W rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM wicepremier i minister kultury Piotr Gliński wytrwale bronił Polskiej Fundacji Narodowej. „Ma budować długofalowy lobbing dla Polski” - mówił Gliński. Tymczasem dziennikarze porównują już kierownictwo PFN do gangu Olsena – tak dobrze ona działa

Wicepremier Gliński znany jest z tego, że łatwo się obraża, a najłatwiej obraża się na dziennikarzy. W czasie porannej rozmowy z Robertem Mazurkiem w RMF FM (15 maja 2018) obraził się m.in. na Łukasza Warzechę, publicystę związanego z prawicowym tygodnikiem „Do Rzeczy”. Warzecha nazwał Polską Fundację Narodową – której wicepremier jest niestrudzonym opiekunem i obrońcą, a także nad którą formalnie sprawuje nadzór – „wizerunkowym gangiem Olsena”. Gliński uniósł się: „Szczególnie ohydny tekst pana Warzechy (…) szczególnie nieetyczny, nieładny tekst”.

My w OKO.press bardzo chcielibyśmy, żeby wicepremier Gliński poświęcił nam przynajmniej tyle samo czułości, co redaktorowi z „Do Rzeczy”. Żeby na nią zasłużyć, przypomnimy ministrowi kultury zasługi Polskiej Fundacji Narodowej. Gliński bronił jej długo w wywiadzie z Mazurkiem (wszystkie cytaty za zapisem ze strony RMF FM). Przyznał półgębkiem, że „faktycznie tam nie wszystko jest wspaniale” i zapowiedział bliżej nieokreślone „racjonalne zmiany w funkcjonowaniu”.

Po co jednak zmieniać coś, co generalnie działa dobrze? A tak właśnie działa PFN według Glińskiego. Mazurkowi mówił:

„Przewidujemy pewne racjonalne zmiany w funkcjonowaniu Polskiej Fundacji Narodowej. Takie, które poprawią dobre już jej funkcjonowanie”.

Czym się według wicepremiera zajmuje fundacja? Ma „budować przychylną atmosferę i wsparcie dla polskich interesów na całym świecie (…) Ma budować długofalowy lobbing dla Polski. I robi to w taki sposób, lepiej jej to wychodzi, czasami gorzej”.

Gliński, dodajmy, bronił już PFN u Mazurka w lutym 2018. Wówczas zapowiadał, że oceni pracę fundacji dopiero wtedy, kiedy otrzyma sprawozdanie roczne. Już wówczas nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy jest z fundacji dumny. „To nie jest określenie właściwe – czy mamy być dumni z wszystkich instytucji, które powołaliśmy, czy które zostały powołane”.

Żeby minister mógł poczuć się naprawdę dumny, przypominamy podstawowe fakty o PFN.

* Fundacja została powołana z wielką pompą w lipcu 2016 roku. Inaugurację uświetniła swoją obecnością ówczesna premier Beata Szydło. „Bo właśnie Polska Fundacja Narodowa będzie budowała markę, która nazywa się Polska. Będzie budowała tę markę poza granicami naszego kraju” – mówiła. PFN miała pokazywać „Polskę piękną, Polskę przyjazną, Polskę, do której warto przyjechać, Polskę ambitną; Polskę, w której są ogromne możliwości, wspaniali ludzie, wspaniałe pomysły”.

* Potem przez dłuższy czas PFN nie robiła nic. Jej budżet – ze składek spółek Skarbu Państwa – wynosi 250 mln złotych. W ciągu 11 lat spółki zobowiązały się przekazać 585 mln zł.

* W czerwcu 2017 roku fundacja po cichu wyczyściła statut z zapisów ważnych dla sponsorów. Jak ustaliła „Wyborcza”, znikły zapisy o „promowaniu spółek i polskiej przedsiębiorczości, i polskiego rynku finansowego”, „wspieraniu działań budujących dobre praktyki rynkowe”, „podnoszeniu kwalifikacji kadry zarządzającej i pracowników spółek skarbu państwa”. Pojawiło się: „upowszechnianie martyrologii i bohaterskich czynów Narodu Polskiego, tradycji narodowej, pielęgnowanie polskości, obrona wizerunku Polski, walka ze zniesławianiem, kształtowanie i promowanie postaw patriotycznych”.

* We wrześniu 2017 roku ruszyła kampania „Sprawiedliwe sądy”. Budżet za bilbordy i spoty w internecie wyniósł blisko 20 mln złotych. Było to dokładnie w momencie, w którym PiS demontował system sądownictwa w Polsce i próbował nastawić opinię publiczną przeciw sędziom. Na bilbordach m.in. wspomniano o przypadku kradzieży kiełbasy przez sędziego Zbigniewa J., który wówczas już nie żył. Kampania, jak wyjaśnił później Ryszard Terlecki z PiS, powstała na zamówienie rządu. Byli w nią zaangażowani PR-owcy ze spółki „Solvere”, którzy byli posądzani o złamanie ustawy antykorupcyjnej – kiedy założyli spółkę, pracowali w kancelarii premiera.

* Inne programy PFN: „Piknik wojskowy” („namiot edukacyjny” dla żołnierzy wojsk NATO w Polsce w czasie wizyty Donalda Trumpa w Warszawie w lipcu 2017), „Święty Jan Paweł II i jego Europa”. „Dekomunizacja” (kampania skierowana do mieszkańców Warszawy, aby zgodzili się na zmiany nazw ulic), „Team 100” (program wspierania 200 młodych sportowców; powstał z inicjatywy ministra sportu).

* Fundacja miała bronić „dobrego imienia” Polski w internecie. Niestety, popełniała kompromitujące błędy na Twitterze, a film przygotowany z okazji kryzysu dyplomatycznego w stosunkach z Izraelem został zdjęty z sieci, bo wykorzystywał muzykę, do której fundacja nie miała praw.

* W czasie konfliktu z Izraelem w lutym i marcu 2018 roku fundacja zebrała cięgi nawet od polityków PiS – bo zachowywała się generalnie biernie i poza twittowaniem nie zrobiła wiele.

* Z okazji zbliżających się obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości fundacja zaangażowała się w finansowanie rejsu dookoła świata, którym polski żeglarz Mateusz Kusznierewicz miał promować Polskę. Kupno jachtu i podróż miały kosztować w sumie 20 mln złotych. Sprawa była już wielokrotnie opisywana w mediach, więc nie będziemy się nad nią rozwodzić – nawet wicepremier Gliński powinien pamiętać, o co chodziło. PFN rozstała się z fundacją Kusznierewicza w atmosferze wzajemnych pretensji o niedotrzymane umowy. Fundacja Kusznierewicza ogłosiła upadłość, ponieważ nie dostała – jak twierdzi – obiecanych od PFN pieniędzy, za to wydała 400 tys. złotych z własnych środków na remont jachtu.

Być może sekret tych wszystkich osiągnięć PFN leży w całkowicie niekompetentnym zarządzaniu. Prezesem jest Cezary Jurkiewicz, działacz PiS, radny warszawskiej dzielnicy Wawer. Wiceprezesem – Maciej Świrski, szef „Reduty Dobrego Imienia”, o której ekscentrycznych pomysłach OKO.press pisało wielokrotnie. 13 maja dziennikarze „Wprost” opisali, jak miało wyglądać podejmowanie decyzji w sprawie koloru jachtu Kusznierewicza. „Wprost” pisał:

„Padło oczywiście na biało-czerwone barwy naszej flagi. I tu pojawił się problem. Oficjalnie, według ustawy, czerwień flagi państwowej to karmazyn. Ale takiego koloru nie używa się już w branży poligraficznej. Jest on zastępowany podstawowym odcieniem czerwieni. I powstał dylemat: wybrać ustawowy, ale nieużywany karmazynowy czy nieustawowy, ale popularny czerwony. Zamiast podjąć błyskawiczną decyzję, trzeba było lecieć do Francji, gdzie stoi jacht, pomalować na czerwony kolor jeden z jego elementów i przywieźć go z powrotem do Polski na biurko prezesa Jurkiewicza. Dopiero kiedy prezes zobaczył kolor na własne oczy, uznał, że jest dobry. Przy napiętym harmonogramie prac takie drobnostki potrafią zrobić tygodniowe opóźnienia. I to nie jest tak, że zarząd fundacji ma luźne podejście do życia. – Brakowało im po prostu wyobraźni, doświadczenia. Oni nie myślą o konsekwencjach. Dopiero kiedy konsekwencje już nastąpiły i mamy totalny kataklizm, budzą się z letargu i zaczynają gasić pożar, który zdążył już wszystko wokół strawić – komentuje jeden ze współpracowników”.

Zdaniem OKO.press PFN można naprawić tylko w jeden sposób: zwolnić wszystkich, przeprosić za skandale i zacząć od nowa (a najlepiej nie zaczynać, bo nie jest wcale jasne, że taka fundacja jest do czegokolwiek potrzebna). Wtedy dopiero wicepremier będzie miał powód do satysfakcji, bo jednak nie do dumy.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym