Rządzący bawią się z obywatelami w kotka i myszkę w sprawie list poparcia kandydatów do neo-KRS. Dlaczego tak dramatycznie bronią dostępu do nazwisk sędziów popierających kandydatów do neo-KRS? Czyżby ich treść była aż tak kompromitująca? - zastanawia się Michał Wawrykiewicz

Od 26 czerwca 2019 r. listy poparcia kandydatów do neo-KRS winny być natychmiast ujawnione. Tymczasem rządzący korzystają z całej palety organów państwa, uprawiają formalną żonglerkę, byle udaremnienie obywatelem poznanie spornych list. To nieznana dotąd praktyka lekceważenia przez organy konstytucyjne prawomocnych wyroków sądów – arcygroźny precedens – pisze Michał Wawrykiewicz, adwokat, Inicjatywa #WolneSądy


Mija półtora roku odkąd obywatele zażądali dostępu do list sędziów popierających kandydatów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa. A rządzący nadal odmawiają ujawnienia tej informacji publicznej. Na czym więc ów spór polega od strony prawnej? Jakich argumentów i jakich wybiegów używa Kancelaria Sejmu? Jaka jest rzeczywistość prawna tego niezwykle ważnego z punktu widzenia ustrojowych podstaw państwa, konfliktu?

„Z wyłączeniem załączników” przegrało w NSA

Zgodnie ze znowelizowaną w grudniu 2017 roku ustawą o KRS kandydatów do neo-KRS mogła zgłosić grupa co najmniej 2 tysięcy obywateli lub grupa co najmniej 25 sędziów. Po zgłoszeniu się kandydatów Marszałek Sejmu odmówił udostępnienia załączników w postaci obywatelskich lub sędziowskich list poparcia dla tych kandydatów. Powoływał się na art. 11c ustawy o KRS (wprowadzony do nowelizacji na wniosek posła PiS Waldemara Budy). Mówi on, że Marszałek Sejmu niezwłocznie podaje do publicznej wiadomoś́ci zgłoszenia kandydatów do Rady, „z wyłączeniem załączników” (czyli właśnie list sędziów popierających kandydatury do neo-KRS).

W styczniu 2018 roku m.in. posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz (i nie tylko ona) złożyła wniosek o udostępnienie tych załączników na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej (u.d.i.p.). Szef Kancelarii Sejmu 27 lutego 2018 r. odmówił, powołując się właśnie na wyłączenie wynikające z art. 11c ustawy o KRS. W jego ocenie ogranicza ono dostęp obywateli do informacji publicznej

Sprawa trafiła w wyniku skargi do warszawskiego WSA, który 29 sierpnia 2018 roku uchylił zaskarżoną decyzję. Sąd podzieli argumenty posłanki i uznał, że należy udostępnić listy poparcia. Szef Kancelarii Sejmu złożył skargę kasacyjną i sprawa trafiła na wokandę NSA, który 28 czerwca 2019 roku oddalił skargę.

W świetle prawa od tego właśnie dnia listy poparcia kandydatów do neo-KRS winny być natychmiast ujawnione.

Naczelny Sąd Administracyjny wskazał w szczególności, że dostęp do informacji publicznej jest zagwarantowany w art. 61 Konstytucji RP, a ograniczenie tego obywatelskiego prawa może nastąpić wyłącznie „z uwagi na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.”

Żadna z tych okoliczności nie zaistniała. Sąd ponadto wyraźnie odróżnił zasady od trybu dostępu do informacji publicznej. Zasady mają charakter norm materialno-prawnych, określają zakres adresatów, interes prawny w dostępie etc. Tryb natomiast to normy o charakterze procesowym. To sposób postępowania i techniczny sposób załatwienia sprawy.

Przepis art. 11c ustawy o KRS („z wyjątkiem załączników”) ma zdecydowanie charakter procesowy. Chodzi o to, że Marszałek Sejmu nie musi podawać do publicznej wiadomości treści załączników „z automatu”. Ma jednak bezwzględny obowiązek udzielenia dostępu obywatelom do tych list poparcia, jeśli pojawi się taki wniosek, na podstawie u.d.i.p.

NSA przeprowadził w uzasadnieniu wyroku z 28 czerwca bardzo wyczerpujący, systemowy wykład, druzgocący od strony prawnej argumentację Szefa Kancelarii Sejmu. Przepis ustawy o KRS, będący prawnym orężem skarżącego, nie ogranicza w żaden sposób publicznego dostępu do informacji (reguluje zakres tego dostępu), a jedynie określa ustawowe obowiązki Marszałka Sejmu na etapie procesu powoływania członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Kancelaria Sejmu uparcie odmawia

Mimo że wyrok NSA jest prawomocny i nie można się od niego odwołać, a także pomimo jednoznacznej treści orzeczenia i jego uzasadnienia, z którego wynika obowiązek ujawnienia spornych list poparcia do neo-KRS,

Kancelaria Sejmu uparcie odmawia realizacji tego konstytucyjnego prawa obywateli do dostępu do informacji publicznej.

Najpierw powoływano się na konieczność dochowania 14-dniowego terminu od wpłynięcia do Kancelarii Sejmu odpisu wyroku NSA z uzasadnieniem. Jest to oczywiste taktyczne nadużycie, nie znajdujące podstawy w prawie. Zgodnie z art. 13 ust. 1 u.d.i.p „udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż̇ w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku”. Wniosek został złożony przez posłankę Gasiuk-Pihowicz 25 stycznia 2018 r., więc

termin upływał 8 lutego 2018 r. (minął już trzydziestoośmiokrotnie).

Prezes UODO rzuca Kancelarii Sejmu koło ratunkowe

Kiedy ów zapowiadany przez Kancelarię Sejmu 14-dniowy termin na okazanie list poparcia upłynął, pojawiła się nowa „przeszkoda”. Otóż jak podało do wiadomości Centrum Informacyjne Sejmu, okazało się, że Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych na podstawie skargi osoby fizycznej oraz z urzędu wszczął dwa postępowania wobec Kancelarii Sejmu w sprawie dotyczącej przetwarzania danych osobowych sędziów zawartych w listach poparcia do neo-KRS i wydał postanowienia zobowiązujące Kancelarię Sejmu do wstrzymania się z ujawnieniem list.

Prezes UODO powołał się na art. 70 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych. Wynika z niego, że jeżeli przetwarzanie danych osobowych narusza przepisy, Prezes UODO – w celu zapobieżenia tym skutkom – może, w drodze postanowienia, zobowiązać podmiot, któremu jest zarzucane naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych, do ograniczenia przetwarzania danych osobowych, wskazując dopuszczalny zakres tego przetwarzania. Szef Kancelarii Sejmu postanowił od razu zastosować się do tego „zabezpieczenia”. Prezes UODO wskazuje na wątpliwości w zakresie przetwarzania danych osobowych z prawem polskim oraz Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. (RODO).

Decyzja Kancelarii Sejmu poważnie narusza obowiązujące prawo

Jak trafnie wskazało w ostatnich dniach wielu specjalistów, zarówno od ochrony danych osobowych, jak i procedury administracyjnej i sądowo-administracyjnej, taka decyzja Kancelarii Sejmu jest nie tylko bezpodstawna, ale poważnie narusza obowiązujące prawo i tworzy w naszym państwie bardzo niebezpieczny precedens ignorowania prawomocnego orzeczenia sądu, na dodatek przez organ władzy państwowej.

Przede wszystkim nieznana jest w prawie kompetencja do wstrzymania wykonania wyroku sądu, którą przyznał sobie Prezes UODO. Organy administracji nie mają po prostu takiej prawnej mocy. Naczelny Sąd Administracyjny powiedział, że dane w postaci list poparcia należy ujawnić i w warunkach demokratycznego państwa prawnego Kancelaria Sejmu powinna to już dawno, bez dalszej obstrukcji, zrobić.

Nadto, udostępnienie informacji publicznej nie jest w ogóle regulowane przez unijne rozporządzenie RODO (przepisy te nie dotyczą sfery dostępu do informacji publicznej). A zatem postanowienie „blokujące” nie miało podstaw merytorycznych – ustawowe warunki jego wydania przez Prezesa UODO nie zostały spełnione.

Co więcej, sąd pierwszej instancji (WSA) badał już w tej sprawie wpływ udostępnienia danych osobowych na prywatność sędziów i Kancelaria Sejmu nie skarżyła wyroku w tym zakresie w skardze kasacyjnej, a zatem zgodziła się z nim. WSA powiedział, że listy poparcia należy upublicznić, ale bez widniejących obok numerów PESEL i podpisów sędziów.

Mamy więc nawet wyraźną instrukcję, jak Kancelaria Sejmu winna wykonać zobowiązanie do udostępnienia informacji publicznej z uwzględnieniem wrażliwości danych osobowych.

Formalnie postanowienie Prezesa UODO zostało zaskarżone, a do postępowania przystąpił w interesie publicznym Rzecznik Praw Obywatelskich.

Specjaliści od prawa karnego zastanawiają się też, czy w tej sytuacji nie mamy do czynienia z naruszeniem przepisów karnych. Chodzi przede wszystkim o art. 23 u.d.i.p., który za niewykonanie zobowiązania do udostępnienia informacji publicznej przewiduje sankcję, nawet do roku pozbawienia wolności. Niektórzy wskazują także na czynności związane z udaremnianiem wykonania prawomocnego orzeczenia sądu.

Zabawa w kotka i myszkę, czyli arcygroźny precedens destabilizujący zasady ustrojowe

Sprawa wydaje się nie mieć końca. Rządzący korzystają z dostępnej im palety organów państwa, uprawiając formalną żonglerkę mającą na celu udaremnienie obywatelem poznania spornych list poparcia. Stosują przy tym co chwila nowe wybiegi i sztuczki formalne, które nie przystoją nawet takiej instytucji jak Kancelaria Sejmu, która powinna świecić obywatelom przykładem w zakresie praktyki stosowania prawa i respektu dla orzeczeń sądowych.

W piątek 2 sierpnia 2019 podano na przykład, że nie można zrealizować wniosku o dostęp do informacji publicznej, ponieważ akta nie wróciły z sądu do Kancelarii. W sekretariacie NSA poinformowano natomiast, że to właśnie z Kancelarii Sejmu nie wróciła tzw. zwrotka doręczenia odpisu wyroku NSA z uzasadnieniem. I tak cały czas.

Przypomina to zabawę z obywatelami w kotka i myszkę lub wręcz impertynenckie granie obywatelom na nosie. Zastanawiające jest przy tym, dlaczego rządzący tak dramatycznie bronią dostępu do nazwisk sędziów popierających kandydatów do neo-KRS? Czyżby ich treść była aż tak kompromitująca?

Przede wszystkim jednak ta sprawa wpływa bardzo niebezpiecznie na funkcjonowanie państwa, otwierając nieznaną dotąd praktykę lekceważenia przez organy konstytucyjne prawomocnych wyroków sądów. To arcygroźny precedens, który destabilizuje podstawowe zasady ustrojowe.

*Michał Wawrykiewicz, adwokat, Inicjatywa #WolneSądy, pełnomocnik posłanki Kamili Gasiuk-Pihowicz w sprawie zakończonej wyrokiem NSA z 28 czerwca 2019 roku. Członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego.


Komentarze

  1. Paweł Kołodziejczyk

    Tu nie chodzi o kompromitującą zawartość tych list i te same podpisy wszędzie. To jest działanie z pełną premedytacją w stylu: "Nie mamy pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi?!"

  2. Brat Maupy

    @Paweł Romańczuk: nieprawda, to nie rząd mówi "l'etat c'est moi"! Wiadomo, kto za tym wszystkim stoi – Francja miała Ludwika, my mamy yarka – to on jest państwem. Od jego widzimisię zależy, kto, co, gdzie i za ile!

  3. Anna Wtyczko

    Wyborcy, tak jak "wybrańcy" cynicznie zmienią zdanie w najbardziej niespodziewanym momencie. Prawo będą traktować tak, jak obecna władza. Ale wkurzony suweren jest nieprzewidywalny

  4. Momo Olejnik

    Akurat dzisiaj miałem spotkanie z jednym prawnikiem, który już zaczął etap wynoszenia się z Polski. Człowiek załamany, bo będzie zamykać kancelarię i prawdopodobnie otrzyma pracę w Belgii. A to nie było jego marzenie. Ale jako prawnik widzi w jakim kierunku zmierzamy. On to rozumie, sóweren nie ma bladego pojęcia co się dzieje. I ten sóweren zagłosuje na PiS, bo przecież "wszystko jest dobrze".
    Powiem szczerze że ja też coraz częściej myślę o opuszczeniu Polski, poświęcę firmę i lata pracy dla moich dzieci. Bo za kilka lat w Polsce dojdzie do katastrofy, zresztą nie tylko tutaj. Lepiej wtedy być w kraju o stabilnym ustroju, a nie PRL – bis.

    PS ale OKO załatwiło trolli, jaki tu teraz spokój 🙂

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press