Nad ranem w poniedziałek 9 marca 11 aktywistek weszło na teren kopalni w Tomisławicach, jednej z odkrywek prywatnego Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Zablokowały pracę kopalni degradującej środowisko naturalne: po otwarciu odkrywki pobliska Noteć wyschła na odcinku 30 km. Dwóm dziewczynom udało się dostać na dach koparki, 30 m nad ziemią

Miały wejść na koparkę jeszcze przed świtem, ale okazało, że ta gigantyczna maszyna – koparka wielonaczyniowa kołowa – pracuje, więc grupa podjęła decyzję, że poczeka do 5:30, kiedy następuje zmiana. Teren nie jest ogrodzony, wbiegły bez przeszkód, przedzierając się ok. 800 metrów przez błocko, miejscami powyżej kostek. Robotnicy zareagowali bez agresji, nawet z uśmiechem. Dziewczyny weszły po schodkach na pierwszy poziom, usiadły przy balustradzie, przypięły się, zawiesiły trzy banery. Ok. 6.30 dwie weszły wyżej, na szczyt koparki, dobre 25 -30 metrów nad poziomem wykopu, na dach pomieszczenia technicznego.

My z kamerą jesteśmy na „pierwszym piętrze”, razem z dziewiątką protestujących. Dziewczyny pookrywały się srebrnymi foliami, jest zimno. Policjanci i robotnicy kręcą się na dole.

Jesteśmy w środku gigantycznego leja, jakby po uderzeniu meteorytu. Poziom ziemi jest wysoko nad nami, na wysokości szczytu koparki, tam gdzie dostały się dwie aktywistki.

Dziewczyny są z różnych stron, Warszawy, Szczecina, Bydgoszczy, Torunia, Bielska-Białej, Poznania.

Akcja aktywistek ekologicznych z koalicji Zielona Fala prowadzona jest pod hasłem „Ziemia jest kobietą”, wskazującym m.in., że do degradacji środowiska naturalnego doprowadził system zarządzany i zdominowany przez mężczyzn. W Wielkopolsce kolejne odkrywki prowadzą do braku wody i uderzają w lokalną społeczność – jednak jej protesty są ignorowane.

Filmy z miejsca akcji:

Zdjęcia z porannej akcji w Tomisławicach:

Tomisławice. Co jest nie tak z tą odkrywką?

Dlaczego miejscem akcji ekolożek są akurat Tomisławice?

Jak informowaliśmy w OKO.press, po otwarciu w 2010 roku odkrywki Tomisławice pobliska Noteć wyschła na odcinku 30 km. Poziom Jeziora Wilczyńskiego obniżył się o 5 metrów, Kownackiego – o 4 metry. Mniejsze jezioro Wójcińskie spadło o metr.
Kopalnia Węgla Brunatnego Konin w Kleczewie, należąca do spółki ZE PAK, posiada na razie pięć odkrywek – Tomisławice, Jóźwin, Drzewce, Koźmin, Adamów. W planach są kolejne wydobycia.

Wszystkie odkrywki działają albo mają działać na terenie Wielkopolski – czyli w tym rejonie Polski, który jest najbardziej dotknięty suszą. „W Wielkopolsce susza panuje w 225 z 226 gmin. Rolnicy szacują, że tegoroczne plony mogą być mniejsze nawet o ⅗ w stosunku do tego, co zebrano w 2018 roku” – podawali w ubiegłym roku działacze Obozu dla Klimatu.

Jak wydobycie węgla wpływa na braki wody? Józef Drzazgowski Stowarzyszenia Eko-Przyjezierze tłumaczył: „Dwa lata przed powstaniem odkrywki montuje się pompy głębinowe, które dzień i noc osuszają teren. Co więcej, gdy teren już jest osuszony, woda jest potrzebna do chłodzenia turbin w elektrowni, więc znowu jest pobierana”.

Z raportu „ZE PAK czy RZEPAK” sporządzonego przez Fundację „Rozwój Tak – Odkrywki Nie” wynika, że przez 70 lat w związku z wydobyciem węgla brunatnego zostało wypompowane ponad 12 miliardów metrów sześciennych wód podziemnych. „To ponad 18 jezior o objętości równej największemu w Polsce jezioru Śniardwy, którego objętość wynosi 660,2 mln m3.

Łączna objętość wszystkich jezior w Polsce to 17 mld m3, a więc wskutek wydobycia węgla brunatnego metodą odkrywkową objętość wody, którą wypompowano z wielkopolskich kopalń, jest równa 70 proc. łącznej objętości wszystkich jezior w Polsce” – czytamy w raporcie.
W terenach przylegających do odkrywek powstaje tak zwany lej depresyjny, czyli obszar obniżonego poziomu wód gruntowych. Brakuje więc wody w studniach, a pola uprawne nie są odpowiednio nawadniane.

Szacuje się, że łączne koszty spowodowane prowadzeniem odkrywek KWB Konin dla rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego mogą wynosić nawet do 880 milionów złotych rocznie.

Rok temu doszło do przemocy

Aktywiści Obozu dla Klimatu 20 lipca 2019 protestowali przeciwko rozbudowie kopalni odkrywkowej w Wielkopolsce. Na ich drodze stanęła policja. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i pałek.

Aktywiści planowali wtedy spokojny, ośmiokilometrowy marsz protestacyjny. Zebrali się pod pomnikiem-koparką w Kleczewie (niedziałającej już, dużej maszynie, która była wykorzystywana w kopalniach Kazimierz Południe i Kazimierz Północ), żeby stamtąd przejść w kierunku Izabelina. Szli ubrani w białe kombinezony i maski.

W okolicy odkrywki Tomisławice czekali na nich policjanci wyposażeni w kaski, ręczne miotacze gazu i pałki. Część uczestników akcji skręciła z drogi i wbiegła na pole, w stronę kopalni. Za tymi, którzy skręcili z trasy, pobiegła policja.

„Został użyty gaz łzawiący i pałki. 40 osób, które dotarły na teren kopalni, zostały zamknięte w policyjnym kotle” – relacjonował jeden z uczestników.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz radiowy i telewizyjny, producent, reżyser filmów dokumentalnych. Pracował w m.in Polskim Radiu, „Panoramie” TVP2. Był redaktorem naczelnym programu „Pegaz” i szefem publicystyki kulturalnej w TVP1. Współpracuje z Krytyką Polityczną, gdzie przeniósł zdjęty przez „dobrą zmianę” program „Sterniczki” z Radiowej Jedynki. Tworzy cykl „Kamera OKO.press”.


Komentarze

  1. Ferdinand Wspanialy

    "Przedzierały się 800 m przez błocko" – toż straciły cały sex-appeal (o ile, I'am sorry, miały coś do stracenia). Ciekawe czym zajmowała się Ochrona w tym czasie.

Masz cynk?