Policja przyszła w sobotę do dziennikarzy OKO.press z nakazem przeszukania. Żądali wydania materiału filmowego nagranego kamerą OKO.press. Zarejestrowaliśmy akcję aktywistów, którzy w piątkowy wieczór w Bydgoszczy weszli na scenę podczas występu zespołu Pieśni i Tańca Armii Rosyjskiej, Chóru Aleksandrowa, z protestem przeciw agresji Rosji na Ukrainę

Dziś (8 grudnia) około południa policja zjawiła się w domach dwojga naszych dziennikarzy. Jednego nie zastali w domu, druga osoba – współpracująca z OKO.press operatorka filmowa, była w domu. Przygotowywała przyjęcie urodzinowe dla dwuletniego synka, za chwilę miała wychodzić po odbiór zamówionego wcześniej prezentu urodzinowego.

Głos w domofonie przedstawił się jako policjant z wydziału do spraw młodocianych. Operatorka pomyślała, że coś się wydarzyło w dzielnicy.

Po chwili w mieszkaniu pojawiło się dwoje ludzi w cywilu, wyjaśnili, że są z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI i przyszli w sprawie materiałów filmowych nagranych dzień wcześniej w Bydgoszczy. Sfilmowaliśmy tam akcję aktywistów, którzy wbiegli na scenę w trakcie koncertu Chóru Aleksandrowa. To słynny na całym świecie Zespół Pieśni i Tańca Armii Rosyjskiej, podlegający ministerstwu Obrony Federacji Rosyjskiej, dwukrotnie odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru.

„Łapy precz od Ukrainy”

Aktywiści – Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk – przerwali występy śpiewaków i kozaków-akrobatów z szablami. Trzymali flagi: polską i ukraińską oraz dwa transparenty – „Kremlowski raszyzm won za Don” i „Chwała Ukraińcom walczącym za wolność waszą i naszą”. Krzyczeli – „Łapy precz od Ukrainy”.

W momencie, gdy wbiegali na scenę, przewrócona została flaga rosyjska, która razem z polską umieszczona była na stojaku na proscenium. Ochrona wyprowadziła ich na zaplecze.

Przedostaliśmy się tam i próbowaliśmy filmować całe zajście. Akcją kierowało dwóch mężczyzn przedstawiających się jako organizatorzy koncertu. Wydawali polecenia ochroniarzom pracującym w hali Łuczniczki, miejscu koncertu. Byli bardzo agresywni, nie stosowali się nawet do poleceń sprowadzonej na miejsce policji.

Krzyczeli „Wynajęliśmy cały obiekt, my tu rządzimy”. Cały impet złości, a nawet fizycznej agresji (popychanie i szarpanie), skierowali na naszych dziennikarzy. Za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do filmowania. Padały nawet groźby rękoczynów, kilkakrotnie dochodziło do fizycznych przepychanek.

Szef ochrony Łuczniczki próbował negocjować i zapanować nad sytuacją, ale bez rezultatów. W końcu policjantom udało się wylegitymować jednego z organizatorów. Spisano także naszych dziennikarzy. Na żądanie organizatorów usunięto nas z budynku. Po spisaniu samych aktywistów, ich także wyproszono. Zmontowaliśmy materiał na miejscu w Bydgoszczy i wróciliśmy do Warszawy o 2.00 w nocy. Rano film z krótkim opisem został opublikowany.

Policja z nakazem

I to tyle. Aż sobotniego do południa, kiedy to w naszych domach zjawili się policjanci. Mieli ze sobą nakaz przeszukania mieszkania, odczytali go, ale odmówili pokazania pisma. Nasza współpracowniczka nie mogła spokojnie go przeczytać. Prosiła o to bezskutecznie.

Nie działały także zwykłe ludzkie względy, gdy prosiła o przełożenie wizyty, bo właśnie szykuje urodziny synka. Zapewniała, że złoży wyjaśnienia w każdej chwili, byle nie w tej. Poinformowała policjantów, że materiały objęte są tajemnicą dziennikarską i czeka na jadącego już do niej prawnika. Nalegała, by asystował przy tej wizycie. Bez skutku.

Zagrożono jej nie tylko przeszukaniem mieszkania, ale także zabraniem wszystkich komputerów, kart pamięci i dysków.

Wizyta skończyła się zabraniem pendrive’a z zapisem wczorajszych wydarzeń. Policjanci zostawili dokument „Spis i opis rzeczy”, w którym napisano „Wydanie po wezwaniu dokonującego czynność – 1 pendrive koloru czerwonego”.

Zabrali go bez żadnego zabezpieczenia. To ewidentne nierespektowanie zasady tajemnicy dziennikarskiej.

W końcu policjanci poszli, synek operatorki został bez prezentu na swoje drugie urodziny, bo wizytę dwójki policjantów za prezent trudno uznać.

Mec. Pietrzak: Policja musi respektować tajemnicę dziennikarską

Akcję policji komentuje dla OKO.press adwokat Mikołaj Pietrzak:

„Materiały, które powstają w wyniku pracy dziennikarskiej, a mogą ujawnić źródła informacji dziennikarskiej, objęte są ścisłą ochroną i nie powinny być zabezpieczane, odczytywane i wykorzystane przez Policję. Obejmuje tak zarówno nośniki tradycyjne, jak i cyfrowe. Policja ma obowiązek respektować tajemnicę dziennikarską, także wtedy, kiedy przeszukuje pomieszczenia.

Niezależnie od tego funkcjonariusze Policji mają obowiązek okazać nakaz przeszukania w taki sposób, by osoba zainteresowana mogła w spokojny i rzetelny zapoznać się z jego treścią”.



Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press