
W Bułgarii po wyborach parlamentarnych wreszcie stabilnie. Ale bliżej Rosji
Po ósmych wyborach w ciągu czterech lat Bułgarzy wreszcie mogą odetchnąć z ulgą – udało im się wybrać siłę, która będzie miała większość w parlamencie. Ale dla reszty UE nowy premier Rumen Radew jest trochę zagadką

Kim jest Rumen Radew, lider bloku „Postępowa Bułgaria"? Pytam o analityka z Ośrodka Studiów Wschodnich Jana Nowinowskiego. „To zawodowy wojskowy pilot myśliwców, generał lotnictwa i przez wiele lat głównodowodzący bułgarskich sił powietrznych.
W okresie komunistycznym był przez kilka lat członkiem Partii Komunistycznej, gdyż wówczas to było wymagane, aby uzyskać stopień oficerski. Natomiast później, już po 1989 roku, nie był członkiem żadnej z partii politycznych. W 2016 roku został nominowany przez postkomunistyczną Bułgarską Partię Socjalistyczną na urząd prezydenta" – tłumaczy mój rozmówca.
I właśnie ze względu na styl sprawowania urzędu prezydenckiego ponad podziałami, a przede wszystkim z dystansem do rządzących do tej pory ugrupowań proeuropejskich, ale silnie klientystycznych i oskarżanych o korupcję Radew stał się dla Bułgarek i Bułgarów najlepszą alternatywą. Gdy poprzedni rząd Rosena Żelazkowa podał się do dymisji po fali protestów w listopadzie 2025 roku, odszedł ze stanowiska prezydenta i stanął na czele opozycji.
Ale czy Bułgarów porwał jego program? Raczej jego postawa, bo program Postępowej Bułgarii jest dość niekonkretny, a i przed objęciem stanowiska premiera Radew go nie skonkretyzował. „Mi tutaj brakuje konkretów i nie mam absolutnie przekonania, że Radew i jego ekipa ma konkretny plan na to, jak po pierwsze odpolitycznić sądownictwo, jak podjąć faktyczną walkę z korupcją" -mówi Nowinowski.
Co wygrana Radewa oznacza dla Unii Europejskiej? „Radew jak na standardy europejskie może być uznawany za polityka prorosyjskiego. Jak na Bułgarię jest umiarkowanie prorosyjski. Nie traktuje Moskwy jako wroga. Mówi o tym, że powinno się wrócić do bliższej współpracy z Moskwą. Bułgarzy mają tradycyjny sentyment do Rosji, carska Rosja miała istotną rolę w walce o niepodległość Bułgarii z Imperium Osmańskim" – przypomina analityk OSW.
O ile jednak nie przewiduje, żeby Radew miał być w Unii nowym Orbánem, blokującym pomoc dla Ukrainy, to widzi go raczej tam, gdzie stoją premierzy Czech i Słowacji, Andrej Babiš i Robert Fico – dający do zrozumienia, że Rosji trzeba by odpuścić, ale nie działający bezpośrednio w jej interesie.
Tymczasem w biografii Radewa jest jedno frapujące wydarzenie związane ze Służbą Wywiadu Zagranicznego Rosji. Jakie to wydarzenie? Zapraszam do wysłuchania podcastu.
Miłada Jędrysik: Dzień dobry. Naszym gościem w podcaście „Drugi Rzut Oka” jest dzisiaj Jan Nowinowski, analityk z Ośrodka Studiów Wschodnich, a będziemy rozmawiać o Bułgarii.
W Bułgarii rzeczywiście w ostatnich miesiącach zmieniło się bardzo dużo. Przede wszystkim na początku roku odbyły się ósme wybory parlamentarne w ciągu czterech lat, co — jak rozumiem — było dla wszystkich, dla społeczeństwa bułgarskiego, bardzo męczące. Dla analityków zapewne też, bo ile można mówić o takim rozdrobnieniu.
Wygrał blok Postępowa Bułgaria Rumena Radewa, byłego prezydenta, który zrezygnował z urzędu pod koniec drugiej kadencji, żeby wystartować. Zdobył większość parlamentarną, co, zdaje się, też wszystkich zaskoczyło, bo sondaże dawały mu mniejsze poparcie.
Kim jest Rumen Radew? Dlaczego udało mu się zdobyć aż taką większość? Dzisiaj właśnie powstał już rząd, więc został zaprzysiężony bardzo szybko. Ale zanim porozmawiamy o programie politycznym i o rządzie, porozmawiajmy o samym Radewie i o tym, jak trafił w potrzebę Bułgarów, która jest zrozumiała po ośmiu wyborach w ciągu czterech lat: potrzebę, żeby wreszcie nastąpiła jakaś wewnętrzna stabilizacja.
Jan Nowinowski: Dzień dobry. Myślę, że warto zacząć od tego, że Radew to zawodowy wojskowy, pilot myśliwców, generał lotnictwa i przez wiele lat głównodowodzący bułgarskich sił powietrznych.
W okresie komunistycznym był przez kilka lat członkiem Partii Komunistycznej, ponieważ było to wówczas wymagane, aby uzyskać stopień oficerski. Natomiast później, już po 1989 roku, po przemianach ustrojowych w Bułgarii, nie był członkiem żadnej partii politycznej.
W 2016 roku został nominowany przez postkomunistyczną Bułgarską Partię Socjalistyczną na urząd prezydenta.
Mamy tutaj historię, o której pewnie jeszcze powiemy więcej, a która poniekąd wiąże Radewa z Rosją. Rosyjski Instytut Studiów Strategicznych — formalnie think tank, ale w rzeczywistości bardzo mocno powiązany z rosyjskim wywiadem zagranicznym — przeprowadził w 2016 roku obszerne badanie socjologiczne wśród Bułgarów.
Jedno z pytań dotyczyło tego, jaki powinien być idealny kandydat na przyszłego prezydenta. Bułgarzy odpowiedzieli, że powinien to być raczej mężczyzna po pięćdziesiątce, który odniósł sukces, ale nie jako intelektualista, i nie był zaangażowany w działalność partyjną.
Szef tego think tanku, Leonid Reszetnikow, były oficer sowieckiego, a później rosyjskiego wywiadu, prawdopodobnie zasugerował kandydaturę Radewa ówczesnej szefowej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej.
Miłada Jędrysik: Bo wtedy związki między bułgarskimi socjalistami a Rosją były, jak rozumiem, bliskie.
Jan Nowinowski: Tak, zdecydowanie bliższe niż teraz.
Miłada Jędrysik: To cały czas jest partia, która nie jest lewicą w rozumieniu zachodnioeuropejskim i ze względu na swoją przeszłość ma pewien resentyment antyzachodni i prorosyjski. Natomiast w ostatnich latach stara się trochę zmierzać w kierunku klasycznej socjaldemokracji — na razie bez większego powodzenia, ponieważ nie przekroczyła progu wyborczego.
Ale od razu zapytam: czy z historii, którą pan teraz opowiedział, należy coś wnioskować? Na przykład, że Radew jest kandydatem rosyjskich służb?
Jan Nowinowski: Nie mamy oczywiście takich bezpośrednich dowodów. Niemniej mamy ślad wskazujący na pewną inspirację i sygnał, że wybór Radewa mógł być w tamtym momencie uznawany przez Moskwę za korzystny.
Oczywiście nie wiemy, czy tego typu związki mogły zostać później w jakiś sposób wykorzystane ani czy miało to miejsce w okresie jego prezydentury. Niemniej taka historia się wydarzyła.
Radew kilka miesięcy później wygrał wybory. W 2021 roku wygrał drugą kadencję.
Miłada Jędrysik: Prezydencką.
Jan Nowinowski: Prezydencką, tak jest.
I tutaj warto przejść do tego, co stało się podstawą popularności jego partii, czyli do autorytetu, który zgromadził jako prezydent. Radew zachował pozycję bezstronnego krytyka, recenzenta kolejnych rządów.
Mimo że był popierany przez BSP, a w przypadku drugiej kadencji również przez kilka innych partii, nigdy nie był członkiem żadnej z nich. Dawało mu to dosyć wygodną pozycję.
Najbardziej zażarte spory toczył z partią GERB Bojka Borisowa, który trzykrotnie sprawował urząd premiera.
Kompetencje prezydenta w Bułgarii są bardzo ograniczone, więc Radew mógł co najwyżej spowalniać proces legislacyjny, ponieważ prezydenckie weto można odrzucić zwykłą większością głosów. Mógł jednak wpływać na opinię publiczną i krytykować kolejne rządy.
Dzięki temu przez lata zgromadził duży autorytet i był politykiem cieszącym się najwyższym poziomem zaufania społecznego.
Generalnie klasa polityczna w Bułgarii nie jest specjalnie lubiana. Jeśli spojrzymy na wyniki badań zaufania społecznego, większość czołowych polityków oscyluje w granicach 15–20 procent, podczas gdy Radew cieszył się zaufaniem na poziomie 40–45 procent.
To był fundament, który w momencie wejścia do polityki partyjnej stał się jego znaczącą przewagą.
Do tego dochodzi kontekst, czy też „momentum”, jak się teraz często mówi: masowe protesty społeczne, które miały miejsce w Bułgarii na przełomie listopada i grudnia zeszłego roku. Początkowo były wymierzone w projekt budżetu na 2026 rok, ale szybko przerodziły się w coś więcej.
Miłada Jędrysik: Od razu powiedzmy: chodziło między innymi o cięcia.
Jan Nowinowski: Tak, ale również o niektóre podwyżki, dotyczące na przykład ubezpieczeń społecznych.
Warto wspomnieć, że bułgarskie społeczeństwo jest dosyć przywiązane do konserwatywnej polityki fiskalnej. Wynika to z silnej pamięci o tym, co wydarzyło się w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy rządzili postkomuniści i doszło do hiperinflacji.
Dopiero później, w 1997 roku, władzę przejęła partia konserwatywno-liberalna, która przeprowadziła spóźnioną prywatyzację i powiązała lewa stałym kursem najpierw z marką niemiecką, a później z euro.
Dlatego nawet partie, które — jak ugrupowanie Radewa — pozycjonują się jako zatroskane o los najuboższych, a więc w pewnych kwestiach są lewicowe czy przynajmniej socjalne, mocno przywiązują się do zasady, że podatki powinny być niskie i proste.
Miłada Jędrysik: A świadczenia socjalne nierozbuchane?
Jan Nowinowski: Tutaj powiedziałbym, że jest pewna różnica. Strukturalnie możemy rzeczywiście mówić o modelu liberalnym, natomiast Radew czy partia postkomunistyczna często mówiły o tym, że świadczenia socjalne powinny trafiać przede wszystkim do grup najuboższych.
Zresztą Postępowa Bułgaria również stawiała sobie za cel ograniczenie nierówności społecznych, co jest postulatem tradycyjnie uznawanym za lewicowy.
Wracając do protestów: początkowo mieliśmy do czynienia z protestem przeciwko budżetowi, ale szybko przekształcił się on w bunt przeciwko temu, jak generalnie funkcjonuje — albo nie funkcjonuje — system w Bułgarii.
W 2025 roku, po czterech latach politycznej niestabilności, do władzy powróciła partia GERB Borisowa. Nie z nim jako premierem, ale on nadal pociągał za wiele sznurków z tylnego siedzenia. GERB dobrał sobie dwóch mniejszych partnerów koalicyjnych.
Bardzo duży wpływ na ten rząd miał również oligarcha Delian Peewski, o którym pewnie jeszcze powiemy.
To człowiek, którego partia formalnie reprezentuje mniejszość turecką, natomiast w rzeczywistości służy w dużej mierze jego własnym interesom ekonomicznym i politycznym.
Bułgarzy mieli dość tego, jak ich państwo nie funkcjonuje, jak upolitycznione są instytucje i jak wysoki jest poziom korupcji. Protestowali przeciwko czemuś, co umownie nazywa się modelem Borisow–Peewski.
Na ulice wyszło wielu ludzi młodych, uważanych wcześniej za politycznie biernych. I mimo że organizatorem największych protestów w Sofii była partia proeuropejska i — jak na Bułgarię — dosyć liberalna, Radew również próbował wpisać się w te nastroje.
Oficjalnie poparł protesty. Mówił, że żądania walki z oligarchią i korupcją są słuszne. Powtórzył te hasła również wtedy, gdy ustępował z urzędu.
Kampania wyborcza Postępowej Bułgarii opierała się właśnie na dosyć enigmatycznym haśle demontażu modelu oligarchiczno-korupcyjnego.
Radew połączył więc swoją silną pozycję osobistą ze słuchem społecznym. Wpisał się w nastroje i skutecznie skanalizował te emocje.
Kiedy analizujemy profile wyborców, widzimy, że wygrał w każdej grupie wiekowej. Najwyraźniej udało mu się więc również przekonać do siebie dużą część młodych ludzi, którzy byli motorem napędowym zeszłorocznych protestów.
Miłada Jędrysik: Wspominał pan jeszcze przed wyborami, że z sondaży wynikało, iż około 40 procent Bułgarów chce nowej partii, nowej siły. Radew rzeczywiście musiał więc świetnie wpasować się w te oczekiwania.
Ale porozmawiajmy jeszcze o tym, co stało się z zapleczem Bojka Borisowa. Pamiętam go jeszcze z czasów, kiedy z doskoku zajmowałam się Bułgarią, pracując w dziale zagranicznym. Wtedy dopiero wchodził do polityki.
Pamiętało się przede wszystkim, że był ochroniarzem Todora Żiwkowa i takim „silnym człowiekiem”, który miał zrobić w Bułgarii porządek.
Jak rozumiem — i mówią o tym również politolodzy — podobnie jak na Węgrzech stworzył system klientelistyczny. Jednym z największych problemów jest upolitycznione sądownictwo. Zarówno Borisow, jak i Peewski mieli w nim swoich ludzi i swoje wpływy.
Co więc stało się ze stałą pulą wyborców Borisowa? Czy oni też się już rozczarowali? Czy wystarczył protest ludzi, którzy wcześniej nie głosowali albo nie byli tak silnie związani z GERB-em poprzez różnego rodzaju układy czy stanowiska?
Jan Nowinowski: Na przestrzeni ostatnich kilku lat widzimy znaczący odpływ tych wyborców.
W okresie politycznej niestabilności, czyli w latach 2021–2026, GERB z reguły był w stanie zdobywać 600–700 tysięcy głosów. W ostatnich wyborach było to nieco ponad 400 tysięcy, chyba około 430 tysięcy. Zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i procentowo widzimy więc duży odpływ.
Na pewno wpłynęły na to protesty i fakt, że nazwisko Borisowa pojawiało się na sztandarach protestujących. To on był utożsamiany z patologiami systemu.
Jednocześnie GERB funkcjonuje na scenie politycznej od wielu lat, ma silne struktury lokalne i może mobilizować swoich członków na poziomie administracji lokalnej. Nie sądzę więc, żeby ta partia nagle się rozpadła.
Rzeczywiście jednak widzimy rozczarowanie. Część ludzi zapewne też przejrzała na oczy.
Warto przypomnieć, że kiedy GERB po raz pierwszy wygrał wybory w 2009 roku, był traktowany jako nowa, antykorupcyjna i proeuropejska siła, która oczyści system z różnego rodzaju patologii.
Z czasem okazało się, że zamiast te patologie usuwać, z częścią z nich doszedł do porozumienia, a dodatkowo stworzył własne.
Miłada Jędrysik: Mówiło się też o związkach Borisowa z mafią czy szerzej ze środowiskiem przestępczym.
Jan Nowinowski: Tak. Duży biznes często przenika się z tymi środowiskami w Bułgarii, czy generalnie na Bałkanach. Powstają grupy interesów, które często nazywa się oligarchami.
To jednak trochę inny typ oligarchii niż ten, który znamy na przykład z krajów byłego Związku Radzieckiego. Oczywiście istnieje również grupa ludzi, która uwłaszczyła się na procesie transformacji.
GERB przez lata swoich rządów — w latach 2009–2021, a później ponownie od 2025 roku — wykształcił jednak wokół siebie grupę ludzi, którzy czerpali korzyści z przetargów publicznych czy projektów unijnych.
Warto jednocześnie powiedzieć, że Bułgaria pod rządami Borisowa rozwijała się dosyć stabilnie. Mieliśmy jednak liczne przypadki podejrzeń o defraudację funduszy unijnych oraz skandale korupcyjne.
Całościowo złożyło się to na obraz, który powoduje, że GERB dzisiaj traci poparcie.
Przez lata Borisow dosyć zręcznie przedstawiał się jednocześnie jako gwarant euroatlantyckiego kursu Bułgarii. Zwłaszcza po 2022 roku, po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie, kiedy w siłę mocno urosły w Bułgarii partie radykalne.
Borisow lubił przedstawiać się jako ostoja stabilności, jako człowiek, który zagwarantuje wsparcie dla Ukrainy i utrzyma Bułgarię w głównym nurcie Unii Europejskiej. Przez pewien czas pozwalało mu to utrzymywać stałą grupę wyborców na poziomie około 20 procent, czyli właśnie 600–700 tysięcy osób.
Miłada Jędrysik: Czyli znowu widzimy podobieństwo z Węgrami, gdzie przetargi i pieniądze europejskie także były ważnym źródłem nieuczciwego bogacenia się.
Jan Nowinowski: Tak. To taka nowa odmiana oligarchii.
Miłada Jędrysik: Eurooligarchia?
Jan Nowinowski: Tak. Zdecydowanie bliższa temu, co przez lata swoich rządów wykształcił Viktor Orbán.
Miłada Jędrysik: Dobrze, to porozmawiajmy o nowym rządzie.
Przed wyborami mówił pan, że program Postępowej Bułgarii, mimo że obszerny w słowa, zawierał niewiele konkretów poza reformą Najwyższej Rady Sądownictwa. Jak rozumiem, jest to mniej więcej odpowiednik naszej Krajowej Rady Sądownictwa?
Jan Nowinowski: Mniej więcej, tak.
Miłada Jędrysik: I ta reforma miałaby doprowadzić do odpolitycznienia sądownictwa.
Jak sytuacja wygląda teraz? Czy coś się ukonkretniło? Czy z wyboru ministrów można wnioskować, w jakim kierunku będzie szedł rząd?
Jan Nowinowski: Na poziomie deklaracji wszystko nadal pozostaje dosyć ogólne. Brakuje mi konkretów i nie mam przekonania, że Radew i jego ekipa mają konkretny plan na to, jak odpolitycznić sądownictwo, jak podjąć rzeczywistą walkę z korupcją i jak stopniowo eliminować wpływy Borisowa i Peewskiego w instytucjach publicznych.
Oczywiście nie jest to proces rewolucyjny, tylko ewolucyjny.
Reforma Najwyższej Rady Sądownictwa jest jednak przypominana i znalazła się wśród najbliższych priorytetów rządu, który dzisiaj został zaprzysiężony.
To organ odpowiedzialny między innymi za wybór prokuratora generalnego. Poprzedni nominaci byli bardzo mocno powiązani z GERB-em. Zmiana Najwyższej Rady Sądownictwa i prokuratora generalnego mogłaby otworzyć drogę do rzeczywistych reform i przynajmniej częściowego odpolitycznienia.
Miłada Jędrysik: I do tego, żeby pewne podejrzenia można było rzeczywiście weryfikować.
Jan Nowinowski: Tak.
Istnieje jednak ryzyko, że Postępowa Bułgaria nie będzie chciała przeprowadzać radykalnej operacji, tylko w jakiś sposób porozumie się z obecnymi elitami wymiaru sprawiedliwości.
Mieliśmy w ostatnich dniach gest, który może na to wskazywać. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego Borysław Sarafow, który od lipca zeszłego roku sprawował swój tymczasowy mandat de facto nielegalnie, trzy dni po wyborach podał się do dymisji, choć wcześniej konsekwentnie odmawiał takiego kroku.
Można to odebrać jako wyciągnięcie ręki w stronę obozu Radewa: sygnał, żeby nie przeprowadzał tak radykalnych zmian, lecz szukał porozumienia.
Do wyboru części członków Najwyższej Rady Sądownictwa przez parlament potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów.
Jeżeli Postępowa Bułgaria porozumie się z siłami proeuropejskimi — przede wszystkim z koalicją Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria, która po wyborach podzieliła się na dwie grupy parlamentarne — mogą wspólnie dysponować taką większością.
To opcja euroatlantycka i antykorupcyjna. Jeżeli dojdzie między nimi do porozumienia, będzie to sygnał, że Radew rzeczywiście chce zmian i zależy mu na odpolitycznieniu sądownictwa.
Ale większość dwóch trzecich można również osiągnąć wspólnie z GERB-em Borisowa. To z kolei grozi utrzymaniem status quo i porozumieniem z istniejącym układem.
Jeżeli chodzi o inne najbliższe cele rządu, są one dosyć pragmatyczne.
Przede wszystkim chodzi o przyjęcie nowego budżetu. Poprzedni rząd podał się do dymisji po protestach w grudniu 2025 roku, więc nie udało się uchwalić regularnego budżetu i Bułgaria nadal funkcjonuje na podstawie prowizorium.
Rząd mówi również o pakiecie pomocowym, który miałby rekompensować skutki inflacji wywołanej przede wszystkim wojną na Bliskim Wschodzie i kryzysem energetycznym.
Wstępne prognozy mówią, że inflacja w Bułgarii może w kwietniu sięgnąć nawet 7,1 procent. Częściowo wynika to z efektu niskiej bazy z poprzedniego roku, niemniej jest to sygnał alarmujący.
Chodzi też o przyjęcie aktów prawnych niezbędnych do otrzymania środków z KPO. Bułgaria nadal może otrzymać niecałe 3,2 miliarda euro.
Miłada Jędrysik: I nie otrzymała części tych środków także z powodu zastrzeżeń dotyczących korupcji?
Jan Nowinowski: Tak. Bułgaria nie przyjęła określonych ustaw. Jedna z nich dotyczyła reformy Komisji Antykorupcyjnej, która w założeniu miała bardzo szczytny cel, ale była też wykorzystywana przez GERB do represjonowania przeciwników politycznych.
Pod koniec kadencji poprzedniego rządu została ostatecznie zlikwidowana. Teraz należałoby powołać nowy, niezależny organ antykorupcyjny.
Jest też kilka innych ważnych ustaw, których przyjęcia wymaga Komisja Europejska.
Miłada Jędrysik: Co może dziwić obserwatorów z Polski, 1 stycznia Bułgaria wprowadziła euro.
Z polskiego punktu widzenia jest to interesujące, bo u nas na razie nie ma ani politycznych, ani właściwie gospodarczych warunków do wprowadzenia euro.
Tymczasem, jak mówił pan przed wyborami, nawet kiedy pod koniec roku zaczęły się protesty, euro nie było głównym tematem. Tematami były korupcja, upolitycznienie państwa i budżet.
Jaki jest stosunek Bułgarów do euro? I czy jego wprowadzenie odbiło się już jakoś na gospodarce? Rozumiem, że obecny wzrost inflacji wynika przede wszystkim z innych powodów.
Jan Nowinowski: Euro miało oczywiście pewien początkowy efekt.
Prezes Bułgarskiego Banku Narodowego mówił, że wpływ przyjęcia wspólnej waluty na inflację wyniósł około 0,3–0,4 punktu procentowego. Nie jest więc duży, ale jest zauważalny.
W styczniu i lutym obserwowaliśmy wszystkie procesy znane z innych państw, które przyjmowały euro: zaokrąglanie cen, tak zwany efekt cappuccino. Na pewno wzmacniało to społeczne odczucie, że ceny rosną i że być może przyjęcie euro nie było dobrą decyzją.
Dysponujemy głównie badaniami z zeszłego roku, kiedy decyzja o przyjęciu euro zapadła już na poziomie Unii Europejskiej, ale sama waluta nie została jeszcze wprowadzona.
Nastroje społeczne rozkładały się wtedy mniej więcej po połowie. Około 45 procent było za, podobna grupa przeciw, a około 10 procent nie miało zdania.
Przeciwnicy euro odwoływali się głównie do emocji i tożsamości. Mówili, że wraz z przyjęciem euro Bułgaria traci niezależność i lewa, który w XIX wieku był istotnym elementem budowania podmiotowości wobec Imperium Osmańskiego.
Stosunkowo niewiele było natomiast eksperckiej debaty ekonomicznej. Wynikało to również z faktu, że Bułgaria już od wielu lat była bardzo mocno zintegrowana ze strefą euro.
Od 1999 roku lew był związany stałym kursem z euro. Prawdopodobnie dzięki temu negatywne skutki wprowadzenia wspólnej waluty były mniejsze.
Miłada Jędrysik: Takie miękkie lądowanie.
Jan Nowinowski: Tak.
Jeżeli chodzi o skutki długofalowe, będziemy musieli jeszcze poczekać. Mówi się, że euro może przyciągać więcej inwestycji zagranicznych. Jest też naturalnym ułatwieniem w turystyce, wymianie handlowej czy transferach pieniężnych do diaspory, którą Bułgaria ma liczną w innych państwach strefy euro.
Na poziomie politycznym temat nie był jednak aż tak mocno eksploatowany.
W kampanii Postępowa Bułgaria i właściwie wszystkie partie mówiły o wzroście cen, który częściowo wynikał z przyjęcia euro albo był przez nie z euro łączony. Natomiast sama kwestia wspólnej waluty trochę zniknęła z dyskursu w momencie jej faktycznego wprowadzenia 1 stycznia.
Właściwie tylko radykalna, nacjonalistyczna i prorosyjska partia Odrodzenie mówi wprost o przywróceniu bułgarskiego lewa, co jest oczywiście mrzonką i nie jest wykonalne.
Nawet Radew, który jeszcze w maju zeszłego roku mówił o referendum w sprawie przyjęcia euro i skierował taką inicjatywę do parlamentu — która została odrzucona — obecnie raczej godzi się z istniejącym stanem rzeczy i próbuje być może czerpać z niego korzyści.
W perspektywie długofalowej euro może być dla Bułgarii ważnym atutem, zwłaszcza że jest to małe państwo bardzo mocno powiązane pod względem rynków eksportowych ze strefą euro.
Miłada Jędrysik: Zaczęliśmy rozmowę od czegoś, co mogłoby się wydawać pocałunkiem śmierci dla Radewa, czyli od tego zainteresowania jego kandydaturą ze strony środowiska powiązanego z rosyjskim wywiadem. Pocałunkiem śmierci jednak się to nie okazało.
Ze strony europejskich obserwatorów pojawia się natomiast obawa, czy Radew nie będzie zbyt prorosyjski. To mogłoby poważnie zmienić układ sił w tej części Europy i w całej Unii.
Jak wygląda jego stosunek do Rosji i do wojny w Ukrainie?
Jan Nowinowski: Jak na standardy europejskie Radew może być uznawany za polityka prorosyjskiego. Jak na warunki bułgarskie — powiedziałbym, że jest umiarkowanie prorosyjski.
Nie traktuje Moskwy jako wroga swojego kraju. Mówi o tym, że współpraca powinna się rozwijać i że należy do niej wrócić.
Warto tutaj wspomnieć o tradycyjnym sentymencie Bułgarów do Rosji. Carska Rosja odegrała istotną rolę w walce o niepodległość Bułgarii od Imperium Osmańskiego.
Później te relacje układały się różnie. Niemniej, zwłaszcza w okresie komunistycznym, propaganda bardzo mocno eksploatowała wcześniejsze związki i motyw braterstwa broni. To częściowo przetrwało transformację ustrojową.
Rosyjscy turyści chętnie jeździli też na bułgarskie wybrzeże Morza Czarnego, więc na poziomie codziennych relacji i biznesu związki się rozwijały.
Do tego dochodzą pewne więzi kulturowe i religijne, przede wszystkim prawosławie. Mają one oczywiście dosyć powierzchowny charakter, ale dla wielu przeciętnych Bułgarów coś znaczą.
Na podstawie badań opinii społecznej szacuje się, że około 30 procent bułgarskiego społeczeństwa ma pozytywny stosunek do Rosji. Oczywiście pozostaje pytanie, co dokładnie oznacza taki „pozytywny stosunek”.
Niemniej jest to emocja, którą można politycznie wykorzystywać.
Radew zarówno jako prezydent, jak i później, walcząc o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych, również uśmiechał się do tego elektoratu.
Jeżeli chodzi o wojnę w Ukrainie, sprzeciwia się zachodnim sankcjom. Twierdzi, że nie działają i że służą przede wszystkim gospodarczym interesom Chin. Mówi, że z Rosją trzeba rozmawiać i dążyć do ustanowienia pokoju.
Jego zdaniem w miarę możliwości należałoby również importować rosyjskie surowce energetyczne, które są tańsze i mogą dotrzeć do Bułgarii szybciej niż surowce z Bliskiego Wschodu, zwłaszcza w obliczu obecnego konfliktu.
W jednym z wywiadów przed wyborami powiedział nawet, że Bułgaria mogłaby pełnić funkcję łącznika pomiędzy Europą Zachodnią a Rosją.
Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo przynajmniej na razie nie ma jako polityk europejski pozycji pozwalającej mu inicjować taki dialog. Pokazuje to jednak jego podejście.
Jeżeli chodzi o Ukrainę, Radew jest przeciwnikiem pomocy wojskowej dla Kijowa, mimo że Bułgaria czerpie z niej wymierne korzyści gospodarcze.
Wcześniej eksportowała sporo starego, posowieckiego sprzętu, a teraz eksportuje amunicję w sowieckim standardzie, dla której prawdopodobnie trudno byłoby znaleźć równie duży rynek zbytu poza Ukrainą.
Radew uderza więc w mocno symetrystyczne tony. W niektórych kwestiach jego poglądy są zbliżone do podejścia administracji Donalda Trumpa, która forsuje rozwiązania pokojowe, nie zawsze przywiązując odpowiednią wagę do tego, kto w tej wojnie jest agresorem, a kto się broni.
Miłada Jędrysik: Pozostaje więc pytanie, czy Radew będzie miał sprawczość i pozycję, żeby inicjować jakiekolwiek zmiany na forum międzynarodowym.
Ale czy może być hamulcowym, tak jak Orbán potrafił nim być w sprawach ukraińskich? Czy dobrze rozumiem, że powiedział, iż Bułgaria nie będzie uczestniczyć w pakietach pomocowych, ale też nie będzie ich blokowała na forum unijnym?
Jan Nowinowski: Tak. Nawiązał tutaj do postawy prezentowanej przez premiera Słowacji Roberta Fica czy Andreja Babiša.
Wydaje się więc, że nie będzie torpedował unijnego procesu decyzyjnego. Zobaczymy natomiast, jak będzie wyglądało jego stanowisko na przykład wobec kolejnych sankcji na Rosję.
Na pewno warto to obserwować.
Nie wiem również, czy Radew ma temperament człowieka, który jako pierwszy wstaje i mówi „nie”. Takim politykiem był Viktor Orbán: potrafił jako pierwszy zaprotestować, a dopiero później dołączali do niego inni, na przykład Robert Fico.
Radewa raczej nie typowałbym do takiej roli. Nie jest też mocno osadzony w polityce unijnej. Jego partia nadal nie dołączyła do żadnej z frakcji w Parlamencie Europejskim.
Jeśli przejdziemy już do cech osobowościowych, Radew nie sprawia też wrażenia polityka destrukcyjnego. Często prezentuje się jako pragmatyk i dużo mówi o ekonomicznym interesie Bułgarii.
Nie ma w nim również takiego ideologicznego, antyzachodniego zacietrzewienia, jakie często prezentowali Orbán czy nawet Robert Fico.
Porównując go z innymi unijnymi politykami, widziałbym więc może więcej podobieństw do Andreja Babiša, który również czasem uderza w pragmatyczne tony i nie jest aż tak radykalny jak Fico.
Dochodzi do tego obiektywna różnica między Bułgarią a Węgrami. Bułgaria nie importuje obecnie rosyjskiej ropy naftowej ani rosyjskiego gazu ziemnego, nie korzysta już również z rosyjskiego paliwa jądrowego.
Powrót do tego wymagałby odwrócenia szeregu decyzji podjętych na szczeblu unijnym. Nie wydaje mi się, żeby Radew był obecnie w stanie samodzielnie inicjować takie procesy.
Natomiast gdyby w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie powstał szerszy front państw domagających się na przykład czasowych odstępstw umożliwiających import rosyjskiej ropy czy gazu, Radew prawdopodobnie chętnie by do niego dołączył.
Miłada Jędrysik: Na koniec zapytam o jedną z moich ulubionych książek. Chodzi o „Schron przeciwczasowy” bułgarskiego pisarza Georgiego Gospodinowa.
Kiedy ją czytałam, miałam wrażenie, że trochę czytam również o Polsce. I chyba muszę teraz trochę zdradzić fabułę osobom, które jeszcze jej nie czytały.
Jan Nowinowski: A warto przeczytać.
Miłada Jędrysik: Absolutnie warto.
Chodzi tam między innymi o to, że społeczeństwo bułgarskie bardzo potrzebuje powrotu do przeszłości. Ja oczywiście trochę nadbudowuję nad tym, co jest napisane, ale można odnieść wrażenie, że transformacja tak przeorała społeczeństwo, iż pragnie ono wrócić do przeszłości.
To może być przeszłość komunistyczna, może to być początek XX wieku — zależnie od tego, kto czego potrzebuje. I pojawiają się siły, które taki powrót Bułgarom i Bułgarkom umożliwiają.
Jeżeli ktoś chce żyć w czasach Żiwkowa, może sobie żyć w czasach Żiwkowa. Potem dochodzi do sytuacji coraz bardziej tragicznych, czy groteskowo tragicznych, bo odradza się również terroryzm z początku XX wieku.
Gospodinow jest świetnym autorem, tę książkę czyta się doskonale, jest głęboka, mądra, groteskowa i przewrotna.
Ale pomyślałam przy niej właśnie o Polsce — o naszej potrzebie zwracania się ku przeszłości, kiedy nie jesteśmy w stanie zaakceptować teraźniejszości.
Jak to wygląda w Bułgarii? Czy Gospodinow trochę przesadza, czy rzeczywiście lata transformacji spowodowały, że Bułgarzy mają kłopot z zaakceptowaniem współczesności? Oczywiście mówię w dużym uproszczeniu.
Jan Nowinowski: Na pewno istnieje sporo sentymentu do czasów minionych, zwłaszcza wśród ludzi starszego pokolenia.
Byli to z reguły wyborcy postkomunistycznej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej, która również odwoływała się do tych wartości. Ten elektorat w dużej mierze przejął jednak Radew — ludzi starszych, którzy nostalgicznie wspominają czasy stabilności czy „przyjaźni narodów”.
Jeśli jednak spojrzymy na inne badania opinii społecznej, Bułgarzy generalnie pozytywnie odnoszą się do członkostwa swojego kraju w Unii Europejskiej.
Zwłaszcza młodzi ludzie są zdecydowanie bardziej liberalni i prozachodni. Widzimy tutaj dużą zmianę.
Sofia w wielu aspektach przypomina już miasta, jeśli nie Europy Zachodniej, to przynajmniej Europy Środkowej.
Istnieje natomiast przekonanie, że członkostwo w Unii Europejskiej nie dało Bułgarii aż tyle, ile wcześniej obiecywano, i nie zagwarantowało tak radykalnego skoku rozwojowego, jaki miał miejsce choćby w Polsce.
To również wiąże się z problemami, o których wcześniej rozmawialiśmy: z jakością klasy politycznej, korupcją czy niewystarczającym wykorzystaniem funduszy europejskich na poziomie lokalnym.
Korzyści z członkostwa w Unii mogłyby być większe, gdyby tych problemów było mniej.
Generalnie wydaje mi się jednak, że Bułgarzy patrzą w przyszłość. Zwycięska Postępowa Bułgaria również odwoływała się do haseł rozwoju i tytułowego postępu.
Od dłuższego czasu wiele mówi się w Bułgarii — na razie na dosyć dużym poziomie ogólności — o konieczności innowacji czy wykorzystania sztucznej inteligencji.
Czas pokaże, czy nowy gabinet rzeczywiście będzie miał pomysł na to, jak dokonać takiego skoku. Są w nim ludzie, którzy bez wątpienia są ekspertami, ale są również osoby obciążone różnego rodzaju powiązaniami z wcześniejszą władzą czy podejrzeniami o udział w aferach korupcyjnych.
Miłada Jędrysik: I pytaniem o to, czy Bułgaria będzie miała pomysł na postęp, zakończymy dzisiejszą rozmowę.
Bardzo dziękuję. Naszym gościem był Jan Nowinowski z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Jan Nowinowski: Dziękuję bardzo.
Miłada Jędrysik: To był podcast „Drugi Rzut Oka”. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.
Komentarze