Mimo obciążających materiałów opublikowanych przez „Wyborczą”, politycy PiS stoją murem za prezesem i składają mu groteskowe hołdy. Tego wymaga dyscyplina partyjna, wiara w rolę prezesa, strach przed przegraną, poczucie wspólnego interesu. Oszustwo Kaczyńskiego to dla aktywu oszczędzanie kasy. Brak transparentności to biznesowe wyrachowanie w służbie PiS

Od wtorku 29 stycznia 2019 „Gazeta Wyborcza” publikuje „Taśmy Kaczyńskiego” – stenogramy rozmów Jarosława Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem, z którym Kaczyński współpracował przy projekcie budowy dwóch wieżowców w Warszawie. Istnieją poważne podejrzenia, że przy okazji prezes PiS złamał prawo. Pewne jest, że z inwestycji się wycofał, nie płacąc Austriakowi, którego firma wykonała już część prac. Polityczna skala tej afery wykracza jednak znacznie poza zagadnienie „czy Kaczyński złamał prawo”. Inwestycję miał kredytować znacjonalizowany przez PiS bank, którego prezes, jak można wnosić z nagrań, był dyspozycyjny wobec szefa partii rządzącej.

O różnych aspektach tej sprawy – m.in. o przedsięwzięciach biznesowych PiS oraz o sprawie ewentualnej odpowiedzialności prawnej Kaczyńskiego – pisaliśmy w OKO.press.

Po ujawnieniu nagrań politycy PiS i jego koalicjantów – partii „Porozumienie” Jarosława Gowina oraz „Solidarnej Polski” Zbigniewa Ziobry – nie tylko wystawiali prezesowi świadectwo moralności, ale przeciwnie, wychwalali go pod niebiosa. Żadna znacząca figura w PiS lub jej przybudówkach nie próbowała wyłamać się z tego chóru.

Dlaczego? W lojalności polityków wobec szefa nie ma nic oczywistego. Wśród obecnych działaczy PiS są ludzie, którzy towarzyszyli Kaczyńskiemu od początku jego drogi w Porozumieniu Centrum w latach 90. (tacy jak Marek Suski czy Joachim Brudziński). W Zjednoczonej Prawicy są jednak również tacy politycy, którzy nie mieli skrupułów, aby zachować się nielojalnie, kiedy uważali, że przyniesie im to korzyść. Tak zrobił Zbigniew Ziobro, w czasach pierwszego rządu PiS (2005-2007) namaszczony na „delfina” prezesa (czyli jego następcę), który jednak odszedł z PiS i założył własną partię – a potem ukorzył się przed Kaczyńskim, kiedy się okazało, że nie ma szans na samodzielny sukces. Dziś także Ziobro lojalnie gra w drużynie Kaczyńskiego.

Dlaczego nikt się nie wyłamuje? Oto nasze cztery hipotezy.

Hipoteza 1. Strach i dyscyplina, kij i marchewka

Kaczyński ma absolutną władzę nad karierami politycznymi na prawicy. Obie partie koalicyjne – „Porozumienie” Gowina oraz „Solidarna Polska” Ziobry – mają udział we władzy tylko z woli prezesa. Wiadomo, że Kaczyński ma pamięć słonia, nielojalności nie zapomina, a każde wyłamanie się z szeregów w sytuacji kryzysowej będzie pamiętane podwójnie.

Wie też, jak nagradzać. W „Polsat News” 30 stycznia mówił o tym – nie wprost, ale jednak bezpośrednio – Jarosław Gowin. Przywódca partii „Porozumienie” opowiadał najpierw, że publikacje „Wyborczej” stawiają Kaczyńskiego w „zdecydowanie pozytywnym świetle”, a później płynnie przeszedł do rozmowy dotyczącej list Zjednoczonej Prawicy do Parlamentu Europejskiego. Gowin mówił:

„Tak, rozmawiamy. Nawet wczoraj [29 stycznia] rozmawiałem m.in. na ten temat z Jarosławem Kaczyńskim. Jesteśmy bardzo bliscy porozumienia. Na pewno będą wspólne listy Zjednoczonej Prawicy. Porozumienie przewiduje, że jednym z liderów tych list będzie wicemarszałek Senatu Adam Bielan”.

Oto i wspólny interes oraz nagroda za lojalność. Dopóki Kaczyński nie straci możliwości dawania kar i nagród, jego pozycja będzie niezagrożona.

Hipoteza 2. Licytacja o względy prezesa

Wiele wypowiedzi polityków PiS świadczy nawet o czymś więcej niż lojalności wobec prezesa Kaczyńskiego. Prześcigają się w komplementach pod adresem przywódcy, jakby rywalizowali o tytuł najwierniejszego z wiernych.

Te wiernopoddańcze hołdy przybierają niekiedy formy groteskowe.

„Jarosław Kaczyński w pełni jest gwarantem uczciwości dla całej Polski; ta próba uderzenia w człowieka – symbol uczciwości i wiarygodności – będzie w pełni nieudaną próbą”

mówił premier Mateusz Morawieckiwe wtorek 29 stycznia, w dzień publikacji materiałów obciążających Kaczyńskiego przez „Wyborczą”. Od Joanny Kopcińskiej opinia publiczna dowiedziała się, że Kaczyński jest niesłychanie szarmancki wobec kobiet, a od posła Tadeusza Cymańskiego – że pozostaje całkowicie niezainteresowany sprawami materialnymi.

Prezes Kaczyński może być szarmancki wobec kobiet – tego nie wiemy – ale pozostałe komplementy są oczywiście całkowicie sprzeczne z tym, co cała Polska mogła usłyszeć na własne uszy na taśmach opublikowanych przez „Wyborczą”. Dla polityków PiS nie ma jednak znaczenia, że mówią rzeczy bardzo śmieszne: adresatem ich słów nie musi być opinia publiczna, ale jeden człowiek, wobec którego chcą okazać bezwzględną lojalność.

Hipoteza 3. „Wszyscy płyniemy na tej samej łodzi”

Lojalność wobec Kaczyńskiego – nawet w obliczu obciążających go mocno nagrań – może wynikać także z racjonalnej kalkulacji. Anonimowy polityk PiS tłumaczył dziennikarce „Wyborczej” 31 stycznia: „Premier uznał, że trzeba prezesa bronić jak dobra narodowego. Jego osłabienie to słabość całej formacji”.

Inni dodawali: „Jak mamy atakować własnego szefa? Wiadomo, że musimy go bronić, bo bez niego nie będzie PiS”.

Natężenie konfliktu politycznego w Polsce działa w ten sposób na korzyść Kaczyńskiego i umacnia jego pozycję. Politycy z jego partii uważają, że nie mogą go nawet skrytykować, ponieważ osłabi to partię – a jeśli ona zatonie, sami nie mają szans. Trzeba więc zacisnąć zęby i bronić prezesa jak niepodległości, próbując przy tym w telewizji nie ugryźć się w język i zachować poważny wyraz twarzy podczas wychwalania jego uczciwości.

Hipoteza 4. Interes partii, czyli oszustwo to oszczędność

Możliwe także, iż politycy partii rządzącej doceniają prezesa Kaczyńskiego za to, jak dobrze próbował dbać o ich interes. Wieżowce postawione na działce przy ul. Srebrnej miały zapewnić PiS finansowanie na czas ewentualnego pobytu w opozycji. Kiedy partia traci władzę, musi mieć pieniądze, aby utrzymać swój aparat (który nie może już korzystać z dostępu do urzędów, stanowisk w radach nadzorczych spółek skarbu państwa i tym podobnych apanaży).

Na taśmach prezes wypada więc jak troskliwy ojciec, który dba, aby swoim podopiecznym zapewnić chleb na trudne lata – a trudne lata bez wątpienia prędzej czy później nastąpią.

Paradoksalnie. to co jest zarzutem z punktu widzenia opinii publicznej, dla aktywu partyjnego może być zaletą prezesa.

Fakt, że oszukał partnera biznesowego i powinowatego Geralda Birgfellnera nie płacąc mu obiecanych 1,3 mln euro może być postrzegany jako dbałość o partyjna kasę: skoro budowę Wież Kaczyńskiego należy co najmniej odłożyć, to po co „marnować” pieniądze spółki Srebrna?

Oszustwo staje się tu oszczędnością.

Podobnie budzące wątpliwości prawne i etyczne osobiste zaangażowanie prezesa w pilnowanie partyjnego biznesu staje się dowodem, że dba o pieniądze PiS, bo – zaznaczają to jego partyjni podwładni – nie chodzi mu przecież o osobisty majątek. Jak podkreślał m.in. wicepremier Gowin, zapis taśm potwierdza, że „Kaczyński zna się na biznesie”.

Czy to biznes uczciwy, czy nie, transparentny, czy nie, ma tu mniejsze znaczenie. Kaczyński umie zadbać o pieniądze dla PiS, i to się ostatecznie liczy. W dodatku bierze pod uwagę zarówno zyski finansowe, jak efekty polityczne. Gdy uznał, że politycznie PiS może stracić na budowie wieżowca, wycofał się z biznesu mimo spodziewanych ogromnych dochodów.

Z nagrań jasno wynika, że Kaczyński – czego opozycja obawiała się często – nie zamierza fałszować wyborów ani wpływać w nielegalny sposób na ich wynik. Nie ma więc tym bardziej pewności, że jego partia utrzyma władzę. Dba więc o to, żeby ją zabezpieczyć na wypadek przegranej. Znów: dostęp do tych zasobów będą mieli ci politycy, którzy wykażą się wiernością i posłuszeństwem.

Każda z tych hipotez może być prawdziwa. Za publicznie okazywaną lojalnością stoją zwykle skomplikowane mechanizmy – mieszanka szacunku, strachu, oczekiwania na korzyści materialne i wielu innych uczuć. W najbliższym czasie nie należy więc raczej spodziewać się, że ktokolwiek z wewnątrz skrytykuje publicznie prezesa: zbyt wiele silnych więzów zapewnia mu wierność podwładnych.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym