0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: HENRY NICHOLLS / POOL / AFPHENRY NICHOLLS / POO...

To koniec trwających niemal 27 lat negocjacji w sprawie jednej z najważniejszych umów handlowych Unii Europejskiej. Ursula von der Leyen po piątkowym (9 stycznia 2026) głosowaniu przedstawicieli państw członkowskich dostała zielone światło do podpisania układu z państwami południowoamerykańskiej strefy wolnego handlu Mercosur. Należą do niej Argentyna, Boliwia, Paragwaj, Brazylia i Urugwaj.

Nic nie dał opór polskiego rządu, który nie zdołał zebrać blokującej mniejszości. Przeciwko podpisaniu umowy, oprócz Polski, głosowały Francja, Irlandia, Węgry i Austria. Do jej odrzucenia potrzebny był sprzeciw przynajmniej czterech krajów o łącznym udziale co najmniej 35 proc. ludności UE. O wyniku głosowania przesądziło wsparcie dla umowy ze strony wahających się dotychczas Włochów.

Umowa UE-Mercosur: korzyści dla motoryzacji i mniejszych gospodarek

Umowa znosi cła na 91 proc. produktów w wymianie handlowej, w tym cła na samochody, ubrania, obuwie, wino i napoje alkoholowe. Mercosur zgodził się też na obniżenie lub zniesienie ceł na unijne produkty rolne – obecnie cła sięgają 55 proc.

Korzyści będzie liczył europejski przemysł, szczególnie ten samochodowy. Branża liczy na trzykrotny wzrost eksportu swoich modeli do krajów strefy Mercosur. Mogłoby to zrekompensować straty europejskich firm na chińskim rynku, gdzie przegrywają konkurencję z krajowymi producentami. Korzyści dla sektora automotive mogły zaważyć na decyzji Włochów – branża motoryzacyjna stanowi o około 9 proc. PKB tego kraju. Zacieśnienie współpracy z krajami Ameryki Południowej może też ułatwić Europie dostęp do litu, dziś w dużej mierze ściąganego z Chin. Potężne rezerwy tego materiału, kluczowego do produkcji baterii do pojazdów elektrycznych, posiada Argentyna.

Kraje wspierające umowę wskazują na oczywiste korzyści z łatwiejszego dostępu do rynku krajów zamieszkałych przez 270 mln ludzi. „Nowe możliwości wolnej wymiany handlowej są potrzebne, gdy niektóre kraje chcą wprowadzać bariery celne, zwłaszcza w przypadku małej, otwartej gospodarki, takiej jak duńska” – podkreślał duński minister rolnictwa Jacob Jensen. Nawiązał w ten sposób do jednego z najważniejszych argumentów powtarzanych przez zwolenników umowy – w czasach niepewnego partnerstwa z USA europejska gospodarka powinna otwierać się na inne rynki.

Na sfinalizowanie prac naciskały również Hiszpania i Portugalia, wskazując na silne związki gospodarcze i kulturowe z krajami Ameryki Południowej.

Przeczytaj także:

Rolnicy protestują. Jakie są ich argumenty?

Po drugiej stronie są niezadowoleni rolnicy z Francji, Węgier, Irlandii i Polski. Ich głos jest szczególnie wyraźny w naszym kraju, przez który w piątek przeszła kolejna fala protestów. Rolnicy tym razem zjechali ciągnikami do Warszawy. Ich argumenty są niezmienne: sprzeciwiają się umowie przede wszystkim w obawie przed tańszą konkurencją z krajów Ameryki Południowej. Czy słusznie?

Według niektórych z wypowiedzi protestujących Polskę czeka „zalew” produktów z krajów obszaru Mercosur. Umowa określa jednak wielkość kontyngentów poszczególnych produktów napływających do UE z obniżonym cłem. Limity są restrykcyjne, obowiązują też okresy przejściowe.

Najważniejsze z produktów objętych ograniczeniami to:

  • wołowina: 99 tys. ton rocznie z 6-letnim okresem przejściowym i końcowym cłem 7,5 proc. Roczna produkcja w UE wynosi 6 mln ton. W Polsce – 500 tysięcy ton.
  • drób: 180 tys. ton po 5 latach, bez cła. Roczna produkcja mięsa drobiowego w UE to 13 mln ton. W Polsce – 3 mln ton.
  • ser: 30 tys. ton, cło zdejmowane stopniowo przez 10 lat aż do osiągnięcia zera procent. Roczna produkcja w UE to 10 mln ton. W Polsce – niemal 1 mln ton.
  • kukurydza i sorgo, czyli ważne składniki pasz: ilość 1 mln ton osiągnięta po 5 latach obowiązywania umowy, bez cła. W UE produkuje się 60 mln ton kukurydzy i ponad milion ton sorgo rocznie. Polska produkcja kukurydzy wynosi ok. 10 mln ton. Sorgo to wciąż nisza.

Wniosek: zalewu europejskiego rynku nie będzie, bo po przekroczeniu określonej wielkości kontyngentu wracać będzie stara stawka celna. Kwoty wymienione w umowie sumują się do zaledwie 1,5 proc. całej produkcji rolnej w UE.

Rolnicy powtarzają też argumenty o normach dla żywności – w krajach Mercosuru o wiele mniej restrykcyjnych niż w Unii Europejskiej. Umowa zakłada jednak, że kontyngenty będą objęte takimi samymi normami bezpieczeństwa, jak wewnątrzunijna produkcja. Podobnie jest z normami fitosanitarnymi, dotyczącymi dopuszczonych do użytku środków ochrony roślin. Inaczej jest z zasadami dobrostanu zwierząt czy normami ekologicznymi, które nie są przedmiotem umowy. Łagodniejsze w krajach Ameryki Południowej zasady mogą wpływać na niższe ceny tamtejszej żywności, jednak wciąż – chodzi o niewielkie w porównaniu do europejskiej produkcji kwoty.

– Fakt zwiększonej konkurencji na rynku unijnym, nie oznacza gorszej jakości – przepisy sanitarne i fitosanitarne będą obowiązywać i żywność trafiająca na europejski rynek musi unijne standardy spełniać – ani nie oznacza utraty bezpieczeństwa żywnościowego – mówił nam ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego Marek Wąsiński.

Komisja Europejska zaproponowała dodatkowe środki zabezpieczające na wypadek rozregulowania rynku. Chodzi o produkty uznane za wrażliwe. Na tej liście znalazły się wołowina, drób, ryż, miód, jaja, czosnek, etanol, cukier, mleko w proszku, rum, kukurydza i biodiesel. Klauzule bezpieczeństwa stanowią, że cła będą przywracane, jeśli w skali roku ceny importowanych towarów z listy spadną o 5 proc. lub import z krajów obszaru Mercosur wzrośnie również o 5 proc.

Nawrocki z ustawą, Krajewski zapowiada walkę

Jednocześnie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaproponowała przyspieszenie dostępu do 45 mld euro z funduszy zaplanowanych na wsparcie rolnictwa w kolejnej perspektywie budżetowej – czyli od 2028 roku. Zaproponowała też gwarancję przekazania 10 proc. środków z unijnych programów krajowych i regionalnych na wsparcie rolnictwa.

Między innymi te obietnice miały przekonać do zmiany zdania premierkę Włoch Giorgię Meloni. Na polskich rolnikach nie robi to wrażenia. Związki branżowe i rolnicza „Solidarność” zapowiadają dalsze protesty. W sprawę ma mocniej zaangażować się również prezydent Karol Nawrocki, który w piątek spotkał się z przedstawicielami protestujących. Nawrocki ogłosił złożenie projektu ustawy „Ochrona polskiej wsi”, zakładającej „przedłużenie zakazu wyprzedaży polskiej ziemi w obce ręce o 10 lat do 2036 roku” i zobowiązującej rząd do ochrony rolników przed efektami umowy UE-Mercosur.

W Nawrockiego uderzył minister rolnictwa Stefan Krajewski (PSL). Zarzucił mu brak skuteczności podczas rozmów z europejskimi liderami.

– Zapowiedź pana prezydenta była jasna. „Pojadę do Włoch, przekonam panią premier Meloni”. Nie udało się tego zrobić – stwierdził polityk ludowców. – Widzimy sytuację na runkach rolnych; niskie ceny warzyw i mleka rodzą słuszne obawy rolników. Jesteśmy jednym z największych eksporterów żywności w Unii Europejskiej, dlatego musimy wzmocnić siłę polskiej produkcji w zderzeniu z konkurencją towarów bloku Mercosur. Klauzule ochronne, hamulce bezpieczeństwa i ostra kontrola jakości wwożonych produktów, będą kluczowymi elementami walki, która nas czeka – podkreślał szef resortu rolnictwa.

Podpisanie umowy nie oznacza zapewne końca sporu. Na podgrzewaniu nastrojów wśród rolników polityczne punkty będzie chciała nabić prawica i to nie tylko w Polsce. Wniosek o odwołanie Ursuli von der Leyen ze stanowiska szefowej KE zapowiedział już Jordan Bardella, lider francuskiego Ruchu Narodowego.

;
Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze