Do 2022 roku na emeryturę odejdzie 40 tys. pielęgniarek. Jeśli nie przyjadą z zagranicy - realnie z Ukrainy - to wkrótce nie będzie miał kto zajmować się pacjentami. Dziś w Polsce pracuje zaledwie 90 ukraińskich pielęgniarek. A poseł Tyszka straszy, że za ich sprawą "umierają ludzie". Powinien przeprosić za szerzenie szowinistycznych stereotypów

Polsce potrzebna jest strategia zachęcania pracowników medycznych ze Wschodu do przyjeżdżania i pracowania w Polsce – a nie oskarżanie ich o rzekomy brak kwalifikacji i straszenia nimi Polaków przy pomocy powielania ksenofobicznych stereotypów.


Uzupełnia się braki w szpitalach pracownikami z Ukrainy, często niżej wykwalifikowanymi. Przez to umierają ludzie.

Stanisław Tyszka, Kawa na Ławę, TVN24 - 28/05/2018

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Pielęgniarki z Ukrainy nie zabijają polskich pacjentów


Poseł Tyszka z Kukiz’15 w żaden sposób nie udokumentował swoich oskarżeń wobec pielęgniarek czy lekarzy z Ukrainy. Jeśli zna taki przypadek, powinien złożyć doniesienie do prokuratury. W innym razie jest to zwykłe pomówienie.

„Takie oskarżenia w stosunku do obywateli innych krajów są niewybaczalne” – mówi OKO.press Tomasz Skura, dyrektor Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu.

„W moim szpitalu nie zatrudniam akurat żadnej pielęgniarki z Ukrainy. Zatrudniam za to lekarzy z tego kraju i są znakomitymi specjalistami, którzy w żaden sposób nie odbiegają kwalifikacjami od Polaków. Rozumiem, że poseł Tyszka sugeruje, że pielęgniarki ukraińskie pracujące w swoim kraju są zagrożeniem dla swoich rodaków? To jest kuriozalny argument. Wyobraźmy sobie, że ktoś wysunąłby podobne zarzuty w stosunku do Polaków, którzy pracują na Zachodzie jako lekarze, pielęgniarki albo ratownicy medyczni”.

90 pielęgniarek z Ukrainy

Według danych Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, podanych przez portal forsal.pl, na początku 2018 roku w całej Polsce pracowały zaledwie 124 pielęgniarki spoza Unii Europejskiej, w tym 90 pielęgniarek pochodzących z Ukrainy – m.in. dlatego, że procedura nostryfikacji dyplomu jest długa i kosztowna.

Sytuacja z pielęgniarkami w Polsce jest dramatyczna, dalsze lekceważenie kryzysu może przynieść zanikanie tego zawodu w Polsce i zagrożenie dla bezpieczeństwa chorych.

Mamy za mało i coraz mniej pielęgniarek (wg OECD na 1000 Polaków przypada 5,2 pielęgniarki – to prawie najmniej w Unii Europejskiej), średnia wieku w tym zawodzie to 51 lat. Według wyliczeń Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych ciągu najbliższych czterech lat na emeryturę odejdzie 40 tys. pielęgniarek.

Rząd niezwykle opieszały

W marcu minister zdrowia Łukasz Szumowski zgłosił do ministra nauki Gowina postulat uproszczenia procesu nostryfikacji dyplomów lekarzy z krajów spoza  Unii Europejskiej. Minister Gowin zadeklarował, że postulat popiera i że jego ministerstwo „w pilnym trybie przygotuje odpowiednią nowelizację”.

W odpowiedzi na pytanie OKO.press o szczegóły tej nowelizacji w kwietniu 2018 otrzymaliśmy odpowiedź, że „w ministerstwie trwają intensywne prace nad zmianami, chcemy jak najszybciej przygotować wstępny projekt. W ciągu dwóch najbliższych miesięcy przedstawimy jego założenia.”

I na razie cisza.

Długa i kosztowna procedura nostryfikacji

Owszem, wiele ukraińskich pielęgniarek i lekarek pracuje w Polsce – ale najczęściej jako cenione opiekunki osób starszych, zatrudniane przez rodziny i prywatne osoby.

Żeby zdobyć prawo do wykonywania zawodu w Polsce muszą nostryfikować dyplom skończenia studiów wyższych – a wiele pielęgniarek pochodzących z Ukrainy takiego dyplomu nie ma, zdobyły bowiem wykształcenie w liceach pielęgniarskich.

A to oznacza długi i kosztowny proces uzupełniania kwalifikacji, który ciężko pogodzić z pracą zawodową. Poza tym, zarobki pielęgniarek w Polsce są niskie – pielęgniarkom z Ukrainy dużo bardziej opłaca się wyjechać do pracy np. do Niemiec lub do Czech, gdzie wynagrodzenia są wyższe, a procedura nostryfikacji prostsza. Czeski rząd przeprowadził specjalną kampanię zachęcającą lekarzy i pielęgniarki z Ukrainy do pracy w ich kraju.

Podobnie wygląda sytuacja lekarzy z Ukrainy. Prawo do wykonywania zawodu w Polsce mają lekarze, którzy zdobyli dyplomy w krajach Unii Europejskiej. Lekarze spoza UE muszą nostryfikować dyplom oraz zdać egzamin z języka polskiego i Lekarski Egzamin Końcowy. A potem – odbyć 13-miesięczny staż w szpitalu, zazwyczaj na zasadzie wolontariatu (za darmo).

Jak ocenia portal rynekzdrowia.pl, cały proces trwa od 6 miesięcy do dwóch lat, a jego łączny koszt – łącznie z kosztami mieszkania, wyżywienia, tłumaczenia dokumentów, wizy, itp. – sięga nawet 10 tysięcy złotych.

Mało kto może sobie na to pozwolić. Jeśli komuś uda się przejść tę procedurę, otrzymuje prawo do wykonywania zawodu i może pracować – ale w konkretnej placówce, której dotyczy zezwolenie wydane mu przez wojewodę.

Mamy dramatycznie mało pielęgniarek – mimo że kształcimy ich więcej niż Czechy

Znacznie lepiej wygląda sytuacja jeśli chodzi o kształcenie pielęgniarek – kształcimy ich więcej na 100 tys. mieszkańców (32,1) niż np. Wielka Brytania (27) albo Czechy (15,8).

Ale w obu tych krajach relatywnie dużo większa jest liczba czynnych zawodowo pielęgniarek. Powód jest prosty – spora część polskich pielęgniarek, tak jak lekarze, wyjeżdża do pracy za granicę. Według Ministerstwa Zdrowia, od czasu wejścia do Unii Europejskiej do 2014 roku wydano ponad 18 tysięcy zaświadczeń uznania kwalifikacji zawodowych umożliwiających im pracę za granicą.

Według ogólnopolskiego badania Barometr Zawodów, wykonanego na zlecenie Ministerstwa Pracy, w 2018 roku deficyt pracowników będzie najbardziej odczuwalny m.in. w opiece zdrowotnej. Zwłaszcza pielęgniarki i położne zostały uznane za zawody deficytowe.

Liczba pielęgniarek na 1000 mieszkańców

Mikropodwyżki nie zatamują odpływu

Nic nie zapowiada tego, żeby liczba polskich pielęgniarek miała się szybko zwiększyć. Ich emigracji zarobkowej nie zatrzymają mikropodwyżki zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia. Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, powiedziała OKO.press:

„My od 2002 roku domagamy się tego samego

  • dwukrotnej średniej krajowej dla pielęgniarek ze specjalizacją i tytułem magistra,
  • 1,75 średniej krajowej dla pielęgniarki ze specjalizacją i
  • 1,5 średniej krajowej dla pielęgniarki z tytułem magistra.

Polityka kolejnych polskich rządów wobec naszej grupy zawodowej jest tak zła, że zaraz zupełnie zabraknie rąk do pracy”.

oświadczeniu z lutego 2018 Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych napisał: „Proponowane zmiany znacznie nadal nie spełniają oczekiwań naszej grupy zawodowej. Wieloletnie zaniedbania w odniesieniu do godnej pracy pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych są znacznie większe niż w innych, demokratycznych, cywilizowanych krajach”.

Jeśli wicemarszałek  Sejmu Stanisław Tyszka tak martwi się o stan zdrowia pacjentów,  powinien zamiast bez sensu straszyć „zabójczyniami” ze Wschodu, lobbować za znacznym podniesieniem płac pielęgniarek i ułatwieniem „importu” pielęgniarek spoza UE.


Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym