"Bieda czużoj nie bywajet"- mówi nam Khedi Alieva. Bieda nikomu nie jest obca. Czeczeńskie uchodźczynie wiedzą o tym najlepiej i pomagają, jak umieją - projektując i szyjąc maseczki razem z polskimi organizacjami. W ciągu czterech dni szpitale zgłosiły zapotrzebowanie na 50 tys. maseczek

„Kiedyś same potrzebowałyśmy pomocy w odnalezieniu swojego miejsca w Polsce, teraz chcemy być przydatne w trudnym dla wszystkich czasie” – piszą uchodźczynie z Czeczenii zrzeszone w Fundacji Kobiety Wędrowne, które od lat używają szycia do integrowania polskich i czeczeńskich kobiet.

Nie pierwszy raz angażują się w solidarną pomoc. O historii Khedi Alievy, prezeski Fundacji, i o tym, dlaczego szyła tęczową flagę na marsz równości, pisaliśmy tutaj:

Teraz uchodźczynie zabrały się za szycie maseczek, których tak brakuje w szpitalach i miejscach opieki. Na zbiórkę na materiały wpłacić można tutaj.

Uchodźczynie szyją maseczki antywirusowe dla polskich szpitali
Fot. Anna Rezulak

Kobiety Wędrowne nie są w tej inicjatywie same. Na podobny pomysł wpadło równocześnie kilka trójmiejskich Fundacji: Nielada Historia i 3maliny. Zaangażowane są też ZEROBAN i Fundacja Mewka oraz warsztat krawiecki KotyNaPłoty. Liczba wolontariuszy stale rośnie [aktualizacja z 20.03: wolontariuszy jest już 700].

„Dzwonią osoby prywatne, zakłady krawieckie, urzędy, uniwersytety trzeciego wieku… Mobilizacja jest zdumiewająca” – mówi Magdalena Jabłońska z Fundacji Nielada Historia.

Towar deficytowy

Maseczki chirurgiczne były jednym z pierwszych towarów, który zniknął z hurtowni i aptecznych półek. Równie szybko zapanował wokół nich chaos informacyjny. Czy pomagają chronić przed koronawirusem? WHO mówi: same – nie. Konieczne jest mycie rąk i zachowanie innych środków higieny, a poza tym nie ma dowodów, że pomagają zdrowym ludziom chronić się przed wirusem. Jednocześnie rekomenduje jednak ich używanie wszystkim, którzy przebywają z osobą zakażoną.

Dr Piotr Gryglas tak tłumaczył w TVN niejasne rekomendacje WHO: „maseczki nie chronią osób zdrowych i na ulicach nie powinni ich nosić, bo zbierają dużo drobnoustrojów, nieumiejętnie się z nimi obchodzą. I przynoszą więcej szkody, bo są nieumiejętnie wyrzucane”.

Maseczki są najskuteczniejsze w ograniczaniu zakażania przez chorych – powinny je nosić osoby, które źle się czują, kaszlą, mają katar, kichają. Chirurgom są niezbędne, żeby zachować sterylne warunki pracy. Regularnie zmieniane i dobrze utylizowane są niezbędne do podstawowej ochrony w szpitalach, do których mogą tam trafić osoby zakażone (tam, gdzie na pewno trafią – w szpitalach zakaźnych – używa się innych specjalistycznych maseczek).

Ale właśnie tam, gdzie najbardziej potrzeba, maseczek już nie ma. Szpitale borykają się z niedoborami. Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze, po tym jak bezskutecznie prosił o nie Ministerstwo Zdrowia, wziął sprawy w swoje ręce.

Personel sam zaczął produkować maseczki. Nagranie z instrukcją, jak je przygotować opublikowano w internecie. I zaczęło się szycie.

Cała Polska szyje

„Jak wpadłyśmy na raz na ten sam pomysł? Nie wiem, koleżanka z 3malin powiedziała: genialne umysły myślą podobnie” – śmieje się Magdalena Jabłońska z Fundacji Nielada Historia. „Zobaczyłyśmy filmik z Zielonej Góry, zdzwoniłyśmy się, dziewczyny z 3maliny i Kobiety Wędrowne zabrały się za szycie, a my za stronę organizacyjną”.

Fundacja stworzyła stronę internetową, a wtedy okazało się, że w całej Polsce jest mnóstwo genialnych umysłów, które już szyją albo chętnie się zadania podejmą.

Jabłońska przyznaje, że na taką mobilizację nie były przygotowane. „Na facebooku w ciągu 24 godzin zgłosiło się 100 osób. Potem powstała strona i zgłoszeń jest już ponad 330” – mówi. [aktualizacja z 20.03: wolontariuszy jest już 700]

Kto oferuje pomoc? „Dzwonią zakłady krawieckie, NGO-sy, nawet urzędy i uniwersytety trzeciego wieku” – mówi Jabłońska. „Chętnych nie brakuje, więc jeśli np. zgłasza się do nas szpital z Lęborka, szybko kontaktujemy się z lokalnymi organizacjami i w kilka godzin mamy szyjącą ekipę”.

Kto dzwoni z prośbą o maseczki? Szpitale, centra opieki środowiskowej, domy seniora, placówki opiekuńcze, hospicja… Skala potrzeb jest ogromna. „Zaczęłyśmy się organizować w poniedziałek, szpitale, które zdążyły nas znaleźć, zamówiły u nas dotychczas 50 tys. maseczek. Na już”.

„Na razie robimy duże zlecenie dla szpitala Copernicus i szpitala psychiatrycznego na Srebrzysku. Potrzeby mamy zdiagnozowane, gorzej z materiałami”. Problem jest nawet ze znalezieniem zwykłej flizeliny, a co dopiero medycznej. Szpitale mają do niej łatwiejszy dostęp, ale często nie mają na zakup pieniędzy.

„Dostajemy takie sygnały. Jesteśmy gotowe przekazać szpitalom środki ze zbiórek na zakup flizeliny, ale trzeba na to najpierw znaleźć odpowiednią procedurę” – mówi Jabłońska.

Witamy się łokciami, czyli jak szyć w czasach zarazy

Przy tak szczytnej akcji pomocy w kryzysie wywołanym koronawirusem pojawia się oczywisty problem: koronawirus. Jak dzielne szwaczki radzą sobie z tym problemem?

„Witamy się łokciami, nogami, rozstawiłyśmy się tak, żeby nie pracować za blisko” – mówi Barbara Kijewska, która szyje z Kobietami Wędrownymi jako wolontariuszka. „Każda z nas przyjeżdża własnym transportem, a Khedi chodzi i regularnie wszystko odkaża”.

Szukając dobrego miejsca do higienicznej pracy, Kobiety Wędrowne zwróciły się do pobliskiej szkoły. Dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 8 w Gdańsku natychmiast się zgodziła. Teraz proces produkcji zaczyna się zmieniać w kwarantannową manufakturę.

Szwalnia - produkowane są maseczki antywirusowe
Fot. Anna Rezulak

Żeby wykorzystać gotowość zgłaszających się do szycia bez narażania ich na niebezpieczeństwo, kobiety wpadły na pomysł dostarczania gotowych wycinków do zszycia pod same drzwi. W pomoc zaangażowało się regionalne centrum wolontariatu, które wdroży dobre praktyki, zapewni wolontariuszom ubezpieczenia i zajmie się dostawą materiałów.

Jak idzie szycie? „Jutro będzie już tysiąc maseczek” – mówi Khedi, która nie czekała na zrzutkę i kupiła materiał wcześniej. „Nie mogłyśmy czekać, materiały szybko znikają” – tłumaczy. I przyznaje, że jest bardzo dumna z modelu maseczki, który udało im się stworzyć.

Maseczka z podpaską

Projekt maseczki był wytrwale dopracowywany. Jego udoskonalaniem zajmowała się Amina (na zdjęciu), siostra Khedi, z zawodu krawcowa.

Zdjęcie: Anna Rezulak

Przy współpracy zaangażowanych Fundacji i po konsultacjach ze znajomą lekarką powstał model harmonijkowy, który łączy w sobie najważniejsze cechy – nie jest jednorazowy, ale może być regularnie sterylizowany.

„Maski mają dwie warstwy bawełny i jedną flizeliny. Działają jak poszewki na poduszkę – można włożyć w nie wszystko, co pozwoli choć trochę izolować od otoczenia: gazy, ligninę, ostatecznie – podpaski” – mówi Joanna Dąbrowska, nauczycielka zaangażowana w szycie.

Fot. Anna Rezulak

„Dla każdego pracownika potrzeba ok. 20 sztuk” – oszacowała Khedi. „Można je nosić 2 godziny zmieniając wkłady, wieczorem wyprać, wyparzyć żelazkiem, włożyć do zamrażarki na 2 godziny i na rano są gotowe”.

„Jasne, że nasze działanie jest trochę partyzanckie, świetnie byłoby mieć flizelinę z atestami. Ale jeśli jej nie ma? Lepsze to, niż nic”, mówią aktywistki.

OKO walczy z ksenofobią.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

    • Anna Bar

      Mniam, poniżanie na tle religijnym. Efekt jest bardziej, niż satysfakcjonujący. Maseczki nie muszą być przeciwwirusowe. Do maseczki wkładasz atest i siup, możesz przeprowadzać proste zabiegi. Dlatego inicjatywa nie tylko wyciska łzy z oczu, jest też sensowna i potrzebna.

      • Michał Słonimski

        Jak najbardziej pozytywna – śmiałem jedynie zauważyć, że walka o zdrowie ciała mogłaby iść w parze z troską o zdrowie ducha. Może Pani wskazać na czym polega rzekome "poniżanie" na tle religijnym? No chyba, że ma Pani na myśli wpis tego pana, który kaleką polszczyzną sugeruje, że katolicy olewają problem nadchodzącej zarazy

  1. CIA FSB

    Gdyby byly katoliczkami, olaly by, pomodlily by, poszly by do spowiedzi i zapomniialy by. Gdybys byl nie chamski a przynajmie lekko inteligetny uznal bys ich staranie jako szlachetne ktore nawet ja jako ateista z krwi i kosci potrafie uznac. Dziwne ze katolicy nie wpadli na taki pomysl? I nie preferuje ich w zadnym wypadku bo kazda religia mie brzydzi, lecz ludzi potrafie szanowac.

Masz cynk?