Portal Onet napisał, że w Białym Domu obowiązuje zakaz spotkań z polskim prezydentem i premierem spowodowany ustawą o IPN. Polski obóz rządzący odpowiedział atakiem na dziennikarzy, a samą sprawę bagatelizuje. MSZ zawiadamia prokuraturę, a „Wiadomości” doszukują się niemieckiego spisku i plotek formowanych przez „kosmopolityczne środowiska”

Przypomnijmy: we wtorek 6 marca portal Onet.pl poinformował, że do czasu przyjęcia zmian w ustawie o IPN prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki nie mają szans na spotkanie z prezydentem ani wiceprezydentem USA. Doniesienia pochodzą z notatki polskiej ambasady w Waszyngtonie z 20 lutego 2018 podsumowującej spotkania z przedstawicielami Departamentu Stanu. Autorzy artykułu, Andrzej Stankiewicz i Andrzej Gajcy, dokumentu nie ujawnili ze względu na ochronę źródła informacji.

Jeszcze w środę rano Beata Kempa podkreślała, że jest „daleka od pouczania dziennikarzy”, ale w kwestiach „tak ważnych jak relacje z USA” trzeba być ostrożnym. „W takich sprawach powinniśmy wykazywać się dużą odpowiedzialnością za słowo, komentarze i interpretacje”.

Wieczorem tego samego dnia takie „miłe” słowa się skończyły. Od pouczania rząd przeszedł do grożenia prokuraturą. MSZ zapowiedział, że wstąpi na drogę prawną przeciw portalowi Onet. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że groźby MSZ jednocześnie potwierdzają istnienie dokumentu, który miał być jedynie szkodliwą fantazją dziennikarzy.

Przez całą środę 7 marca 2018 politycy obozu rządzącego mówili jednym głosem. Ich opowieść wyglądała tak: „To fake news. Nie ma notatki. Przyszło dementi” (Jacek Sasin), „Mamy [z USA] najlepsze w historii relacje” (Adam Bielan), „Cała operacja była bardzo dobrze przygotowana jako uderzenie w polski rząd” (Jacek Sasin), „To, co robi Onet i inne media należące do niemieckich właścicieli, niczym się nie różni od tego, co robiła esbecja i komuna” (Dominik Tarczyński).

Czyli: my jesteśmy czyści, stosunki z USA są wspaniałe, a w ogóle to wszystko ukartowały obce siły (w domyśle: niemieckie).

Opowieść polityków została powtórzona w głównym wydaniu „Wiadomości” TVP. W materiale publicznej telewizji zatytułowanym „Wojna z Polską na fałszywe informacje” (autor: Marcin Szypszak) nie ma najmniejszej próby dotarcia do źródeł, próby ustalenia, jak jest naprawdę, przeciwstawienia materiałom Onetu innych faktów. A zdawałoby się, że to dziennikarze mediów bliskich rządowi powinni mieć lepszy dostęp do źródeł – w tym przypadku do MSZ.

Analizujemy materiał „Wiadomości” zdanie po zdaniu.

  • „Informacja miała wstrząsnąć polską polityką. W rzeczywistości okazała się newsem wyssanym z palca”.

Fałsz. O sprawie wypowiadali się m.in.: premier, rzeczniczka rządu, ministrowie i wiceministrowie, szef gabinetu prezydenta. Twierdzenie, że news jest wyssany z palca to zaklinanie rzeczywistości. Tezę o fake newsie de facto zdementowało samo MSZ:

będzie ścigać dziennikarzy Onetu ścigać z kodeksu karnego za ujawnienie tajnego dokumentu. W ten sposób potwierdza, że taki dokument istnieje i podaje nawet jego sygnaturę.

W środę Onet opublikował analizę Jana Parysa, która powstała w reakcji na notatkę Ambasady z 20 lutego. Również ta analiza potwierdza wcześniejsze ustalenia dziennikarzy: „Ze względu na znaczenie USA dla naszego bezpieczeństwa nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem. Moim zdaniem uregulowanie sporu z USA jest ważniejsze niż spór z Izraelem czy rozmowy z KE [Komisją Europejską – red] na temat praworządności”.

Informacje potwierdza też Marcin Makowski z tygodnika „Do Rzeczy”: „ultimatum administracji Donalda Trumpa było znane w kręgach amerykańskich komentatorów politycznych przynajmniej od kilku dni”.

Jak czytać język dyplomacji

  • „Doniesienia o jakimkolwiek zawieszeniu współpracy w zakresie bezpieczeństwa i dialogu na wysokim poziomie to wszystko jest po prostu nieprawdziwe” – mówi rzeczniczka Departamentu Stanu, cytowana przez „Wiadomości”.

Tyle że Onet nie napisał o zawieszeniu takiej współpracy. A co napisał? O groźbie obcięcia finansowania dla wspólnych projektów wojskowych. To Kongres zatwierdza finansowanie dla misji wojskowych, a w Kongresie narastają nastroje antypolskie. Artykuł Onetu dotyczył jednak przede wszystkim zawieszenia stosunków na NAJWYŻSZYM poziomie.

Jak dokładnie wyglądała wypowiedź rzeczniczki? Podczas konferencji prasowej 6 marca 2018 Heather Nauert najpierw przypomniała, że USA „jasno wyraziły zaniepokojenie tą ustawą”, przypomniała kolejne oświadczenia w tej sprawie. Następnie stwierdziła, że doniesienia o rzekomym zawieszeniu współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i na wysokim szczeblu, są fałszywe. Dodała, że Polska jest bliskim sojusznikiem USA w NATO. Po czym uzupełniła: „co nie znaczy, że nie ma między nami różnic dotyczących uchwalonej ustawy”. Konferencję opisaliśmy dokładnie tutaj.

Wielokrotnie pytana przez dziennikarza Nauert ani razu nie stwierdziła wprost, czy zawieszono kontakty między prezydentami USA i Polski. Powtarzała jedynie, że nie ma w tej chwili rozmów o takich spotkaniach i nie są one planowane.

Wystąpienie Nauert to dobrze zaplanowane uniki. Rzeczniczka nie powiedziała „nie ma żadnych przeszkód, żeby prezydent Trump i prezydent Duda spotkali się choćby jutro”. Zapytana o spotkanie prezydentów w lipcu na szczycie NATO odpowiedziała wymijająco: „Z pewnością wiele może się wydarzyć od teraz do lipca”.

Podobnie interpretuje jej słowa dziennik „Washington Post”:

„[Nauert] nie zaprzeczyła kategorycznie tej części materiału [Onetu], która dotyczy zawieszenia stosunków bilateralnych”.

Były dyplomata, a obecnie publicysta Witold Jurasz twierdzi: „Gdy zaś rzeczniczka stwierdziła, że nic jej nie wiadomo o tym, by „obecnie rozmawiano i jakichś spotkaniach lub by takie były zaplanowane” (a wiadomo, że były zaplanowane), to tym samym potwierdziła, że spotkania zostały w istocie odwołane”.

Dlaczego zatem Nauer tak kluczyła? „Dyplomaci zawsze zostawiają furtkę, bo walenie pięścią w stół może spowodować kłopoty w przyszłości. Natomiast to, co mówi rzeczniczka, to dyplomatyczny odpowiednik publicznej reprymendy dla władz PiS” — mówi portalowi tokfm.pl historyk dyplomacji, dr Janusz Sibor. Zdaniem eksperta z wypowiedzi rzeczniczki wynika, że zamrożone zostały również spotkania z szefem polskiej dyplomacji.

Niemieckie rojenia

  • „Nieprawdziwe doniesienia Onetu szybko podchwyciły kolejne media, między innymi »Gazeta Wyborcza« i inne tytuły związane z wydawnictwem Ringier Axel Springer”.

Podwójna manipulacja. Po pierwsze zdanie to sugeruje, jakby „Gazeta Wyborcza” była powiązana z koncernem Springera, co jest kompletną bzdurą. „Wyborczą” wydaje Agora S.A. – polska spółka giełdowa. Po drugie, o doniesieniach Onetu napisały niemal WSZYSTKIE media funkcjonujące na polskim rynku. Między innymi dlatego, że Andrzej Stankiewicz i Andrzej Gajcy to doświadczeni dziennikarze. Stankiewicz jest laureatem wielu nagród, przez kilkanaście lat pracował w „Rzeczpospolitej”. Sugestia, że informacja ta była rozprzestrzeniana wyłącznie przez niemiecki koncern jest i fałszywa, i obrzydliwa.

  • „Są mocarstwa za naszą polską granicą, które życzyłyby sobie pogorszenia relacji polsko-amerykańskich. Dziwię się, że są w Polsce media, które się w ten trend, płynący ze wschodu, wpisują” – mówi „Wiadomościom” Adam Bielan, wicemarszałek Senatu.

Kolejna sugestia, że za sprawą stoją „obcy”: nie tylko Niemcy, ale również Rosjanie. Nie liczy się to, co naprawdę wydarzyło się między dyplomacją polską a amerykańską, tylko to, że zostało ujawnione opinii publicznej.

  • „Nieprawdziwe informacje kolportowali na swoich tweeterowych kontach politycy opozycji”.

Tu rozczarujemy autorów materiału TVP: te informacje podawali wszyscy uczestnicy debaty publicznej – komentatorzy i internauci. Nie ma nic dziwnego w odnoszeniu się do wiadomości tej wagi.

  • „Te wszystkie plotki nieprzychylne rządowi polskiemu formowane są przez środowisko kosmopolityczne bardziej, czyli reprezentujące przeciwstawną narodowemu, patriotycznemu spojrzeniu na losy Polski wizję” – takim komentarzem podsumował materiał prof. Kazimierz Kik.

Konkluzja godna najgorszych wzorców propagandy. Tylko na marginesie przypominamy, że „zarzut” kosmopolityzmu stawiano w Marcu 1968 m.in. profesorom Leszkowi Kołakowskiemu czy Zygmuntowi Baumanowi, a także Stefanowi Kisielewskiemu. Wypowiedź jest jednak montowana, niewykluczone, że intencja prof. Kika była inna, a jego słowa zostały w ten sposób spreparowane na użytek prorządowego materiału.


Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym