0:00
Prawa autorskie: Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.plFot . Tomasz Pietrzy...
20 stycznia 2023

W rok płaca realna spadła o ponad 6 proc. A przed nami jeszcze wzrost inflacji

Grudzień to już siódmy miesiąc z ośmiu ostatnich, gdy płace realne spadły w ujęciu rocznym. Co gorsza, końca trendu nie widać. „Spodziewamy się, że płace będą rosnąć wolniej od inflacji przez większość tego roku” – mówi nam Marcin Klucznik, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Wydrukuj

Może to brzmieć imponująco – po raz pierwszy średnie płace w Polsce przekroczyły 7 tysięcy złotych brutto. A mówiąc ściślej – przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 7329,96 zł. Ale najważniejsza z dzisiejszych danych jest inna. Otóż w stosunku do grudnia 2021 roku w grudniu 2022 średnia płaca realna spadła o aż 6,3 proc.

To największy realny spadek wynagrodzeń od 1999 roku.

Wskaźnik płacy realnej to średnie wynagrodzenie skorygowane o inflację, czyli wskaźnik wzrostu cen. Mówi nam o sile nabywczej pensji, które przecież dalej rosną (średnio – czyli oczywiście nie dla każdego). Ale niestety możemy za nie kupić mniej niż rok wcześniej, bo ceny rosły szybciej.

Nominalnie średnie płace wzrosły (o problemach z tym wskaźnikiem jeszcze powiemy) o 10,3 proc. Byłby to wysoki wzrost, ale w normalnych czasach. Poza tym mamy ostre hamowanie – w listopadzie wzrost wynosił 13,9 proc., a analitycy ekonomiczni w grudniowych danych spodziewali się wzrostu między 12 a 13 proc.

Rozjazd w połowie roku

Spójrzmy na dane na wykresie:

Płace rosły razem z inflacją mniej więcej do połowy 2022 roku. A później inflacja rosła dalej, a w płacach zaczęła się stagnacja. Poza wahaniami od lipca wzrost płac był na mniej więcej stałym poziomie 13-14 proc. w skali roku. Grudniowy spadek się z tego trendu wyłamuje. W ekonomii dobrze jest zachować ostrożność – dane z jednego miesiąca zawsze mogą oznaczać jednorazowe wahanie. Ale spadek o ponad trzy punkty procentowe jest ogromny. Większy w okresie widocznym na wykresie zdarzył się tylko raz, w grudniu 2007, ale zaraz potem został wyrównany w kolejnym miesiącu wysokim wzrostem. Dziś taki scenariusz jest wątpliwy.

Przed nami jeszcze wzrost inflacji

A w najbliższych dwóch miesiącach dane o płacach realnych pogorszy niemal pewny wzrost inflacji. Zaliczyliśmy dwa miesiące z rzędu ze spadkiem, ale w styczniu GUS będzie porównywać dane do stycznia 2022, kiedy to w życie weszła obniżka podatków na paliwo, a w kolejnym miesiącu – pozostałe obniżki podatków w ramach tak zwanej tarczy antyinflacyjnej. W efekcie inflacja w styczniu 2022 była niższa, niż można było się spodziewać, a w lutym rzeczywiście jednorazowo spadła do 8,5 proc. Dziś podatki te w większości wróciły do swoich poprzednich stawek (poza żywnością). Ceny więc w większości przypadków nieco wzrosną (chyba że ktoś jest monopolistą jak Orlen i może tymi podwyżkami manipulować). A w konsekwencji – inflacja w styczniu i lutym prawie na pewno wzrośnie.

Jeśli wzrost średnich wynagrodzeń dalej spadnie lub choćby utrzyma się na tym samym poziomie, możemy zobaczyć spadek realnych wynagrodzeń jeszcze bliżej 10 proc. Nawet jeżeli będzie to tylko chwilowe, to w tym momencie bardzo łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym średni spadek wynagrodzeń realnych trwa co najmniej rok.

Już teraz siedem z ostatnich ośmiu miesięcy to nominalny spadek płac, a ósmy to tylko 0,2 punktu procentowego w górę w lipcu, ze względu na wypłaty premii w niektórych sektorach.

Co się stało w grudniu?

Skąd taki, a nie inny wynik w grudniu? „Może być efektem pogarszania się koniunktury” – komentuje dla OKO.press Marcin Klucznik z Polskiego Instytutu Ekonomicznego – „Nie powinniśmy przykładać jednak zbyt dużej wagi do pojedynczego miesiąca - obecnie za dużą część wynagrodzeń odpowiadają premie świąteczne i okolicznościowe. Niższa skala premii świątecznych i końcoworocznych może wynikać z udzielenia części z nich na przykład w listopadzie - wtedy wynagrodzenia zaskoczyły w górę. Przez ostatnie pół roku wzrost wynagrodzeń był naprzemiennie powyżej i poniżej prognoz. To, co ma znaczenie to trend - a nie pojedynczy odczyt”.

Mało optymistyczny jest dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. I ma nieco inną teorię na temat wpływu premii na wynik:

„Opublikowane dziś dane, mówiąc oględnie, nie dają powodu do optymizmu. Obniżka dynamiki płac wobec listopada dotyczy w zasadzie wszystkich sektorów poza transportem i rozrywką. To wyhamowanie jest szczególnie widoczne w rolnictwie i leśnictwie oraz górnictwie, czyli w sektorach, w których podwyżki były w poprzednich miesiącach najhojniejsze. Trudno wyrokować co do przyczyn, ale może to być związane z istotnym obcięciem premii rocznych w firmach już odczuwających, bądź obawiających się dekoniunktury”.

Siódmy miesiąc realnego spadku

Trend jest niestety niewesoły.

Aby uniknąć zafałszowania obrazu przez sezonowe i niespodziewane wahania, warto też spojrzeć na średnią z ostatnich trzech miesięcy (czyli dla grudnia to październik, listopad i grudzień, dla listopada – wrzesień, październik oraz listopad, i tak dalej).

Taka średnia znajduje się poniżej zera już siódmy miesiąc, a obecnie zbliżyła się już do minus pięciu procent.

40 proc. rynku pracy

Trzeba oczywiście pamiętać, czym dokładnie są te liczby. Bo chociaż zwykle dla ułatwienia w mediach mówi się o średniej pensji lub średnim wynagrodzeniu, to ścisłą nazwę podaliśmy na początku tekstu. GUS co miesiąc podaje średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw. A to oznacza firmy powyżej dziewięciu pracowników. Tymczasem w Polsce w małych firmach pracuje bardzo dużo osób. Dane GUS o sektorze przedsiębiorstw mówią nam mniej więcej o 40 proc. rynku pracy.

Tymczasem w tym segmencie gospodarki zarabia się nieco więcej. Wniosek z tego płynie taki, że dane dla wszystkich pracowników są jeszcze nieco gorsze.

W ramach tej grupy średnia nie oznacza wcale tego, że połowa pracowników zarabia powyżej tego pułapu. Gdy mamy bardzo dużo niskich pensji i niewiele bardzo wysokich, średnia przesuwa się w stronę bogatszej części. Dotychczasowe dane pokazywały, że powyżej średniej zarabia mniej więcej jedna trzecia objętych tymi statystykami.

To jednak nie znaczy, że dane te są bezużyteczne. Szczególnie że z danych wiemy również, że mediana rośnie prawie dokładnie w tym samym tempie, co średnia. To też jedyne tak często podawane dane o wynagrodzeniach, pozwalają więc obserwować, co dzieje się z pensjami.

Co dalej?

Najważniejsze pytanie w tym wszystkim brzmi: jak długo jeszcze? Kiedy wrócimy na ścieżkę wzrostu realnych wynagrodzeń?

Najpewniej nie stanie się to w najbliższych kilku miesiącach.

„Spodziewamy się, że płace będą rosnąć wolniej od inflacji przez większość tego roku” – mówi nam Marcin Klucznik z Polskiego Instytutu Ekonomicznego – „Największy spadek realnej zdolności nabywczej wynagrodzeń nastąpi w styczniu i lutym ze względu na przejściowy wzrost inflacji. Następnie różnica będzie stopniowo maleć — pod koniec roku tempo wzrostu płac i inflacji powinny się zrównać. Polski rynek pracy reaguje na spowolnienie gospodarcze głównie przez słabszy wzrost wynagrodzeń — dlatego nie oczekujemy znacznego wzrostu bezrobocia”.

Jeśli szukać jakiegoś optymizmu, to można posiłkować się jednym spostrzeżeniem ekonomistów banku Pekao. Według nich presja płacowa to „ważny motor inflacji bazowej”. Słabszy wzrost pensji może być zwiastunem tego, że inflacja bazowa zacznie w końcu spadać.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne