Po powrocie z „misji rozpoznawczej” do Turcji Witold Waszczykowski stwierdził, że sprawy tam „idą w dobrym kierunku”. Entuzjastycznie wsparł prezydenta Erdogana, który uderza represjami nawet w martwych przeciwników. "Legalnie wybrany prezydent i władze tureckie mają prawo, wręcz obowiązek, dbać o ład konstytucyjny, ład prawny i to czynią" - stwierdził.

Polski minister został przyjęty przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. „Nie widziałem po stronie prezydenta jakiejś zapiekłości, zaciekłości, aby doprowadzać do jakiejś zemsty i rewanżu. Po prostu chce zgodnie z prawem, prawem tureckim, wyjaśnić, co się stało i ewentualnie ukarać sprawców tego wydarzenia” – opisał swoje wrażenia Waszczykowski.

A oceniając sytuację po nieudanym zamachu stanu, powiedział: „Myśmy nie kwestionowali tego, co się dzieje w Turcji. Legalnie wybrany, demokratyczny prezydent i władze tureckie mają prawo, wręcz obowiązek, dbać o ład konstytucyjny, ład prawny i to czynią.”

Ocena puczu…

To oczywiście dobrze, że minister – który jeszcze rok temu określał się publicznie mianem „islamofoba” – w podróż do Ankary się jednak udał. Ocena jego oceny tureckiej polityki zawisła jednak od tego, jak rozumieć użycie przezeń czasu teraźniejszego.

Czy mówiąc o tym, że „sprawy idą”, „dzieje się”, „władze czynią”, Waszczykowski ma na myśli wydarzenia z czasu jego wizyty? Czy może sprzed ponad miesiąca, kiedy to 15 lipca doszło do próby zamachu stanu?

Jeśli przez teraźniejszość minister rozumie niedawną przeszłość, a konkretnie klęskę puczu, to należy mu przyklasnąć. To istotnie dobrze, że puczyści zostali pokonani, a tureckie władze oczywiście powinny były im się przeciwstawić, i zrobiły to.

Można było jedynie oczekiwać, że minister doceni też rolę społeczeństwa, które wyszło na ulice, by powstrzymać zamach: z ponad 240 ofiar śmiertelnych większość stanowili cywile. No i z wyrażeniem poparcia nie trzeba było czekać miesiąc: tu Polska, tak krytyczna na ogół wobec Brukseli, niestety zwlekała, podobnie jak większość państw Unii.



…czy niedostrzeganie wielkich represji

Jeżeli jednak uznać, że kiedy minister mówi „dzieje się” to ma istotnie na myśli „dzieje”, nie zaś „działo”, to jego wypowiedzi uznać należy za zdumiewające. W ramach represji po nieudanym puczu:

  • ponad 20 tysięcy osób aresztowano (w tym kilkuset sędziów i prokuratorów);
  • ponad 80 tysięcy zwolniono z pracy (w tym kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli/lek);
  • by zrobić miejsce dla aresztowanych, z więzień uwolniono 38 tysięcy skazanych za przestępstwa kryminalne.

Odpowiedzialnością za zamach władze tureckie obciążają mieszkającego w USA muzułmańskiego duchownego Fethullaha Gülena i kierowany przezeń ruch Hizmet. Do tej pory nie przedstawiono jednak żadnych na to dowodów, a wniosek ekstradycyjny w sprawie Gülena, wystosowany przez Ankarę do Waszyngtonu, też o zamachu nie wspomina.

Samo podejrzenie o sympatię do legalnego wszak do niedawna ruchu Gülena dziś w Turcji wystarczy, by stracić pracę czy wylądować w więzieniu.

Ale represje sięgają dalej, obejmują wszelkich krytyków władz.

  • Rozwiązano na przykład kurdyjską gazetę „Özgür Günden”, mimo że nie tylko nie miała jakichkolwiek związków z Hizmetem, ale – przeciwnie –Gülen był wobec kurdyjskiego ruchu narodowego wrogi;
  • Komentatorka gazety, pisarka i działaczka praw człowieka Asli Erdoğan (niespokrewniona z prezydentem), siedzi za swoje artykuły w więzieniu. Odmówiono jej leków na cukrzycę, na którą cierpi, prawa do spacerów (jest astmatyczką), a spać musi w łóżku, na które ktoś oddał mocz.


Zemsta nawet na poległych

Trudno to wszystko pogodzić z zapewnieniami Waszczykowskiego o „braku zapiekłości” tureckiego prezydenta – nawet jeśli nie musi on, rzecz jasna, znać szczegółów każdego aresztowania.

Ale Erdoğan nie mógł nie wiedzieć o rządowej decyzji, żeby zabitych spiskowców chować bez ceremoniału religijnego na specjalnym „cmentarzu dla zdrajców”, a dom rodzinny Gülena zamienić na publiczną latrynę.

Ze specjalnego cmentarza władze się w końcu wycofały, z latryny – o ile wiadomo – nie. Prezydent nigdy publicznie tych pomysłów nie skrytykował.

Erdogan poparł możliwość przywrócenia w Turcji kary śmierci, która działałaby wówczas retroaktywnie, czyli karano by śmiercią za przestępstwa popełniane w czasie, gdy nie było jej w kodeksie karnym.

Przed „żądzą odwetu” przestrzegł Erdoğana publicznie nawet ostrożny w słowach Zeid Ra’ad al-Husein, Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka. Przeciw polityce tureckiego prezydenta protestują organizacje praw człowieka całego świata.

Minister Waszczykowski nie widzi problemu. Warto zapamiętać, jakie ma standardy „braku zapiekłości”.


OKO.press finansowane jest z dobrowolnych wpłat czytelników. Jeśli uważasz naszą pracę za wartościową, wesprzyj nas – Otwórz OKO.

Dawid Warszawski (Konstanty Gebert) - ekspert i publicysta, założyciel i pierwszy dyrektor warszawskiego biura think tanku ECFR (European Council on Foreign Relations). W latach 70. współpracownik KOR, w latach 80. publicysta (ps. Dawid Warszawski) podziemnej „Solidarności”, sprawozdawca rozmów Okrągłego Stołu (książka „Mebel”). Wspierał Tadeusza Mazowieckiego jako specjalnego wysłannika ONZ do Bośni (1992-1993; książka „Obrona poczty sarajewskiej”). Jeden z głównych animatorów odrodzenia życia żydowskiego w Polsce (założyciel pisma „Midrasz”, 1997).

Specjalizuje się w tematyce bliskowschodniej, opisuje naruszanie praw człowieka w wielu miejscach świata. Dla OKO.press napisał kilkadziesiąt przenikliwych analiz o Turcji, Izraelu, polityce USA. Demaskował też politykę zagraniczną prezydenta Dudy, czy premiera Morawieckiego.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!