Mordercza fala upałów we Francji obnaża brak przygotowania kraju na wysokie temperatury. Rosną obawy, że – tak, jak w 2003 roku, kiedy gorąco zabiło 15 000 osób – także i tym razem dojdzie do tysięcy zgonów. Do polityków mogących wprowadzić systemowe zmiany adaptacyjne temat dociera słabo lub wcale. Korespondencja z Francji.
Wydana w 2020 roku powieść science fiction „Ministry for the Future” („Ministerstwo Przyszłości”, niebawem ukaże się w Polsce) Kima Stanleya Robinsona rozpoczyna się w północnych Indiach. O szóstej rano, notuje Frank May, jeden z głównych bohaterów książki, temperatura sięga już 38°C. Przerwy w dostawie elektryczności stają się normą i obejmują prawie cały kraj. W kranach brakuje wody. Zdesperowani przeżywcy, bo wiele osób zmarło już z upału, próbują ochłodzić się wieczorem za wszelką cenę, wchodząc do jedynego dostępnego basenu wodnego w okolicy, pobliskiego jeziora.
O świcie Frank widzi w jeziorze jedynie trupy.
W powieści Robinsona fikcyjna fala upałów, która dotknęła Indie i pochłonęła życie ponad 20 milionów osób, staje się katalizatorem powstania nowej instytucji: tytułowego Ministerstwa na Rzecz Przyszłości, którego zadaniem jest przekonanie korporacji, głów państw i innych aktorów do podjęcia kroków, które miałyby ocalić planetę, a tym samym – przyszłość.
Jak pokazuje europejski początek lata w 2026 roku, science fiction Robinsona jest bardziej optymistyczna niż rzeczywistość, w której żyjemy. Przykład Francji i tego, w jaki sposób siły polityczne komentują obecnie trwającą falę upałów, pozbawia nadziei na zmiany w najbliższym czasie.
Wydawałoby się, że Francja nauczyła się czegoś z wydarzeń roku 2003: wtedy miała miejsce największa w historii pomiarów (aż do tego tygodnia) fala upałów, która objęła cały kraj.
W sierpniu tamtego roku w wyniku powikłań związanych z wysokimi temperaturami zmarło około 15 tys. osób. Doświadczenie to sprawiło, że rok później ówczesny rząd uchwalił tak zwany „dzień solidarności” (Journée de Solidarité): przeznaczenie dochodów z pracy jednego dnia na rzecz wsparcia programów pomocy osobom starszym, z niepełnosprawnościami i znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej. Nowe struktury i przedsięwzięcia finansowane w ten sposób – osiąganą kwotę ocenia się na około 2,5 mld euro rocznie – miałyby uchronić najsłabszych przed powtórką ze śmiertelnego lata 2003 r.
Wracamy teraz do teraźniejszości. Końcówka czerwca 2026: jest 8:20 rano, a moja aplikacja pogodowa ocenia temperaturę w Paryżu na 30°C. Mam szczęście: mieszkanie, które wynajmuję, znajduje się na parterze i zimna otchłań piwniczna obniża w nim temperaturę o kilka stopni.
Otwieram media społecznościowe: Serge Zaka, aktywista na rzecz uświadamiania społeczeństwa o zmianach klimatycznych i doktor agrometeorologii, bije na alarm. Temperatury we Francji biją wszelkie możliwe rekordy, a w miastach na zachodzie kraju zanotowano prawie 45°C.
W poniedziałek (22 czerwca), jak zauważył na X meteorolog „The Washington Post”, Ben Noll, Francja była gorętsza od 98,8 proc. świata. Wyższe temperatury zanotowano wyłącznie na Saharze i na Bliskim Wschodzie.
Lekarze medycyny ratunkowej, urbaniści, klimatolodzy zapraszani do mediów nie przebierają w słowach: klasa polityczna, oderwana od rzeczywistości, nie przejmuje się społeczeństwem, mimo wysiłków i wołań o pomoc.
Aurel Guedj w wywiadzie dla France5 podkreślił, że szpitale nie są przygotowane i dostosowane do przyjmowania pacjentów, którzy trafią na oddziały z powodu przegrzania. W wielu salach szpitalnych nie można nawet otworzyć okien, a klimatyzacja działa wyłącznie w salach operacyjnych. Kierowcy karetek alarmują, że temperatury wewnątrz pojazdów osiągają 30 stopni — temperaturę, która przekracza zalecenia dotyczące bezpiecznego przechowywania leków.
Analiza portalu Mediapart donosi o betonozie we Francji, która przybiera na sile dzięki prawicy i wraz z ostatnimi ograniczeniami budżetowymi. Tak zwany „zielony fundusz”, przeznaczany na dostosowywanie infrastruktury do zmian klimatycznych, został w budżecie Francji na bieżący rok okrojony o... dwie trzecie.
Nic więc dziwnego, że wiele budynków, zarówno publicznych, jak i prywatnych, chłonie i przechowuje ciepło zamiast od niego izolować. Na lokalnych grupach sąsiedzkich panuje desperacja, choć z drugiej strony rozkwita samopomoc: mieszkańcy górnych pięter, w których temperatura potrafi osiągnąć ponad 40 stopni, poszukują miejsc do tymczasowego noclegu lub przynajmniej ochłody dla czworonogów. Inni szukają ochłody w pływaniu – większość spośród dotychczasowych 40 ofiar zmarła w wyniku utonięcia. Jeszcze inni decydują się po prostu na spędzenie nocy na powietrzu w jednym z otwartych przez całą dobę parków.
Podsumowując: nie istnieją systemowe rozwiązania, które służyłyby lepszemu przygotowaniu na fale upałów i przetrwaniu tychże.
Jedyne osoby, które wydają się nie tracić dobrego humoru, to politycy. Jak słusznie zauważył dziennik Le Monde, ich reakcje na obecną sytuację sytuują się pomiędzy dobrymi radami a zupełnym lekceważeniem problemu.
Prezydent Macron zachęca do dbania o najbliższych, nie proponując systemowych rozwiązań. Marine Le Pen oraz jej nacjonalistyczna partia, Zgromadzenie Narodowe, od lat twierdzą, że naukowcy oraz instytucje alarmujące o zmianach klimatycznych „przesadzają”. Plan narodowców na rozwiązanie istniejących problemów sprowadza się wyłącznie do powszechnej instalacji klimatyzatorów.
Po Francji niczym anegdota krąży kwestia jednego z bohaterów filmu Matthieu Kassovitz „Nienawiść”, który mimo nieuchronnego uderzenia w ziemię po upadku z wysokości w trakcie lotu powtarza: „Jak dotąd wszystko w porządku”.
Najbliższe lato pokaże, czy obecna beztroska spotka się ze złością ze strony społeczeństwa – i czy znajdzie swój upust przy urnach do głosowania podczas wyborów prezydenckich w 2027 roku. Do tej pory upały oraz, szerzej mówiąc, ekologia nie odgrywały większego znaczenia w kampaniach politycznych.
Rok 2026 może to zmienić: obecne temperatury to już druga podobna fala w ciągu ostatniego miesiąca, a stopniowo pojawiają się informacje o nadejściu kolejnej – tym razem od około 6 do 14 lipca. Bez względu na wydarzenia najbliższego lata, na razie nie zanosi się jednak na poważne myślenie o przyszłości: fikcja Robinsona wciąż wygrywa z rzeczywistością.
Doktorantka historii w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji, wykłada na Sciences Po w Paryżu. Publikowała m.in. w Krytyce Politycznej, Dwutygodniku, Polityce. Tłumaczyła eseje Simone de Beauvoir, Achille Mbembe i Paula Preciado.
Doktorantka historii w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji, wykłada na Sciences Po w Paryżu. Publikowała m.in. w Krytyce Politycznej, Dwutygodniku, Polityce. Tłumaczyła eseje Simone de Beauvoir, Achille Mbembe i Paula Preciado.
Komentarze