0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Mahmoud IlleanAP Photo/Mahmoud Ill...

W obronie Beduinów stają europarlamentarzyści, środowiska obrońców praw człowieka, organizacje i aktywiści. Pośród zaangażowanych jest także Polska Misja Medyczna.

- Od lat wspieramy społeczność Khan Al-Ahmar – mówi Małgorzata Olasińska-Chart, członkini zarządu Polskiej Misji Medycznej — prowadzimy mobilną klinikę i wsparcie psychospołeczne dla kobiet i dzieci. Państwo polskie zainwestowało pieniądze podatników, które przepadną, kiedy wioska zostanie zrównana z ziemią. Dlatego zwróciliśmy się z oficjalnym komunikatem do MSZ o działania dyplomatyczne np. wspólne z innymi państwami — tłumaczy przedstawicielka PMM.

Zagarnięcie terenów osady i aneksja palestyńskiej ziemi to część planu E1, który na wiele lat został zamrożony, ale obecnie ma być realizowany. Zakłada on przejęcie pasa terytoriów w centrum Zachodniego Brzegu, tak, by przeciąć kraj na pół, skutecznie oddzielając północ od południa, separując od siebie rodziny, bliskich, infrastrukturę, paraliżując administrację.

Khan Al-Ahmar leży na północny wschód od Jerozolimy, przy drodze do Jerycha, między dwiema dużymi nielegalnymi izraelskimi osadami (osadnictwo na terenach okupowanych jest zabronione według prawa międzynarodowego): Ma’ale Adumim i Kefar Adumim.

Nielegalni osadnicy zbudowali także sieć punktów na wzgórzach, otaczając nimi beduińskie wioski. Stamtąd prowadzą rajdy na osady, gdzie zabijają lub kradną zwierzęta, odcinają dopływ wody, wylewają na beduińskie niewielkie pastwiska ścieki, a czasem wjeżdżają do osad z bronią i atakują mieszkańców. To zbrojne, wyszkolone bojówki, których celem jest zajmowanie kolejnych terenów.

Beduini z Khan Al-Ahmar i okolicznych osad żyją w ciągłym strachu i niepewności. Warunki są tam wyjątkowo trudne. Niedobory wody, brak pastwisk dla zwierząt, brak regularnej strukturalnej pomocy medycznej, restrykcje związane z przemieszczaniem się – to tylko niektóre z dręczących społeczność problemów. Tym cenniejsza jest pomoc świadczona przez PMM.

- Nasza mobilna klinika, którą prowadzimy wraz z organizacją palestyńską Palestinian Medical Relief Society (PMRS) docierała w sumie do dziesięciu wiosek, jednej już niestety nie ma, bo została wysiedlona przez osadników. Jednym z tych miejsc jest Khan Al-Ahmar. W klinice jeździ lekarz pierwszego kontaktu, pediatra, ginekolog, farmaceuta, bezpłatne leki i USG ginekologiczne do badania kobiet w ciąży. To wsparcie jest bardzo dobrze zaplanowane i odpowiada na główne potrzeby osób w wioskach, a są to infekcje, czy choroby skóry związane z trudnym dostępem do wody – mówi Olasińska-Chart.

Beduiński ród Jahalin, który zamieszkuje m.in. Khan Al-Ahmar i okoliczne osady to uchodźcy z Nakby, czystek etnicznych dokonanych przez nowopowstające państwo Izrael w 1948 roku. Wcześniej Beduini mieszkali na pustyni Nakab, wędrowali ze zwierzętami, podobnie jak wędrują sezonowo polscy pasterze z Podhala.

Dziś żyją w niesprzyjającym terenie, bez możliwości wędrowania i szukania pastwisk dla zwierząt, których hodowla stanowi istotną część kultury, którą za wszelką cenę próbują podtrzymać.

Mieszkając na Zachodnim Brzegu, nie mają dostępu do pobliskiej Jerozolimy, rynku zbytu, czy rynku pracy, a nawet pobliskiego szpitala w przypadku zagrożenia życia.

Osady zamieszkiwane dziś przez Beduinów są rozproszone, składają się na nie niewielkie społeczności. Khan Al-Ahmar – przez położenie przy ważnej drodze do Jerycha, ale także dzięki temu, że przyjeżdża tu mobilna klinika i mieści się szkoła, zbudowana przez rodziców z opon i z gliny – stanowi rodzaj centrum beduińskiego życia. Przedsiębiorczy lider społeczności, Abu Khamis, stworzył także przetwórnię mleka. Zaczął skupować mleko od okolicznych hodowców i produkować ser i jogurt. Dzięki temu rodziny miały jakikolwiek dochód.

Przed 7 października wielu mężczyzn pracowało u osadników, głównie na budowach. Potem praca się skończyła. Przetwórnia Abu Khamisa mieści się w Jerychu. Od roku tak bardzo nasiliły się restrykcje dotyczące przemieszczania się, checkpointy, kontrole, że produkcja mleka okazała się niemożliwa. W ostatnich miesiącach zamknięto też szkołę. Nauczyciele bali się przyjeżdżać, bo ataki żydowskich osadników stały się codziennością. Już wcześniej z tego powodu do szkoły przestały uczęszczać dzieci mieszkające w pobliskich osadach.

Ze względu na tę wyjątkowo trudną sytuację PMM przyjeżdża do Khan Al-Ahmar także z propozycją wsparcia psychospołecznego. Zespoły palestyńskich psycholożek z organizacji Terre des Hommes Italy przyjeżdżają do wiosek niezależnie od mobilnej kliniki. Ich samochód jeździ na żółtych – izraelskich – tablicach rejestracyjnych, co oznacza, że nie powinien zostać zatrzymany na chekpointach.

- Spotkania dla kobiet odbywają się w dużym pomieszczeniu w wiosce przeznaczonym do spotkań. Siedzą razem w kręgu, jest ich około dwudziestu kilku. Wszystkie te kobiety są w straszliwej traumie, bo ich mężowie w większości pozbawieni zostali jakiejkolwiek możliwości zarobkowania, a ich życie to wegetacja. Wcześniej pracowali dla Izraelczyków, ale już nie pracują (po 7.10), nie mają żadnych możliwości znalezienia stałej pracy, dorywczej też nie, bo Izrael w zasadzie całkowicie ograniczył możliwość przemieszczania się.

Jedynym źródłem dochodu w takich osadach są owce, w innych uprawa oliwek, ale i to jest utrudniane przez Izrael.

Osadnicy kradną owce i karczują drzewa oliwne. Do tego dochodzi brak wody. Pod okiem psycholożek kobiety zachęcane są do wyrażania swoich emocji, wypowiadania na głos tego, że są w depresji, nie radzą sobie z funkcjonowaniem w rodzinie, czy wśród przyjaciół, a sytuacja jest beznadziejna i nie rokuje, by znalazło się pozytywne rozwiązanie. Jest tylko gorzej.

Chcemy, żeby to zrozumiały i nazwały swoje emocje i zobaczyły, że nie są same. Że wszystkie kobiety, które tam siedzą, są w tej samej sytuacji i przeżywają to samo. Spotkania trochę mają na celu stworzenie wioskowej grupy wsparcia – tłumaczy moja rozmówczyni. – Chodzi również o znalezienie jakiegoś rozwiązania, żeby kobiety aktywizowały się i działały razem. To może być nawet robienie na drutach, jak się im dostarczy wełnę, żeby zajęły się czymś, co pozwoli zapomnieć na chwilę o traumie, rozładować olbrzymi stres i smutek, w którym żyją od kilku lat. Chodzi o to, żeby szukały rozwiązań, na ile to możliwe, potrafiły mówić o swoich emocjach i stanowiły dla siebie nawzajem wsparcie.

PMM zapewnia także wsparcie dla dzieci. W tym celu przeszkolono pracownice socjalne w wioskach tak, by umiały prowadzić z dziećmi zajęcia typu przedszkolnego, zabawy plastyczne, muzyczne. Dzieciom kupiono przybory rysunkowe, zabawki. Tu także istotna jest praca z emocjami tak, by dzieci nie były agresywne wobec siebie, czy matek, ale umiały nazywać emocje i przeżywać je bezpiecznie szukając wsparcia w grupie.

- Podczas gdy młodsze dzieci się bawią, starsze odgrywają scenki, dzięki którym uczą się jak sobie radzić i współpracować. – Dzieci muszą poczuć, że są w grupie. Wiedzieć, że w tej grupie znajdą kogoś, kto czuje tak jak one, że można wyrażać emocje i nikt nie zostanie wyśmiany. Ten projekt działa już trzeci rok – tłumaczy Olasińska-Chart. – Dzieci tu muszą sobie radzić. W jednej z wiosek widziałam, że kiedy droga do szkoły została zamknięta przez Izraelskie służby, dzieci szły do niej rurą ściekową.

Taka jest okupacyjna rzeczywistość, z którą mierzą się tak starsi, jak i młodsi. Ale – jak podkreślają Beduini – chcą tylko móc zostać i żyć po swojemu. Tymczasem okupanci wszelkimi sposobami starają się zlikwidować palestyńskie życie na terenach nielegalnie zagarniętych.

- Społeczności Khan Al Ahmar zaproponowano przesiedlenie w okolice wielkiego wysypiska śmieci, w zatłoczone miejsce niedaleko miejscowości Abu Dis – mówi Małgorzata Olesińska-Chart. Tego typu miejsca, jak choćby leżące pod Jerozolimą Kufr Akab, to zagęszczone blokowiska bez odpowiedniej sieci kanalizacyjnej, bez usług publicznych takich jak utylizacja odpadów. Stanowią rodzaj gett, gdzie gromadzeni są wyrzuceni z domów Palestyńczycy z różnych miejscowości.

- Mam poczucie, że jeśli społeczność dostałaby jakąś propozycję, na którą mogłaby przystać, to przyjmie ją. Widziałam takie wioski całkowicie otoczone przez osadników, którzy chcieli, żeby Beduini nareszcie się wynieśli i mieszkańcy mówili: dobrze, pójdziemy sobie, tylko powiedzcie nam, dokąd mamy iść. Chodzi oczywiście o miejsce, z którego nie będą ich po raz kolejny wyrzucać.

Beduini stanowią społeczność szczególnie narażoną. Osadnicy nie tylko zabierają ich tereny, ale także niszczą kulturę, język i sposób życia, które – jako kulturowe dziedzictwo – powinny być chronione.

W obronę Khan Al-Ahmar zaangażowanych jest wiele instytucji i organizacji. W ostatnim czasie spotkanie w wiosce zorganizowała izraelska organizacja broniąca praw człowieka B’Tselem. Abu Khamisa – lidera społeczności – odwiedził przedstawiciel instytucji europejskich do spraw Bliskiego Wschodu, a wolontariusze działający na okupowanym terytorium z ramienia Światowej Rady Kościołów przygotowali list do członków Parlamentu Europejskiego w obronie beduińskiej osady.

- Podobna sytuacja miała miejsce w 2018 roku. Już wtedy Khan Al-Ahmar miało zostać zrównane z ziemią. Wówczas zaprotestowała społeczność międzynarodowa. I udało się powstrzymać Izrael. Miejmy nadzieję, że i tym razem się uda – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart.

-

Joanna Sarnecka

Antropolożka kultury/etnografka (UW), artystka działająca w obszarze sztuki opowiadania. Współpracuje z siecią Badacze i Badaczki na Granicy www.bbng.org. Aktywistka na granicy.

Komentarze