułożonych i prowadzonych debat na tematy ważne dla społeczeństwa….

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press