Mimo rasistowskich i ksenofobicznych haseł na Marszu Niepodległości politycy PiS nie widzą w Polsce zagrożenia ze strony skrajnej prawicy. Szef MSZ twierdzi nawet, że faszystów w Polsce nie było! Przypominamy przedwojennych polskich naśladowców Hitlera

„W Polsce faszystów nie było, nie ma i nie będzie” – powiedział w Polsat News 15 listopada 2017 minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Była to jedna z wielu wypowiedzi polityków PiS, z oburzeniem odrzucających zarzuty – pojawiające się w prasie krajowej i zagranicznej – wobec części uczestników Marszu Niepodległości 11 listopada.

Ministra Waszczykowskiego musimy poinformować, że niestety jest w błędzie. Też chcielibyśmy, żeby w Polsce nie było faszystów. Też mamy nadzieję, że ich w przyszłości nie będzie.

Opowiadanie jednak, że w Polsce faszystów „nie było” jest całkowitym zafałszowaniem historii.

Polski wariant faszyzmu rósł w siłę przed wojną, miał się świetnie i absolutnie nie ukrywał swoich inspiracji. Miał te same korzenie co ideologia Mussoliniego i Hitlera. Wyłonił się jako reakcja na Wielki Kryzys. Najbardziej wpływowym ugrupowaniem przyznającym się do inspiracji faszyzmem (z dumą, nie ze wstydem) była ONR „Falanga”.

Historyk prof. Andrzej Friszke pisał we wstępie do książki Jana Józefa Lipskiego „Idea katolickiego państwa narodu polskiego. Zarys ideologii ONR »Falanga«” (Warszawa 2015):

„W styczniu 1933 roku do władzy w Niemczech doszedł Hitler, w 1934 roku demokrację w Austrii obalił Dolfuss, w 1936 roku bunt przeciwko republice hiszpańskiej podniósł Franco. W tym klimacie w kwietniu 1934 roku powstał ONR. Wszystkie te ideologie afirmowały „prostego człowieka”, który jest najwartościowszą częścią narodu, ale musi być prowadzony przez zwartą i świadomą celu elitę narodową. Aby to było skuteczne, należy zniszczyć konkurencyjne ośrodki oddziaływania, a więc zbudować państwo totalne”.

Program polskiego faszyzmu obejmował m.in.:

  • zastąpienie rządów sanacji totalitarną jednopartyjną dyktaturą narodową (nazywaną np. organizacją narodu);
  • całkowite podporządkowanie wolności jednostki i jej praw „interesowi narodu”, wyrażanymi przez partię;
  • całkowita kontrola rządu narodowego nad gospodarką (formalnie zostawioną w większości w rękach prywatnych); narodowe planowanie gospodarcze;
  • akceptacja przemocy jako narzędzia osiągania celów politycznych;
  • kult wodzostwa i silnego przywództwa;
  • asymilację lub zmuszenie do emigracji mniejszości etnicznych, zwłaszcza Żydów;
  • zmarginalizowanie Żydów w życiu ekonomicznym, politycznym i społecznym RP (tych, których nie da się zmusić do wyjazdu); czyli np. wprowadzenie limitu miejsc dla studentów żydowskich na uniwersytetach (numerus clausus), bojkot ekonomiczny, wykluczanie Żydów ze stowarzyszeń zawodowych (zwłaszcza lekarzy, adwokatów, architektów i innych zawodów wymagających wysokich kwalifikacji, w których Żydzi mieli zazwyczaj silną reprezentację).

Polscy faszyści z ONR podziwiali Hitlera (mogli go uważać za niebezpiecznego wroga Polaków, ale równocześnie czuć wobec niego podziw – nie ma w tym nic psychologicznie niemożliwego). Z NSDAP chętnie się porównywali.

Pismo ONR „Ruch Młodych” chwaliło się nawet w 1935 roku:

Antysemityzm w Ruchu Młodych istniał dużo dawniej niż program antyżydowski w NSDAP.

W 1938 roku wychodząca na Śląsku „Kuźnica” pisała:

Obecnie Niemcy przystąpili do ostatecznej likwidacji żydostwa u siebie (…) Kiedy wreszcie my przystąpimy do męskiego i poważnego rozwiązania tej sprawy?

Przed 1939 roku, w obliczu zagrożenia niemiecką agresją, sympatia polskich faszystów do Trzeciej Rzeszy osłabła – pisano nawet, że Niemcy mają w sobie dużo „krwi żydowskiej” (!).

W hitleryzmie i marksizmie występują wyraźnie dwa światy: aryjski świat pozytywnej, twórczej pracy i żydowski świat negacji i burzenia.

– pisał w 1936 roku Marian Reutt, jeden z czołowych publicystów skrajnej prawicy przed wojną.

W 1938 roku Kazimierz Hałaburda pisał w „Falandze”, że Hitler i Mussolini mają takie samo prawo do nazywania się „demokratami”, jak przywódcy Francji czy Wielkiej Brytanii.

Podziw dla Hitlera w prasie skrajnej prawicy wyrażany był powszechnie. Pisano, że jest romantykiem i budowniczym, że „podnosi godność pracy atmosferą pojęć moralnych” („Ruch Gospodarczy”, 1937) oraz że Hitler i Mussolini są przywódcami honorowymi.

Chwalono Hitlerjugend jako wzór organizacji dbającej o wychowanie młodzieży.

„Kuźnica” w 1937 roku pisała:

„Słusznie bowiem zauważa Krieck [pedagog hitlerowski], że uczniowi trzeba po prostu wpoić pewne ściśle określone ideały oraz dogmaty: religijne, narodowe i społeczne”.

Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że polscy faszyści nie byli wcale bezkrytyczni wobec hitleryzmu – ale nie dlatego, że był totalitarny. To akurat im się bardzo podobało, podobnie jak antysemityzm. Hitleryzm różniło od polskiej skrajnej prawicy podejście do religii. W 1938 roku w piśmie „Falanga” Włodzimierz Sznarbachowski (w artykule pod tytułem „Polski nacjonalizm to dobrze pojęty katolicyzm”) pisał:

Człowiek w ustroju hitlerowskim jest jakby wykoszlawiony: ma postawione wspaniałe cele doczesne, ma wielką pracę nad rozwojem swojego charakteru, rozwija w sobie wartości duchowe, bezosobiste, idealne – ale temu wszystkiemu jest brak najbardziej idealnej, najbardziej duchowej pobudki rozwoju – Boga.

Zdaniem Jana Józefa Lipskiego – z którego książki o ideologii „Falangi” pochodzą przytoczone wyżej cytaty – program polskich faszystów to projekt budowy totalitarnego państwa, zbliżonego naturą do stalinizmu czy włoskiego faszyzmu. Licząca blisko 400 stron gęstego druku książka Lipskiego pełna jest cytatów z prasy skrajnej prawicy i przemówień jej przywódców. Jeżeli minister Waszczykowski uważa, że w Polsce nigdy nie było faszystów, powinien do niej zajrzeć. Dowody są przytłaczające.

OKO pilnuje, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?