0:00
0:00

0:00

Z Palestyńczykiem Fadim (nazwisko do wiedzy redakcji) rozmawiam, gdy przebywa w szpitalu w Hajnówce. Został tam przewieziony w pierwszej połowie stycznia z przygranicznego lasu. Był w złym stanie, nieprzytomny. Wcześniej Straż Graniczna wypychała go z Polski kilka lub nawet kilkanaście razy. Po drugiej stronie znęcali się nad nim Białorusini. Z opowieści Fadiego wyłania się życie w cieniu ciągłych represji - najpierw w Palestynie oraz Izraelu, teraz na naszej wschodniej granicy.

W więzieniu w Izraelu

Fadi do 26. roku życia mieszkał w Strefie Gazy - terytorium Palestyny, które kontroluje Hamas (organizacja fundamentalistyczna, oskarżana o terroryzm, w przeszłości dokonała wiele takich ataków). W Strefie Gazy życie jest bardzo trudne, m.in. ze względu na wysokie bezrobocie.

W 2016 roku Fadi pojechał z matką chorą na raka, by leczyć ją na Zachodnim Brzegu – innym terenie Palestyny, kontrolowanym przez Izrael. Tam poziom służby zdrowia jest znacznie lepszy. Tam też znalazł pracę. Został i poznał Ghadir.

Wiosną 2020, gdy już wybuchła pandemia i wprowadzono restrykcje w Izraelu, Fadi ożenił się z Ghadir. Pokazuje mi zdjęcia ze ślubu. Na uroczystości widać ledwo kilka osób. „Wesele w czasie pandemii” - tłumaczy.

Tydzień po ślubie, podczas kontroli dokumentów został zatrzymany - urodził się w Strefie Gazy i bez prawa do rezydentury nie mógł przebywać na Zachodnim Brzegu. W 2003 roku Izrael wprowadził prawo, które bardzo utrudnia m.in. Palestyńczykom z Gazy wchodzenie w związki i przenoszenie się na stałe na Zachodni Brzeg czy do Izraela. Pary często więc żyją w ukryciu. To problem tysięcy małżeństw i rodzin.

Fadi trafił do więzienia na 7 dni. Mówi, że Izraelczycy bili go. Pokazuje kilka zdjęć, prawdopodobnie sprzed rozprawy. W brązowym mundurku – takie noszą więźniowie w Izraelu – siedzi w czymś, co przypomina miejsce dla oskarżonego w sądzie. Pobita prawa strona twarzy. Prawe niewidoczne od opuchlizny oko, wokół siniec. Na łuku brwiowym nalepione plastry – szwy – do zamykania otwartych ran.

Na jednym ze zdjęć odchyla opuchliznę i widać przekrwione od pobicia oko. Widać też obrączkę na palcu – dowód, że już był wtedy po ślubie. Na uszach i brodzie ma odchyloną do zdjęcia maseczkę.

Z wniosku o Interim Measures – zabezpieczenie przed push-backiem – jaki do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w imieniu Fadiego skierowali aktywiści z Polski, wynika, że Palestyńczyk został przez służby w Izraelu zatrzymany za nielegalny pobyt na Zachodnim Brzegu i z tego też powodu był w więzieniu. Powiedziano mu, że jeśli chce zobaczyć jeszcze żonę, to musi współpracować z Izraelem, jako szpieg w Strefie Gazy. „Aplikant odmówił współpracy”, piszą autorzy wniosku.

Po tygodniu został deportowany do Strefy Gazy, z zakazem powrotu na Zachodni Brzeg.

Tortury w Strefie Gazy

W Strefie Fadiego od razu aresztowały władze podejrzewając, że zgodził się na współpracę z izraelskim wojskiem. 86 dni spędził w więzieniu Hamasu. "Był brutalnie przesłuchiwany pod zarzutem współpracy z Izraelem" - czytamy we wniosku do Trybunału w Strasburgu.

Jak brutalnie? Pokazuje mi na zdjęciu swoje plecy po Hamasie. Sine. I ślady tortur na ciele, głównie z rąk Palestyńczyków.

Pod prawym łukiem brwiowym widać bliznę. „To Izrael”. Lewa brew: „A to Hamas”. Później dowiaduję się, że także ma „zmiażdżony” oczodół - tego nie zauważam, gdy rozmawiamy.

Ludzie Hamasu związali mu ręce z tyłu – zsiada z łóżka i pokazuje jak. Przywiązali go do czegoś na suficie i podciągali. To dość znana forma tortur, która wyłamuje ramiona. Jemu złamali obojczyk – odsłania i pokazuje. Gołym okiem widać, że zrósł się krzywo.

Pokazuje blizny na lewym ramieniu. Jedna, duża, w miarę kwadratowa, z jednej strony półokrągła, jakby jakimiś kleszczami ściskano mu długo skórę lub mięśnie. Na głowie z lewej strony widać ranę, długą na kilka centymetrów, dawno zagojoną, z mocnym zgrubieniem.

W więzieniu ludzie Hamasu mieli mu też wyrywać paznokcie. Z prawej ręki środkowe dwa palce oraz kciuk w lewej ręce. W prawej nodze zerwano mu paznokcie z trzech palców, a w lewej z dwóch. Fadi twierdzi, że Palestyńczycy razili go też prądem - końcówki drutów przystawiali mu do skroni.

Po więzieniu trafił do szpitala, ale takiego, w którym nie rejestrują pacjentów. By nie było śladów po tym, co przeszedł.

„Urodziło się martwe”

Gdy rodzina Ghadir próbowała się z nim kontaktować, zagrożono jej uwięzieniem. On nadal nie mógł się spotkać z żoną. Teść zażądał rozwodu. Grożono rodzinie Fadiego w Strefie Gazy.

W chwili pierwszego aresztowania Fadiego Ghadir była w ciąży. We wniosku do trybunału w Strasbourgu czytam, że stres wywołany uwięzieniem i torturowaniem małżonka negatywnie wpłynął na ciążę. Gdy pytam go o dziecko, milknie. Tłumacz – Irakijczyk, który przekłada naszą rozmowę na WhatsAppie - powtarza moje pytanie. „Urodziło się martwe” – w końcu mówi Fadi. Wcześniak. Ważył ledwo 700 g.

„Prowadziłem w Palestynie żałosne życie, między dwoma rządami: Izraela na Zachodnim Brzegu i Hamasu w Strefie Gazy. Byłem bity, torturowany, więziony. Dość” – mówi. W lipcu 2020 wyjechał z Palestyny do Egiptu, potem trafił do Turcji, a stamtąd – jesienią 2021 roku – na Białoruś. Tutaj nastąpił kolejny etap jego gehenny.

Na granicy polsko-białoruskiej

Najpierw próbował zaaplikować o azyl w Ambasadzie RP w Mińsku. „Nie pozwolono mu na rozpoczęcie procedury” – czytamy we wniosku do Strasbourga.

W listopadzie dotarł do granicy. Przy próbie przejścia granicy najpierw złapali go białoruscy pogranicznicy. Ukradli mu pieniądze, torbę, jedzenie.

„Mówili: masz dwie możliwości - umrzeć tutaj lub umrzeć w Polsce”.

Bili go i wyzywali. Zabrali do bazy wojskowej na krótki czas. Tam też był bity. Tak jak i potem w pasie przygranicznym. Pięściami głównie, ale też kopali, czasami mierzyli mu prosto w twarz z karabinu, strasząc zastrzeleniem. Albo strzelali w powietrze. Bili go też pałką po głowie – do teraz uskarża się na ból głowy. I powtarzali mu: „Masz iść do Polski!”. Na plecach Fadi pokazuje jeszcze relatywnie świeże ślady po biciu na granicy.

Czasem pogranicznicy sprzedawali mu jedzenie – np. 1 ziemniak kosztował u nich 10 dolarów.

Po trzecim push-backu z Polski Białorusini kazali mu się rozebrać i stać w śniegu. Wtedy oficerowie zabrali mu znów pieniądze i inne cenne rzeczy. Fadi utrzymywał się dzięki pomocy, też finansowej, aktywistek z Hope & Humanity Poland.

Opłacały mu dach nad głową, gdy był wycofywany z granicy, zdalnie kupowały mu jedzenie. Ale kiedy znów był znów w pasie granicznym, by zabić głód, jadł liście drzew i śnieg. Wodę pił z rzek i z gruntu. Gdy padało, totalnie przemoknięty palił ogniska, by osuszyć siebie i swoje ubrania.

19 grudnia trafił do Białorusi po raz czwarty, tym razem w większej grupie.

Wśród nich była kobieta w zaawansowanej ciąży, więc postanowili, że wracają wszyscy do miasta. „Białoruska armia zablokowała im drogę i musieli spędzić wiele godzin w mokrych ubraniach, na zimnie, zanim pozwolono im wrócić” – napisali autorzy wniosku do Trybunału.

Białorusini czasami pytali ich, czy chcą jechać do Mińska. Wycieńczeni migranci chcieli. To kosztowało. Różnie: 100-200-300 dolarów dla żołnierza. Fadi opowiada jak mundurowy brał od migranta pieniądze i „tymi 100-200 dolarami przypalał sobie papierosa” – opisuje.

Po tym pokazie siły mundurowy krzyczał: „Idziesz do Polski!”

Raz gdy był z innymi w ciężarówce, białoruscy pogranicznicy zabrali w las dwie młode kobiety, w tym jedną Syryjkę, w widocznej już ciąży. „Może czwarty miesiąc”. Fadi mówi, że zgwałcili je w lesie. Wszyscy słyszeli ich krzyki. „Co mogliśmy zrobić? Nic. Oni mieli karabiny. Co my mogliśmy zrobić?!” - powtarza.

Innym razem widział mężczyznę z raną otwartą uda – krwawiła – i złamaną nogą pod kolanem. Nie wie, co się stało. Ranny błagał o pomoc medyczną. Białorusini przecięli druty i wypchnęli go przez nie: „Idź do Polski. Tam jest lekarz”.

„Jeśli pójdę na Białoruś, to będę martwy. Już tego nie przeżyję”

„A Polacy co ci zrobili?” – pytam Fadiego.

„Uratowali mi życie – im je zawdzięczam” – odpowiada.

To fakt, który potwierdza kilku moich rozmówców – Straż Graniczna znalazła go prawdopodobnie 7 stycznia (wtedy trafił do szpitala) w kiepskim stanie. Był nieprzytomny.

Aktywiści twierdzą - i to samo jest we wniosku o Interim - że pogranicznicy ratowali mu życie resuscytacją w lesie. Zapytaliśmy o to rzeczniczkę SG, ale nie dostaliśmy odpowiedzi.

Nieoficjalnie udaje nam się potwierdzić, że nie tylko na Izbie Przyjęć szpitala w Hajnówce, ale nawet na oddziale Fadi nadal był nieprzytomny, „bez kontaktu”. „Wszystko, co pamiętam, to to, że szedłem z grupą migrantów i gdzieś się przewróciłem. Potem obudziłem się dopiero w szpitalu” – mówi Fadi.

Według wniosku przeszedł w Polsce ok. 3 km od granicy.

Polacy push-backowali go pięć razy, jeśli liczyć tylko te sytuacje, w których udało mu się wejść dalej od granicy. Bo jeśli liczyć krótkie przekroczenia – kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt metrów – to takich zdarzeń było ok. 30. Twierdzi, że prosił wtedy Polaków o jedzenie lub wodę. Rzucali mu je.

„Bili cię?” - pytam znowu o polskich pograniczników. Bo we wniosku o Interim Measures jest zapisane, że Polacy też znęcali się nad nim i zniszczyli mu telefon - to bardzo częsta forma represji wobec migrantów. I bardzo dotkliwa - brak smartfonu w sytuacji skrajnej może oznaczać śmierć na pograniczu. „Nic takiego mi się nie zdarzyło” – zaprzecza Fadi.

Tymczasem we wniosku czytamy, że 1 grudnia 2021 roku Fadi i dwóch jego kolegów zostało zatrzymanych przez polskich pograniczników na wysokości Sokółki.

„Pobito ich, zabrano im ciepłe ubrania, śpiwory, polano zmarzniętą wodą, a ich telefony zniszczono, potem zaś wypchnięto ich na Białoruś”. O tej sytuacji poinformowano wtedy biuro RPO oraz biuro UNHCR w Genewie.

„Ja to zgłaszałam tamtej nocy. Pamiętam to, bo Polacy polali Palestyńczyków wodą. Nie zniszczyli im tylko jednego telefonu, który chłopaki ukryli” - mówi Zosia Krasnowolska, aktywistka z Hope & Humanity Poland. Na dowód dostajemy screeny jej maila do UNHCRu z opisem powyższej sytuacji i dopiskiem „Są teraz na granicy i wkrótce zamarzną na śmierć”.

W screenach jest też odpowiedź od Natalii Prokopchuk z UNHCR, potwierdzająca otrzymanie tego maila. Dostajemy też screeny potwierdzające zgłoszenie przez Krasnowolską sytuacji do RPO i odpowiedź z biura rzecznika: „podejmiemy sprawę”. Marcin Sośniak z biura RPO potwierdził nam, iż dostał wówczas zgłoszenie tej sytuacji, choć wtedy ani RPO, ani aktywiści nie znali jeszcze danych Fadiego.

„Skarżący był wielokrotnie maltretowany z rąk sił białoruskich i polskich” - czytamy dalej we wniosku do Trybunału. 5 stycznia, przy piątej próbie przejścia, Fadi „został złapany, pobity i wypchnięty przez pograniczników na Białoruś”. Czyli znów przez Polaków.

„To prawda – Fadi opowiadał mi o tym, co opisane we wniosku, jeszcze gdy był na Białorusi” - mówi Małgorzata Rycharska, aktywistka z Hope & Humanity Poland, która utrzymuje z nim kontakt internetowy od początku grudnia.

Czemu więc teraz Fadi zaprzecza tej agresji polskiej Straży Granicznej?

„Bardzo się boi polskich pograniczników. Boi się, że te informacje mu zaszkodzą. To jest walka o życie” - tłumaczy Rycharska. Los migrantów na granicy często zależy nie od prawa, a od kaprysów funkcjonariuszy SG. A ja rozmawiałem z Fadim zanim uzyskał decyzję dotyczące ochrony międzynarodowej.

Krótko po tym, gdy Fadi odzyskał przytomność w szpitalu w Hajnówce, przeczytał, że nawet stamtąd polscy pogranicznicy wyciągają chorych i wyrzucają ich na granicę. To faktycznie częsty proceder. Przerażony tą wizją zaalarmował aktywistów, że i jego chcą znów wywieźć na Białoruś, choć nie było wówczas takiego zagrożenia.

Trzy dni później, gdy go spotykam, na translatorze pisze: „Jeśli pójdę na Białoruś to będę martwy. Już tego nie przeżyję”.

Ofiary tortur, wbrew prawu, kierowane do ośrodków zamkniętych

We wniosku do Trybunału w Strasbourgu autorzy napisali, że przy deportacji Fadiego do Palestyny, grożą mu tam „tortury i śmierć”. 10 stycznia ETPCz przyznał Fadiemu Interim Measures.

Cztery dni później w Sądzie Rejonowym w Bielsku Podlaskim sąd orzekł, iż ma trafić do ośrodka zamkniętego dla cudzoziemców.

Tymczasem w ustawie o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP, art. 88a mówi iż „Wnioskodawcy (..) nie umieszcza się w strzeżonym ośrodku ani nie stosuje się wobec nich aresztu dla cudzoziemców, w przypadku gdy: (..) 2) ich stan psychofizyczny może uzasadniać domniemanie, że byli poddani przemocy”.

Zapytaliśmy Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim, dlaczego podjęto decyzję o umieszczeniu go w ośrodku zamkniętym, skoro migrant dowodzi, iż był torturowany w Palestynie i na Białorusi, oraz przedstawia na to dowody w postaci zdjęć i widocznych obrażeń na ciele.

Mimo obietnicy nie uzyskałem odpowiedzi. W krótkim piśmie od prezes sądu Mirosławy Mironiuk, czytamy: „Szczegółowa argumentacja uzasadniająca wydanie orzeczenia o takiej treści zawarta została w uzasadnieniu”. Ale treści uzasadnienia już w odpowiedzi nie ma, choć o nie właśnie pytałem. Prezes Mironiuk podaje za to informację, o które nie pytałem, a nawet w mailu zaznaczyłem, że to wiem (m.in. że decyzja zapadła, że Fadi miał prawnika itp.).

Nieoficjalnie, z innego źródła dowiadujemy się, iż sąd w Bielsku Podlaskim „miał wątpliwości, czy Fadi był torturowany” oraz miał zastrzeżenia do treści dokumentów medycznych na jego temat.

„W całej Polsce sądy tak robią – wbrew ustawie umieszczają w ośrodkach zamkniętych” – informuje nas prawnik związany z pomocą dla migrantów, który pragnie zostać anonimowy. „To prawda. Ofiary tortur są umieszczanie w ośrodkach zamkniętych pomimo ustawowego zakazu. Helsińska Fundacja Praw Człowieka od lat na to zwraca uwagę” - podkreśla Marta Górczyńska, prawniczka z HFPC. Dodaje, że Polska była już skazywana takie niesłuszne umieszczenie w ośrodkach zamkniętych.

W jednym z przypadków ofiarę tortur trzymano bezprawnie w ośrodku zamkniętym aż przez 10 miesięcy.

„Bezpieczeństwo – tego tylko już pragnę”

Co było najgorsze dla niego ?

„Hamas. Numer 1” - nie ma wątpliwości. Bo torturują i zabijają z „Allah Akbar” na ustach. W imię religii. „Dlaczego? Jestem muzułmaninem". Uważa, że Hamas jest jak ISIS – to fanatycy. Mimo cierpienia, którego doznał na granicy polsko-białoruskiej, woli to niż „gnicie” w więzieniach Hamasu czy Izraela. „Tutaj przynajmniej mam nadzieję, na lepsze życie. Tam nie”.

Ma ciągle nadzieję spotkać swoją żonę, której nie widział od 1,5 roku. Choć wie, że to trudne, gdy ze strachu o siebie, jej rodzina się od niego odwróciła.

"Ja chcę tylko teraz żyć i czuć się bezpiecznym. Tylko tego już pragnę" - pisze mi na translatorze. - "Jesteśmy ludźmi, którzy kochają życie i nie cierpią wojen".

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze