05 czerwca 2022

Chór dzieci pod batutą dyrygenta-kościotrupa. Ukraina na Biennale w Wenecji [KORESPONDENCJA]

Rosyjski pawilon zamknięty na głucho, ukraińska instalacja z worków z piaskiem, którymi Ukraińcy starają się zabezpieczać pomniki przed rosyjskimi pociskami. I polskie "Przeczarowując świat" przygotowane zanim Gliński wymienił dyrekcję Zachęty

„Sprzedawać wodę nad rzeką” – to tytuł wystawy pawilonu Łotwy na tegorocznym Biennale w Wenecji. Odnosi się do koanu z tradycji buddyzmu zen, może jednak budzić też inne skojarzenia. Po polsku pasowałoby tu „wożenie drzewa do lasu”.

Jak na najsłynniejszej globalnej imprezie artystycznej prezentują się kraje, których kultury artystyczne nie są najbardziej znane na świecie? Szczególnie ciekawe jest to z perspektywy Ukrainy, która w tym roku z oczywistych względów zyskała szczególną widzialność.

Ukraina w całej Wenecji

Ukraińska obecność na weneckim Biennale była w tym roku zróżnicowana - i rozlokowana w różnych punktach miasta. W Wenecji topografia wystaw ma znaczenie. Mapa najstarszej części ekspozycji, położonej w Giardini, czyli historycznych ogrodach Biennale, odbija w pewnym stopniu historię polityczną Europy i świata.

Dawny pawilon Jugosławii należy dziś do Serbii. Czesi i Słowacy dalej wspólnie prowadzą pawilon czechosłowacki – w tym roku zamknięty z powodu remontu. Wreszcie, symbolem stał się zamknięty na głucho pawilon rosyjski – otwarty w 1914 za cara Mikołaja II. Pawilon funkcjonował nawet w czasach ZSRR – choć z przerwami, w tym najdłuższą w stalinowskich 1938-1954. Dziś znów jest nieczynny, pilnowany przez karabinierów, po tym, jak protestował pod nim m.in. artysta Wadim Zacharow.

A Ukraina? Ekspozycję w miejscu, gdzie zwykle mieści się jej pawilon – czyli w Arsenale - przyćmiły nieco pozostałe przejawy ukraińskiej obecności w mieście. W ogrodach stanęła instalacja z worków z piaskiem, którymi Ukraińcy starają się zabezpieczać pomniki przed zniszczeniem przez rosyjskie pociski.

Ukraińska instalacja w centrum ogrodów Biennale
Ukraińska instalacja w centrum ogrodów Biennale

Największą z ukraińskich wystaw Pinchuk Art Centre otworzyło w Scuola Grande della Misericordia, dawnej siedzibie jednego z religijno-charytatywnych zrzeszeń weneckiej republiki. Budynek leży w pobliżu wyjątkowo – nawet jak na Wenecję - uczęszczanych barów i tras spacerowych. Wstęp do okazałego gmachu – jak na wszystkie wydarzenia Biennale poza głównymi lokacjami - jest wolny.

Wystawa jest dobitnym i udanym przykładem wykorzystania sztuki jako narzędzia zrozumiałego trafiania przez półperyferyjny kraj ze swoim przekazem do globalnego odbiorcy.

kim jest oligarcha Pinczuk

Choć wystawa promowana jest wielkim wizerunkiem nowego globalnego idola – prezydenta Zełenskiego, to stojący za nią oligarcha, filantrop i polityk jest skomplikowaną postacią.

Wiktor Pinczuk to zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy. Przez dwie kadencje (1998-2006) był posłem wspierającej go partii. W 2013 popierał Euromajdan, natomiast w 2016 - gdy trwała już wojna - stwierdził, że być może Ukraina musi porzucić na pewien czas ambicję wstąpienia do Unii, a Krym nie może stać na drodze do pokoju na wschodzie Ukrainy.

Opublikował te tezy w „Wall Street Journal”, zapowiadając zarazem, że „za 15-20 lat”, gdy ukraińska gospodarka urośnie, „każdy na Krymie będzie chciał żyć w takiej Ukrainie - tak, jak Niemcy z NRD chcieli być częścią zachodnich Niemiec”. Pinczuk był też oskarżany o korupcję, a za rządów Wiktora Juszczenki - o polityczno-biznesowe związki z będącym wówczas politykiem partii rządzącej przyszłym prezydentem Petro Poroszenką.

Obecnie wspiera intensywnie walczące państwo ukraińskie. Podczas ostatnio Forum Ekonomicznego w Davos zorganizował tam wystawę poświęconą rosyjskim zbrodniom wojennym.

Na początku weneckiej wystawy Pinchuk Art Centre amerykański historyk Timothy Snyder tłumaczy z ekranu, o co chodzi z ukraińską odrębnością i historią. W jednej z kolejnych sal niemiecki publicysta Thomas Weihe zapowiada, że choć obecnie Ukraińcy burzą pomniki Lenina i zrywają z pozostałościami po ZSRR w swoim kraju, to po obecnej wojnie, gdy zerwane zostaną postkolonialne więzi krępujące Ukrainę pamięcią wielkorosyjskiej opresji, wyzwolone od niej postsowieckie dziedzictwo stanie się elementem wielokulturowej i wielonurtowej historii nowej Ukrainy.

Dziennik czasów wojny i artystki czasów ZSRR

Najnowsza ukraińska historia, ta z ostatnich miesięcy, opowiadana jest przez Pinchuk Art Centre konkretem i mikronarracjami. Dziełem zajmującym największą powierzchnię jest dziennik artystki Yevgenii Belorusets.

To dość odważny gest, na przekór logice Biennale. Przytłaczająca nadmiarem najsłynniejsza globalna impreza artystyczna zachęca raczej do stawiania wielkich, widocznych z daleka obiektów czy rozbudowanych instalacji. Tutaj trzeba pochylić się nad kartkami, czytać gęsty druk. Na każdy stolik ekspozycji przypadają jedynie dwie strony i pojedyncze ilustrujące je niewielkie zdjęcia.

Dziennik zaczyna się od pierwszego dnia inwazji, od 24 lutego. Jest w nim groza schronu, rozczarowanie postawami Zachodu, spotkania z przerażonymi, wytrąconymi z poczucia rzeczywistości ludźmi. Wreszcie – ucieczka do Warszawy, zadziwienie, że tak blisko jest miasto, gdzie wojny nie ma.

XX wiek reprezentują pracę ukraińskich artystek: Tetiany Jabłońskiej (Tetyana Yablonska) czy Marii Prymaczenko (Maria Primachenko). Jabłońska to jedna z ważniejszych ukraińskich twórczyń epoki radzieckiej – choć jej twórczość wykraczała poza kanony radzieckiej sztuki. Jej praca „Chleb” – co w XX wieku zdarzało się artystkom bardzo rzadko z Ukrainy – była już na Biennale w Wenecji… w 1956 roku.

Tetiana Jabłońska - "Młodość", widoczne także dzienniki Yevgenii Belorusets
Tetiana Jabłońska - "Młodość", widoczne także dzienniki Yevgenii Belorusets

Prymaczenko z kolei pojawiła się na artystycznej scenie w roku 1936, w szczycie stalinowskich represji. Już w 1937 reprezentowała ZSRR na Wystawie Światowej w Paryżu, choć przez całe życie prawie nie opuszczała rodzinnej wsi.

W Wenecji zawisły dwa obrazy z późnej twórczości Prymaczenko, z lat. 70. i 80. To „Starodawny wilk” i „Bokserzy” – dwa walczące wśród kwiatów ni to koty, ni niedźwiedzie w surrealnej kolorystyce. Jak napisała o malarce ukraińska krytyczka Tetiana Żmurko, „trudno stwierdzić, czy jej zwierzęta są dobre”. Zaś obok ironii towarzyszy jej pracom narastająca groza.

Zełenski i Marina Abramović

Wreszcie, na wystawie Pinchuka nie zabrakło wielkich marek światowego rynku sztuki. Czyli nazwisk tak wielkich, że w ostatnich dekadach dla wielu zmieniły się w autoparodię czy symbol komercji.

Oczywiście, można powiedzieć, że takie efektowne gesty typowe są dla oligarchów wchodzących w rolę mecenasów sztuki. Jednak kontekst jest oczywiście szczególny – a niemal każdy sposób zbudowania większej widoczności dla ukraińskiej narracji zdaje się dziś dobry.

Dlatego nie unieważniałbym zupełnie umieszczenia w nowym kontekście antywojennego performansu Mariny Abramović „Count on Us” ze śpiewającym chórem dzieci pod batutą dyrygenta-kościotrupa. Ani też pracy Damiena Hirsta , grającego z ukraińską flagą. Mają one, w sposób może dość prosty, budować prestiż ekspozycji. A jednocześnie nie przyćmiewają tego, co w niej rzeczywiście ukraińskie.

Jednocześnie szkoda byłoby, gdyby olbrzymi pawilon Pinchuka przykrył niewielką, kameralną wystawę pochodzącej z Kijowa artystki podpisującej się Zinaida. Można ją obejrzeć po drodze ze Scuola Grande della Misericordia do Arsenału. Łącząc performans wideo z etnograficznymi badaniami, Zinaida ustawiła mężczyzn w typowo „kobiecych” wiejskich czynnościach: dojenie owiec, wyrabianie sera czy urabianie masła; nieraz ze śpiewem.

Gra tu z „pierwotnymi” i „ludowymi” kliszami dotyczącymi Ukrainy, a także wyobrażeniami na temat ukraińskich kobiet. To jedna ze stawek, którymi szczególnie często gra się w wojnie informacyjnej wokół wojny, czy to seksualizując wyobrażenia żołnierek, czy zwracając uwagę na rosyjskie gwałty, czy wreszcie stereotypizując wizerunek ukraińskiej uchodźczyni.

Obrazy nowej Europy. Kto był przez kogo kolonizowany?

Z oczywistych przyczyn, Ukraina jest w tym roku widoczna w Wenecji najbardziej z państw tzw. nowej Europy, czy dawnego bloku wschodniego. Ale nie wyczerpuje to oczywiście rozmaitych sposobów na opowiadanie różnic ekonomicznych, historycznych i politycznych między poszczególnymi częściami kontynentu.

Holandia oddała swój pawilon Estonii, by artyści stamtąd opowiedzieli o kolonializmie, holenderskim i nie tylko. W tym także o niemieckiej kolonizacji Inflant, obejmujących m.in. dzisiejszą Estonię właśnie. Przyjęto tu, że jako że Estończycy sami nie byli kolonizatorami, mają mocniejszy mandat do mówienia o kolonizacji niż dawne zachodnie imperia. W przypadku Polski byłoby to praktycznie niemożliwe, w przypadku Rosji – absolutnie niemożliwe.

Albania postawiła z kolei na jedną konkretną twórczynię – zmarłą w 2020 malarkę i performerkę Lumturi Blloshmi. Jej prace, zarazem dowcipnie przewrotne, jak i niepokojące, odsyłają do doświadczenia niepełnosprawności (Blloshmi była osobą niesłyszącą) i bycia kobietą-artystką w patriarchalnym, tradycyjnym społeczeństwie.

Na tym tle nieco archaicznie wypadła kojarzona przecież przez lata z awangardą Słowenia – z monograficzną wystawą malarza Marko Jakše, którego fantastyczne obrazy mogą polskiemu odbiorcy kojarzyć się z twórczością Zdzisława Beksińskiego. Wreszcie, węgierski pawilon postawił na neutralną abstrakcyjna rzeźbę Zsófii Keresztes, niby z daleka od tematów współczesności - choć fakt, że prezentowane obiekty spowite są łańcuchami, może budzić różne skojarzenia.

Pawilon albański: Lumturi Blloshmi - "Menu Kama Sutra", 2003, courtesy of Lumturi Blloshmi Estate
Pawilon albański: Lumturi Blloshmi - "Menu Kama Sutra", 2003, courtesy of Lumturi Blloshmi Estate
Węgierski pawilon: Zsofia Keresztes - "After Dreams", zdj. David Biro
Węgierski pawilon: Zsofia Keresztes - "After Dreams", zdj. David Biro

Reżimy kontemplują naturę

Jeszcze inną strategię przyjęły postradzieckie państwa zachodniej czy środkowej Azji. Azerbejdżan tradycyjne motywy zwierzęce połączył z wielką wideoinstalacją artystki Narmin „Zhuk” Israfilovej przedstawiająca ludzki płód, łącząc ją z tematem cyklu życia – a motywy kobiece dominujące na tegorocznym Biennale rozumiejąc dość tradycyjnie.

Swoją wystawę Azerbejdżan ulokował w najbardziej turystycznej z możliwych weneckich lokacji – przy samym Placu św. Marka. Uzbekistan pokazał z kolei „Ogród mądrości” – przestrzeń, w której organizowano debaty o sztuce. By do niego wejść, trzeba zdjąć buty, niczym w meczecie. „Ogród” łączy tradycyjną narrację i roślinność z futurystyczną, sterylną formą, a w jego centrum postawiono symbol innowacji: robotyczne pianino, „samo” wygrywające melodie.

Można zaryzykować tezę, że im kraj niżej w globalnych rankingach praw człowieka, tym bardziej programowo idzie w stronę metafizyki, obrazów „odwiecznej” natury i kontemplacji.

Pawilon azerski: "Born to Love", Narmin „Zhuk” Israfilova, fot. Witold Mrozek
Pawilon azerski: "Born to Love", Narmin „Zhuk” Israfilova, fot. Witold Mrozek
Polski pawilon: Małgorzata Mirga-Tas, "Przeczarowując świat", for. Daniel Rumiancew
Polski pawilon: Małgorzata Mirga-Tas, "Przeczarowując świat", for. Daniel Rumiancew

Świetne "Przeczarowując świat" przygotowane zanim Gliński...

Na tym tle Polska wciąż wyróżnia się pozytywnie. Małgorzata Mirga-Tas pokazała w polskim pawilonie na barwnych wielkoformatowych tkaninach romskie herstorie, łącząc tradycyjne opowieści z ukazanymi z feministycznej strony obrazami współczesnego życia mniejszości.

„Przeczarowując świat” – bo taki nosi tytuł - to projekt bardzo atrakcyjny i świetnie przyjęty. Tyle tylko, że tegoroczny polski pawilon na Biennale został opracowany jeszcze zanim minister kultury Piotr Gliński wymienił dyrektora Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki na swojego nominata.

A to Zachęta odpowiada za polską obecność na biennale. Co będzie dalej – zobaczymy za dwa lata.

59. Międzynarodowe Biennale Sztuki w Wenecji trwa od 23 kwietnia do 27 listopada 2022. Tytuł tegorocznej edycji to „Mleko snów”. Tegoroczna edycja należy do kobiet: zarówno jeśli chodzi o ilość prac na wystawie głównej, jak i przyznanych nagród. Złotymi Lwami nagrodzono Pawilon Brytyjski za wystawę afro-karaibskiej artystki Soni Boyce „Feeling Her Way”. Afroamerykanka Simone Leigh otrzymała natomiast indywidualną nagrodę dla najlepszego artysty.

Udostępnij:

Witold Mrozek

dziennikarz, krytyk teatralny i publicysta. Od 2012 stały współpracownik "Gazety Wyborczej", od 2009 - "Dwutygodnika". Pisze m.in. o kulturze, cenzurze, samorządach i stosunkach państwo-Kościół.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne